W zeszłym roku popełniłem wpis, który zbulwersował wielu z was (czytelników tego bloga).
Ponieważ na szczycie postawiłem Ubuntu, później było openSuse, Arch, Sabayon linux, Debian i Fedora.

Jak będzie teraz?

Muszę tutaj coś napisać. Jeśli chodzi o dystrybucje i system linux. Mija ponad rok od momentu napisania zestawienia 2010 i muszę się przyznać, że założenia na najlepszą i najgorszą dystrybucję się zmieniły.
Przez ponad rok stykałem się na różnych polach z różnymi dystrybucjami: testy i rozpatrywania, badanie co w nich jest dobrego, a co złego. Co mnie denerwowało w danym systemie, a co cieszyło. Po jakimś czasie człowiek wyrabia sobie zdanie na temat: czego potrzebuje, co lubi a czego nienawidzi, co go denerwuje, a co cieszy. Po prostu jakie ma założenia na dystrybucję dobrą, a jakie założenia są na dystrybucje złą.

I prawda jest taka: żadna dystrybucja nie jest idealna. Każda ma swoje plusy i minusy. Każda dystrybucja ma swoje mocne i słabe strony.

Tylko teraz pytanie: czego oczekujemy od danej dystrybucji i czym tak naprawdę ona ma być dla nas. Jeśli mamy zamiar katować dystrybucję, a po miesiącu ją usunąć instalując inną, no to wybaczcie, ale to nie jest to o czym tu napiszę. Ja patrzę na czas, a raczej jego długo falowy wskaźnik – dystrybucja jako system powinna pozostać na naszym dysku jak najdłużej – spełniając nasze oczekiwania i wymagania.

I tak naprawdę pod tym względem będę oceniał dystrybucje, które testowałem i mam w pamięci. Inną kategorią będzie: dostępność programów i paczek, jak i łatwość ich wyszukania – bo zainstalować to już każdy to potrafi, ale znaleźć już nie.
Inna kategoria, to odnajdywanie rozwiązań na trapiące nas problemy, czy łatwo można coś znaleźć w sieci i co tak naprawdę zawiera sieć o danej dystrybucji.

I wolę zaznaczyć: jest to suche ustawienie dystrybucji. Numerki koło nazw to tylko umowne wskazanie najgorszej i najlepszej dystrybucji. Tylko że nie ma najgorszej i najlepszej dystrybucji – ponieważ każda z nich to linux. Problem w tym, czym on ma być dla nas…

Zaczniemy od ostatniego miejsca, idąc w stronę pierwszego 🙂
I co warto zaznaczyć – będzie to moje zestawienie, proszę mieć to na uwadze!

6. gentoo

Niestety, ale wypuszczenie cd-live jako atrapy bez możliwości instalacji – to cios poniżej pasa dla użytkowników, którzy chcieli się zapoznać z tą dystrybucją. Inna sprawa, że znalezienie dystrybucji opartej na gentoo z możliwością instalacji z cd-live to jakaś parodia – a raczej rozpacz. Ponieważ takich jest nie wiele 😦 Tylko toroox spełnia te wymogi, choć ma język angielki lub niemiecki (polski trzeba sobie doinstalować po instalacji).
Inna sprawa to sama kompilacja, która ma być tym plusem. Ale nie jest… program góry potrzebujemy na wczoraj załapał błąd podczas 6h kompilacji i trzeba zaczynać od początku. Ani to przyjemne, ani wesołe. I choć toroox posiada już wgrane KDE to dostosowanie tej dystrybucji pod siebie zajmuje kilka dni, jak nie tygodni. Ponieważ wszystko kompilujemy. A jak już wpadnie nam w ręce nowe glibc lub gcc – to lepiej się zacznijcie modlić…już nie wspomnę o ustawieniu w pliku ustawień z -j3 na -j1 (procesor nie będzie się tak grzał, a długość kompilacji to tylko kilkanaście minut różnicy) bo to zajmie kilkanaście godzin i módlcie się, aby nie pojawił się błąd. Innym rozwiązaniem jest Sabayon linux – ale on ma się do gentoo jak Ubuntu do Debiana – niby od tego samego się wywodzi, ale to mimo wszystko inna dystrybucje. Sabayon z własnymi paczkami, które mają przyspieszyć instalacje bez kompilacji psują całe założenie gentoo – czyli opieranie się na sile kompilacji ze źródeł. Ponieważ mimo wszystko paczki są kompilowane częściowo przez twórców, a to oznacza, że nie będziemy posiadać w pełni dostosowanego systemu pod nasz komputer czy sprzęt.
Wszystko to doprowadza do tego, że trzeba się posuwać do dziwnych zagrań – jak właśnie toroox – aby mieć czyste gentoo jako podstawę ponieważ tylko on jako tako posiada cd-live z możliwością instalacji na dysku i to z działającym pulpitem, a resztę już samemu zainstalować czy zaktualizować 🙂
Jeśli idzie o rozwiązywanie problemów, gentoo posiada dość dobrą bazę wiki, gdzie znajdziemy wiele rozwiązań i propozycji. Fora i blogi też potrafią pomóc, więc nie jest tak źle.

