Postanowiłem, że zainstaluje sobie Ubuntu 10.10 jako nową instalację, przecież ja nie wykonywałem żadnej czystej instalacji systemu od wydania 10.04, więc wypadało by chociaż zrobić teraz czystą instalację.
Ale przecież mam działający sprawnie system, więc dlaczego chce zrobić czystą instalację, ponieważ jednak nie wszystko mi działa. A po za tym, to nic trudnego 🙂
Wystarczy skopiować katalogi: /var/cache/apt i katalog /etc/apt (najlepiej po przez mc, lub używając komend).
Jak piszę skopiować, oznacza to, że trzeba to zrobić w takie miejsce, które nie będzie formatowane podczas partycjonowania.
Później skasować wszystkie katalogi w katalogu użytkownika (ale jeśli NIE mamy /HOME jako NA OSOBNEJ PARTYCJI, to KOPIUJEMY KATALOGI, które pozostaną po skasowaniu wszystkiego co zawiera pliki konfiguracyjne. Więc taki katalog jak .config lub gnome* – kasujemy (aby stare ustawienia nie konfliktowały ze sobą z nowymi), resztę kopiujemy.
Jeśli ktoś jednak ma /home na osobnym dysku, kasuje tylko ustawienia i katalogi z plikami konfiguracyjnymi, pozostawiając katalog Mail, Pulpit czy konfigurację programów, których mu się nie chce ustawiać 🙂 Ważne aby skasować katalogi, gdzie mieszczą się rzeczy od gnome.
Wymusza to ustawienia po instalacji, ale coś za coś 😉 Nie opłaca się wykonywać nowej instalacji, nie kasując starych ustawień, bo na to samo wychodzi.
Na wszelki wypadek kopiujemy też pliki /etc/X11/xorg.conf (jeśli mamy własne ustawienia). I chyba tyle, o katalogach w profilu użytkownika napisałem, o apt napisałem. Może ktoś zapytać, po co kopiujemy te katalogi, ponieważ jedne zawiera paczki, które pobieraliśmy podczas aktualizacji, a drugi zawiera listę repozytoriów i skróci nam to aktualizację 🙂 zaś pozostawianie katalogów w home (powtarzam, jeśli /home jest założony na osobnej partycji), pozwoli nam nie ustawiać wybranych programów. Zaś jeśli /home nie zostało podłączone, kopiujemy wszystko – jest to ważne, na tyle, że PRZEZ SWOJĄ GŁUPOTĘ – możemy się pozbyć historii rozmów, maili, czy zdjęć, które mieliśmy na pulpicie.

Teraz wsadzamy płytkę z 10.10 do czytnika i resetujemy komputer.
Na początku pierwszy plus, uruchamianie do stanu: wypróbuj albo zainstaluj. Wersja 10.04 uruchamiała się strasznie długo, co widzę poprawiono w 10.10 i to już plus 🙂 Okno instalacji też wygląda lepiej…
Partycjonowanie dysków, nie jest już zaawansowane… zostało miło ulepszone. Teraz wystarczy spojrzeć na listę naszych partycji i nacisnąć „Edytuj” – rodzaj plików mamy podany, więc to proste – wybrać po prostu. Później NIE zaznaczać „Formatować” i określić miejsce danej partycji/dysku: fraza zaczyna się od: /media/ i nazwa danej partycji… – a później zatwierdzamy i tyle. Tak robimy ze wszystkimi partycjami, przydzielamy im rodzaj pliku, który mamy podany, miejsce i zatwierdzamy. Główną partycję, czyli partycję dysku formatujemy i oznaczamy ją: „/” (ukos, tylko bez cudzysłowów) – chyba prościej się tego nie da wytłumaczyć.
Ale uwaga: ważne aby być pewnym co do tego, co ma być poddane formatowi, bo znając życie, jeszcze możemy zmienić decyzję. Oczywiście dysk główny systemu linux, będzie formatowany, inne pozostają bez zmian. Jeśli pomyliliśmy się co do nazw, można to później zmienić, ale już sformatowany dysk nie da się odtworzyć.
Ale przyglądając się jak wygląda w Ubuntu partycjonowanie, to TRZEBA BYĆ IDIOTĄ – aby sformatować nie ten dysk, albo nie mając pojęcia co się robi, dokonywać zmian. Osoby posiadające inne partycje na dysku, są zmuszone wykonać partycjonowanie zaawansowane, jeśli chcą mieć wszystkie partycje podłączone zaraz po restarcie. Ale jak napisałem, nawet początkujący powinien sobie poradzić. Ponieważ jeśli nawet mamy dysk ntfs lub fat32, który chcemy przeznaczyć na system linux, to ile to jest nacisnąć na kasuj (jeśli wiemy i jesteśmy pewni na 200% że to ten dysk) i utworzyć nowy w ext4 , a później określić go „/” (bez cudzysłowów) i to wszystko.
Fajną jeszcze rzeczą jest rozpoczęcie kopiowania podczas naszej dalszej konfiguracji, czyli: podanie nazwy konta i hasła.
CO JEST BARDZO WAŻNE: jeśli /home jest na innej partycji, a my mamy już na nim konto i chcemy mieć dostęp do niego – NIE MOŻEMY ZMIENIAĆ NAZWY KONTA I HASŁA – musi ono być jak poprzednio !!
Inaczej się skończy tym, że nie będziemy mogli się dostać do naszych plików ze starego konta, ponieważ założyliśmy nowe.

