windows – kupując komputer, czy laptopa odstajemy system już zainstalowany. Nie trzeba się znać na instalacji, nie trzeba frustrować się: gdzie ten kod – wystarczy użytkować.

Linux’a trzeba zainstalować, trzeba o nim coś wiedzieć (pamiętam swoje pierwsze kroki i pamiętam pytanie: ale co się tu i gdzie robi).

macosx to system który ląduje na komputerach apple, i tylko niektóre osoby decydują się na hakingtosh’a.

System komputerowy to w obecnej chwili nasze życie, czasami drugie życie. Wiele osób w sieci jest całkiem inna, całkiem odmienna niż jest w rzeczywistości. Portale społecznościowe, które niby utrzymują naszą anonimowość w sieci to bzdura i to na jednym kółku. Ponieważ wyszukując kogoś trafiamy na stronę, która głupio się pyta – nie jesteśmy zalogowaniu, a wyszukanie jest prowadzone z odnośnika do profilu z wyszukań google – więc pyta się, czy to tej osoby szukamy: a tam imię, nazwisko, nick i… lista znajomych. To ktoś nazywa anonimowością? Śmiem twierdzić, że 70% osób nawet nie wiem, że FB posiada ustawienia odnośnie tego co chcemy pokazywać, komu i że to można jeszcze ustawić – ograniczając pokazywanie danych. Ale jak napisałem, większość ludzi nawet nie rozumie, co to znaczy być anonimowym w sieci.

Historia trojana na mac’a pokazuje, że podobna sytuacja może stać się na linux’a, którego jądro nie jest idealne.

Ostatnio ktoś przytoczył mi, że jądro linux’a tak się zmieniło, że aż strach.
W moim odczuciu, to za wiele się tam nie zmieniło – bo dla mnie, jako szarego użytkownika zmian jest niewiele. I wiem, że odezwą się administratorzy, którzy będą piać z ogniem w oczach, bo jak mogę tak pisać. A mogę, bo może dla was coś się zmieniło, ale dla mnie to zmian jest nie wiele.
I tak jak to określił ktoś w sieci: jeśli linux stał by się tak popularny jak macos to wielu hakerów codziennie wykrywało by tyle luk bezpieczeństwa i krytycznych, że rozwijanie i tworzenie jądra przestało by mieć sensu. I lepszym wyjściem było by tworzenie nowego…
Tak naprawdę nie wiem kto to powiedział, ale zgadzam się z tym. Ponieważ jeśli by przepuścić jądro linux’a przez ręce hakerów, to nie wiem czy zostało by po nim choćby kawałek kodu.

Kolejna sprawa która mnie nurtuje to dostępność programów i gier na różnych dystrybucjach.
Zainstalowałem sobie feodra 15 i wiecie co… od ostatniego razu nawet nie widzę sensu na niej siedzieć. Jest to spowodowane tym, że większość czasu spędzam na Ubuntu, albo Archu. Fedora ma braki w programach, już nie wspominając o grach, których nie ma (no dobra jakieś tam gry są, ale ich ilość jest naprawdę mała – chodzi mi o te pełnoprawne gry, a nie jakieś tam gry pokroju kropka skacze i strzela, czy 5 wielokontów prowadzi bitwę na płaskim terenie).
Sytuacji nie uratowało dodanie rpmfusion…
Dystrybucji brakuje też portalu, miejsca gdzie stykali by się wszyscy użytkownicy tejże dystrybucji i mogli oni coś tworzyć, mieć własne paczki czy prezentować własne pomysły.
No dobra, jest niby planeta, ale to raczej rss-owy zbiór tekstów niż portal.