5. Mandriva/mageia

2wie dystrybucje stają obok siebie – ponieważ jedna z nich bazują na drugiej. Dystrybucje posiadają ten sam element w temacie konfiguracji systemu – jak i inne rzeczy. Oczywiście każda z dystrybucji posiada własne jądro, skrojone pod siebie, podobnie z innymi zakończeniami paczek – ale to tyle różnic. Wszystko inne to jedna i ta sama idea, ten sam pomysł i to samo rozwiązanie.
W kontekście mageia, mam wrażenie że rozgłos (już to pisałem) miał za zadanie pozwolić nabrać powietrza dystrybucji, która podobno umierała, a teraz sie okazuje że ma się dobrze – czy was to nie dziwi?
Brak wielkich różnic i brak pomysłu na dalszy rozwój twórców mageia sprawia, że ktoś mógł by zadać pytanie: więc po co tworzyć dystrybucję, na którą nie ma się pomysłu? Właśnie po co? Mandriva to wrak, który ledwo się toczy, czy raczej płynie. A jak by tak go zatopić i wesprzeć dystrybucję, która niby będzie nowa, ale tak naprawdę będzie ona tylko lekko zmieniona i pisze się przed nią piękna przyszłość. Kto powiedział, że tak nie może być?
Inna sprawa, że przełóżmy to na fabrykę, która coś produkuje. W pewnym momencie produkt fabryki przestaje być używany, wiele osób odchodzi do konkurencji ponieważ nasz produkt już staje się zapomniany – zero reklamy. W pewnym momencie rozgłasza się rozłam i 3/4 osób odchodzi z zakładu, zakładając nową firmę – produkującą dokładnie to samo. Po jakimś czasie okazuje się, że mimo wszystko ja tworzę własny produkt, a ta inna ekipa robi dokładnie to samo – do tego wzorując się na mnie. Pytanie teraz jest jedno: jaki jest sens istnienia mojej firmy? I po co na rynku dwa nie różniące się aż tak bardzo produkty? I w normalnym świecie takie rzeczy robi się dla rozgłosu 🙂 aby każda z firm zyskała. Ponieważ co dwie firmy z tym samym to nie jednak.
Ale szczerze trzeba tutaj napisać – o mandriva zrobiło się cicho i ogłoszono upadek tej dystrybucji. W moim odczuciu powinna ona zostać skasowana, bo inaczej to trochę dziwnie wygląda, że zapowiada się czegoś zamknięcie, a później się okazuje, że coś ma się dość dobrze, że tworzy się nową wersję danego systemu.
Co nie za bardzo mi się podoba, jak i też to że najpierw ogłasza się jedno, a później okazuje się coś całkiem co innego.
W kontekście rozwiązań problemów mageia ma słabe wsparcie. Wiele stron i blogów nie posiada rozwiązań, jak i porad zmian. W temacie mandriva to pewne wiadomości są starymi wpisami na forum czy notkami z jakiś stron – szkoda, że w 50% rozwiązania te już nie działają.

