Wiecie czego ludzie najbardziej nie lubią?
Przyzwyczajać się do czegoś od nowa. Albo uczyć się czegoś nowego. A nawet nie lubią kiedy ktoś zmienia im np. coś w szafce kuchennej – poniważ tam gdzie ma być cukier ktoś dał sól.
To pokazuje, że przyzwyczajenia są obecne wszędzie. Tak samo jest z laptopami, czy telefonami – np. lenovo przestawiło w swoich laptopach klawisz Delete – wiecie jak się pisze przy takiej zmianie, kiedy musicie małym palcem skakać na wyczucie, bo tam gdzie zawsze jest Delete – to go nie ma. I osoby, który dużo piszą wiedzą, że taka zmiana potrafi doprowadzić do frustracji i ciągłego rozpraszania się – bo zanim przestawimy się z innym położeniem tego przycisku trochę minie, chyba że ktoś zamieni laptopa na takiego z normalnym układem 😉 Podobnie jest z telefonami, gdzie wiele osób widząc inny układ niż ten do którego się przyzwyczaili – potrafią oni szybko sprzedać telefon i kupić inny, tak samo z samochodami, czy pralkami. Wszędzie to kwestia przyzwyczajeń 🙂

A gdzie analogia do systemu komputerowego?
Windows nauczył tłumy, miliony od windows 95 do obecnej wersji różnych przyzwyczajeń i rozwiązań, które sprawiają że wiele osób nie potrafi się przestawić na inny system komputerowy.
W systemie windows rządzi właśnie przyzwyczajenie, znany układ który jest od lat, panel na dole, który od lat straszy swoją golizną i tak naprawdę nic nie da się z nim zrobić, oraz ikonkami na pulpicie, których wiele osób nie potrafi sobie zlikwidować – bo nie wiedzą gdzie 🙂

I tu jest ten problem, że system linux rządzi się innymi prawami. Tutaj niektóre ustawienia, czy opcje są wystawione na pokaz, ale ukryte pod przyciskiem. I tu jest ten problem, że wielu nie chce odkrywać tego systemu, uważając go za gniot, syf, czy gówno.

Problem w tym, że takie osoby go nie znają, nic o nim nie wiedzą i wypowiadają się na temat czegoś, czego nigdy nawet nie obsługiwali. Ponieważ prostota, a zarazem zaawansowanie i skompilowanie KDE4 leży w układzie ustawień i choć np. ustawienia wyglądu znajdują się w dwóch miejscach, można się z tym jakoś obeznać 🙂 gnome2 pod tym względem pokazywało, że choć to pulpit w świecie linux – można być prostym, ale też pozwolić na konfigurację jeśli się wie gdzie.

Użytkownicy, którzy odkryją: gdzie się cokolwiek zmienia i tak nie będą wiedzieć – co jest do czego. I tu by wypadało wprowadzić początkującego w to, co może zmienić i jak to wpływa na pulpit. Inaczej początkujący odrzuci ten pulpit za jego zbyt skomplikowane opcje ustawień. Dla nas, osób już obytych, KDE i jego ustawienia to czasami jeszcze zbyt mało, a dla początkujących obecne ustawienia to zbyt aż za dużo. I warto to mieć na uwadze 🙂
I dlatego wielu początkujących wybrało i wybiera Ubuntu, bo prezentuje ono gnome2 (w 11.10 już gnome3 + Unity, bez gnome-shell – z możliwością instalacji tego ostatniego), ale gnome2 było dla początkujących zbawieniem. Ponieważ bardzo szybko można było się przestawić z układu windows na panel na górze i panel na dole. A wszystko dlatego, że zmieniało się tylko menu i jego położenia, jak i systray i zegar – nic więcej.
Ktoś powie, że KDE to zaś układ żywcem skopiowany z windows. Tak, układ tak – ale już działanie panelu, jego ustawienie, czy możliwości ustawienia go – już nie. A ludzie posiadając KDE z panelem na dole, nawet nie widzą gdzie się zmienia jego wielkość, czy jak zmienić menu, na normalne jak z XP. W windows ludzie po prostu łapią za panel i sobie go regulują – ale też nie ma w tym systemie czegoś takiego jak: naciśnij prawym na panel i zmień element na nim. Windows tego nie uczy – bo panel jest stały, bez możliwości ustawienia jego elementów. A to uczy ludzi, że oni nie muszą czegoś ustawiać, a ustawienia oryginalne jest dobre, to po co w innym systemie mają to robić?

I osoby obyte z linux’em powiedzą: a co nas to obchodzi?
I właśnie podobnie podchodzi się do przyzwyczajeń i nowych w świecie linux’a – co nas obchodzicie, chcieliście macie linux’a jak się wam nie podoba, albo macie z nim problem – to wracajcie do windows.
I jeśli wszędzie byłoby takie podejście jak ma większość w systemie linux u nas w Polsce (bo na świecie przyjmuje się inną postawę) – jeździło by się fordami w ameryce, fiatem w europie, a np. dwie inne marki byłyby by rarytasem i czymś dziwnym na drodze – bo żaden serwis czy salon nie chciał by sprzedawać innych marek, bo co ich inne marki obchodzą, co ich obchodzi serwisowanie i porady – przecież jest fiat, a że są inne firmy motoryzacyjne – właśnie, co by ich to obchodziło?
Ale że tak nie jest, to tylko wynik tego, że ludzie nie chcieli jednej firmy, a co za tym idzie powstały inne.

Problem właśnie w tym, że początkujący tak naprawdę są zbywani, a już w Polsce jest to nagminne. I nie dziwię się, że w Polsce początkujący użytkownik do wrzód na dupie forów, czy stron – ponieważ oni chcąc poznać linuksa muszą kilka razy przejrzeć strony i blogi, ponieważ i tak na koniec po zadaniu pytania: ma się go w dupie, albo odsyła się do  google. Problem w tym, że początkujący nie wie co jak się nazywa lub co odpowiada u niego za dźwięk? Skąd on ma wiedzieć, co w tym systemie odpowiada za grafikę. A to pokazuje, dlaczego tak niewiele osób chce się tym systemem zainteresować – bo odnośnie windows, nic nas nie obchodzi, tylko to czy nasza strona nam się załaduje czy nie. W linux trzeba system poznawać od technicznej strony, czyli co, gdzie i za co odpowiada. A przy okazji poznawać i obywać się z jego działaniem i odmiennością.

Odmiennością, która oznacza łamanie przyzwyczajeń i masę frustracji, ponieważ linux to nie windows i warto o tym pamiętać 🙂

I to że całym światem rządzą przyzwyczajenia, to wiadomo nie od dziś. Ale że można się do czegoś przyzwyczaić od nowa – to też wiadomo, tylko ktoś będzie musiał chcieć poznać i zweryfikować to co już wie na temat komputera. I czy odrzuci go masa ustawień i inne podejście do działania i funkcjonowania systemu to już kwestia twórców danego pulpitu, którzy w linux nie brakuje.

Zmiana systemu, to tylko chęci, bo reszta to już widza która zostaje nam do końca życia. Pytanie tylko, czy ktoś chce zmienić to, czego nauczył go windows przez tyle lat? 😉

ps.
Tekst ma dać do myślenia i pokazać, że linux i jego pozycja nie zależy od tego jaki on jest dobry czy zły, czego mu brakuje albo co ma w nadmiarze – ale jak szybko można się przyzwyczaić do danego pulpitu i jak inni użytkownicy w danym kraju podchodzą do nowych. Bo zainstalować windows, czy już teraz fedorę czy Ubuntu to każdy jako tako by potrafił – ale już użytkować windows dziecko potrafi, bo to co wie wystarcza mu na buszowaniu po stronie z bajkami czy grami. W linux pierwszy kontakt i inne menu może sprawić, że dziecko zacznie wołać rodzica – bo wszystko działa i wygląda inaczej.

I czy wam nie zdarzyło się, że po instalacji komuś linux’a (dystrybucji), ktoś was wołał, bo patrząc się na opcję przed oczami – ktoś nie wiedział co nacisnąć?
Wystarczy że przestawi się „Zatwierdź” z prawej na lewą i ludzie głupieją i zaczynają psioczyć – a co powiedzieć o całym systemie i jego inności, odmienności?

Reklamy

8 myśli na temat “to tylko kwestia przyzwyczajeń

  1. Nie ma czegoś takiego jak „kwestia przyzwyczajeń”! To o czym piszesz to zwykłe niedouczenie. W Polsce jest masa ludzi, którzy ukończyli szybki kurs obsługi komputera, nazywany Lekcją Informatyki, prowadzony w sali z jednym komputerem, prowadzony przez nauczyciela plastyki. Oczywiście ten fakt nie przeszkadza aby mogli napisać sobie w papierach znajomość Windowsa na poziomie średnio zaawansowanym.

    Oczywiście, że do takich ludzi nigdy nie trafi stwierdzenie, że Linux jest łatwiejszy od Windowsa i posiada lepsze możliwości konfiguracyjne. Dla nich oznacza to, że właśnie wracają do szkoły średniej i będą powtarzać całe te zajęcia z „Lekcji Informatyki”, jakkolwiek łatwy mógłby być ten system dla innych. Pytanie tylko, czy takie osoby są naprawdę potrzebne Linuksowi i w jaki sposób mogą one się przyczynić do jego rozwoju i tu muszę stwierdzić, że żadnych z nich korzyści nie można się spodziewać.

    Oczywistym jest, że takie osoby będą potrzebowały wsparcia technicznego. To, że wmawiają ci że są obeznane z Windowsem nie przeszkadza aby zawracali ci ciągle gitarę problemami w stylu „bo się wiesza”, „bo się nie chce zainstalować”, „bo wolno chodzi” itp. Przyznanie się przed taką osobą, że interesujesz się komputerami to tak jakbyś wywiesił na drzwiach tabliczkę Serwis Komputerowy z dopiskiem „za darmo”. A przecież Windows jest taki łatwy, intuicyjny i każdy go umie….

    Tak samo jest z Linuksem. Wystarczy mały szantaż, że ty tylko Linuksa naprawiasz i ci zasugerowanie, że serwisowanie tego systemu jest u ciebie za darmo do końca życia i już ten system zyska na wartości co najmniej dziesięciokrotnie. Często zdarzało mi się, że namówiłem osobę często korzystającą z internetu na postawienie Linuksa na drugiej partycji – „tak w razie czego”, po paru miesiącach używania i psucia Windowsa strzałki same przekierowywały na tę dziwną afrykańską nazwę. Odpalanie zamulonego Windowsa i potem jeszcze czekanie drugie tyle na przeglądarkę samo w sobie determinowało do nauki Linuksa, tym bardziej że ten plik trzeba przesłać teraz, a nie kiedy się Windows raczy zdecydować.

