Lubuntu 14.04 – czy coś tu działa?

Wczoraj pobrałem, dzisiaj wgrałem na kartę pamięci i przetestowałem.

To co zobaczyłem po uruchomieniu się cd-live było znajomym dla mnie widokiem LXDE w najnowszej wersji.
Ale nie to przykuło moją uwagę. Zauważyłem brak ikonki w tray-u odpowiedzialnej za sieć. Otwieram terminal i wpisuję: nm-applet i ikonka się pojawia. Ale jak zamknę terminal… ikonka znika. Przytaczam to, bo jeśli jakiś laik uruchomi dla testów lubuntu 14.04 i nie będzie widzieć ikonki, aby połączyć się z wifi, to czy będzie wstanie uruchomić sobie tą ikonkę, albo wybierze odpowiednie ustawienia z menu?

Ale jak już połączy się z internetem to pojawi się kolejny problem, bo… firefox nie działa. Kurna, naprawdę…
lubuntu 14.04 firefox
Naciskacie na Restart Firefox i… ponownie to samo.

Pięknie się zaczyna ;)

To może aktualizacja?
Synaptic…
synaptic
Aha… no to fajnie.

Nie działa też żaden element, który związany jest z aktualizacją. Nie działa taż Centrum aplikacji lubuntu.

Powyższe problemy wystąpiły u mnie, u was może to działać… ;)

Co więc mamy w lubuntu, czym można się zachwycić?
Takie sobie theme:
lubuntu 14.04 theme

Nowe ikonki, które mi przypadły średnio do gustu:
lubuntu 14.04 icons

I oczywiście spaprane theme obramowania okna, które psuje się kiedy zmniejszymy tytuł okna (openbox).
lubuntu 14.04 title

To tyle na obecną chwilę.
Szczerzę napiszę, że ja czekam na netrunner, które jest bardzie dopracowane i posiada wgrane już kodeki, czy elementy, które umożliwiają puszczenie filmu, czy muzyki.

Ubuntu 14.04 LTS – stabilnie, stonowanie, bez rewolucji

Ubuntu LTS to system z długim wsparciem, a to oznacza, że to właśnie tę wersję wgrywa się na komputery w firmach, zakładach, rodzicom, czy dziewczynie i nie robi się nic więcej przez kilka lat, jak tylko aktualizuje od czasu do czasu.

Czego można się spodziewać po 14.04?
Stabilniejszego i szybszego działania, kilku udogodnień w Unity względem wersji z 13.10, aktualizacji elementów systemów na nowsze, możliwość zainstalowania pitivi 0.93, problemu z chrome, brak ikonki pidgin na panelu i kilku innych rzeczy.

Starzy wyjadacze wynajdą i przetestują każdą, nawet najmniejszą, nowość w wydaniu 14.04, ale osoby które nie wnikają w system linux, jak tylko go użytkują w celach codziennych raczej przyjmą do wiadomości, że coś się pojawiło, albo coś działa szybciej.

Sztuką jest wprowadzić do “pulpitu” coś, co zmusi ludzi do aktualizacji do nowej wersji systemu.

Jednak wersja 14.04 to także, w pewnym sensie, ostatni przystanek przed Unity 8, ponieważ niczego więcej nie da się wycisnąć z 7 wydania. To co można było, dało się zrobić, to co nie zostało usprawnione, to zostało ulepszone w obecnym wydaniu. Moim zdaniem Unity 7 to obecnie już… trup, który jest podtrzymywany respiratorem.
Jeśli Canonical zdecyduje się dalej podtrzymywać przy życiu Unity 7 w wydaniu 14.10, mogę się mylić, ale ludzie nie będą widzieć sensu dokonywania aktualizacji z 14.04 do 14.10, ponieważ nie wiele to im da.
Bo co nowego można wdrożyć w Unity 7?
Innym aspektem przemawiającym za tym, aby w wydaniu 14.10 pojawiło się testowo, ale działające unity 8 jest fakt, że inne systemy nie stoją w miejscu, a taki Microsoft co pewien czas nakręca internet coraz to nowszymi informacji np. screen, gdzie widać menustart z prawdziwego zdarzenia, którego nadal brak w systemie. Apple także dopracowuje swój system, do tego w świecie linux coraz głośniej mówi się o qt5 i nowej wersji KDE.

