Tekst będzie w oparciu o wiadomości, że Nokia nie zarobiła na telefonach – gdzie odniosę się do pewnych własnych założeń i wniosków.

Od kilku lat mam jasno postawione założenia odnośnie tego: jak powinno się kierować firmą, aby zarobić na tym co się sprzedaje lub wciska ludziom.
Uważam, że jeśli coś robisz dobrze lub to co sprzedajesz jest dobre – to zawsze znajdziesz nabywców. Problem w tym, że może źle ich szukasz, inna sprawa że może szukasz ich tam gdzie ich nie ma, a po za tym: to kto wie że istniejesz i robisz coś dobrze?

Kiedy pracowałem w handlu miałem wobec firmy szefa kilka spostrzeżeń, które powiedziałem kiedyś głośno – a co nie spodobało się innym pracownikom, bo moje pomysły były bezsensu. Jak się okazało rok później – firma nie przetrwała. Oczywiście wina była po stronie szefa, kierownictwa i nas – pracowników = wszystkich. Ale mimo wszystko, co my pracownicy mogliśmy zrobić?
Zmian organizacyjnych nie było, zmian inwestycyjnych nie było, zmian odnośnie personelu nie było. Jedyne co było, to wyciąganie kasy na ile się da… legalnie oczywiście.

Obecnie nokia, która weszła we współpracę z Microsoftem – odnośnie systemu na telefonach – ogłosiła, że nie zarobiła na swoich telefonach. Co spowodowało spadek ich akcji o 15% – co mnie nie dziwi.

Sytuacja Nokii pokazuje – jak wiele jeszcze szefów myśli w sposób ograniczony. Podobnie wielu szefów firm w Polsce myśli i widać co się dzieje – upadki, bankructwa i długi. Nie dziwi mnie to, kompletnie.

Patrząc się na była firmę, w której byłem zatrudniony to mogę wam śmiało powiedzieć. Jak by myślało się przyszłościowo, jak by zaczęto coś robić aby pozyskać więcej klientów i jeśli myślenie kierownictwa nie było tak ograniczone – to może teraz pracował bym w ogromnej firmie. A tak… dupa blada.

Patrząc na Nokie ma się wrażenie, że ta firma zaprzepaściła swoją chwilę. A ja myślę, że szefowie tej firmy za bardzo skupili się na sobie i zarabianiu dla siebie kasy. Telefony Nokii zaczęły być miałkie, podobne do innych, podzespoły przestarzałe a systemy na telefonach prosiły się od wielu lat o modernizację i zmiany. Te wszystkie naleciałości spowodowały, że ludzie zaczęli wybierać inne firmy: lepsze, wygodniejsze, z dopracowanymi systemami i wygodnymi rozwiązaniami. Taki Samsung przecież nigdy nie był popularny wśród telefonów, na komputerach narzekano na jego dyski twarde – które nazywano szajsungami, bo psuły się na potęgę.
A teraz?
A teraz firma wiedzie prym w telefonach, a ich telewizory czy inny sprzęt to wysoka półka. Kiedyś przecież Sony Ericsson był w Polsce popularny, gdzie nie było człowieka, który nie miał by K630i, K610i i inne modele. A teraz? A teraz firma walczy o pozycję na rynku…
Inna sprawa to HTC, którego w Polsce prawie nikt nie znał – a teraz to jedne z prestiżowych telefonów HTC HD2, czy inne… A taka Motorola. Pamięta ktoś jej reklamy – z automoto? Firma kojarzona kiedyś z właśnie tym sloganem, jak i średnimi telefonami. A teraz? A teraz co firma nie zrobi, ludzie oglądają to ze wszystkich stron – zastanawiając się czy nie kupić danego modelu.

Powód takiego trendu jest jeden – dobra polityka biznesowa, reklama, dobre telefony, dobry system, możliwości telefonów i samego systemu. Ale też szybkie decyzje odnośnie zadowalania swoich klientów.