    Wielu znajomych przychodzi do mnie i siadając przed komputerem nie ma większych problemów z obsługą systemu. Nie wiedzą nawet, że to jest Linux. Według ich mniemania po prostu zainstalowałem sobie jakąś nakładkę upiększającą na Windowsa, ewentualnie takie możliwości posiada. No i fajnie – sprawdzają pocztę, surfują po internecie, „a gdzie jest GG? O! Jakie fajne, bez reklam!” itp. Kiedy w pewnym momencie mówię im, że właśnie obsługują Linuksa to odskakują od klawiatury, jakby się dowiedzieli, że przed chwilą mogli zawalić przez nieuwagę jakąś tajną operację NASA. Widzisz – wszystko jest kwestią nastawienia.

    Niestety dużo winy jest po stronie samych Linuksowców. Chodzi o to, że kiedy już ktoś się przekona, że Linux wcale nie gryzie i jest dla ludzi, na pewno nie będzie raczył o tym poinformować innych ludzi. Niczym ten baśniowy Gollum, będzie trzymał jego tajemnice w własnych zakamarkach świadomości. „Przecież dopiero co odkryłem skarb, o którego istnieniu większość ludzi nawet nie wie, więc jestem ponad nimi, JESTEM WIELKIM HAKEREM”. Taka postawa z góry skazana jest na to, ze ludzie zaczną postrzegać cię za dziwaka, a to co chcesz im wcisnąć jako przełomowy system operacyjny jest po prostu kolejnym eksperymentem jakie odbywają się u ciebie, za zamkniętymi drzwiami pokoju. „Eee, sorry Stary ale to twój świat więc mnie do niego nie mieszaj” .

    Takiego myślenia nie można zmienić tylko zwykłymi chęciami. To można zmienić tylko wychodząc do ludzi. Jeśli podejdziesz do kogoś i powiesz mu wprost: „Jesteś debilem, bo używasz tego kompletnie zjechanego Windowsa”, to właśnie podważasz jego autorytet znawcy systemów operacyjnych, który starał się przed tobą zbudować. Taka osoba nie będzie chciała nawet porozmawiać o Linuksie, bo jednocześnie wyjdzie na jaw jej brak elementarnej wiedzy o Windowsie. Lepszym wyjściem jest propozycja wydzierżawienia części dysku na alternatywnego Linuksa (tak w razie czego). Podejrzewam, że po paru miesiącach najpóźniej taka osoba sama sięgnie po tego Linuksa aby obejrzeć film, czy zajrzeć do internetu. Wystarczy wcześniej udzielić podstawowych instrukcji jak wykonać te operacje. Kiedy ktoś zrobi to w swoim zaciszu domowym z dala od osób, które mogłyby wyśmiać jego brak wiedzy i przekona się, że to nie takie trudne sam się z tobą skontaktuje po dalsze instrukcje. Przechodziłem przez to wiele razy i zapewniam cię, że to zawsze działa.

    Kluczowym punktem dotarcia Linuksa do innych jest jego społeczność. Zawsze krytykowałem z tego powodu Ubuntu. Dystrybucje takie jak system Canonical zabijają prawdziwego ducha Linuksa, czyli jego społeczność. Żadna dystrybucja sobie nie da rady bez świadomej społeczności, która udzieli pomocy początkującym. Canonical postanowiła pójść inną drogą. To firma jest społecznością! Jeśli pulpit jest za trudny, to my go uprościmy. Jeśli ktoś nie potrafi zainstalować programów to my mu damy preinstalowany zestaw. I tak nie potrzebujemy żadnych Forum, bo mamy płatny support. Wszystkie te punkty to dla mnie pójście tą samą drogą jaką poszedł Windows, historia więc wkrótce zatoczy kolejne koło tylko teraz pod inną nazwą.

    Kiedyś u zarania Linuksa istniały LUGi (Linux User Gang), czyli grupy ludzi, którzy na specjalnych spotkaniach pomagali zainstalować i skonfigurować Linuksa do twoich potrzeb. Przychodziłeś z komputerem, a wychodziłeś z zainstalowanym Linuksem dostosowanym idealnie do twoich potrzeb. Jeśli udało ci się trafić na fachowca to dostawałeś nie byle jaką dystrybucję tylko Linuksa postawionego od zera. Z twoimi ulubionymi programami i skompilowanym jądrem pod twój sprzęt. Gdzie się teraz ci ludzie podziali? Stali się niepotrzebni bo nagle wyrosła cała masa domorosłych hakerów, którzy zainstalowali Ubuntu i myślą, że są wielkimi Mastaa!

    Oczywiście taki brak wiedzy trzeba czymś rekompensować, dlatego coraz częściej zamiast słyszeć jakieś teksty z poradami pojawiają się wojny pomiędzy dystrybucjami. I nie jest to jak piszesz problem dotyczący Polski. Wystarczy poczytać komentarze na OMG!U! aby znaleźć analogię do tego co się dzieje np. na Ubucentrum. Najciekawsze jest to, że na forach dystrybucji bardziej wymagających od użytkownika panuje całkiem inna atmosfera. Fakty jednak są takie, że użytkownicy Debiana wiedzą, że w razie problemu można będzie zapytać kolegów z forum. Użytkownicy Ubuntu wiedzą, że na taki luksus nie mogą liczyć, więc uzależniają jakość systemu od tego co Canonical na nim zarobi i dzięki temu będzie mógł ponaprawiać błędy. Oczywiście, że w takim przypadku uzależnione to jest od popularności (bo potrzeba znaleźć masę leszczy, która skorzysta z płatnych usług Canonical dostępnych, gdzie indziej za darmo) i na pewno Canonical nie pozostawi swoich kluczowych usług za darmo i otwartymi.

    Dlatego KDE z ze swoją grupą deweloperów tworzących środowisko konfigurowalne do wszystkiego, jawi mi się jako pełny support moich potrzeb. Być może nigdy nie skorzystam z jakiejś funkcji tego środowiska, ale jak przyjdzie do mnie kolega i powie, że takie coś mu jest potrzebne to ja akurat będą miał to pod ręką. Więc precz z prostotą! Witajcie możliwości!

    Wracając więc do twojej „kwestii przyzwyczajeń” to równie dobrze można porównać to co przyzwyczailiśmy się w XP-ku do tego co jest teraz oferowane w Se7en. Przejście osoby, która zna XP na zasadzie „wiem gdzie co kliknąć” na pewno pogubi się w tym drugim systemie. To że jednak będzie korzystać z Se7en bez dyskusji i szybko przyzwyczai się do zmian to świadomość, że i to, i tamto to Windows, „więc powinienem sobie poradzić” albo będą się ze mnie śmieli, że nie znam się na kompach. Tylko, że tu jest kwestia nacisku na taką osobę – „bo inni już się przestawili”, w przypadku Linuksa takiego szantażu nie zastosujesz, a każda próba wciskania na siłę skończy się stwierdzeniem, „bo mi to nie potrzebne”.

    Wystarczy, więc w nowym użytkowniku obudzić duszę odkrywcy, która pcha go do wyprawy w nowy świat i jednocześnie pozostawić mu możliwość wycofania się z honorem w razie jakiejś porażki. Jeśli jednocześnie otrzyma od nas bezproblemowe wsparcie w tej podróży to zapewniam cię, że nigdy z tej podróży nie zawróci. Walczmy więc z przyzwyczajeniami – ucząc nowego!

    Polubienie

    1. Problem w tym, że mój tekst jest poglądowy. I nie można się do niego odnosić bezpośrednio 🙂

      Ale np. ja każdemu kto zobaczy u mnie system – a takich osób nie ma – bo nie łażę z laptopem po całym mieście – a jak by byli, pierwsze moje słowa to: nie masz się co bać, instaluje ci ten system obok windows – wchodzisz sobie, poznajesz go – jak czegoś nie wiesz, przechodzisz na windows i sobie go użytkujesz. W inny dzień znowu wejdź sobie na Ubuntu (czy inna nazwa danej dystrybucji) i sprawdzasz, jak ci się go użytkuje. Potem ja ci powiem jak coś zainstalować, jak się robi aktualizacje – ale nie masz się co bać, komputer ci od tego nie wybuchnie. I tak po kolei – ktoś mając windows i linux niech samemu pod swojemu poznaje ten system, nie chce niczego narzucać, czy proponować. Użytkuj tak jak ci to odpowiada – ja ci tylko wskazałem drzwi, a ty musisz je przejść. Czy jak Neo, który miał wybrać pigułkę… Jak ci się linux nie spodoba i nie przypadnie ci go gustu, skasuje go i już 🙂

      Zawsze w ten sposób rozmawiam na temat linux’a.

      Więc to nie jest tak jak myślisz.

      Inna sprawa to taka, że wiele osób choć używają one linux’a mają też windows – a to tylko dlatego, że znajomi uważają kogoś za idiotę, kiedy ma się możliwość ściągnięcia windowsa7 za darmo, a ktoś używa naprawdę darmowego systemu na swoim komputerze.

      I tak naprawdę Ubuntu było odpowiedzią na Debiana, który nie dość że w wersji stable (a taką oficjalnie mamy do pobrania) – był starymi paczkami.
      Ubuntu było odpowiedzią na to… teraz Canonical zmieniło cały system, aby zarobić – wyciągnąć kasę od ludzi, tak jak to czyni Apple – gdzie nawet program do pakowania jest płatny (sic!).

      Ubuntu jest dobre na początek, aby się obyć z linux’em formatem plików, na jakiej zasadzie on działa. Ponieważ w windows aktualizacja nie obejmuje sterowników od producentów (no może już w 7 tak, choć też nie wiem), ale tylko sam system. Jak system zostanie zainfekowany luką w firefox – M$ nie bierze odpowiedzialności za to.

