Historia o karcie pamięci z linux w tle.

Poniższa historia wydarzyła się w 2014 roku, na przełomie 18 sierpnia, a 19 sierpnia.

18 sierpnia postanowiłem zabrać się, wreszcie, za przygotowywanie pewnego starego laptopa w temacie oddania go w inne ręce. Oznaczało to wyczyszczenie partycji z Windowsa i systemu linux i nową instalację jednego z nich, czyli Windowsa.

Pierwszy problem, to płyta z Windows, która porysowała się tak, że czytnik starego laptopa jej nie czyta.
Czy linux ma jakiś prosty program do klonowania DVD?
Po kilku chwilach z google i przeglądaniem pustych porad, postanawiam posłużyć się poleceniem dd i opcją zgrywającą dane z czytnika DVD na dysk w postaci .iso.

Po nagraniu obrazu płyty, proces instalacji uruchomił się wreszcie na starym laptopie. Jednak nie przeczuwałem, że to początek problemów.
Okazało się, że nie spisałem rozmieszczenia partycji na dysku. Tu pomocny okazała się wgrany na kartę pamięci elementary os 0.3 (test), który mimo wszystko, trochę potrzebował czasu, aby pokazać pulpit, ale mi chodziło tylko o gparted.

Teraz mogłem już przystąpić do instalacji oryginalnego systemu.

I tu zaczyna się właściwa część tej historii…
Windows Vista po uruchomieniu nie posiada odpowiednich sterowników do karty sieciowej i graficznej. Myślę sobie, no to zajebi#e, bo jak mam pobrać testerowniki, jak nie mogę połączyć się z siecią? Mogłem podłączyć kabel sieciowy, ale i to by nie zadziałało, bo żadna karta sieciowa nie była wykrywana (zainstalowana).

Tu przyszedł mi z pomocą drugi laptop, z którego normalnie korzystam na co dzień.
Wchodzę na stronę producenta laptopa i pobieram potrzebne pliki… Ale po chwili zaczynam się zastanawiać: Jak je przenieść na drugiego laptopa? Karta pamięci? Pendrive?
Wybieram kartę pamięci, bo szybciej.

No właśnie, karta pamięci, ale w moim nowym laptopie oryginalny czytnik kart, który jest wbudowany… nie działa, bo jądro, albo inne elementy systemu nie wykrywają tego czytnika. Posiadam zewnętrzny czytnik, ale aby go podłączyć muszę odłączyć inne urządzenia pod USB. Dobra, wybieram słuchawki pod USB, bo myszka i klawiatura mi się przyda.
Okazuje się, że system nie wykrywa karty pamięci.

Powoli ogarnia mnie frustracja. Najnowsze jądro, i inne elementy, ale karta nie jest wykrywana przez menadżera plików pcmanfm. Thunar też nie widzi karty… Przechodzę na plasma-next (kde – neon) i… desktop widzi karę, ale muszą ją ręcznie zamontować – chociaż tyle. Dokonuję przekopiowania plików, ale w myślach zastanawiam się nad kwestią: Dlaczego jeden pulpit wykrywa kartę pamięci, a inny nie? W między czasie przechodzę na e19 alpha, i tam pulpit wykrywa kartę pamięci, a nawet pozwala mi ją w łatwy sposób zamontować: ikonka na pulpicie, odpowiedni odnośnik w menadżerze plików e, bo thunar i pcmanfm nie wykazują w żaden sposób, że jakaś pamięć została podłączona do laptopa.

Co do starego laptopa, to pobranie sterowników ze strony Intela rozwiązuje problem ze sterownikami grafiki, zaś sterowniki do kart sieciowych zostają zaaplikowane po wskazaniu odpowiednich plików systemowi.

A, to co tyczy się problemu z wykrywaniem karty pamięci w podłączanym pod USB zewnętrznym czytniku, to nie wiem, czy to wina jądra czy systemd i udev.
Z jądrami z grupy 3.16.0-x w Ubuntu 14.10 jest jeszcze inny problem. A chodzi o możliwość manipulowania siecią wi-fi. Niektóre jądra nie pozwalają na jakąkolwiek ingerencje w te ustawienia, a inne tak. I nie wiem, od czego to zależy – po prostu tak jest.