Dlaczego wiele osób wybiera Ubuntu?
Ponieważ wiele forów i blogów publikuje o nim informacje, przyczyniając się do jego popularyzacji.
Wpisując games Ubuntu – w google – dostaję pierwszą stronę, gdzie znajdę to czego szukam – czyli portale o grach na ten system, jak i instrukcję, jak zrobić aby daną grę zainstalować na Ubuntu np. play-deb.
Podobnie z programami, czy innymi rzeczami, wszystko fajnie i prosto opisane. Już nie wspomnę o tym, że powstało wiele stron które posiadają zestawienia gier na ubuntu, czy zestawienie programów.
Co świadczy tylko o tym, że społeczność skupiona na Ubuntu działa aktywnie i z sukcesami 🙂
A co z innymi dystrybucjami?
Tutaj tak naprawdę nie wiem, czy dana społeczność skupia się tylko na używaniu danego systemu, czy może nie reklamuje się działań społeczności. Wiem, wiem są planety itd. ale wchodząc na arch i przechodząc na stronę AUR – można dostać po twarzy ilością tego, ile społeczność tejże dystrybucji na trzaskała możliwości instalacji. W arch’a możemy sobie nawet zainstalować oxygen-gtk3, który zostaje przygotowany z git’a – ale działać działa i prezentuje się naprawdę fajnie 🙂
Arch ma też tą przewagę, że potrafi absorbować pliki deb, czy rpm – no ale nie trzeba o tym wiedzieć, ponieważ wystarczy sobie wybrać program, a wszystko zrobi się samo 🙂
I nie mam zamiaru robić tej dystrybucji reklamy, ale chce pokazać że społeczność aktywnie rozwijająca możliwości danej dystrybucji, to chyba największy walor linux’a.
Ale nie wszędzie to działa tak jak ma to działać.
Ponieważ planeta to tylko zbiorcze wpisy i teksty, ale tak naprawdę siłę pokazuje tutaj np. właśnie wymieniony wyżej aur – arch, czy launchpad (ppa) – ubuntu, gdzie po prostu widać że coś się dzieje, że użytkownicy dodają nowe paczki, pojawiają się aktualizacje.

A tak odnośnie Ubuntu – to lubuntu pokazało, że można mieć Ubuntu, nie mając nawet połowy paczek które zawiera Ubuntu. Co tak naprawdę pokazuje? Że całe ubuntu mogę sobie zmienić, skonfigurować i edytować – wystarczy chcieć.
Wiele użytkowników narzeka na Ubuntu za jego prostotę… a czy ktoś im każe używać tego co daje im Canonical? – nie. Można używać apt-get, synaptic a nawet czegoś innego. Ubuntu mimo wszystko to linux, więc edycja np. lxde odbywa się tak samo jak w innej dystrybucji.
Prawdą jednak jest to, że wielu osobą się po prostu nie chce grzebać w systemie 🙂 ponieważ podsuwa im się rozwiązania ułatwiające instalacje, czy kasowanie i dane osoby poprzestają na tym.

I tak naprawdę o systemie świadczą detale, a nie całość. Ludzie wolą windows’a bo działa i daje im to co oni chcą. Naciskając na instalkę zacznie się instalować program, naciskając na dany plik otworzy im się to i to, tworząc nowy plik wiedzą oni, że dla windows nie ma różnicy między dużą literą a mała, takie osoby wiedzą, że źle działający program to wina systemu, a dopiero później twórców programu. Świadomość ludzka jest na tyle mała, że ufają oni bezpieczeństwu systemowych zabezpieczeń – ponieważ na każdym portalu mówi się o tym, że jak ktoś nie będzie naciskał „tak” przy każdym zapytaniu, będzie sprawdzał gdzie się loguje i na jakie strony wchodzi – to takie moduły zabezpieczeń wystarczą. Jak się później okazuje: takie rzeczy tylko w Er… – tylko w windows.

Same „makówki” pokazują, że idea systemu bezpiecznego nie istnieje 🙂 Pokazał to wielokrotnie windows, pokazuje to teraz macos i za jakiś czas pokaże też linux.

I jeśli miałbym być szczerym, to napiszę na koniec tego tekstu: społeczność linux’a to najmocniejszy aspekt każdej dystrybucji, o którym się zapomina lub spycha na dalszy plan w niektórych dystrybucjach, nie robiąc nic dla danej społeczności, aby dać upust twórczym zapędom czy pomysłom. I jeśli nie mobilizuje się danej społeczności, to przestanie się ona udzielać – będąc tylko obserwatorem poczynań danych twórców.