      W linux tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak: sterowniki od producentów (pojawiają się, ale jego jest mało), tutaj mamy alsa, pulseaudio – a jak dźwięk nie działa – to wina albo twórców, a nie producenta.
      Prawda jest tutaj taka, że ludzie nie potrafią zrozumieć, że ten system opiera się na wolnych i darmowych rozwiązaniach – a nie sterownikach producentów. Dlatego na formach i stronach masę żali o nie działający dźwięk, czy obraz – bo AMD-ATI za wolno rozwija ten sterownik do grafiki, swój sterownik. Ale są też wolne odpowiedniki. Wiadomo, że nie działają jak te zamknięte, ale gry u mnie chodzą i to płynnie 🙂

      To też pokazuje, że ludzie przyzwyczaili się do pewnego schematu i tego jak oni wykorzystują swój system i do czego. Kobieta, która ma całą listę programów na dole, po zmianie jej na bok, albo że ona znajduje się u góry – nie wie co się dzieje. Ponieważ ona leciała na pamięć, a nie bo tam była lista.

      I to tak samo jak z samochodem: kupisz sobie auto z begami tak jak jest to w większości aut… będziesz jeździć bez patrzenia. Ale kiedy kupisz sobie auto z lekko przemieszczonymi biegami, albo pod kierownicą – będziesz się łapał na tym, że twoja rękę automatycznie schodzi tam gdzie kiedyś były biegi. I trochę ci to zajmie zanim się przestawisz 🙂

      Odmienność systemu linux sprawia, że ludzie się go boją, obawiają i uważają za zło, albo coś nie potrzebnego.
      A moim zdaniem, oni moją się że coś mogą zepsuć, może wyjść na jaw, że niczego nie umieją i to, że ten inny zły system może się okazać lepszy – co otoczenie powie, koleżanka z pracy, kolega ze szkoły, czy ktoś inny.

      Innym spostrzeżeniem jest odmienność systemu Apple. Dlaczego ludzie go używają? Bo za niego płacą… a nie bo on jest taki fajny i łatwy. A jak ktoś zapłacił za tego laptopa i system, no to dlaczego ma się go nie nauczyć?

      Śmiem twierdzić, że jak by ludzie płacili w jakikolwiek sposób za system linux – też by się przestawili. Ponieważ mają zobowiązanie… zapłacili, więc jak to nie mogą się oni obeznać?
      Analogia to windows: synek, kupiliśmy ci komputer, a ty go nie umiesz obsługiwać? Za myśmy tyle zapłacili?

      W temacie linux tego nie powiesz: możesz zainstalować obok i pozwolić komuś go odkrywać. Tak jak robię i tak zawsze zaczynam rozmowę.
      Ale pierwsze z czym ludzie mają problem (pierwszy kontakt) przełamać opór i złamać swoje przyzwyczajenia do klikania. Pokazanie im, że można coś robić bez tego klikania (ale w taki sposób, aby ani sami to odkryli), sprawia że zaczynają szybko łapać – że ten system nie jest taki zły. On po prostu jest inny…
      Ale aby to zmienić, trzeba się przyzwyczaić do tego, że się tutaj tak często nie klika, a przy okazji ma się lepiej i szybciej działający system 🙂

      Odnośnie społeczności – każdy jest jej częścią, nawet kto przegląda internet i zalicza się go do statystyk ile osób użytkuje dany system. Ponieważ wg. tego jesteśmy tak naprawdę zliczani, a nie ilości komputerów na świecie – bo jak jest zliczana osoba, która ma dwa systemy na komputerze?
      I dla mnie, każdy kto korzysta i użytkuje z linux’a to swoista reklama – ponieważ ktoś przyjdzie, ktoś podglądnie – zapyta, co to i tak się zaczyna – ziarnko rzucone. A jak ktoś zobaczy, że system działa… i jak działa. No to zaczyna się już poważniejsza rozmowa – skąd, kto i za ile 🙂 i właśnie w ten sposób wielu poznaje linux… i teraz czy osoba, która pokazała że linux’a można normalnie użytkować – nie zrobiła nic dla tego systemu? Czy oznacza to że nie jest ona częścią większej społeczności?
      Bo dla mnie to właśnie przykład tego… czym jest linux. Wolnością i swobodą… z ogromnymi możliwościami ustawień 🙂

      Polubienie

  2. >>”Problem w tym, że mój tekst jest poglądowy. I nie można się do niego odnosić bezpośrednio ”

    Mylisz się, właśnie teksty poglądowe, jako te oparte na behawioralnym doświadczeniu są bezpośrednim udowodnieniem tezy. Więc albo masz jakiś pogląd ze względu na obserwacją, którą zaobserwowałeś, albo nie rozumiesz tego co widzisz.

    >>”…Potem ja ci powiem jak coś zainstalować, jak się robi aktualizacje – ale nie masz się co bać, komputer ci od tego nie wybuchnie. ”

    I nadal traktujesz taką osobę jak idiotę, której sugerujesz, że czegokolwiek się dotknie to spieprzy system. Same zapewnienia nie wystarczą to tak jakbyś komuś powiedział „Tnij czerwony! Na pewno nie wybuchnie!”.
    Ja często instalowałem Linuksa znajomym na drugiej partycji, mówiąc żeby tam sobie siedział, a jak się Windows zawali to ja dzięki tej partycji go odzyskam. Kiedy później ktoś do mnie dzwonił (bo nieuniknione musi się zdarzyć) mówiłem, żeby odpalił właśnie tę drugą wersję i tam ikonka z internetem na pulpicie, a ja na razie nie mam czasu żeby to naprawić. Zapewniam cię, że potrzeba była znacznie silniejsza od lęku i człowiek sam poznawał wtedy system. Po jakimś czasie słowa, żeby nie grzebał w tym Linuksie za głęboko bo jeszcze coś spieprzy były dla takiej osoby dodatkowym motorem do poznawania „przecież to prawie tak jak w Windows”. Odpowiednie podejście z szczyptą podstępu zawsze działa.
    Swego czasu podarowałem siostrzenicy netbooka. Firmowany był Windowsem 7 ale zmieniłem go na Kubuntu. Niestety dziecko nie wiedziało jak przeinstalować system bez możliwości włożenia CD do komputera. Dodatkowo posiadanie systemu, którego jej matka nie potrafi obsłużyć było dodatkowym bodźcem. Dziś słowa „jaki ten Windows to dziadostwo” są na stałe wpisane do jej słownika.

    >>”a to tylko dlatego, że znajomi uważają kogoś za idiotę, kiedy ma się możliwość ściągnięcia windowsa7 za darmo, a ktoś używa naprawdę darmowego systemu na swoim komputerze.”

    Wystarczy podważyć autorytet znajomych pokazując koledze jak świetnie działa ten trojan dostarczony z crackem. Myślisz, że ktoś te zabezpieczenia łamie „za darmo” – przecież to prawie jak open source 🙂
    Większość moich znajomych korzysta z bankowości internetowej. Już sam wykład na wyżej wspomniany temat powinien ich skutecznie zniechęcić do piratów.

    >>”I tak naprawdę Ubuntu było odpowiedzią na Debiana, który nie dość że w wersji stable (a taką oficjalnie mamy do pobrania) – był starymi paczkami.”

    Każde wydanie Ubuntu jest budowane na aktualnej wersji Debiana testing w momencie rozpoczęcia prac nad nową wersją. W momencie rozpoczęcia prac zestaw ten zostaje poszerzony o dodatkowe pakiety, które nie przeszły weryfikacji testinga i zostały uznane za unstable. To cała filozofia. Ubuntu różni się tylko niewielką ilością nowego oprogramowania od testinga, natomiast w momencie premiery nowej wersji Ubuntu Debian Testing ma znacznie młodsze paczki niż wersja Ubuntu wydana pół roku temu. Ponadto Debian może otrzymać młodsze pakiety z zewnętrznych repozytoriów, a większość Debianowców i tak wie jak to zrobić samemu instalując potrzebne programy ze źródeł. Jak więc widzisz kwestia młodości pakietów w obu systemów to nieprawdziwe stwierdzenie wymyślone przez fanbojów Ubuntu, którzy w ten sposób chcą zatuszować fakt, że system nie uczy ich samodzielności w poszukiwaniu alternatywnych dróg instalacji.

    Duże znaczenie miała też sprawa KDE w Debianie. W momencie wydania KDE 4.0 było ono tak niestabilne, że nawet unstable go nie tolerowało. Od tej pory KDE ma więc niejako pod górkę w Debianie (choć wersja 3 wydawana była w miarę systematycznie i równo z Ubuntu). Ubuntu jednak otrzymało niejako prestiżu dzięki temu, chociaż niewiele osób zdecydowało się wtedy na Kubuntu – „ale nowe paczki są!”. Ubuntu ostatnio zaczęło zjadać własny ogon. O ile kiedyś było pół roku wcześniej przed Debianem, tak teraz sporo nowych dystrybucji już nie pozwala sobie na takie opóźnienia w stosunku do systemu Canonical. Z tego powodu do Ubuntu trafiają bardzo eksperymentalne pakiety, które nie przysparzają systemowi opinii stabilnego i jak sam to stwierdziłeś w artykule i Identi.ca wiele osób z tego powodu rezygnuje z Ubuntu.

    >>”Ubuntu jest dobre na początek, aby się obyć z linux’em formatem plików, na jakiej zasadzie on działa.”

    To błędne koło myślenia. Jeśli Ubuntu jest dla początkujących to znaczy, że w miarę zdobywania doświadczenia powinienem natychmiast z niego zrezygnować, bo już się dla mnie nie nadaje. W rzeczywistości oferta „łatwości systemu” jest tylko wabikiem do sloganu „tylko używając Ubuntu masz szansę na rozwój Linuksa”, który niejako ma mnie na siłę (szantażem?) zatrzymać przy systemie, który nie jest dla mnie przeznaczony, czyli dla „już zaawansowanego”.

    Jeśli więc mówisz komuś „wypróbuj Ubuntu, na pewno sobie z nim poradzisz, bo to najłatwiejszy Linux”, to jakbyś mówił: „jeśli sobie z nim nie poradzisz to znaczy, że z żadnym Linuksem sobie nie poradzisz”, a to jest nieprawda bo z Mint jest łatwiejszy idąc tym tokiem rozumowania. Ubuntu nie zaprezentuje ci wszystkich możliwości Linuksa i Free Software. A może zaprezentuje? Więc gdzie ta przysłowiowa szybkość Linuksa? Gdzie stabilność? Gdzie KDE? itd. Ubuntu nauczy więc obsługi … Ubuntu i to wszystko co potrafi. Niestety użytkownik napotykając jakiś problem, który ma Ubuntu stwierdzi, że to jest problem Linuksa, bo skoro Ubuntu jest najlepsze….