Po restarcie…i pierwszym uruchomieniu.
Pierwsze wrażenie, mieszane 😐
Duża czcionka, jak dla niedowidzącego; programy zainstalowane standardowo, to chyba dowcip; i te przyciski po lewej, kurcze będę ciał mac-a to sobie ściągnę theme takie samo lub kupię sobie mac-a, a nie zainstaluje linux do tego Ubuntu.

Pierwszy zawód jaki mnie spotkał i to już sprawia, że krzywo popatrzyłem na nowe wydanie, już nie wspominając o tym co napisałem wyżej: nie została wykryta podłączona kamera pod USB, ani jako dysk wymienny, ani jako urządzenie, to jest karygodne. Żaden z programów proponowanych w Ubuntu nie jest przez mnie użytkowany, oprócz rhythmbox-a, który daje radę, brasero, który wystarcza do nagrywania płyt i openoffice, które mi nie przeszkadza. Reszta to gówno i od razu przystąpiłem do instalacji programów, które są moim zdaniem lepsze.
Pierwszy program to ten skasowany, drugi to ten który zainstalowałem:
totemvlc
empathy (telepathy) – Pidgin i kadu
pitivi openshot i imagination
showell – gthumb – ale do takich rzeczy lepiej się nadaje picasa
gwibber – qwil
firefox (w obecnym wydaniu)chromium i firefox4beta
evolutionclaws mail
Prawie wszystkie programy zainstalowane w Ubuntu mi nie odpowiadają: totem – za mało opcji, empathy – nie ma obsługi emotek i GG, nawet plików nie potrafi dobrze przesłać, pitivi – to żart, nie ma nawet przejść, showell – a po co mi to?, gwibber – fajny, ale miał ograniczoną liczbę wiadomości, którą wyświetlał…
Nie chce tu pisać, że do skasowania poszło mono, czy takie rzeczy rdesktop – czyli rzeczy, które zajmują miejsca, a ich nie używam.
DOINSTALOWAŁEM: liferea – ponieważ jak nie może być programu do rss, który potrafi połączyć się z czytnikiem google.

Po instalacji Ubuntu 10.10 i zmianach programów czuję pewien nie dosyt i zawód, system jako taki jest dobry, wykrył mi dopiero po drugim restarcie kartę graficzną nvidia.

Problem też pojawił się z instalacją plików językowych, które skonfliktowały się z aktualizacją systemu.
I pytanie, po co mi Ubuntu instaluje język angielski, jak zaznaczyłem polski? A później muszę ręcznie to kasować… – głupota?
I po co mi erlang, konfigurator do radeona (jak go nie posiadam), plik specjalnie dla toshiba – jak to nie ten producent laptopów i aspell-en oraz wbritish. Tak się też zastanawiam – po co mi sterowniki do kart graficznych xserver-xorg- voodoo czy inne, których nie ma w komputerze.
Wiele śmiecia wywalam zaraz po instalacji, są to rzeczy nie potrzebne i nie używane przez mnie – więc mi do niczego nie potrzebne, tylko zajmują mi miejsce na dysku.

Teraz tak patrząc, Ubuntu 10.10 to system dobry, ale nie doskonały. Propozycja instalacji poprawek i dodatkowych paczek (np. do MP3) jest dobra, ale jeśli ktoś nie ma podłączenia do internetu, co wtedy? Ja sobie odpuściłem te opcje przy instalacji, ponieważ instalacja trwała by w tedy nawet 2 lub 3 razy dłużej. Instalowanie po restarcie paczek do obsługi MP3 też nie przebiega sprawnie, ponieważ chcąc w tym czasie obejrzeć film, też musimy poczekać na pobranie paczek i koło się zamyka.

Czcionka Ubuntu też nie przypadła mi do gustu, przepraszam ale jakoś wolę freesans.

Wrażenia ze systemu, nowo zainstalowanego, na nowych ustawieniach – średnie: nie działająca kamera podłączona przez USB (kamera normalna, nie do rozmów na skype), programy, których nie używam i pełno śmiecia. Tak naprawdę Ubuntu ze swoją tapetą trochę mi przypomina, takie brzydkie kaczątko, które ma potencjał i siłe, ale aby to zobaczyć i dostrzec trzeba samemu dokonać wiele zmian i przekonać się, że to system dobry, z duża bazą programów. Gdzie społeczność jest na tyle już duża, że radzi sobie z problemami.
ciekawe jakie będzie Ubuntu 11.04 – ponieważ jeśli takie samo, ale ze zmienionym pulpitem – to raczej zbyt wielkiej publiki nie zdobędzie nowe wydanie, obecne osoby dokonają aktualizacji i już, a reszta może się boleśnie przekonać, że podstawowa instalacja to dopiero początek instalowania reszty, która będzie lepsza i odpowiedniejsza.
A na tym to nie powinno polegać…

ps.
Jeśli sobie dobrze przypominam, to w poprzednich wydaniach programów było więcej zaraz po instalacji, niż obecnie.

ps2.
Obecnie przechodzę na natty, ponieważ mimo wszystko 10.10 – to stary system.

ps3.
Fajnie że podczas instalacji systemu instalator nie pyta się o Grub-a, kurcze a jak by Ubuntu było drugim systemem linux, co wtedy? – to mi się nie spodobało…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s