I to co teraz napiszę, może kogoś przerazić czy być nie zrozumiałe:
… ale nie wyobrażam sobie komputera bez linux’a. Windows mnie denerwuje i doprowadza do frustracji tym ciągłym klikaniem, aby coś zrobić. I nawet jak by to zmienili i tak nie przesiadł bym się. A to tylko dlatego, że system który użytkuje jest MOIM systemem, który konfiguruje, dopieszczam, dbam o niego, upiększam, zmieniam i jestem za niego odpowiedzialny. Ale też udzielam się jako użytkownik. Ponieważ pisanie bloga, który czytają inni to już udział w społeczeństwie, pokazywanie że da się używać dany system linux, że to co z nim związane nie jest trudne itd.
Można mnie brać za świra, ale użytkownicy windows’a mnie nie zrozumieją. Taki stan rzeczy spowodowany jest tym, że oni nie budują swojego systemu, nie dopieszczają, nie robią z nim nic – bo nie mogą. A mnie np. cieszy jak sobie ustawie efekty compiz i na rogach mam ustawione różne przeglądanie okien, czy minimalizację – a najlepsze jest to, że z tego korzystam – jak by to było coś naturalnego. Mistrzostwo w tym ma KDE i lxde (nie wiem z xfce, ale za pewne też wiele można tam zmienić), nie wspominam o gnom3 bo to kloc, bez polotu i finezji – już o możliwości zmiany miejsca panelu czy czegokolwiek – bez instalacji dodatków – to porażka na całej linii ( to gnome2 był dużo lepszy w tym temacie).
Z linux’em jest trochę tak jak z roślinką, czy dzieckiem – dbamy o coś, dopieszczamy, dokonujemy zmian i robimy wszystko aby to co robimy i mamy było jak najlepsze 🙂 było nasze. Wielu rodziców ubiera dziecko tak, aby wyróżniało się na tle innych – a czy wy nie wybieracie tapety, która by nie powalała i cieszyła was. Podobna analogia z theme, ikonkami, ustawieniem paneli – wszystko po to, aby nam było lepiej i mogliśmy się cieszyć każda chwilą z naszym systemem.

Wiem, że to co napisałem dla użytkowników windows’a jest niezrozumiałe – ale to właśnie nas odróżnia od siebie. Że mnie nic nie więzi, nie powstrzymuje – a was tak. Nawet program do grafiki macie jeden: Adobe Photoshop, bo uważacie że gimp to zdrada windows’a. A coś po za tym? Nawet pakiet biurowy macie jeden, no może dwa: microsoft office i openoffice – bo innych nie znacie. A ja mam pakiet calligra, libreoffice, openoffice, AbiWord czy inne… ale są 🙂 i osobiście to mam świadomość, że oprócz tego co mi ktoś tam podpowiada, to mam inny wybór.
A analogicznie patrząc, to z proponowaniem innych programów jest jak z mówieniem komuś o protokole jabber – co z tego, że ktoś nas słucha, kiedy ma to gdzieś, bo to co używa mu wystarcza.
Użytkownik linux’a 50/50 słysząc o czymś nowym zaczyna szukać informacji, a 30/70 próbuje to zainstalować i wypróbować – jeśli mu nie podejdzie kasuje i nie wraca już do tego. Ale ma pojęcie co i jak z danym tematem 🙂 – oczywiście nie wszyscy tak robią, no ale to już nie leży w mojej kwestii, aby wyzwalać kogoś umysł z ograniczenia i patrzenia na jeden program, protokół czy system.

Wielu ludzi nie rozumie słowa: wolność w odniesieniu do systemu. Ponieważ wydaje im się, że wolność w systemach to to, że system jest darmowy i ma inne programy. A to nie o to chodzi… wolność w systemie komputerowym to nasza wolność do wyboru, do edycji, do dostosowania systemu pod siebie i użytkowanie go tak jak my tego chcemy, bez ograniczeń. Ponieważ wolność odnośnie systemów to określenie, że to my jesteśmy wolni, a nie system – bo to my decydujemy o systemie i to jak on wygląda. A najlepsze jest to, że za tą wolność nic nie płacimy – otrzymujemy ją za darmo… śmieszne jest to, że masę ludzi płaci za to, że zostają ograniczeni i zniewoleni – paradoks 😉

Advertisements

3 myśli na temat “kilka słów o systemach…

  1. Może nie zdajesz sobie sprawy ale Linuks jest popularny, tyle, że nie na desktopach, więc argument o nieopłacalności pisania wirusów bierze w łeb.

    Źródła Linuksa są dostępne dla każdego, dlaczego zakładasz, że hakerzy do nich nie zaglądają (ciekaw jestem co dla Ciebie oznacza słowo haker)?

    Lubię to

  2. Jest sporo racji w tym co piszesz, ale do paru punktów jednak się przyczepię. 🙂

    Stawianie na równi Adobe Photoshopa z GIMPem oraz MS Office’a z OpenOffice jest bardzo ryzykowną tezą. Owszem, w warunkach domowych/amatorskich na poziomie ZU można jednego zastąpić drugim, ale nie wyobrażam sobie przesiadki na niego w tzw. zastosowaniach profesjonalnych – gdzie sprawa dotyczy nie tylko zaprojektowania/napisania/złożenia czegoś, ale także dostarczenia tego w odpowiednim formacie, bez ryzyka, że coś się po drodze zepsuje.

