Długo się zastanawiałem nad napisaniem tej krótkiej krytycznej notki. Powodów mam kilka… po pierwsze, już raz dałem się nabrać na livedvd od twórców gentoo, inna jest taka – że nie w smak jest mi oceniać działania twórców gnetoo, a jeszcze inną to taka że zabawa gentoo wymaga mocnego sprzętu, i ogromu czasu.

Mogę tylko napisać, że gnetoo zostało odnowione we wszystkich aspektach systemu, od jądra, po pulpity, po kompilatory, po programy itd. – dosłownie wszystko zostało zaktualizowane.

Dlaczego napisałem, że to będzie krytyczna notka?
Bo twórcy zrobili dokładnie to co poprzednio: wystawili odświeżony obraz z aktualizacjami, bez możliwości instalacji tego obrazu na dysku. Inna sprawa, że obraz zawiera tyle śmiecia i rzeczy, że posiadanie tego na dysku było by samobójstwem.

Tak, można sobie zrobić instalację chroot-em, ale kto się na to porwie… przy okazji skazując się na kompilacje nawet przez wiele godzin.

gentoo nie jest zła dystrybucją, ale w użytkowaniu (długa kompilacja, błędy w kompilacji, problemy z kompilatorami, błędy w momencie chęci testów) wypada dość blado. Inna sprawa, że użytkowanie tego co skompilowałem pod własny system, nie zawsze działa szybciej i lepiej niż mają to konkurencyjne dystrybucje. A więc można by powiedzieć, że gentoo to około 10% do 30% lepszego działania, ale na więcej bym nie liczył. Trudno jest wychwycić lepsze i szybsze działanie programu, kiedy aby go posiadać trzeba zostawić włączony komputer, przez pół nocy, aby się dowiedzieć że coś poszło nie tak i brakuje czegoś lub nie mamy jakieś pliku z nowszej wersji danej biblioteki.

W tym przypadku dużo lepszym rozwiązaniem okazuje się: toorox, które instaluje się na dysku, jest czystym gentoo, a przy okazji ma już działające KDE lub gnome (zależnie od wersji), więc nam pozostaje użytkowanie systemu. Dopiero aktualizacja odkrywa, że będzie nas czekać – nie mała kompilacja całego systemu.

I dlatego nie rozumiem tego: po co twórcy gentoo wypuszczają liveDVD – kiedy nie można ich zainstalować, a zawierają tyle rzeczy na płycie że to powoduje ból głowy i odechciewa się wszystkiego.

Bo jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego 😉 I w tym przypadku sprawdza się to idealnie, płyta zawiera wszystko, ale do niczego ona nam się nie przyda – bo zainstalować się tych rzeczy nie da na dysku. Jako płyta ratunkowa też wypada blado, bo po co komu na płycie ratunkowej inkscape, gnome-shell, kde i wszystkie śmieci z tych pulpitów i jeszcze więcej??

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s