Wielu szefów danych firmie nie rozumie pojęcia i myślenia swoich klientów. Oni patrzą z perspektywy swojej, jako szefowie – a to tak się nie da poznać, tego czego chce dany klient 🙂

Aby to zrozumieć, trzebaby stać się klientem. A to jest bardzo proste… 😉
Macie firmę, idzie do konkurencji i zobaczcie co was tam zachwyci, co wam się spodoba, a co odrzuci i co będzie was denerwować.
Podobnie patrzy 70% klientów… to mało? Np. wchodząc do wybranego salonu samochodowego, na co zwrócicie uwagę: obsługa, kompetencja, liczba aut, możliwość jazdy, rozmowa, wyposażenie auta i dogodny kredyt. Ale co zrobicie jak wchodząc do takiego salonu: będziecie musieli szukać obsługi lub sprzedawcy, kiedy będziecie z nim rozmawiać, a sprzedawca będzie miał postawę obojętną, albo będzie się zachowywał jak by miał lepsze rzeczy do roboty, nie wspominając o tym, że ktoś was nie doinformuje, nie wspomni o możliwościach i walorach danego wyboru. Nie podpowie wam czegoś innego, o czym macie prawo nie wiedzieć, a ktoś wam to wystawi jak dziecku, argumentując sensownie – gdzie wy zmienicie to co postanowiliście wcześniej.
Tak… sprzedanie tego co robicie, lub robi wasza firma to trudna rzecz, ale tylko dla was. Ponieważ nawet mając salon z ferrari i sprzedając jeden model na rok jesteście wstanie zwiększyć dochody, sprzedając np. 4 modele na rok. A wszystko za sprawą myślenia jak klient, a nie jak pracownik, czy szef.
To, że patrzycie na coś jako szef i stwierdzacie że trzeba to zmienić, może być dla klienta nie dość że mało istotne, to zbędne i dla was dana zmiana może być istotna i ogromna, ale dla odbiorcy… który daną zmianę oleje, to po prostu sztuczne zmiany, które nic nie wnoszą do całokształtu, bo dla danego klienta liczy się całkiem coś innego.

Przykładem może tu być nawet linux. Wielu z was zarzuciło mi odnośnie jądra, że przecież tyle się zmieniło, tyle zmian zaszło. Tak, zaszło – ale dla kogo? Dla szarego Kowalskiego, który nie interesuje się jądrem systemu zmian jest niewiele. Bo on użytkuje system, a to że wsadzono np. obsługę otwartych sterowników graficznych – i co z tego, jak u niego one powodują błędy i używa on zamkniętych sterowników. Nowe formaty plików, a jego to nie interesuje… ile można przeskakiwać i konwertować partycję, a działanie widać dopiero na dużych plikach, czy odnośnie serwerów. On nie ma serwera, wiec dla niego te zmiany są nieistotne. Inna sprawa, nawet te sterowniki – co to komu dało, kiedy nadal w grach widać niewielką różnicę lub właśnie jej brak – a procesor i przy jednych i przy drugich wyje jak oszalały. A do tego, one same nie powodują rozwoju silników do gier, czy ulepszania danych gier. Idąc tym tropem można by rzec, że nowych gier też nie ma za wiele, nawet takie Valve ucięło spekulacje, że nie pracują oni nad klientem do steam na system linux.
Co dało Kowalskiemu to, że pojawiło się gnome3 – tylko tyle, że kiedyś jego pulpit był fajny, a teraz jest gówniany. Inna sprawa, że przesiadł się on na Unity, czy KDE – gdzie można co nieco zmienić i to mu wystarcza. Dodatki do nowego gnome, a to pulpit nie powinien mieć tego w standardzie? Ile on może czekać na normalny pulpit? A do tego miała być ta integracja pulpitu z programami, a tu nic – żadnej integracji. Taki Kowalski poużywa kilka dni gnome3 i zacznie poszukiwanie czegoś bardziej konfiguracyjnego, bo to szczyt aby nie można było zegara sobie ręcznie zmienić i dać gdzie się chce, albo zmienić tego ciągłego najeżdżania na róg ekranu, aby przywołać sobie jakieś okno – szok!

Inna sprawa: macOS. Niby taki drogi, bo kupowany ze sprzętem, niby ma te przyciski na lewej stronie belki, niby ma menu na górze na panelu, niby taki zły. A efekty compiz biorą od niego ile się da. KDE ze swoimi dodatkami na pulpit to też pomysł Apple, gnome3 i jego wysuwające się okna z belki – to też mac, nieruchomy panel na górze – mac. Unity – podobieństw do mac’a jest od zatrzęsienia. A teraz pytanie: skąd zaś Apple bierze pomysły na efekty, animacje i to co zawiera ten system? System ten z założenia ma być wygodny i dostosowany pod szefa firmy – czyli końcowy odbiorca, reszta to pomysły, które mają być udogodnieniem dla użytkowników – dopiero na trzecim miejscu jest patrzenie z perspektywy programistów i twórców. I dlatego np. w programie do nagrywania wideo mamy efekty, to dlatego w komunikatorze możemy sobie zmienić tło, a theme adium to już prawie standard, który kopiowany jest od mac’a. Firma Apple wychodzi z założenia, że system ma być prosty, ale też oferować możliwość jego dostosowania pod siebie lub jeszcze więcej. Np. customizacja dock’a w mac’u – nie wiele tych opcji, ale wystarczająca ilość – aby dock był taki jaki chcemy, a do tego nie dość że nie obciążał podzespołów to jeszcze miał opcje, których możemy nigdy nie użyć, ale mamy tą świadomość – że możemy ich użyć. I ktoś powie, że niektóre docki w linux mają więcej opcji – pytanie tylko: po co? To tak samo jak by chciało, aby auta mogło latać – można, pytanie tylko jeśli auto ma być autem – po co mu funkcja latania? Podobnie z dockiem – po co ci więcej opcji odnośnie wyglądu i inne pierdy, jak dock ma być dockiem?