Jeśli Canonical chce wygrać starcie z innymi systemami i pulpitami, musi być przed innymi. W innym przypadku, Unity 8 w momencie pojawianie się będzie fajne… ale nikomu niepotrzebne.

KlyDE – lightweight KDE (minimalistyczne KDE)

Czy KDE da się i można odchudzić? Czy można stworzyć paczki KDE tak, aby nie potrzebowały zależności, które sprawiają, że to środowisko graficzne jest tak opasłe? Czy można stworzyć, poskładać takie KDE aby miało tylko podstawy do działania, przy jednoczesnej niewielkiej zasobożerności?

Odpowiedź na powyższe pytania jest… Klyde.

Klyde to projekt pod skrzydłami opensuse, który jest niczym innym jak odchudzonym KDE do tego stopnia, że cd-live, które można pobrać (po założeniu konta na studiususe) waży tylko niecałe 500MB. Nie byłoby to takie dziwne, gdyby nie fakt, że na płycie znalazło się samo KDE, ale mamy tam też przeglądarkę (standardowa od KDE i Rekong), program do puszczenia sobie muzyki, czy program do filmów, i kilka innych.

500MB jako obraz płyty to nic, ale co powiecie na to, że ponad, powtarzam ponad 500MB zajął na dysku po instalacji Project Neon, gdzie żadnych programów od KDE nie instalowałem, tylko sam pulpit i potrzebne mu do właściwego działania zależności. To pokazuje, że jeśli twórcy KDE by chcieli, mogliby stworzyć naprawdę CHUDE KDE.

Jeśli już napaliłeś się na testowanie, to muszę cię zmartwić, bo Klyde jako cd-live nie działa na sprzęcie z UEFI i jest tylko w wersji 32 bit. Po prostu, podczas ładowania się systemu jest wyszukiwane MBR, które nie zostaje odnalezione na sprzęcie z UEFI.
Ale obraz płyty bardzo fajne uruchamia się w virtualbox.

Nie ma się do oszukiwać, odchudzone KDE do granic możliwości to wycięcie pewnych elementów, których albo nie można ustawić np. Kwin, albo trzeba mieć świadomość, że panel ustawień w niektórych sekcjach pokazuje komunikat o braku tego elementu w systemie.

Inną sprawą jest też wersja KDE, czyli wydanie (chyba obecnie) 4.10.3, a więc stabilne choć nie najnowsze.

Z drugiej strony Klyde wsadzone do openSuse to nie jest taki głupi pomysł, szkoda tylko że nie przygotowano paczek dla poszczególnych dystrybucji.

Ale jedno można poczuć po uruchomieniu Klyde, że jest to lekki (jakiś cud?), w miarę szybkie (bo bez obładowania zbędnymi rzeczami), proste (wiele opcji wyleciało z panelu ustawień) środowisko, w którym można się odnaleźć i działać.
I najważniejsze, to naprawdę działa :)

ps.
Kiedyś tam trafiłem na wzmiankę o tym, że jakaś tam osoba postanowiła stworzyć paczki KDE tak, aby nie zawierały nie potrzebnych rzeczy, tylko to co ważne do działania. Ale jako, że to były zapowiedzi nie skusiłem się na testowanie, kompilowanie, czy co tam jeszcze trzeba byłoby zrobić, aby poznać ten projekt.
Podczas testowania i lekkiego wnerwiania się na najnowsze KDE postanowiłem sprawdzić co z tym pomysłem/projektem wyszło.
Ciekawe, że KDE jako pulpit potrzebuje naprawdę nie wiele do działania, zaś twórcy tegoż pulpitu nagminnie go obładowują, zamiast odchudzać.

Project Neon (KDE dev)

O projekcie Neon słyszałem od… kilku już lat. Ale jako że KDE liznąłem, a później odrzuciłem z kilku powodów, tak obecnie postanowiłem poeksperymentować i zainstalować to… naprawdę rozwojowe KDE.