4. Debian

Debian to taka dystrybucja, która jest dobra. Posiada ona ogromną bazę programów i paczek. Ale jest ich tyle, że aktualizacja ich i sprawowanie pieczy nad nimi to powolne odchodzenie w kupę staroci. Niestety, ale masę paczek już dawno powinna zostać zaktualizowana. Ponieważ wiele starszych wersji posiada błędy, luki bezpieczeństwa, czy po prostu nie są kompatybilne do nowszych wersji – ponieważ na przełomie kilku wydań twórcy zmienili tyle, że dany program ma szczęście że działa i potrafi to co powinnien, ponieważ w temacie np. połączenia czy innych rzeczy – brakuje już wiele. A nawet patrząc na gnome3, to Debian nadal nie ma nowej wersji poprzestając na wersji 2.29 (testing/unstable).
Rozwiązaniem dla wielu jest oczywiście przejście na wersję testing lub unstable – ale wiąże się to z możliwością pojawiania się błędów, problemów – a nawet system może się nie uruchomić.
I nie chcę tutaj nazywać Debiana reliktem przeszłości, ale wersje stable to starocie jak się patrzy, które znają czasy można rzec przeszłe. A to zaś stawia Debiana w dość słabym świetle jeśli chodzi o użyteczność czy normalne funkcjonowanie. I choć dystrybucja borni się ilością paczek i programów, ich wersje w stable zakrawają czasami o uśmiech politowania. I dlatego Debian jest tak nisko – ale to ma też swoje plusy: stabilność.
W temacie informacji Debian posiada masę poradników, rozwiązań problemów i dedykowanych blogów. To też plus, że społeczność koło tej dystrybucji cały czas jest bardzo aktywna 🙂

3. Opensuse i Fedora.
Dwie dystrybucje, które przejawiają odmienną politykę odnośnie własnych systemów. Ale stawiam je koło siebie. Ponieważ obie są dobre pod względem prezentowanego poziomu rozwoju, działania i konsekwencji wydań. Obie dystrybucje są dobre i pokazują, że choć nie bazują ani na Debianie, ani na Ubuntu – tylko same wyznaczają trendy dla innych, to są jednymi z prostszych i lepszych dystrybucji dla początkującego, jak i zaawansowanego. Problem tkwi w brakach programów, czy gier. Podobnie ze społecznością czy portalem/stroną gdzie dana społeczność mogła by się łączyć. Nie zaliczam do tego planet, ponieważ na nich prezentuje się wpisy z blogów. Obu dystrybucjom brakuje takiej strony, gdzie każdy mógł by mieć własne repo, gdzie można by było tworzyć pliki konfiguracyjne, czy gdzie można by nie dość że wyrazić opinie na dany temat, to jeszcze coś zaprezentować czy zaproponować.
Ale jak napisałem, dystrybucje są dobre i proste. Ich instalacja nie odstrasza, ani nie powoduje bólu głowy. Są to jedne z czołowych dystrybucji, które warto poznać 🙂
W temacie informacji w internecie obie dystrybucje mają swoich zwolenników i blogi im dedykowane. Wile forów i stron posiada aktywnych użytkowników, którzy pomagają czy odpowiadają początkującym.

2. Ubuntu.

Przeciwieństwo Debiana i na początku oparte o niego. W czasie kiedy Ubuntu budowało swoją bazę użytkowników, wszyscy inni śmiali się, że ta dystrybucja nie ma prawa bytu. A obecnie to jedna z największych dystrybucji w świecie linux. Słowa szefa Canonical są powielane w setkach, a jego założenie na dystrybucje czytają miliony, ponieważ to one będą użytkować kolejne wydania Ubuntu. Ubuntu dzięki Debianowi zdobyło bazę programów, której brakuje np. Fedora i opensuse. Canonical stworzyło stronę, gdzie każdy może tworzyć własne paczki i udostępniając je innym. Ta sama strona pozwala zaproponować coś, jak i też podyskutować. Inna sprawa, to aktualność – może nie całkiem, ale Ubuntu jako tako stara się być na czasie z paczkami. Inna rzecz, że wiele w tym temacie mówi sama społeczność Ubuntu, która nie dość że kompiluje czy udostępnia nowe wersje paczek, to jeszcze wspomaga czasami sam system Ubuntu. Dzięki temu powstało masę klonów, np. mint, który zdobywa coraz większą popularność. A to dzięki gnome2… na którym twórcy oparli najnowsze wydanie, które bazuje na Ubuntu 11.04.
To pokazuje fenomen Ubuntu, gdzie masę osób buduje własny system w oparciu o inny. Inna sprawa, że obecnie powstaje wiele dystrybucji, które bazują na Debian testing – ponieważ stable to wersje programów mocno przestarzałe.
To daje pewien obraz dystrybucji doskonałej: prostota, wolność, ale też bycie na czasie z aktualnymi wersjami i bibliotekami – jak i umożliwienie wsparcie danej dystrybucji w tworzeniu własnych paczek, a tym samym dostarczanie najnowszych wersji czasami zaraz po ich pojawieniu się. Społeczność w temacie Ubuntu to siła, której brakuje innym dystrybucjom – niestety.
Odnośnie porad i informacji na temat problemów z Ubuntu i jego pochodnych internet aż pęka w szwach. Wiele stron, blogów i forów aż roi się od użytkowników – to pokazuje moc tej dystrybucji. Jestem to też jedna z tych dystrybucji, którą śmiało można polecić początkującym.

