Czy system może wpłynąć na nasze postrzeganie świata? Czy system operacyjny może nam pomóc w razie kłopotów? Czy system operacyjny może zmienić nasze życie?

Tak, może – ale zależy jaki system operacyjny. Ponieważ jeśli myślicie, że jest to windows TO SIĘ MYLICIE!!
Mowa oczywiście o systemach linux (czyt. dystrybucjach).
A w jaki sposób jakaś tam dystrybucja może zmienić całkiem nasze postrzeganie na świat, na życie i postępowanie w tym życiu? To bardzo proste… i przedstawię to tak jak to zdarzyło się u mnie i czego mnie to nauczyło i jak to pokierowało moim życiem.

Ubuntu 6.04 – wielkie wejście i zdobywanie użytkowników. Masakrowanie wszystkich prostotą i wyglądem. Wreszcie coś nowego! I pierwsze moje wyrywanie sobie włosów z głowy i problemy ze sprzętem, programami i pojawiające się błędy po aktualizacji.

Popołudnie, piątek (po pracy), po wykonaniu aktualizacji z ppa staje się to czego nikt z początkujących nie lubi – pojawia się czarny ekran i migający kursor, który czeka na podanie loginu, czyli FUCK!!
Loguję się i myślę co wzięło w łeb tym razem. Przecież zrobiłem tylko głupią aktualizację systemu. Ku@#a mać!!! Dziewczyna się odzywa na komórce, gdzie jestem. I co teraz? Przełączyć się na windows i mieć to gdzieś, czy może się tym zająć. Ale kiedy? Do dupy z takim systemem, który ku@#a mać, fuck, fuck… się psuje, a do tego działa czasami jak zapchany sracz!!
Odpisuje, że mam awarię systemu i będę za godzinę. Trzeba się tym zając, nie można tego tak zostawić. Szkoda, że nie pamiętam co poddałem aktualizacji – Ku@@@####aaaaaa…
Dobra spokojnie, weź się w garść. Damy radę.
Pierwsza myśl: może gdm się zepsuł. O.k – może gdm, ale jak to sprawdzić? hmm. Gdzieś czytałem mimochodem, że robiąc aktualizację w Ubuntu on pobiera paczki, tylko gdzie. Moja głowa ląduje na klawiaturze i bije ją bezmyślnie próbując wymyślić jak to naprawić ten system, aby działa. Mija 5 min i nadal nic nie przychodzi mi do głowy. Wchodzę na windows i czytam o synaptic, apt-get, dpkg – odnajduję to co mnie interesuje: /var/cache/apt/archives/… okazuje się, że jako normalny użytkownik nie mam tam dostępu, więc: sudo mc. dostaje sie do katalogu i odnajduje gdm, oraz poprzednie wersje. Instaluje poprzednią wersję po przez: dpkg. robię restart i… KUPA, bo nadal nie działa!! Znowu moje głowa ląduje na klawiaturze i próbuję wymyślić, jak zrobić, aby wszystko działało. Mija 20 min. i nadal nie wiem, co się mogło zepsuć. Próbuje sobie przypomnieć, co aktualizowałem, ale nie pamiętam – zbyt wiele tego było. DUPA, dupa, dupa… Gapię się w ekran monitora i myślami próbuje zmusić go, aby mi podpowiedział, co się zjebało. Nic nie przychodzi mi do głowy. Kursor nadal miga sobie beztrosko… myślę, od czego może zależeć gdm? Od gnome. A od czego jeszcze? Nie wiem… normalnie nie wiem. Patrzę się z rezygnacją na czarny ekran i nic, zero pomysłu. Będzie trzeba przejść na windows, kurde no. Po chwili przechodzę na windows, podczas ładowania się systemu gapię się z rezygnacją na panel ładowania się systemu i dociera do mnie myśl. X – kur@#@a X, jebane Xy. Resetuje komputer i kolejny raz loguje się na Ubuntu. Próbuje odnaleźć plik do konfiguracji: gdzie to do cholery było!! /usr, /bin – kurde nie wiem, nie umiem sobie przypomnieć. Wchodzę na windows, i wyszukuje gdzie znajduje się plik do konfiguracji karty graficznej. /etc/X11/xorg.conf – ale ze mnie debil, no jasne. Wchodzę kolejny raz na Ubuntu, loguje się i przechodzę w wybrane miejsce. Kurcze, no dobra ale jak go edytować, otworzyć. Wykorzystuje do tego mc (f4), oczywiście z sudo. Przeglądam plik, nie, nie nie, JEST – sekcja odpowiedzialna za sterownik wideo. zmieniam na, kurcze ale na co? Coś mi się obija w głowie, że jest vesa. Dobra, a co mi tam, dawaj. Od tego system się nie zepsuje, chyba że to windows 😉 Robię restart, pojawia się okno gdm, ale STRASZNIE WIELKIE. Ale wiemy, że to wina sterownika do karty graficznej. Coś już wiemy, a to już plus. Loguje się na konto użytkownika w Ubuntu i próbuję zmienić rozdzielczość, ale nie działa. O.k jak już się pulpit uruchomił to wiem co i jak. Uruchamiamy synaptic i sprawdzam w historii co było poddane aktualizacji, lista dość długa – i wpadamy na słowa: xorg i xserver, hmm – X, to może być to. Wykonuję instalację poprzedniej wersji, a raczej próbuję, bo zależności mi na to nie pozwalają. To ty tak chamie jeden, to ja ciebie załatwię 🙂 Otwieram terminal i próbuje wykonać instalacje poprzednich wersji po przez dpkg, ale też nie działa. No to mamy problem, bo na tej rozdzielczości nie pojedziemy zbyt długo, czy już mnie bolą od tych wielkości na ekranie i wszystkiego olbrzymiego. Kolejny raz wchodzę na katalogu gdzie znajdują się pobrane przez synaptic pakiety i zaczynam przeglądać paczki z X na początku, oraz xorg i xserver. I chyba odruchowo naciskam enter, bo może się to tak da zainstalować. Okazuje sie, że wchodzimy do wnętrza paczki i… tam znajduje się INSTALL. Co mi zależy, jak by co to system całkiem się zepsuje 🙂 Naciskam i pojawia się komunikat, że ta wersja zależy od innej paczki, więc analogicznie przechodzę do niej i próbuję przywrócić poprzednią wersję. I tak, aż całkiem udało mi się wrócić do poprzedniego stanu: xorg i xserver. Restart i… dalej ta ogromna (czyt. 640×480) rozdzielczość, no tak xorg.conf – przechodzę do katalogu, gdzie się on znajduje i edytuje go, zmieniając vesa na nv. Po kolejnym restarcie pojawia się normalne okno logowania (czyt. normalnej rozdzielczości) – SUKCES.
W między czasie z 5 razy odezwała się do mnie przez telefon moje dziewczyna, która po godzinie nadal nie widziała mnie na skype.
Cała procedura zajęła mi prawie 2h.