4.13.60 – to wersja, którą mam zainstalowaną.
Osoby wtajemniczone w numerki oznaczające wersję KDE od razu zorientują się, że wersje beta, rc w KDE oznaczane są wstecz, czyli przykład dla wydania 4.13.0: beta to 4.12.80, 4.12.85, rc – 4.12.95, 4.12.97, a to oznacza że wersja na której ja siedzę, to żadne tam pre-rc wydania 4.13.

I powiem szczerze, że jak wcześniej coś mi nie pasowało w KDE tak teraz siedzi mi się na nim naprawdę przyjemnie, z małymi wyjątkami.

Może to efekt nowego sprzętu, który ma nadmiar mocy, ale mimo wszystko KDE działa tak jak ma działać: szybko, to co włączam pojawia się po 2 sek. Nic mi się nie doładowuje itd.

Ale nic i nikt nie jest idealne/idealny. Nie wiem jak to jest w wydaniu stabilnym, bo nie testowałem, ale w tym 4.13.60, wnerwia mnie kilka spraw:
a) brak twardego interpretowania “Na wierzchu”
b) ogromna zasobożerność (kilka uruchomionych i zamkniętych programów i ram zajęty na poziomie ponad 700MB)
c) burd#l w menu (powielanie się działów menu)
d) menadżer sieci od KDE nie zapamiętuje hasła
e) OKROPNE interpretowanie czcionki w programach gtk2/gtk3
f) NADAL programy uruchomione pod wine nie są wyświetlane na Task Manager
g) nadal nie ma opcji, aby można było ustawić datę OBOK zegara nie ważne jakiej wielkości jest panel.
h) bur#l w panelu ustawień – nadal to nie zostało poukładane i poskładane w logiczne grupy
i) masę niepotrzebnych widgets do dodania na pulpit czy panel (mógł bym się jeszcze przyczepić do tego, że ten panel dodatków na pulpit/panelu przesuwa się naprawdę powoli przy kręceniu kółkiem myszki – trzeba się nakręcić, aby przejść do końca listy).
j)…do wielu opcji trzeba się naprawdę dokopać lub wiedzieć gdzie ich szukać.

Najbardziej co mi doskwiera podczas normalnego użytkowania to brak interpretowania “Na wierzchu” jako stały stan rzeczy. Szybki przykładzik: liferea i kilkadziesiąt tytułów/linków z rss-ów. Jeśli coś chcę przeczytać lub przejrzeć na wybranej stronie to naciskam i dany temat otwiera mi się w przeglądarce. Choć liferea ma oznaczenie “Na wierzchu”, to w momencie kiedy dany tytuł (link) otwierany jest w chrome, lifera przestaje być aktywnym programem – nie działa przewijanie, klikanie w przyciski – program przestaje być aktywny. Aby móc dalej przeglądać kolejne rss-y muszę kliknąć byle gdzie w lifera, aby program zaskoczył (czyt. stał się aktywny) i dopiero wtedy mogę kliknąć w kolejny odnośnik, ponownie określić liferea jako program aktywny i… tak w kółko.
Cholernie wnerwiająca rzecz, kiedy chce się przejrzeć kilkadziesiąt tematów/tytułów linków w przeglądarce.

Do “gównianego” wyglądu czcionki w aplikacjach gtk w KDE już się powoli przyzwyczaiłem, choć to nadal mnie interesuje: dlaczego nie da się tego ustawić, albo dlaczego twórcy KDE nadal nie stworzyli od siebie/własnego moduły, który pozwalałby na edycję tego elementu.
(Wiem, że niektóre dystrybucje posiadają takowy panel w ustawieniach do ustawień wyglądu gtk i czcionki w gtk, ale w wersji neon tego nie ma).

Ale dlaczego przesiadłem się na KDE?
Odpowiedź jest prosta: miałem już trochę dość patrzenia na prostotę i kanciaste obramowania okien itp. Napatrzyłem się na kanty na W8, po przejściu na linux patrzyłem się na openbox i lxde.
Kiedy człowiek zatopi się w wyglądzie osx, zaczyna dostrzegać zależność między wyglądem, a odczuciami i przyjemnością z siedzenia na danym systemie.
Stąd Project Neon, gdzie testuję, a przy okazji cieszę się animacjami, wyglądem i działaniem.