    >>”Jak system zostanie zainfekowany luką w firefox – M$ nie bierze odpowiedzialności za to. ”

    Dlatego ważne jest zainteresowanie użytkownika światem Free Software, a nie tylko Linuksa. Linux jest bezpieczny i stabilny tylko wtedy, gdy używamy jego natywnego oprogramowania. Jeśli użytkownik chce wprowadzać własne modyfikacje np. zamknięte oprogramowanie, to czyni to na własną odpowiedzialność.

    >>”W linux tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak: sterowniki od producentów (pojawiają się, ale jego jest mało), tutaj mamy alsa, pulseaudio – a jak dźwięk nie działa – to wina albo twórców, a nie producenta.”

    Mylisz pewne rzeczy! Zamknięte sterowniki są w Linuksie dzięki zamkniętym modułom dla jądra. Za dźwięk w Linuksie także odpowiadają sterowniki Pulse Audio jest tylko serwerem, który pozwala na porozumienie się pomiędzy sterownikami a oprogramowaniem i użytkownikiem. Ma ono zapewnić tylko wspólna platformę dla oprogramowania sterującego aby każdy producent sterowników wiedział dla jakiej platformy ma napisać sterownik. Oczywiste jest więc że to wina twórców, a nie producenta, bo czy ktoś ma pretensję do Apple, że ich system nie działa pod AMD? Oczywiście, że nie ma. Bo Apple to publicznie ogłosiło. Nie kupisz więc sobie OSX na swoją AMD-Machinę i wszyscy są zdrowi. Nie wciskaj więc Linuksa komuś kto ma sprzęt z nim niekompatybilny, a żeby sie o tym przekonać można go sprawdzić choćby korzystając z LIVE-CD i odpowiednich komend.

    Inna sprawa to otwarte sterowniki o których wspominasz, że i ciebie chodzą świetnie. I bardzo dobrze! Mój kolega był zachwycony ostatnio, gdy pojechał do siostry i chcąc skorzystać z jej internetu w swoim lapku zmuszony był instalować sterowniki, podczas gdy po przejściu na Linuksa internet zadziałał z miejsca. Otwarte sterowniki determinują poprawę działania sterowników zamkniętych. Sterownik to też program i producent nie może sobie pozwolić aby ktoś wymyślił jakieś rozwiązanie dla karta graficznych i opublikował na wolnej licencji. Takie rozwiązanie nie tylko nie mogłoby być przez niego modyfikowane, ale co gorsze mogłaby z niego korzystać konkurencja. Taką sytuację mieliśmy w kwestii Kinect, gdy otwarty sterownik do tego sprzętu ZMUSIŁ MS do stworzenia własnego sterownika na inne platformy. A wcześniej zarzekano się, że to tylko sprzęt przeznaczony dla XBox. Wniosek: Wspierajmy wolne sterowniki, a i te zamknięte będę systematycznie aktualizowane.

    >>”Kobieta, która ma całą listę programów na dole, po zmianie jej na bok, albo że ona znajduje się u góry – nie wie co się dzieje.”

    Dlatego tak krytykuję Unity i GNOME Shell. Producent nigdy nie będzie w stanie spełnić wszystkich wymagań użytkownika, dlatego jego zadaniem jest stworzenie możliwości konfiguracji dla każdego „widzi-mi-się” . Dzięki temu niech sobie ta kobieta ma listę gdzie chce, a ja sobie ją ustawię akurat tam gdzie dla mnie wygodnie. Kobiecie też mogę ustawić gdzie jest jej wygodnie.

    „I to tak samo jak z samochodem: kupisz sobie auto z begami tak jak jest to w większości aut… będziesz jeździć bez patrzenia.”

    Ja akurat znam odmienną sytuację, gdy ktoś mało nie zarżnął samochodu z manualem, bo wcześniej jeździł dłuższy czas na automacie. To nie jest zresztą kwestia przyzwyczajenia tylko wyboru lepszego/wygodniejszego rozwiązania. Jeśli uznam, że coś dla mnie jest wygodniejsze to choćby siłą ciężko będzie mi się przestawić z tego na gorsze, w odwrotną stronę jest już znacznie łatwiej. Więc jeśli MS wymyśli coś co będzie dla mnie lepsze nie będę miał okazji aby powiedzieć o tym złego słowa i zapewne będę żądał od deweloperów Linuksa aby uwzględnili coś podobnego w swoich planach. Gdyby jednak Windows miał tych usprawnień więcej od Linuksa to z czystym sumieniem porzuciłbym ten drugi system i zapłacił Balmerowi za ten system. Na razie jednak wojna pomiędzy Windows a Linux na moim podwórku to ok 3 do 7 na korzyść Linuksa. Microsoft musi się więc jeszcze postarać.

    >>”Odmienność systemu linux sprawia, że ludzie się go boją, obawiają i uważają za zło, albo coś nie potrzebnego.”

    I dlatego potrzebna jest im Pomocna Dłoń kogoś znajomego, a nie system, który tylko w teorii jest do wszystkiego. Zwykłe słowa zachęty mogą być lepszą motywacją niż ulepszony menedżer pakietów.

    >>”A moim zdaniem, oni moją się że coś mogą zepsuć, może wyjść na jaw, że niczego nie umieją i to, że ten inny zły system może się okazać lepszy – co otoczenie powie, koleżanka z pracy, kolega ze szkoły, czy ktoś inny. ”

    Dlatego należy taka osobę nauczyć rzeczy, którymi potrafiłaby zaimponować przed tymi osobami. Z doświadczenia wiem, że jakieś 60% znajomych to osoby nauczone systemu na zasadzie „tu kliknij aby otworzyć”, a często byłem proszony o „instalację” Naszej Klasy bo dopiero co ktoś kupił sobie komputer. Wystarczy tylko pokazać indoktrynowanej przez nas osobie parę sztuczek, którym,i zaimponuje przed znajomymi i mamy nowych nosicieli Linuksa 🙂

    >>”Innym spostrzeżeniem jest odmienność systemu Apple. […] Śmiem twierdzić, że jak by ludzie płacili w jakikolwiek sposób za system linux – też by się przestawili. ”

    To strasznie skrótowe myślenie. Odmienność Apple polega na tym, że ludzie sporo płacą za coś co jest bardziej i skuteczniej reklamowane. Otwartość na nowe technologie jest w tym przypadku akurat nie jest wykładnia rozwoju, a prestiżu. Podobnie jest np. z luksusowymi samochodami. Teoretycznie w każdym samochodzie możesz zamontować skórzane fotele ale tylko w luksusowych są one standardem. Dlatego, że ich właściciele mogą przepłacić za samochód ale wiedzą, że w ten sposób będą właścicielami czegoś unikatowego. Taka polityka nie sprawdzi się wobec Linuksa. Nawet porównując do Windowsa Linuks działa na zbyt wielu szczeblach i tych zyskownych, i tych mało wydajnych finansowo, żeby ktoś chciał promować tylko jeden model Linuksa. Taka polityka niesie więc za sobą jeszcze więcej ograniczeń niż możliwości rozwoju.

    Żeby więc zmusić ludzi aby o tobie dobrze mówili, musisz najpierw wiele lat sporo inwestować i liczyć na to, że twoje działania mają przyszłość i nie zostaną zaprzepaszczone przez działania konkurencji. A o tym, że nawet dobra marka możne wiele stracić możesz obserwować ostatnio na przykładzie Nokii.

    >>”W temacie linux tego nie powiesz: możesz zainstalować obok i pozwolić komuś go odkrywać. Tak jak robię i tak zawsze zaczynam rozmowę.
    Ale pierwsze z czym ludzie mają problem (pierwszy kontakt) przełamać opór i złamać swoje przyzwyczajenia do klikania. Pokazanie im, że można coś robić bez tego klikania (ale w taki sposób, aby ani sami to odkryli), sprawia że zaczynają szybko łapać – że ten system nie jest taki zły. On po prostu jest inny…”

    Ależ ja właśnie cały swój wywód na tym twierdzeniu opieram i mogę to udowodnić ponad dwudziestoma osobami, które przekonałem w ten sposób do Linuksa, o tych które zrobiły to trafiając na KonqiKLUB nawet nie wspominam.

    >>”Ale aby to zmienić, trzeba się przyzwyczaić do tego, że się tutaj tak często nie klika, a przy okazji ma się lepiej i szybciej działający system ”

    Żeby to zmienić trzeba nauczyć taką osobę, że przyzwyczajenia są złe i może uczynić sobie z pulpit taki jaki ona chce, a nie taki jaki za nią ktoś zadecydował. Jeśli kogoś tego nauczysz to sama zacznie szukać dla siebie rozwiązań i mobilizować producentów do ulepszania systemu, a nie być zdaną na ich łaskę.

    >>”Odnośnie społeczności – każdy jest jej częścią, nawet kto przegląda internet i zalicza się go do statystyk ile osób użytkuje dany system. Ponieważ wg. tego jesteśmy tak naprawdę zliczani, a nie ilości komputerów na świecie – bo jak jest zliczana osoba, która ma dwa systemy na komputerze?”

    Co wy ciągle o tych statystykach? Czy Windows pomimo swojej 90% popularności stał się lepszy? Udowodnij mi, że jako już zatwardziały użytkownik Linuksa skorzystam na tym, że będzie go używało kilka milionów osób więcej. I co niby zapłacą one za system jak nikt inny nie płaci? Zmusisz je? W jaki sposób? Zamkniesz źródła? Przecież to droga w jednym kierunku, w tym którym teraz dąży Windows. I co mam nagle mówić źle o Windowsie, a dobrze o Linuksie tylko po to żeby używać takiego samego systemu ale pod inną nazwą?

    Wybacz mi ale dla mnie społeczność podlega innej definicji. To nie jakiś procent w statystyce bez większego znaczenia. To osoby, które jednym zdaniem na forum potrafią poprawić ci w systemie coś za co musiałbyś zapłacić kilkaset złotych serwisantowi. To osoby, których których nawet najdziwniejsze pomysły usprawnień, są mile widziane przez deweloperów i są to osoby, które poprowadzą cię przez cały proces konfiguracji Linuksa nawet jeśli dowiedzą się, że używasz Chakry, a one Debiana. Możesz więc poczuć się lepiej widząc jak liczba użytkowników twojej ulubionej dystrybucji rośnie w statystykach, a możesz też poczuć lepiej, gdy wchodząc na forum dystrybucji już w momencie logowania wiesz do kogo się zwrócić w sprawie problemów z dźwiękiem.