To oczywiście nie wszystko…
Wiem, że Arch siedzi już jakiś czas na systemd, więc postanowiłem przeanalizować zmiany dla pcmanfm, aby naprawić błąd u siebie. Okazało się, że problem w Ubuntu leży pod stronie osób kompilujących pcmanfm, które nie zaznaczyły gvfs, gvfs-backends i gvfs-fuse jako zależności podstawowych, ale elementy rekomendowane. Bez tych elementów pcmanfm nie posiada dostępu do kosza, nie pokazuje zamontowanych dysków, czy pamięci, oraz… nie montuje żadnych pamięci.

Poniższa historia bardzo dobrze pokazuje, dlaczego linux nie jest dla każdego. Ponieważ, aby czasami coś naprawić potrzeba łapać się różnych dziwnych rozwiązań, aby zauważyć co tak naprawdę nie działa lub czego brakuje.

elementary OS 0.3 Freya (64-bit) – beta 1

Od razu zaznaczę, że nie testowałem poprzednich wydań elementary os, dlatego poniższy wpis będzie tylko i wyłącznie moimi odczuciami i przemyśleniami na temat wydania 0.3 Freya, beta 1.

UNetbootin oczywiście ma problemy z właściwym załadowaniem ISO na kartę pamięci, więc musiałem przeskoczyć na Windows i użyć małego programiku.

Pierwsze co ukazuje się oczom to plymouth z finezyjnym e w okręgu, po czym pokazuje się nam panel z zapytaniem: Czy chcemy sprawdzić sobie dystrybucję, czy może ją zainstalować?

I po chwili patrzę na pulpit, który ni uj nie przypomina mi mac os, ale gnome-shell.

Dlaczego wspomniałem o mac os?
Bo wygląd okienek, obłożenie przycisków na „belce”, theme, oraz wyrzucenie belki, w niektórych programach, mocno trąca wyglądem i inspirowaniem się systemem od Apple. I gdybym nigdy nie miał styczności z systemem od firmy z logiem nadgryzionego jabłka, to może bym się zachwycił, albo jarał jak dziecko… ale nie, po prostu nie.




Dystrybucja waży około 900 MB, co skłania mnie do stwierdzenia, że nie wiele posiada po uruchomieniu.
Ale to założenie jest błędne :)

Twórcy sprezentowali swoje twory (czyt. programy/produkty), które mają zastąpić elementy od gnome (gtk/gtk+).

Do dyspozycji oddano nam:
— menadżer plików
— lekką przeglądarkę internetową (midori)
— lekki program pocztowy
— kalendarz/organizer
— program do puszczenia muzyki
— program do puszczenia filmów
— program do przeglądania zdjęć
— Centrum aplikacji Ubuntu
— program do robienia screenshot-ów
— terminal
–… i kilka innych pomniejszych gówienek.

Brakuje komunikatora, albo mniejszego pakietu biurowego, ale zawsze można to sobie zainstalować ręcznie ;)

Sam „pulpit” działa sprawnie, a animacje są płynne, ale ja na nim czuje się jakoś tak… nieswojo, trochę goło. Niby wszystko jest, ale czegoś mi tutaj brakuje.
Może to chodzi o to, że na pulpicie nie ma żadnych plików, albo że nie można nim nic umieścić, sam nie wiem.

Ustawienia to klasyka z kilkoma dodatkami, jak: ustawienie dock-a i narożników ekranu.


(Niektóre ustawienia są ukryte pod małym pakiem pod belką, co czasami można przeoczyć.)

Ale najbardziej co mnie, po chwili, zaczęło wnerwiać to… brak jakiegokolwiek i jakichkolwiek ustawień odnośnie elementów „spojonych” z „pulpitem” elementary os.