1. Arch linux

Wszystko to co napisałem powyżej o ubuntu + jeszcze nowsze wersje niż ma Ubuntu + AUR = system (dla mnie) idealny. Tak Arch linux to dla mnie dystrybucja marzenie. AUR dostarcza masy paczek w wersjach git, hg, svn, ale też normalnych jakich nie ma w repo. Arch to też możliwość wyboru mirrora, z którego pobieramy paczki, nie musi to być jeden serwer. Arch to też konfiguracja i dosłowne przystosowanie systemu pod siebie, nawet to co ma się uruchomić i kiedy – to my o tym decydujemy. Już nie wspomnę o tym, że wielu użytkowników cały czas dodaje coraz to nowsze rzeczy to AUR. W temacie stabilności i żywotności, arch utrzymał się u mnie przez ponad półtora roku i jeśli nie mój błąd z aktualizacją z repo testing, nie musiał bym robić mu nowej instalacji – co przełożyło by się na ponad dwa lata działania, bez czystej instalacji. Co warto tutaj napisać: arch nie jest dla początkujących. To dystrybucja skierowana do zaawansowanych i doświadczonych użytkowników, którzy mają pojecie: z czego składa się ich system i jak w nim chodzą te wszystkie trybiki.
Ale moim zdaniem to najlepsza dystrybucja. Ponieważ wystarczy odrobina chęci, aby się zapoznać z podstawami – a później wnikać we wszystko stopniowo, etapowo. Nie minie pół roku, jak okaże się, że wiele rzeczy jest dla nas oczywistych i normalnych. Patrząc wstecz okaże się że wiele rzeczy była prosta, tylko my nie umieliśmy dotrzeć umysłem do danego etapu, aby to zrozumieć.
I powtórzę to jeszcze raz: arch jest dla zaawansowanych użytkowników, którzy mają już doświadczenie z dystrybucjami. Co nie zmienia faktu, że nauka archa, to nauka na przyszłość…
W temacie rozwiązywania problemów to uważam, że arch ma najlepsze wiki jakie widziałem. znajdziemy tak i rozwiązania problemów i propozycje ulepszenia danego zagadnienia. Podobnie z forami i blogami – gdzie wiele osób opisuje dane zagadnienia i problemy 🙂 Więc zawsze gdzie ktoś już opisał dany problem, wystarczy tylko nauczyć się go szukać 😉

Tak prezentuje się moje zestawienie. I proszę o nie komentowanie w stylu, że się mylę czy jestem idiotą albo że się nie znam – ponieważ nie biorę tego z powietrza. Inna sprawa, nie przejdę na windows jak mi się nie podoba – bo go już nawet nie mam na dysku. I nie chcę windows’a, bo arch i ubuntu dają mi to czego chcę, tego czego oczekują od systemu i tego na co zwracam uwagę i co jest dla mnie ważne. I choć są inne dystrybucje, to właśnie na Ubuntu i Archu znalazłem to czego nie dały mi w pewien sposób inne dystrybucje… i za to je cenie i dlatego są moimi faworytami 🙂
Bo dają mi to czego chcę… i czego od nich oczekuję.

Advertisements

7 myśli na temat “najlepsza i najgorsza dystrybucja – 2011

  1. Debian stable, jak sama nazwa wskazuje, stawia na maksymalną stabilność (serwery), więc oczekiwanie od niego aktualnych pakietów jest raczej bezcelowe. Co innego testing, w którym pakiety są już wstępnie przetestowane i wersja ta z powodzeniem nadaje się do codziennego użytku, bez znaczącego uszczerbku na stabilności i użyteczności.