Co z tego opisuje się dowiadujemy, lub czego się nauczyłem w ciągu tych kilku godzin?
Gdzie się edytuje sterownik do karty graficznej, gdzie się on znajduje, gdzie znajdują się paczki które pobieramy podczas aktualizacji systemu i robimy to za każdym razem, od czego są xorg i xserver, że paczki możemy instalować po przez mc: „wchodząc do ich wnętrza”, dowiedziałem się też, że nie każda aktualizacja do Ubuntu była dobra. Ale to pokazało mi sobie poradzić w momencie, kiedy padnie mi pulpit, czy coś innego.

Taki schemat stosowałem prawie zawsze, w momencie problemu. Znaleźć przyczynę problemu, a nie zatrzymywać się na jej skutku. Później odkryłem co to elinks i nano.

A jak się to ma do życia i postrzegania go. To proste, obecnie takie podejście do problemu może rozwiązać większość rzeczy, w codziennym życiu. Ponieważ linux uczy nas radzenia sobie w razie problemów. Wyuczenie się takich schematów powoduje, że zaczynamy je wykorzystywać w codzienności. Np. podczas awarii auta, przy próbie naprawy jakiegoś urządzenia – ja np. nie zadaje sobie pytanie: dlaczego coś przestało działać. Ale próbuje dociec: co się działo przed awarią, jakie były symptomy poprzedzające awarię, i co tak naprawdę jest uszkodzone, a co nie. W ten sposób zamiast grzebać w całym urządzeniu i tak naprawdę poszukiwaniu tego co się zepsuło, możemy dociec co tak naprawdę mogło ulec awarii i jak zrobić aby to naprawić.

Nauka radzenia sobie z problemami na komputerze, uczy nas ogólnie jak radzić sobie w codziennym życiu. Tylko w tym przypadku, my nie przenosimy światów ze seriali do życia i sytuacji z seriali do codzienności, ale to czego uczymy się przy linux, wykorzystujemy w radzeniu sobie z innym systemem lub przy innych rzeczach.