Gdzie w menadżerze plików jest ikonka, albo panel w którym ustawia się pewne rzeczy?

elementary OS 0.3 Freya, beta 1 nie jest idealne, jak się to może wydawać.
Program do filmów ma problem z ich otwarciem (czyt. odtworzeniem), ale nie sygnalizuje, co jest tego przyczynom. Dopiero próba otwarcia tego samego materiału w programie… muzycznym ukazuje istotę problemu (pojawia się komunikat): brak instalowanego h.264 decoder. I tu kolejna niespodzianka…. Bo kiedy już dokonamy stosownej instalacji odpowiednich paczek gstreamer1.0, program nadal wykazuje błąd h.264 decoder. Powód? Program nie został uruchomiony ponownie :)
Ale to nic, bo program nawet po jego zamknięciu łapie jakiś straszny wyciek pamięci, co skutkuje zmożonym użyciem procesora i pamięci.

Podsumowując, to elementary os 0.3 (bo raczej w momencie wydania nie wiele się zmieni) jest moim zdaniem przyjazną, ale mało innowacyjną, mało ciekawą dystrybucją. Problemy z kodekami, brak przycisku minimalizacji na belce, czy brak własnego pomysłu lub panelu do instalowania lub kasowania programów, oraz zero jakichkolwiek inwencji odnośnie górnego panelu, umiejscowienia na nim choćby menu programów, albo zmniejszenie górnego panelu i umiejscowienie na jego brzegach pojawiających się przycisków (zamknij, zminimalizuj, pełny ekran), czy coś podobnego… Ale tego nie ma.
Kolejną sprawą jest celowanie w system OS X – zamykanie okien po lewej, przycisk do maksymalizowania/minimalizowania okna po prawej, theme, brak belki przy niektórych programach – to, moim zdaniem, niezbyt dobry kierunek. Bo to świadczy tylko o tym, że zamiast tworzyć coś własnego, a później to ulepszać i rozwijać, cały czas trzeba się opierać na czymś, lub na kimś, tak jak to czynią twórcy gnome.
Do tego dochodzi jeszcze fakt, że „pulpit” w elementary os to twór stworzony w oparciu o API gnome, podobnie jak cinnamon, a to oznacza tylko jedno: nie liczcie na małe użycie pamięci (u mnie po testach, a ten tekst piszę właśnie na elementary os 0.3 – beta 1, to około 500 MB zajęte przez elementy systemu + elementu pulpitu i jemu podległe, odliczyłem oczywiście pamięć jaką absorbuje firefox).

Kończąc… elementary os 0.3 nie jest złą dystrybucją, opartą o Ubuntu 14.04. Ale jak dla mnie, za mało tutaj czegoś takiego z polotem, fajnego, ciekawego, innowacyjnego, za to wiele tutaj przewidywalnego, widzianego już wcześniej lub gdzieś indziej.

ps.
Załozenia os x są jasne: najpierw otwierasz program i robisz coś w nim, po czym, to co stworzyłeś/zrobiłeś zapisujesz do pliku. Jako, że elementary os to linux, więc idea jest całkiem odwrotna, i może tutaj ten idealny wygląd i ładne theme psuje mi odbiór tej dystrybucji.

Ubuntu 14.10 na systemd stało

Czy ktoś jeszcze pamięta zawirowania przy głosowaniu nad systemd czy upstart, w Debianie?

Kiedy wybrano systemd, przeczytałem gdzieś, że Ubuntu także będzie musiało prędzej czy później porzucić swój projekt i przejść na konkurencyjny.

Jeśli ktoś nie dokonał przeskoku ze stabilnej wersji (ubuntu 14.04), na developerską/w rozwoju (ubuntu 14.10) tydzień od pojawienia się stabilnej wersji, to skąd ma wiedzieć, że Canonical tydzień, albo 3 tygodnie od pojawienia się pierwszych aktualizacji dla nowej wersji wprowadza… systemd do systemu.

systemd (204-8ubuntu1) utopic; urgency=medium

 

* Merge with Debian unstable. Drop the systemd-services split as we want to move to systemd as pid 1 (UbuntuSpec:core-1403-systemd-transition) so that
we can start experimenting with booting Ubuntu with systemd. This does NOT yet change the default, with this upstart will still be used to bring up the system. To boot with systemd, add init=/lib/systemd/systemd to the grub menu (at boot or in /etc/default/grub GRUB_CMDLINE_LINUX_DEFAULT).