    Podobne opinie krążą o Debianie unstable, choć tutaj paczki trafiają do repo niemal zaraz po wypuszczeniu i faktycznie różnie może być. Na razie nie odważyłem się na „zejście” do unstable.

    Gnome 3 w Debianie testing faktycznie jeszcze nie ma, choć mi do przesiadki jest niespieszno – więc tego nie skomentuję.

    W Gentoo przeraża mnie perspektywa wielogodzinnego konfigurowania/kompilacji systemu. Za to zastanawiam się nad Archem – skoro ma sensowny menedżer pakietów (z zależnościami), to znaczy że nie powinien być aż taki straszny. 😉

    Lubię to

    1. Jeden problem: wszędzie piszę, że debian stable jest na desktop i serwery – a nie tylko na serwery 🙂 I racja – wiele osób przechodzi na testing, choć i tutaj znajdą się paczki powodujące problemy czy błędy (własne doświadczenie).
      Odnośnie Archa – tak, jego pacman to dla mnie fenomen – wpisuje program, a wszystkie zależności zostaną podłączone pod niego. Tylko że tutaj najpierw proponuję przeczytać poradnik instalacji i konfiguracji – a później przeczytać: co zainstalować jako pierwsze, co jako drugie, a co jako trzecie. Jedno jest fajne np. w temacie pulpitu: wpisujesz sudo pacman -S kde i całe KDE4 zostaje pobrane. Podobnie z gnome – w tym przypadku gnome3 🙂
      Ale wiedza na temat podstaw systemu obowiązkowa, już nie wspomnę o przeczytaniu poradnika na temat rc.conf 🙂

      Lubię to

    2. Zabawna sprawa z tymi paczkami w debianie. Od kiedy znam debiana słyszę że poprzez leżakowanie paczki w debianie są bardziej stabilne. Osobiście nie widzę większej różnicy między stabilnością KDE 4.6.3 w openSUSE 11.4 od KDE 4.4 zamieszczonego w Debianie 6.0. A jak już zacząłem to napiszę i własne odniesienie do pozoztałych

      Gentoo – Kiedyś tam zainstalowałem i opracowałem nawet z siostrą dowcip
      – zainstaluj mi pidgina
      – ok za 2-3 godziny będzie gotowy do użycia.
      Takie mam zdanie o Gentoo. Używając tego systemu nie można być normalnym użytkownikiem bo trzeba się znać.

      Mandriva/Megaia – Mandriva zapowiada się nieźle. Zawsze lubiłem tą dystrubucję bo miała to co innym brakowało czyli graficzną konfigurację komputera. W spadku odziedziczyła je też Megaia i to się chwali. Sama Megaia ma być kontynuacją Mdv (sama Mandriva odzie we własnym kierunku). Poczekamy i zobaczymy co z tego wyjdzie.

      Fedora – używałem przez 2 lata i sporo się na tym systemie nauczyłem ale bez zbędnych nadwyżek. Jeden z niewielu który oferuje pakiety przyrostowe do aktualizacji. Drugim jest oczywiście openSUSE, które zastąpiło u mnie Fedorę. Nie narzekam choć dziwi mnie ilość pakietów bo nie poraża.

      Ubuntu – Dobre distro ale dla mnie ma obecnie zbyt pedalski dizajn. Na szczęście da się zmienić.

      Arch – Myślę że połknę za jakiś czas póki co posiłkuję się Chakrą.

      Koniec odnośnika. Nie jest on ustawiony jakoś specjalnie według lubienia/nie lubienia. Nie żałuję instalacji żadnej z tych dystrybucji. No dobra Gentoo żałuję.

      Lubię to

      1. I to mnie trochę dziwi już od dobrych dwóch lat: dlaczego openSuse zawiera tak mało paczek, a społeczności w tym temacie jakoś nie widać. Chyba że sama firma nie robi nic w tym kierunku, a społeczność tylko poprzestaje na tym co ma.
        Ale z tego co wiem, nie jest to prawdą że społeczności openSuse nie ma – więc zostaje zachowanie Novell’a – szkoda, że nie robią głośnych rzeczy, a tylko reklamują się z temacie serwerowych (giełda w Londynie, czy serwisy sklepowe).