    Poza tym mimo tego, że lubię *nixy (Debian na netbooku, Sabayon na stacjonarce, a na testy czeka coś z rodziny BSD), to nie wyobrażam sobie całkowitego przejścia z Office 2007 na OO.org. Komfort pracy, a nawet estetyka obu pakietów są dla mnie nie do porównania. Może to zwykła kwestia przyzwyczajenia, nie wiem – w każdym razie uważam wstążkę w Office za jeden z lepszych pomysłów w dziedzinie UI.

    Poza tym dalszy rozwój OO.org, od czasu zaprzestania jego rozwoju przez Oracle, stoi pod znakiem zapytania.

    LibreOffice robi mały kroczek naprzód, zarówno w kwestii estetyki, jak i dalszego rozwoju (ostatnio stwierdziłem, że wygląda prawie jak Office 2003, i uważam to za komplement ;)), ale też nie jest pozbawiony dziwnych niedoróbek – jak chociażby własny menedżer plików wystylizowany na ten z Windowsa.

    Także średni to wybór, jeśli w zamian za komercyjne, ale dopracowane i powszechnie używane oprogramowanie dostaję nie zawsze pełnowartościowe substytuty.

    Całe szczęście są maszyny wirtualne i rozwijający się projekt Wine, więc moje irracjonalne marzenia o MS Office pod Linuksem nie są aż tak pozbawione sensu. 😉

    A blog trafia do RSSów, czekam na kolejne wpisy.

    Lubię to

    1. Zgadzam się z tobą. Ale spójrzmy na to z innej strony (nie chcę polemizować, czy dyskutować – ale pokazać dwie strony patrzenia).
      Jeśli patrzeć ze strony domowej, to otrzymujemy darmowy pakiet biurowy tylko trochę odstający od office Microsoftu – za który musimy zapłacić – gdzie płacimy tak naprawdę za pozwolenie za jego używanie. Pakiet libreoffice jest tworzony przez firmy dobrowolnie i przez programistów, którzy za swoją pracę nie dostaną pieniędzy – ponieważ nie ma opłaty za ten pakiet. Można by tu wspomnieć o jakimś płatnym wsparciu – ale nie wiem nawet czy jest takowe. Społeczność linux’a podjęła się walki z czymś, co ma mocne wsparcie finansowe i komercyjne.

      Podobna sytuacja jest z programami graficznymi – gdzie darmowy program staje w szranki z programem za dużo pieniędze, pieniędzy które ładuje wiele osób do kieszeni Adobe. To też pokazuje, że w kontekście spojrzenia od strony biednego użytkownika – programy pokroju gimpa i libreoffice to zbawienie, za które nie muszą płacić. A ktoś, kto ma kupić komercyjne programy to i tak kupi – nie ważne czy ktoś pokarze im darmowe rozwiązania czy nie.
      Mentalność ludzka tutaj mówi sama za siebie: kupuje, to wymagam, a jak wymagam to ma to być dobre, bo za to płacę, a ktoś za to bierze pieniądze.
      A jeśli coś jest za darmo, to mamy świadomość że może coś być nie tak.

      I spójrzmy na teraz z innej strony: libreoffice płatne, M$ office darmowy. Jak wtedy ludzie podchodzili by do produktu M$, a jak do pakietu libreoffice. Zapewne sytuacja by się odwróciła: libreoffice dostało by kopa rozwojowego, ale też zmieniło by wygląd – gdzie było by to narzucone przez użytkowników, albo sami twórcy by sobie coś zmienili. Pakiet office od M$ stał by się czymś w rodzaju klona lub musiał by zacząć kopiować to co miało by libreoffice, jak i przystosować się co do jego plików i jego standardów – bo tego chcieli by użytkownicy. Ale jego rozwój został by mocno przychamowany, podobnie też zmiany w wyglądzie.

      A to pokazuje, że tak naprawdę tutaj chodzi tylko o to, gdzie idzie potencjał i wpakowane w dany produkt pieniądze.
      Ponieważ jak na darmowe produkty, które za bardzo nie odbiegają od komercyjnych programów – są to naprawdę dobre programy.

      A tą sytuację można porównać do mieszkania. Placąć grube pieniadzę dostajemy luksusowy apartament, a nie pplacąc nic dostajemy kawalerkę czy mieszkanie jedno pokojowe – całkiem za darmo, bez opłat i rachunków. Jedni wybiorą apartament, a inni mieszkanie – ale w kontekście tego co otrzymujemy za darmo – to i tak naprawdę bardzo wiele 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s