Data pojawienia się tej wersji systemd dla Ubuntu 14.10 to: 26 Apr 2014 (kwiecień).

Jeszcze dziwniejsze, że twórcy Debiana już od 2010 roku dłubali nad systemd (pierwsze wpisy w changelog odnoszące się do experimental).

Ale wracając do Ubuntu 14.10, to dzisiaj pojawiła się paczka, która wyrzuca upstart z systemu (konflikt).
systemd ubuntu 14.10
Słowa klucze to: W konflikcie i… Zastępuje.

Przy okazji trzeba usunąć paczkę ubuntu-minimal, ale w systemie pozostaje ubuntu-standard, co prawdopodobnie zostanie naprawione w najbliższym czasie.

Co nie zmienia faktu, że… upstart można całkowicie „wyrzucić” z systemu Ubuntu.
upstart - systemd ubuntu 14.10

Co do uruchamiania, to warto pamiętać o wprowadzeniu polecenia w odpowiedni plik i linijkę (instrukcja w cytacie na początku wpisu).
A jeśli chodzi o uruchamianie się systemu, to pierwszy start był z błędem, drugi już poprawny. Jądro 3.13.0-32 zawiesza się w trakcie ładowania systemu, zaś 3.16.0-6 jak napisałem, raz błąd, a za drugim razem już wszystko działa.
Może kogoś czas zainteresować. U mnie to około 51 sek., ale mam zainstalowanego antywirusa clamav (demon aktualizacji), virtualbox i chyba jeszcze jedną rzecz, które wydłużają cały proces.

Jak widać, systemd zagnieżdża się w Ubuntu, czy ktoś tego chce czy nie.
Znając Canonical, to w najnowszym wydaniu, czyli 14.10, umieszczą w swojej dystrybucji oba systemu uruchamiania, opierając się na upstart, ale dając możliwość „zastąpienia go” systemd – instrukcja w cytacie na początku wpisu.
Czy systemd jest lepszy od upstart?
Nie wiem, bo nie zagłębiałem się za bardzo w te elementy linux. Jedno jednak widzę gołym okiem, systemd ładuje się znacznie dłużej, niż upstart. ALe jeszcze wszystko może się zmienić, przecież do pojawienia się Ubuntu 14.10 jeszcze trochę czasu :)

…i co Dalej?

Może kogoś zmartwić fakt, że na blogu nie wiele się ukazuje (czyt. nie wiele piszę). Powód jest prosty: Ile można pisać o tym samym, albo przynudzać o znanym problemie, lub wyżywać się na jakimś programie lub systemie?

Kiedy przeczytam coś ciekawego, napotkam ciekawy program, albo coś mnie zaintryguje to napiszę, ale tak… nie widzę już w tym sensu.

Przestałem też testować dystrybucje, od kiedy mam laptopa z UEFI, bo nie każda, choć prawie wszystkie dystrybucje uruchamiają się, to mimo wszystko znudziło mnie „szukanie” złotego środka, dystrybucji idealnej. Mam Ubuntu w wersji (zazwyczaj) testowej/rozwojowej, wszystko skonfigurowane, ustawione… Po co mam bawić się w instalowanie innych dystrybucji, jeśli ta która jest mi odpowiada?