        Lubię to

  2. Bardzo dobre zestawienie.
    To ja może opiszę moje zestawienie 😉 Z mojego punktu użytkowania.
    Gentoo i Arch’a nie używałem, nie wypowiem się zatem na ten temat.
    Mandriva była moja pierwsza dystrybucją. To było coś niesamowitego. Bezproblemowe działanie Neostrady, prawie wszystko out-of-box. Dużo programów. Ale odszedłem do Minta, kiedy coś tam się zaczęło sypać. Nie tylko ja zresztą, bo polska społeczność Mandrivy trochę podupadła, takie wrażenie odniosłem. Teraz ściągam Mageię. Zobaczę jak to się je. Ale ogólnie tych dystrybucji przez ostatni rok nie używałem.

    4. OpenSUSE. Wypadło w ciągu ostatniego roku najsłabiej. Pomimo YaSTa, który jest potężnym narzędziem, nie pracowało mi się dobrze na tej dystrybucji. Społeczność jakoś taka słabsza nieco od innych. Właściwie, to trudno się odnaleźć w systemie. Podstawowa baza programów dosyć uboga, natrafiłem na trudności w znalezieniu innych repo.. Może za krótko szukałem. Ale wielki, ogromny wręcz plus należy się tej dystrybucji za KDE SC. Chodzi wyśmienicie.

    3. Ubuntu. Może wygląd to nie wszystko, ale jakoś kierunek rozwoju tej dystrybucji mnie nie pociągnął. Fakt, że dużo rzeczy działa out-of-box, ale napotkałem na kilka zgrzytów (m. in. problemy z grafiką, ze skanerem, z czytnikiem kart), co spowodowało lekką niechęć do tej dystrybucji.

    2. Fedora. Jeszcze na drugim miejscu. Ale niedługo może być na 1. Właściwie, to kilka miesięcy pracuję na tej dystrybucji i jestem bardzo zadowolony. Wymaga trochę konfiguracji i poznania systemu, nie jest taka że wszystko hula od razu, co dla niektórych może być dużym plusem. Przekonała mnie duża baza programów. Wystarczy dodać RPMFusion i wszystko potrzebne jest. I to najnowsze wersje programów. Dodatkowo rewelacyjna polska społeczność bardzo dobrze wspiera nowych użytkowników. Oceniam system jako system, nie jako powłokę graficzną. Bo o ile F14 z Gnome 2.32 sprawiała się znakomicie, tak F15 z Gnome3 już nie chce być taka potulna. Wersja KDE można powiedzieć, że dorównuje OpenSUSE, ale być może to „wina” KDE SC 4.6.3, które już jest na bardzo stabilnej drodze rozwoju.

    1. LinuxMint. Jak napisałem na początku – nie mam czasu na stawianie systemu. Mint jest zaprzeczeniem stawiania systemu. Ten system po prostu jest. Fakt, kogoś może bulwersować to, że nie ma się kontroli nad tym co mi siedzi w systemie. Ale pomimo tego faktu, system wstawał w kilkanaście sekund. Miał bogatą bazę programów (chociaż ppa jest beznadziejne trochę. po kilku tygodniach ma się ponad 20 różnych repo i aktualizacja trochę trwa..). Pomimo tego, że bazuje na Ubuntu, to wszystko mi działało. Nic nie musiałem kombinować. Po prostu. Minus jedynie za wersję KDE, która okropnie haczyła, wieszała się i dziwnie się wlokła. Jeszcze sprawdzałem wersję debianową, ale nie przypadła mi do gustu.

    Tak to wygląda u mnie. Ja stawiam przede wszystkim na wygodę. Ale lubię się uczyć. Dlatego teraz użytkuje Fedorę. Ma wszystko to, co potrzebne prawie z pudełka, a dodatkowo rozwiązywanie problemów wychodzi zaskakująco szybko.

    Pzdr!

    Lubię to

    1. Tak jak napisałem: każdego zestawienie będzie inne, ponieważ co innego odnaleźliśmy w danej dystrybucji. A przecież to jest najważniejsze, aby dystrybucja spełniała nasze wymagania i była wobec nas odpowiednia… a nie dla kogoś 🙂

      Lubię to

  3. Może napiszę jeszcze coś o openSUSE. Jak wiadomo do zarządzania paczkami używany jest yast. Co ciekawe do aktualizacji system korzysta z KPackageKit’a. W sumie nie przeszkadza ale trochę dziwi bo nie spotkałem się z podobnymi rozwiązaniami gdzie indziej.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s