    Kiedy czytałem ostatnie komentarze na Ubucentrum.net o wydaniu Ubuntu 11.10 A2 to kompletnie się załamałem. Jaki obecnie stanowi problem odinstalowanie tego Thunderbirda i powrót do Evo. Okazuje się, że spory. Użytkownicy Ubuntu chcą używać tego co używają inni użytkownicy Ubuntu. Jeśli deweloperzy wykażą się odrobiną nietaktu są krytykowani! I gdzie podziała się ta słynna łatwość instalacji programów w Ubuntu? Przynajmniej w świadomości początkujących użytkowników zostaje zagłuszona, aby potem służyć manipulacji tym czego według deweloperów potrzeb użytkownikom i czego według nich powinni używać.

    Powinieneś więc postawić sobie pytanie: jaki masz interes w tym, że ktoś używa tak jak ty Ubuntu, Debiana, czy Fedory? Czy w związku z tym wzrośnie jej jakość kodu? Jakie są na to dowody? I czy taki sposób promocji nie będzie bardziej korzystny dla zamkniętych programów kosztem tych otwartych?

    Jak wspomniałem wcześniej. To czy główne zalety Linuksa będą spopularyzowane wśród innych zależy tylko i wyłącznie od osób, które zapewnią pomoc osobom początkującym. Jeśli takie osoby potrafią zapewnić działanie Linuksa jako systemu stabilnego i szybkiego, bez problemów z bezpieczeństwem to jestem gotów podpisać się własną krwią pod takim projektem. Jeśli jednak ktoś wydaje produkt byle jaki i mówi, żer jak zdobędzie więcej użytkowników, którzy są gotowi zapłacić za pomoc, to raczej byłbym sceptyczny do takich obietnic.

    Krótko mówiąc: Jeśli tobie Linux działa to go polecaj innym, jeśli masz do niego jakieś aluzje to się jeszcze o nim doucz!

    Polubienie

    1. „I nadal traktujesz taką osobę jak idiotę, której sugerujesz, że czegokolwiek się dotknie to spieprzy system.”

      Nigdy tak nie podchodzą do nikogo, nawet w życiu – a to już zakładanie, że mając linux’a się wywyższam. A tago nie robię, nie robiłem i nie mam zamiaru robić. Proszę cię, nie zakładaj czegoś o mnie, kiedy mnie nie znasz 🙂

      I chyba tu jest ten błąd – że nie znając mnie, a czytając mojego bloga – podchodzisz do mnie w wiadomy i na swój sposób – że albo jestem jakimś fanatykiem, albo jakimś świrem.

      „…stwierdzenie wymyślone przez fanbojów Ubuntu, którzy w ten sposób chcą zatuszować fakt, że system nie uczy ich samodzielności w poszukiwaniu alternatywnych dróg instalacji.”

      Stawiasz mnie na równi z fanbojami Ubuntu?? Ale też mam archa i to oznacza, że jestem fanbojem archa?? I z alternatywnymi drogami instalacji – to na blogu było o git i svn i kompilacji. Jak by ktoś chciał, zainteresował się 🙂 ale że na windows nie ma czegoś takiego, a nowi nie chcą się pchać w kompilację – bo to dla nich kosmos. To tłumaczy stwierdzenie, poznawać linux’a i uczyć się linux’a 🙂

      „Jeśli Ubuntu jest dla początkujących to znaczy, że w miarę zdobywania doświadczenia powinienem natychmiast z niego zrezygnować, bo już się dla mnie nie nadaje.”

      Okazuje się, że Ubuntu to dobry początek. Ludzie po roku (czyli instalacja i po aktualizacji) dochodzą do wniosku, że ten system w nowym wydaniu (o czym piszą serwisy i portale – to nie trudno sobie poczytać) – nie przejawia zbyt wiele nowego. I następuje tzw. migracja – ludzie zaczynają czytać i szukać czegoś innego – trafiają na mint(a), na fedore, opensuse, ubuntu z innym pulpitem i innym zestawem programów, czy ludzie dopiero po obyciu się zaczynają szukać czegoś, co będzie im lepiej pasować. I na YT po obejrzeniu sobie kilku filmików okazuje się, że każdy system oferuje to samo – ten sam pulpit i te same programy. W takim razie zmiana dystrybucji to tylko zryw: zmieniamy.

      „Ubuntu i to wszystko co potrafi. Niestety użytkownik napotykając jakiś problem, który ma Ubuntu stwierdzi, że to jest problem Linuksa, bo skoro Ubuntu jest najlepsze….”

      Odnośnie wprowadzania kogoś w świat linux’a. To każdy też od mnie słyszy: Ubuntu to jedna z wielu dystrybucji. Ale są inne… i jeśli ktoś chce może mieć fedorę z gnome-shell, albo opensuse – inaczej jak pokazać na filmach tego nie mogę i po przez cd-live. Ja proponuje Ubuntu, ponieważ bierze wiele od debiana i ma dużo większą bazę paczek i programów niż fedora czy opensuse.
      Nigdy nie zmuszałem i nie zmuszam nikogo do Ubuntu. Komuś spodoba się mint – debian – zainstaluje tą wersję minta.

      „Dlatego tak krytykuję Unity i GNOME Shell”

      Gnome-shell oryginalnie nie ma żadnej listy, Unity ma dock – do czego można się przyzwyczaić. Kiedy coś ważnego przychodzi pokazuje się dock i ikonka się „gibie”, jak uruchamia się coś – pokazuje się dock z ikonką. Gnome-shell tego nie ma. Dopiero teraz twórcy wprowadzają nowe powiadomienia i inne rzeczy, które powinny być od początku. Ale nadal brakuje dock-a od gnome, takiego prostego, który był by bez instalowania jakiejkolwiek dodatku.
      I jeśli ktoś czyta tego bloga od roku, to wie – że krytykowałem gnome-shell za brak konfiguracji, za brak ustawień – że to gniot. I co – ludzie wybierają gnome-shell niż unity. Choć gnome-shell bez dodatkowych rzeczy, to kupa kodu, bez możliwości ustawienia czegokolwiek.

      „Gdyby jednak Windows miał tych usprawnień więcej od Linuksa to z czystym sumieniem porzuciłbym ten drugi system…”

      I tu się różnimy 🙂 Ponieważ ja zainteresowałem się linux’em w momencie kiedy na windows miałem masę gier z gazet czy takich kupionych w sklepie, pokaźną bazę programów. Ktoś w takim momencie nie widział by sensu bawić się z innym systemem – bo po co. A ja, choć windows XP dawał mi wszystko co chciałem, wybrałem linux’a – który wieszał się, zacinał, pojawiały się błędy (aktualizacja ubuntu), nie potrafił się zainstalować (fedora), nie rozumiałem go (slackware, gentoo, debian). Ale nie poddawałem się: Ubuntu i opensuse pokazało mi, że linux może wiele. I tak pozostaje do dzisiaj… obecnie jest win7 – miałem go pół roku i był na moim laptopie jak igła – szybki, mieścił się na 10GB (bez szybkiego rozrastania się), działał no można powiedzieć że jak marzenie – gry działały lepiej niż wcześniej (nowe sterowniki, nowy DX).
      A ja co… linux.
      Ja nie patrzę na to co jest lepsze, ale co mi dany system oferuje 🙂 a windows nigdy nie zaoferuje mi np. ustawień efektów, ustawień belki (lub jej zmianę na inną), nie zaoferuje mi możliwości tego: co ma się uruchamiać a co nie, nie zaoferuje mi zmiany panelu lub dodania drugiego panelu, nie zaoferuje mi instalacji 3 pulpitów na jednym systemie. I dla tego wybrałem linux’a i nie chce z niego zrezygnować. Pakować się kolejny raz w więzienie, z którego uciekłem – wybacz, ale moim zdaniem tylko idiota by wracał do więzienia, w momencie kiedy ciszenie się wolnością jest takie piękne 🙂
      I tak przy okazji, czy osoby które lubują się w fluxbox czy openbox też przekona nowy system windows? 😉

      „Jeśli jednak ktoś wydaje produkt byle jaki i mówi, żer jak zdobędzie więcej użytkowników, którzy są gotowi zapłacić za pomoc, to raczej byłbym sceptyczny do takich obietnic.”

      Mandriva wprowadziła takie coś dużo wcześniej i co się z nią dzieje, albo stało? Choć była to bardzo popularna dystrybucja, obecnie to podupadająca dystrybucja, która oparła się na zarobku ze wsparcia i pomocy.
      A o Ubuntu to nawet nie wiedziałem, że wprowadził on płatną pomoc – tylko, że ubuntu jest na tyle rozpowszechnione, że fora i strony zawierają tyle rzeczy, że to czasami nie można ogarnąć.
      Tylko, że Canonical nie uczy szukania i odnajdywania pomocy.

      I tak na koniec napiszę: nie jestem fanem, ani anty-fanem ubuntu, fedory, opensuse, archa czy innej dystrybucji. Nie popieram działań Canonical w temacie Ubuntu – bo wiele rzeczy zaczyna już mnie denerwować. Ale Canonical jako jedyne chce wyjść do ludzi i jako jedyne prowadzi działania w celu swojej ekspansji. Żadna inna firma nie prowadzi działań, które miały by na celu popularyzację ich dystrybucji. A jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. I Canonical chce zarabiać na usługach, jak robi to Apple. Bo w inny sposób nie da się utrzymać zespołu ludzi, którzy wynajmują budynek, nabijają prąd i inne rachunki, muszą kupić biurka, krzesła czy inne rzeczy do wygodnej pracy, utrzymać serwerownię. Sponsoring wielu firm pokrywa pracę ludzi, a nie to gdzie i co oni zużywają.
      Idąc tym tropem – po co powstała mageia, a zespół ludzi oddzielił się od mandrivy – dla zabawy? Dla kasy, bo mandriva była, albo i jest na skraju bankructwa.
      A mint… ta dystrybucja co miesiąc na blogu publikuje listę datków: kto, ile i z jakiego kraju wpłacił choćby 1 (nie wiem czy euro czy dolar). Później podliczenie i wyróżnienia – kto dał najwięcej. Po co to oni publikują? A z czego te osoby mają utrzymać serwery minta, zapłacić rachunki i zapewne zapłacić pracującym nad elementami mint-a (menu, program do aktualizacji i inne). I jakoś w tym temacie użytkownicy coraz bardziej wspierają mint-a – coraz więcej użytkowników, więcej wpłat – interes się kręci. A jak więcej kasy, na więcej można sobie pozwolić, więcej zrobić lub nawet pewne rzeczy zamówić u innej firmy.
      Żadna inna dystrybucja nie oferuje ci miejsca 2GB za darmo. Tak są w internecie odpowiedniki, ale czy inna dystrybucja to oferuje? Utrzymaj teraz te wszystkie komputery z tym miejscem… jak ci odetną prąd z takimi komputerami, a ludzie nie dostaną się do swoich plików – to też powiesz: nie mamy kasy na rachunek za prąd, bo miejsce jest za darmo. I może dlatego Canonical oferuje płatne i większe miejsce. Bo takie osoby, które zapłacą – zapłacą i za siebie i tych co używają danego miejsca za free.