A gdyby kogoś to interesowało, to…
…od momentu pojawienia się Opery 24 (dev) mam ją zainstalowaną. Działa sprawnie, ale dobija mnie, że nie posiada wielu podstawowych rzeczy jakie powinna posiadać normalna przeglądarka internetowa np. importowanie i eksportowanie zakładek. Więc Operę mam, aktualizuję, ale nie używam.
…co dziennie aktualizuję plasma-next (KDE5 – pulpit). Z każdym kolejnym tygodniem jest coraz lepiej, ale do ideału jeszcze DUŻO brakuje. Co pewien czas piszę o zauważonych nowościach na łapach bloga: http://desk-in-linux.blogspot.com
…pogrywam w różne gry: minetest (-dev), czasami zapuszczę sobie Scorched 3D, Simutrans, Hedgewars, czy zapuszczę kojącą trasę w openBVE. Gram też korzystając z Wine: Warthunder, albo Hearthstone. Bardzo, ale to bardzo rzadko uruchamiam Dota 2, bo używa dwa razy więcej mocy procesora niż gry uruchomione przy pomocy wine. Po za tym, jakoś nie ogarniam gier pokroju Lol’a więc… trzymam się gry z botami.
…jak trafi mi się jakaś awaria, albo problem z plikami, zazwyczaj uruchamiam dystrybucję (druga zainstalowana dystrybucja na laptopie), którą ratuję sobie podstawową: wystarcza podmiana plików i tyle. Wystarczy tyle, bo zazwyczaj staram się zapamiętać to co aktualizuję w danym dniu. Bierze tutaj górę też doświadczenie z poprzednich lat, kiedy to dokonywałem aktualizacji do wersji testowej/rozwojowej Ubuntu.
…znudziło mnie jaranie się wszystkim, co pojawia się nowego w świecie linux. Obecnie wyłapuję to co mnie interesuje, i tyle.
…znudziło mnie też, czekanie na twórców różnych programów, aby wreszcie zrobili oni coś z pewnymi błędami i problemami. Przykład pierwszy z brzegu: pitivi to jeden z lepszych, bo prostych, programów do obróbki filmów, ale twórcy obmyślili sobie, że dokonają przesiadki na gstreamer 1.0. Skończyło się na tym, że nie ma kasy na dalszy rozwój, a projekt praktycznie się zatrzymał. Nie wiem, co za debil to wymyślił, wystarczyło usprawnić starszą wersję i dopiero dokonywać przesiadki, tyle na początek by wystarczyło. Po za tym, przesiadka z ffmpeg na gstreamer 1.0 nikomu nie wyszła na dobre. Spojrzeć wystarczy na kazam, który dokonał takowego przeskoku i co jest teraz? Program stoi z rozwojem, ale to nie jest najgorsze, bo ma problemy z nagrywaniem, do tego nagrywając zżera 80% mocy procesora (wszystkie rdzenie). Wyobrażacie sobie, że nagrywacie grę, a nagranie to skoki klatek, jakiś ujęć i trzeba szukać inne programu, który nagrywa dwa źródła dźwięku z komputera (mikrofon i dźwięki z gry)? Nowa wersja pidgin pojawiała się naprawdę często, a teraz… zastój. Jedynie kadu (co mnie dziwi) jakoś nie zatrzymało się, i na dzień dzisiejszy to szykuje się aby stać się wersją 1.0. Liferea także jakby zamrożone, niby rozwija się, ale strasznie ociężale.

Z każdym dniem wyczuwam pewny zastój w świecie linux, projekty które kiedyś były rozwijane, obecnie w niektórych przypadkach stoją samotne, jakby się zatrzymały w poprzedniej epoce.
Tak wiem, że wiele projektów prowadzili hobbistyczni programiści, ale to nie zmienia faktu, że pojawiają się nowi, którzy nie chcą ciągnąć starego, zapomnianego gówna.

Swego czasu zacząłem nagrywać gtk-recordmydesktop, ale od zawsze denerwował mnie niewielki obszar do zaznaczania. I co, nie jestem nawet informatykiem, ani koderem, czy programistą, ale znalazłem kawałek kodu, który pozwolił mi WRESZCIE ułatwić życie (zaznaczanie). Kilka lat temu, kiedy odkryłem kazam, dobijało mnie to, że mam słabą ilość klatek w nagraniu. Przekopałem się przez kod programu i znalazłem fragment, który odpowiadał za ilość klatek. Zmniejszenie ich (tej wartości) powodowało płynniejsze nagranie, oraz mniej potrzebnej mocy do działania.
Lata spędzone na Archu sprawiły, że wiem, że jak coś spier##lę, to naprawie sobie to reinstalacją.

I to chyba wszystko…
Aha, znudziły mnie też wojenki, czy przepychanki między użytkownikami różnych dystrybucji, albo programów, czy rozwiązań. Obecnie podchodzę do tego tak: używaj, korzystaj z czego chcesz, jak ci się nie podoba to czego ja używam, to twoja sprawa, ale tolerancja musi być, bo oboje siedzimy w jednym gównie ;)