Sytuacja Nokii pokazuje, że patrzenie się na to co my chcemy w kontekście szefów czy kierowników – nigdy nie będzie miało przełożenia na klientów. Ponieważ aby na czymś zarobić, trzeba coś zrobić, aby klient nie miał do tego obiekcji, a do tego był zadowolony. Ponieważ, aby zrozumieć odbiorcę trzeba się nim stać, trzeba nim być… a to nam pokarze, że nie trzeba wiele, aby zarobić – wystarczy robić coś dobrze, a nasza praca będzie reklamą i zmienić to co złe na to, aby było do dobre.
Piekarnia, która piecze dobry chleb zawsze będzie miała klientów, nawet jeśli podniesie cenę, bo ma dobry chleb. Ale jeśli zmieni choć trochę formułę, na to aby zarobić na produktach – to możecie być pewnie, po 3 miesiącach połowa osób odejdzie – bo chleb nie będzie już taki jak wcześniej. Inna sprawa, że zaufania klientów nie można tak szybko pozyskać, jak nowych klientów. A teraz pomyśleć, że jak by tak taka piekarnia wprowadziła promocje dla stałych klientów, i oczywiście reklama i promowanie się – nie zyskała by ta piekarnia 2x nie zmieniając nic w formule?

A teraz popatrzmy na Ubuntu – wersje 8 i 9 nabiły Canonical masę nowych użytkowników. Kolejne wydania to już żonglerka przyciskami na belce, zmianą theme, obraniem kierunku na kopiowanie pomysłów mac’a. Mogę tylko gdybać, że wersje 8 i 9 zdobyły więcej nowych użytkowników, niż wersje 10 i 11. Gdzie tak naprawdę podwaliny zostały już położone, a Canonical zaczął zbierać plony. Wielu użytkowników wskazuje na 10.04 jako dystrybucję bardzo dobrą, a to tylko dlatego, że internet momentalnie zalała fala poradników odnośnie zmiany położenia przycisków czy porad – jak przyspieszyć Ubuntu lub co skasować, a co zainstalować w zamian. Jak by nie baza użytkowników 8 i 9 – nie było by tych poradników, ponieważ to właśnie oni jako pierwsi zareagowali na zmiany jakie wprowadziło Canonical. Zmiany, które moim zdaniem były nie potrzebne i zbędne – i w moim odczuciu zostały zrobione tylko dla PR.
Obecnie Canonical postawiło sobie za punkt honoru przeciągnięcie użytkowników mac’ów na swoją stronę. Problem jednak w tym, że na macbooku czy macintoshu chyba tylko idiota by instalował linux’a. Po za tym, ci użytkownicy fascynują się firmą Apple i odnośnie ich systemu, i oni nie widzą sensu w zmianie na inny system. Więc po co to upodabnianie się? Na to pytanie nie znam odpowiedzi… ale na pewno chodzi o to, że ci użytkownicy są przyzwyczajeni do płacenia za dodatkowe usługi, czego nie nauczył microsoft swoich odbiorców na komputerach osobistych. Odnośnie firmy M$ to można tutaj wspomnieć o tym, że ta firma nauczyła użytkowników, ale piractwa. Teraz już rozumiecie idee celowania Canonical w użytkowników makówek, gdzie piractwo stoi na dość niskim poziomie (choć samych użytkowników jest przecież dużo mniej niż osób używających windows).

Kończąc ten tekst mam nadzieję, że niektórzy z was wreszcie dojdą do wniosku, że brak zmian to cofanie się, ale znowu patrzenie się na siebie, a nie na klientów – to też nie jest dobre podejście, które może kosztować utratę klientów, na których przecież zarabiamy 🙂

Po prostu, jeśli coś jest dobre – to broni się samo. Jeśli coś jest złe, to choćby było ze złota i dawano to za dolara – nigdy nie stanie się czymś dobrym.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s