      I tutaj stosuje się politykę: lepiej małą łyżeczką, ale cały czas, niż duża łyżką i tylko raz.

      ps.
      Red Hat też ciągle mówił, że linux na desktopy się nie nadaje. A mogę podejrzewać, że stwierdzał tak tylko dlatego, że nie było zysku z tego, że ta firma opłaca developerów dla fedory. A nic z tego nie ma…
      I może dlatego coraz głośnie mówi RH o gnomeOS i wejściu na netbooki. Bo tam już będzie można zarobić na usługach, jakie już teraz oferuje Canonical. A w takim wypadku system zacznie zarabiać…

      Polubienie

      1. >>”Proszę cię, nie zakładaj czegoś o mnie, kiedy mnie nie znasz :)”

        Ależ ja ciebie bardzo dobrze znam. Przynajmniej w kwestii proponowania Linuksa innym osobom, do czego sam się wielokrotnie przyznałeś, że nie jesteś orłem. Zresztą niewielu ludzi w tej dziedzinie może się pochwalić jakimiś efektami bez znajomości elementarnych zasad marketingu. Twoje artykuły, opisujące zmagania w kwestii wciskania Linuksa, mogłyby służyć więc za sztandarowy przykład „jak czegoś nie sprzedawać”. I to, że akurat ty masz dobre chęci, wcale nie wystarczy.
        O tym, że się wywyższasz można odczytać więc z każdego twojego komentarza w którym twierdzisz, że Windows jest gorszy od Linuksa. A co do kwestii twojego podchodzenia do ludzi to nie jest ważne jak ty ich traktujesz tylko jak oni odbierają twoje zachowanie. Także nadmiar zwrotów zaczynających się od „Nigdy nie…” mające postawić cię w dobrym świetle, nie świadczy dobrze o twojej skromności.

        >>”Stawiasz mnie na równi z fanbojami Ubuntu?? ”

        Nigdzie nie napisałem, że jesteś fanboyem jakiegoś systemu. Napisałem tylko, że wymienione przez ciebie stwierdzenie jest stworzone przez tych fanbojów. Więc albo się z nim identyfikujesz albo nie. Bo jak sam teraz twierdzisz potrafisz uzupełnić niedobór oprogramowania przez kompilację. I co według ciebie początkujący użytkownik nie jest w stanie się nauczyć tego samego co ty? Ej! Czyżbyś się wywyższał?
        I mylisz się na Windows też jest możliwa kompilacja! Jednak nie o to tu chodzi. Są dystrybucje, których użytkownicy, gdyby mogli zakazaliby kompilowania czegokolwiek. „Masz tu menedżer, abo AppStore i instaluj!” Tymczasem za rogiem wyśmiewać będą inne dystrybucje, że te nie mają aktualnych paczek. Pluję tu do kwestii Debiana, gdzie użytkownicy potrafią sami zachować świeżość paczek bez potrzeby czekania na nowe wydanie systemu. Dlatego tu jest możliwe rolling distro. Także najnowsze KDE można mieć w Debianie już w momencie premiery po prostu kompilując z SVN. Oczywiście nie przeszkadza to niektórym mówić że w Debianie nie ma nowego KDE. A to nieprawda. Po prostu to oni nie potrafią go zainstalować. Widzisz co się dzieje z ludźmi uzależnionymi od narzędzi ich ulubionej dystrybucji. Właśnie to nazywam fanboystwem.

        >>”Okazuje się, że Ubuntu to dobry początek. [….] W takim razie zmiana dystrybucji to tylko zryw: zmieniamy. ”

        Pytanie więc po co pchać wszystkich początkujących do jednego distra, jak można dostosować każde inne do ich potrzeb na samym początku tej przygody. I skończy się ten cały distro hopping. Pytanie tylko, po co uczyć początkujących na meleksie, jak stać cię żeby zaproponować im ferrari? Pozostaje tylko kwestia udowodnienia, że Ubuntu nadaje się na to żeby być ferrari!
        Sam powyżej twierdzisz, że pomimo kilku zalet ułatwiających życie początkującym, Ubuntu nie potrafi wiele więcej od innych dystrybucji zaoferować.

        >>”Ja proponuje Ubuntu, ponieważ bierze wiele od debiana i ma dużo większą bazę paczek i programów niż fedora czy opensuse.”

        A jak to się ma do powyższych słów o „nie byciu” fanboyem!? Twoje rozumowanie jest kiepskie, bo jeśli Ubuntu bierze z Debiana to Debian ma o wiele większą bazę paczek, a jeśli tak nie uważasz to powinieneś promować Minta bo zdaje się że ten ma większą bazę paczek niż Ubuntu (Launchpad+swoje własne). Brakuje ci więc konsekwencji. Ja szczerze mówiąc nie widzę różnicy pomiędzy zasobami openSUSE, Fedory, a Ubuntu. Przynajmniej jeśli chodzi o paczki bez których nie będzie mógł się obejść początkujący użytkownik. Biorąc pod uwagę także to, że taka początkująca osoba nie zna tak naprawdę oprogramowania open source dostępnego w repozytoriach. Z twojego punktu widzenia i tak nie będzie wiedziała, więc czego szukać. W tej sprawie zwróci się więc albo do ciebie, a ty jako doświadczony user nie będziesz miał problemów ze stworzeniem mu odpowiedniej paczki ze źródeł. Albo popyta na forum i tu też znajdzie się zapewne osoba, która uzupełni ten brak i udostępni dany program dla wszystkich.
        Ale wracając do Minta… dlaczego nie Mint? Przecież według twoich kryteriów dla początkujących jest to lepszy wybór od Ubuntu pod każdym względem? Czyżby z twoich wypowiedzi wydobywała się jakaś ukryta niechęć do Minta, który w twoim mniemaniu pasożytuje na dorobku Canonical? Czy więc polecając Ubuntu zamiast Minta, nie oszukujesz osoby, której wciskasz właśnie dystrybucję od Canonical jako tę lepszą twoim zdaniem? I czy wobec tego nie liczy się to, że Mint byłby lepszym rozwiązaniem dla takiej osoby, ale ty musisz dbać o dobre imię Canonical i rozwój jej systemu? Czy to według Ciebie nie jest fanboystwo?!
        Piszesz wiec, że jeśli komuś spodoba się Mint to mu go zainstalujesz, pytanie tylko, jakimi kryteriami kieruje się taka osoba wybierając Minta, skoro jest początkująca i nie wie nawet co oznaczają te różnice pomiędzy dystrybucjami?
        I na dobry początek mógłbyś wymienić tak z dziesięć paczek, których nie znajdę w Fedorze, openSUSE a znajdę tylko w Ubuntu?

        >>”I co – ludzie wybierają gnome-shell niż unity.”

        Na jakiej podstawie wysuwasz takie wnioski? Masz dostęp do jakichś statystyk na ten temat?
        I tak zresztą nie zmienia to faktu, że nawet twoim zdaniem powinieneś polecać KDE skoro tak promujesz wyrwanie się z tego więzienia. Unity i GNOME Shell to właśnie takie zamknięte środowiska w których nie można wiele przestawić i szczerze mówiąc to w kwestii np. belki Windows Se7en jest lepszym rozwiązaniem dla modera od obu tych środowisk. Także kilka innych aluzji jakie masz do tego systemu można wprowadzić w nim mniejszym wysiłkiem niż w GS i Unity.

        >>”I tu się różnimy 🙂 Ponieważ ja zainteresowałem się linux’em w momencie kiedy na windows miałem masę gier z gazet czy takich kupionych w sklepie, pokaźną bazę programów. Ktoś w takim momencie nie widział by sensu bawić się z innym systemem – bo po co.”

        Niczym się nie różnimy pod tym względem! Może tylko tym, że ja Windowsa nie potrzebuję i nie używam. Dlaczego? Bo Linux jest bezpieczniejszy, szybszy i stabilniejszy. Posiada większą bazę darmowych programów. Według moich kryteriów jest wiec sto razy lepszy od Windowsa. Pytanie tylko, czy jeśli te kryteria byłyby po stronie Windows, a nie Linuksa miałbym prawo go polecać innym? Czy taki Linux naprawdę nadaje się dla początkującej osoby, która nie chce mieć problemów z komputerem? Pytanie więc: czy poleciłbyś wtedy Linuksa, tak jak teraz nie polecasz Windowsa?

        >>”Tylko, że Canonical nie uczy szukania i odnajdywania pomocy.”

        Czyli patrząc teraz z góry na sytuację Mandrivy jak to się ma do tego co teraz robi Canonical? Przecież w Mandrivie też można było łatwo zainstalować te kodeki bez pytania o to supportu. Wracając więc do zdania powyżej, czy Canonical robi to uczciwie, że oducza początkujących szukania pomocy aby na tym zarobić. Przecież teoretycznie powinien promować każde Linuksowe rozwiązanie. Czy wobec tego powierzenie mu moich oszczędności na wyrost nie jest zbyt pochopną decyzją? I czy na przykład masz prawo sugerować innym, ze jak przyłączą się do finansowania poczynań Canonical ich pieniądze zostaną dobrze ulokowane?

        >>”Ale Canonical jako jedyne chce wyjść do ludzi i jako jedyne prowadzi działania w celu swojej ekspansji.”

        Jakież to działania, których nie stosują inni uczestnicy ruchu open source? I jak taka ekspansja ma pomóc Linuksowi, skoro już teraz twierdzisz, że wiele działań ogranicza użytkowników (np. dostęp do paczek).