Ponieważ wiele osób przy problemie z jakimś urządzeniem czy systemem siada i rozkłada ręce, bo ja nic nie wiem i nie umiem. Zamiast zadać sobie pytanie: co się zrobiło przez pojawianiem się problemu i co tak naprawdę się stało.
I w ten sposób nie raz rozwiązałem problem techniczny, czy dodarłem do problemu dużo szybciej niż specjaliści, czy inne osoby, które były nadal w punkcie wyjścia.

Reklamy

2 myśli na temat “jak linux może zmienić nasze życie (oparte o własne doświadczenia)

  1. „Ponieważ linux uczy nas radzenia sobie w razie problemów.” Ja bym powiedział że umiejętność samodzielnego rozwiązywania problemów to jeden z warunków jakie musi spełnić użytkownik linuksa. Faktycznie problemy z xserver, instalacja własnościowych sterowników nvidia, uruchomienie internetu to pierwsze problemy na jakie natrafia kandydat na użytkownika linuksa (a przynajmniej było tak gdy ja zaczynałem 5 lat temu). Śmiało można powiedzieć że najlepszym przyjacielem w radzeniu sobie z problemami jest google. Do tej pory tylko raz system posypał mi się tak że wolałem go zainstalować od nowa. Dzisiaj jako szczęśliwy użytkownik duetu clonezilla + dysk zewnętrzny teoretycznie nie mam powodu do zmartwień bo odtworzenie systemu z kopii zapasowej zajmuje godzinę.
    Co do radzenia sobie z problemami to prosty przykład: manager pakietów Muon ma obsługiwać powiadomienia systemowe (ikona w zasobniku systemowym). Pakiet odpowiedzialny za owe powiadomienia zainstalowany, opcje konfiguracyjne dostępne… i nic powiadomień brak. Google milczy na ten temat. Jak zwykle więc w takich przypadkach próbuję uruchomić program z konsoli i zobaczyć czy wyrzuci jakieś błędy. Otrzymuję coś takiego: „QInotifyFileSystemWatcherEngine::addPaths: inotify_add_watch failed: No such file or directory QFileSystemWatcher: failed to add paths: /home/*/.config/ibus/bus”. To już jest jakiś trop. Teraz ładnie w google: „inotify_add_watch failed” i w drugim wyniku wyszukiwania odnajduję post użytkownika, który w swojej dobroci nie tylko opisał problem ale i zechciał podać rozwiązanie: „The ibus-setup utility started the ibus-daemon. After that the complaints no longer occurred.”. Ja patrzę a u mnie pakiet ibus nawet nie jest zainstalowany. Ledwo kończę go instalować a powiadomienia Muon już działają.
    Podobny przypadek miałem z uruchamianiem pilota dołączonego do laptopa. Okazało się to bardzo proste i skończyło się na tym że nie tylko działa mi teraz pilot dołączony przez producenta (mały i niewygodny), ale też skonfigurowałem pilota który został po nieużywanym obecnie magnetowidzie. Teraz wygodnie steruję sobie Amarokiem z poziomu kanapy – mała rzecz a cieszy 😉

    Polubienie

  2. Co do pilota, to dziwne ale na moim HP na każdej dystrybucji on działa (nawet na arch-u, a przecież nic nie instalowałem specjalnego do obsługi pilota) 🙂 Co do radzenia sobie z problemami: jak widać, wystarczy chcieć. Ponieważ zawsze jest jakieś rozwiązanie, a już za pewne w systemie linux. I wiele razy google mi pomogło w wyszukaniu rozwiązania, jeśli sam nie wiedziałem co i jak naprawić. A swojego archa to chyba tylko raz instalowałem od nowa, bo nie dało się go naprawić. Ale tak, działa do dzisiaj – a ile ja rzeczy w nim testowałem, i kompiluję w nim i testuje w po dziś dzień i się system trzyma – twardy jest 😉 Z Ubuntu też wiele przeżyłem i wiele się przy nim nauczyłem i choć może nie jest tak elastyczny, to daje radę naprawdę więc nie rozumiem jak ludzie na niego mogą narzekać. Mi jakoś działa, a do tego przecież nawet pierwszej alpha nie było a ja już byłem na repo nowej wersji i wszystko działało, no do teraz… ale to też się za pewne naprawi z czasem 😛 jak Canonical upora się ze sterownikami do nvidia.

    Dlatego będę to powtarzał zawsze, jak się chce to się znajdzie rozwiązanie nie taki linux straszny jak go na stronach i forach opisują.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s