        Pytanie tylko czy ja mam ochotę utrzymywać ten cały sztab sprzątaczek, szatniarzy, ogrodników Canonical, czy raczej mam ochotę zapłacić „do rąk własnych” osobie, która dany program stworzyła, a nie przelewać pieniądze przez ileś tam pośredników, z których każdy ma swój procent.

        >>” Idąc tym tropem – po co powstała mageia, a zespół ludzi oddzielił się od mandrivy – dla zabawy? Dla kasy, bo mandriva była, albo i jest na skraju bankructwa.”

        O! To Mageia stała się właśnie płatna? To gdzie ją można kupić?
        Wracając do Madrivy to zważywszy, że niedługo premiera jej stabilnego nowego wydania z wieloma nowościami (których nie znajdziesz wśród paczek Ubuntu), można więc powtórzyć za M. Twainem: „Wieści o mojej śmierci zostały lekko przesadzone”.

        >>”A mint… ta dystrybucja co miesiąc na blogu publikuje listę datków: kto, ile i z jakiego kraju wpłacił choćby 1 (nie wiem czy euro czy dolar). ”

        Warto tutaj podkreślić słowo DATKI. Nikt nie zmusza cię do wpłacania DATKÓW. Ich wysokość uzależniona jest więc od zainteresowania tematem i doceniania pracy jaką włożyli deweloperzy w rozwój systemu. Dobra jakość kodu jest wiec dla deweloperów wyznacznikiem według, którego będą otrzymywali większe wsparcie finansowe. Czy takim wyznacznikiem byłoby gdybyś już teraz zagwarantował im stały dopływ gotówki? Nie! Deweloperzy Minta wiedzą, że jeśli się będą za przeproszeniem „opieprzać” to stracą wsparcie od użytkowników. I taką formę płatności uważam za najbardziej uczciwą.

        >>”Żadna inna dystrybucja nie oferuje ci miejsca 2GB za darmo. Tak są w internecie odpowiedniki, ale czy inna dystrybucja to oferuje?”

        A co Ubuntu oferuje te dwa Giga poza internetem? Przecież to taka sama usługa jak Sparkle Share (openSUSE, Fedora), czy nawet Dropbox, który ma lepsze promocje niż Ubuntu. Ponadto KDE promuje swoje własne rozwiązanie oparte na otwartych źródłach (openCloud), które będę mógł zainstalować na własnym serwerze. Więc czy mogę zainstalować Ubuntuone na jakim chcę serwerze, czy tylko są one dostępne na tych od Canonical. Twój przykład z odcięciem prądu jest za przeproszeniem z dupy wzięty. Nie ma nigdzie firmy oferującej miejsce na serwerze za darmo. Że niby komu mają z tego powodu odłączyć prąd? Także Google zapewnia promocję swoich usług sieciowych oferując darmowe miejsce. Natomiast wspomniany Dropbox oferuję jeszcze więcej miejsca niż Ubuntuone (korzystając z promocji). I co z tego, ze Dropbox nie jest związany z żadną dystrybucją, a Ubuntuone w jaki sposób jest związany z Ubuntu, tym że ma natywnego klienta? A co Dropbox nie ma? Dyskusyjne są jednak zachowania Canonical deprecjonujące narzędzia konkurencji w systemie (np. kwestia sklepu w Banshee), czy takie zachowanie świadczy o otwartości tej dystrybucji, gdzie każdy będzie mógł mieć co mu się podoba, czy tylko rzeczy zaproponowane przez Canonical na których ta firma zarobi?

        Odpowiedz mi więc: co do tej pory zrobiło Canonical dla Linuksa i Open Source, że miałbym im powierzyć swoje pieniądze na wyrost w porównaniu do innych dystrybucji? Czy są jakieś istotne zmiany pozwalające uczynić z tej firmy mesjasza Linuksa.

        >>”Red Hat też ciągle mówił, że linux na desktopy się nie nadaje.”

        Na przykład gdzie tak mówią. Rozumiem też że masz dostęp do kilku takich informacji?

        >>”A mogę podejrzewać, że stwierdzał tak tylko dlatego, że nie było zysku z tego, że ta firma opłaca developerów dla fedory. A nic z tego nie ma…”

        To tak jakby Canonical twierdziło, że Kubuntu na desktopy się nie nadaje, bo żadnego zysku z niego nie ma, mimo to finansuje deweloperów Kubuntu, prawda?
        Fedora jest poligonem doświadczalnym rozwiązań, które trafiają do Red Hat Enterprise. Przynosi więc deweloperom niewymierny zysk, który potem procentuje w płatnym wydaniu. Tym bardziej dużo dzięki Fedorze oszczędzają bo pracuje dla niej wielu deweloperów społeczności open source, którzy robią to za darmo.
        Więc jeśli RH uważałoby, że linux na desktopy się nie nadaje to dlaczego tyle dokładają do tego GNOME, przecież on na serwery nie jest konieczny?

        >>”I może dlatego coraz głośnie mówi RH o gnomeOS i wejściu na netbooki. ”

        Nie będzie czegoś takiego jak gnomeOS. To była zwykła plotka. Tym bardziej nic nie słyszałem o RH na netbookach. To już powoli wymierająca gałąź (na rynku ukazuje się coraz mniej nowych modeli). Teraz oczy świata są zwrócone w kierunku tabletów i smartfonów.

        Polubienie

        1. Odnośnie windows’a – nie mam go nawet na dysku. Inna sprawa: system to system – używam linux’a bo jest dla mnie lepszy. Ktoś uważa że windows – użytkuj, rób co chcesz. Obecnie tak samo podchodzę do dystrybucji – chcesz użytkuj.

          Nie wywyższam się i nie powiem, że jestem lepszy od kogoś bo mam linux’a, czy mam wiedzie. Nie mierz kogoś swoją miarą… dla mnie lepszy jest ktoś kto używa windows – jak chce to niech sobie będzie „ktoś”.

          Ubuntu to Debian + własne paczki i pod to podporządkowany system (+ utwardzanie paczek) + launchpad. Mint to Ubuntu + tylko swoje paczki. Więc czy twierdzisz, że ubuntu nie ma prawa do launchpad-a, a mint ma? mint nie korzysta z launchpada od razu, podobnie jak dzieje się to w Ubuntu. Chyba że teraz się coś zmieniło. Inna sprawa wersja mint debian nie korzysta z launchpad-a – czy zakładasz więc że ta wersja jest na odstrzał?

          Sprawa z mint jest taka, że nie wiadomo, na co zdecydują się jego twórcy: przesiadka na gtk3 i gnome-shell, czy debian.

          Inna sprawa, to nie prowadzę tego bloga tylko dla ludzi. Robię to w tym przypadku też dla siebie – to mój brudnopis. Chcesz czytasz, nie zgadzasz się, nie czytasz. Czy ja mam też krytykować wszystkie blogi, z którymi się nie zgadzam – nie. Ktoś użytkuje KDE – o.k, ktoś woli gnome-shell – o.k, ktoś lxde – też dobrze. I teraz mam komuś napisać: ale w KDE jest kmail, ha, he, he… tralala… ty tego w lxde nie maszzzz – tu, tu, tu… w KDE są dwa programy do filmów – si, si, siiii – a ty w openbox nie masz panelu – la, la, la – i co robię tak? Nie… jak ktoś napiszę coś o KDE, że mu się to nie podoba, to i tamto – przeczytam, stwierdzę że ja nie miałem takich problemów i już. Czy mam kogoś moralizować, nastawiać, albo przekonywać. Wybacz, ktoś ma takie zdanie, to ma takie zdanie – po co mam komuś wchodzić z butami w jego świat, w jego myślenie. A nawet niech sobie krytykuje, jak ktoś nie ma własnego zdania – to choćby nie wiem co napisał i tak nikogo nie przekonam. Krucjaty w ustawianiu ludzi… nie ten adres.
          Nawet jak ktoś twierdzi źle… kiedyś sam zmieni zdanie, jak będzie ta chwila.

          A jak chcesz dowodów na brak paczek: fedora – sterowniki zamknięte do nvidia: są? Nie ma… tylko przez rpmfusion. Teraz widzę, że opensuse dodało repo lxde (ale wcześniej) aktualna wersja deadbeef – nie znalazłeś.

          I jeśli jesteś taki mądry, może mi odpowiesz na pytanie: dlaczego paczki z debiana można zainstalować w Ubuntu, ale nie działa to w drugą stronę??

          A odnośnie gnomeOS – to podobno RH nie pierwszy raz wspomina o tym, więc czy to nadal plotka? I nie pamiętam gdzie o tym czytałem… ale wiem że było. Inna sprawa, czy to spowiedź… Jak sam siedzisz w linux’a to masz dostęp do informacji, identi.ca, twitter, fora i blogi – więc powinieneś wiedzieć więcej niż ja 🙂

          I na tym kończę tą dyskusję, bo do niczego ona nie prowadzi – tylko donikąd.

          A w temacie mandriva: szkoda, że wersji rc1 nie da zainstalować na moim laptopie, w żaden sensowny i niesensowny sposób – to ma być ta wielka dystrybucja – straciłem tylko dvd, na coś co nawet uruchomić się nie chce. I czy mam to mandriva nadal pisać dobrze? Podoba mi się jej nowy wygląd i tyle, bo mogę go oglądać na filmikach.
          A mageia – czy twórcy mieli inny powód utworzenia nowej dystrybucji, niż pieniądze? Chyba że znasz inny powód… 🙂

          Polubienie

        2. Odnośnie Windowsa i innych systemów to mogę tu przytoczyć kilka twoich artykułów, które mówią co innego i w których aż bije po oczach niechęć do wszystkiego co sobą prezentuje Windows i Microsoft. To wszystko. Jeśli nagle zmieniłeś zdanie na ten temat to liczyłbym na jakiś skromny artykuł weryfikujący twoje dawne poglądy, o które tak walczyłeś z Savpetherem swego czasu.

          Jeśli chodzi o wywyższanie się, to dla mnie możesz być bardzo skromnym i cichym człowiekiem jednak liczy się to jak cię postrzegają inni, bo to im chcesz przekazać jakieś informacje, w tym przypadku o Linuksie. Szczerze mówiąc mało mnie kręci analiza twojego charakteru w tym momencie, jednak zważywszy na to jak opisujesz o sytuacjach, w których nie udało ci się komuś „wcisnąć” Linuksa, to warto by było abyś poszukał, czy tego przyczyna nie tkwi w twoim podejściu do sposobu w jakim to robisz. Nie każdy jest debilem, który nie potrafi rozpoznać wartościowego produktu.

          Jeśli chodzi o Minta to nadal z twojego wywodu wychodzi że Mint jest lepszą propozycją od Ubuntu, bo logicznie to Ubuntu + dodatki. Jeśli więc komuś chciałbyś proponować system najbardziej dla niego odpowiedni to zawsze będzie to Mint. Jeśli zaproponujesz mu Ubuntu to znaczy, że go po prostu oszukałeś i sprzyjasz bardziej marce Ubuntu niż teoretycznym potrzebom takiego użytkownika. Dla mnie i zapewne dla wielu to jest traktowane jako fanboystwo i dobitnie świadczy o tym, że nie możesz znaleźć kandydatów na użytkowników Linuksa, bo wszyscy wyczuwają, że im kręcisz.

          >>”Więc czy twierdzisz, że ubuntu nie ma prawa do launchpad-a, a mint ma?”

          Dobrze wiesz, że takiego czegoś nie napisałem i to z twojej strony nędzna próba zmiany tematu. Po pierwsze to ty w wielu miejscach piszesz, że Launchpad jest wyłączną własnością Canonical, a to nie prawda, bo jest to otwarty projekt w ramach którego działa także kilka odrębnych forków Ubuntu, o których nawet nie słyszałeś ale pomimo, że są one odrębnym forkiem dostarczają do Ubuntu nowe paczki z oprogramowaniem np. enlightenment, które w Ubuntu jest w bardzo starej wersji. Mint także, pomimo tego, że wiele czerpie z Launchpada to uzupełnia go o nowe pakiety. Nie masz więc pojęcia o tym jak współpracuje się w ramach otwartych źródeł, lub po prostu nie dopuszczasz myśli, że taka współpraca ma sens.
          Pomijając ten fakt Mint to nadal będzie najlepsza propozycja dla początkujących.

          >>”mint nie korzysta z launchpada od razu, podobnie jak dzieje się to w Ubuntu.”

          O czym ty piszesz? Mint ma dostęp do repozytorii na Launchpad w każdym momencie. Skąd u ciebie takie info? Znowu gdzieś słyszałeś ale nie wiesz gdzie?

          >>”Inna sprawa wersja mint debian nie korzysta z launchpad-a – czy zakładasz więc że ta wersja jest na odstrzał?”

          Tak uważam, że ta wersja jest na odstrzał, przynajmniej w kwestii polecania jej początkującym użytkownikom. LMDE nadal znajduje się w wersji testowej zalecana jest, więc tylko dla eksperymentatorów i testerów. Nigdy więc jej bym nie polecił komuś, kto dopiero zaczyna przygodę z Linuksem. Natomiast wracając do kontekstu naszego sporu, od którego tak sprytnie próbujesz się oderwać, to LMDE nadal będzie lepszym wyborem na początkujących od swojej podstawy czyli Debiana Testinga. Tak samo jak Mint jest lepszy od Ubuntu, bo jest lepiej skonfigurowany.

          >>”Sprawa z mint jest taka, że nie wiadomo, na co zdecydują się jego twórcy: przesiadka na gtk3 i gnome-shell, czy debian. ”

          Nie masz pewności, więc o tym nie piszesz, po co produkować kolejne plotki.

          >>”Inna sprawa, to nie prowadzę tego bloga tylko dla ludzi. ”

          Mylisz się. W momencie, kiedy publikujesz ten tekst staje się on publiczną własnością. Jest on więc oceniany i komentowany. O tym, że piszesz tylko dla siebie to możesz porozmawiać ze swoim kolegą, który zamieścił na swoim blogu zdjęcia ośmieszające Prezydenta. Przy okazji niech ci napisze o konsekwencjach takiego pisania. Więc jeśli piszesz tylko dla siebie to nie naciskaj tego przycisku „publikuj”. Albo w ogóle wyłącz komentarze pod postem, albo oznacz artykuł jako „Tu napisałem bzdury, nie musicie w to wierzyć, bo i tak nie mam żadnych argumentów na poparcie tego co napisałem”, wtedy uznam to za brudnopis.

          >>”Chcesz czytasz, nie zgadzasz się, nie czytasz. ”

          Zastanawiałeś się kiedyś nad logiką tego znania? Jak mam wiedzieć czy się z czymś nie zgadzam, skoro jeszcze tego nie przeczytałem.

          >>”Czy ja mam też krytykować wszystkie blogi, z którymi się nie zgadzam – nie. ”

          Ależ oczywiście że TAK! Tak samo jak masz obowiązek sprzeciwić się komuś kto szerzy poglądy faszystowskie. Bo nie krytykując zgadzasz się z tym.
          Możesz więc sobie dalej wmawiać, że nikogo do niczego nie zmuszasz, jednak w takim przypadku nie powinieneś prowadzić tego bloga, bo nie będziesz miał tematów. Większość twoich tekstów to prywatne opinie więc w ten sposób zawsze komuś coś proponujesz lub nie polecasz.

          >>”A jak chcesz dowodów na brak paczek: fedora – sterowniki zamknięte do nvidia: są? Nie ma… tylko przez rpmfusion.”

          Wiec jednak są! Tym bardziej, że nVidia sama dostarcza swoje sterowniki jako .bin więc ich instalacja na żadnym Linuksie nie sprawia większych problemów, wystarczy przeczytać krótką instrukcję.

          >>”Teraz widzę, że opensuse dodało repo lxde ”

          Człowieku od kiedy to w openSUSE nie było LXDE, teraz po prostu te środowisko jest wydawane z LiveCD! Głupoty piszesz. Zresztą na takiej samej zasadzie ja mogę powiedzieć, że w Kubuntu nie ma GNOME3, a w SUSE jest!
          DeaDBeeF – nie ma wśród OFICJALNYCH pakietów Ubuntu. Dostępny jest tylko z PPA. Tak samo w openSUSE jest on chyba dostępny w LXDE Repozytory. Jednak nie to jest ważne. Ja chciałem żebyś podał pakiety, które można znaleźć tylko w Ubutnu i NIE DA SIĘ ICH ZAINSTALOWAĆ nigdzie indziej. Nawet korzystając ze źródeł, które jak mówisz masz opanowane.

          >>”I jeśli jesteś taki mądry, może mi odpowiesz na pytanie: dlaczego paczki z debiana można zainstalować w Ubuntu, ale nie działa to w drugą stronę??”

          Odpowiedź jest prosta drogi Watsonie – bo oba systemy korzystają z tego samego formatu paczek. I nie jest prawdą, że paczek z Ubuntu nie da się w Debianie zainstalować, po prostu musisz spełnić ich zależności instalując aktualniejsze wersje pakietów, których one wymagają. Więc jeśli używasz Ubuntu 9.04 to też nie zainstalujesz wielu pakietów z 11.04 BO NIE SPEŁNIAJĄ WSZYSTKICH ZALEŻNOŚCI.

          >>”A odnośnie gnomeOS – to podobno RH nie pierwszy raz wspomina o tym, więc czy to nadal plotka? I nie pamiętam gdzie o tym czytałem… ale wiem że było. ”

          A to ciekawe, bo mogę ci przedstawić oficjalne ogłoszenie deweloperów GNOME w którym twierdzą, że nie będzie żadnego GNOME OS. Red Hat może, więc sobie robić GNOME OS bo już teraz to robi tworząc Fedorę-GNOME na przykład.
          Jak sam więc widzisz powtarzasz głupoty gdzieś tam zasłyszane, które nawet kupy się nie trzymają. Ponieważ więc mam dostęp, jak twierdzisz, do najlepszych informacji, informuję cię: Nie będzie GNOME OS! I nie roznoś więcej plotek, które potem ktoś za tobą powtórzy jako niby wiarygodne źródło informacji.

          >>”I na tym kończę tą dyskusję, bo do niczego ona nie prowadzi – tylko donikąd. ”

          Może ciebie taka dyskusja do niczego nie prowadzi, ja jednak z niej wiele wyniosłem, min. poznałem twoją opinię na różne tematy, z którą się nie zgadzam i którą podważyłem. Możesz więc trwać w błędzie albo przekonać mnie że nie mam racji.

          >>”A w temacie mandriva: szkoda, że wersji rc1 nie da zainstalować na moim laptopie, w żaden sensowny i niesensowny sposób – to ma być ta wielka dystrybucja – straciłem tylko dvd, ”

          Poprawka. Nie tyle nie da się zainstalować, co ty nie potrafisz. Jak widzisz na filmach na YT jednak wielu osobom się ta sztuczka udała, więc może to właśnie ty popełniasz jakiś błąd.

          >>”A mageia – czy twórcy mieli inny powód utworzenia nowej dystrybucji, niż pieniądze? Chyba że znasz inny powód… ”

          Nadal nie podałeś mi źródła skąd mógłbym kupić Mageię, bo z tego co widzę to jest dostępna za darmo.
          http://www.mageia.org/pl/about/2010-sept-announcement.html
          Znajdź mi w tym tekście miejsca, gdzie mówi się o tym, że projekt będzie finansowany inaczej niż przez dobrowolne składki. Z tego co jednak widzę to deweloperzy postanowili, że jednym z powodów jest „nie będzie zależna od losu poszczególnej firmy”. Wniosek – nikt na tym nie zarobi.

          Nadal nie odpowiedziałeś mi na pytanie dlaczego twoim zdaniem stałe finansowanie projektu ma znaczenie dla poprawy jego kodu. Bo z tego co widać po projektach Takich jak Windows i OSX Linux zostanie prawdopodobnie okrojony w ten sposób z wielu niepotrzebnych zdaniem twórców projektów, czyli de facto będzie to regres, a nie rozwój.

          Polubienie

  3. W skrócie można powiedzieć, że wszyscy jesteśmy Mamoniami 🙂
    Lubimy te rzeczy, które już znamy.

    A czy wszystko jest kwestią przyzwyczajenia? Chyba nie bardzo. Prosty przykład – MS Office. Była wersja 2003, która wyglądała, jak dzisiejszy LibreOffice. Weszła wersja 2007 – wstążki! Jakie oburzenie! Jak nie można nic znaleźć! Ale… Ale nagle okazało się, że jednak można coś znaleźć. Że może nawet i łatwiej (niektóre rzeczy oczywiście, bo czasami jakąś bardziej złożoną funkcję znaleźć w tym interfejsie, to katorga…). Po prostu wolimy to, co już znamy. A, że znamy MS Office, to wstążki nie są żadnym problemem.

    Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s