Tak to będzie tekst o linux…
Tak będę tu przynudzał…
I tak mam zamiar sypać swoimi głupimi dla wielu przemyśleniami.

Ostatnio napisałem, że porzucam testy innych dystrybucji i poprzestaje przy dwuch: Ubuntu i Archu. O tym dlaczego i bla, bla napisałem i nie będę się za bardzo powtarzał.

Obecnie mija kilka lat moim lat w świecie linux i tyle się nie jednego gó##na na testowałem, nabawiłem tików, rwałem włosy, kląłem jak szewc wyzywając daną dystrybucję, że ostatecznie mam już gdzieś – czy coś jest lepsze czy gorsze, czy coś działa lepiej lub gorzej – sram na to. Nawet jeśli Fedora będzie miała 20 super gier, albo openSuse okaże się bajeczne – mam go gdzieś!

Obecnie też ukierunkowałem się co do pulpitów, czyli lxde (które męczę już chyba 2 rok będzie) i… mate na Archu, oraz Unity na Ubuntu + lxde. I nikt mnie nie przekona do gnome3, choćby dopłacali do tego 1000 dolców i dawali dom w Ameryce – mam to już gdzieś.

Zestarzałem się, a raczej osiadłem już tam gdzie mi najlepiej. Nie mam ochoty bawić się w jakieś popaprane testy, z których tak naprawdę nic nie wynika.

Ponieważ sprawa jest prosta… w Polsce użytkowników linux tak na dobrą sprawę nie przybywa. Jedni zmieniają system na windows, pojawiają się nowi i tak następuje wymiana ludzi.

Jeśli ktoś chciałby wiedzieć, to mój blog dziennie czyta około 40 osób, do 50 – tak, właśnie tyle osób – zaś ilość wejść na bloga to cyfra nie przekraczająca od ponad 2 lat pułapu 400 dziennie ze wskazaniem na 300. Tak, tak od ponad 2 lat jest taka sama tendencja i takie same dane. Co pokazuje, że osoby które docierają do mojego bloga i tak mają inne miejsca lepiej zaopatrzone, lepiej obstawione.

Czym jednak jest to spowodowane, że sam osiadłem na mieliźnie i dokonałem wyborów ostatecznych?
Normalna kolej rzeczy – po prostu. Wiele razy już o tym pisałem, że nie chcę zjadać swojego ogona – czyli pisać ciągle o tym samym. I tak popełniłem kilka notek o Unity i gnome-shell, które przedstawiały testy i ostateczny rozrachunek – co już było w pewnym sensie kroczeniem w miejscu, bo ile można o tym pisać?

Wiecie, kiedy to mnie wiele rzeczy interesowało, wciągało, a to tu, a to tam, a to taki program, a to taki pulpit – a co to jest, a z czym to się je. Po roku jest tego jeszcze więcej, po 2 latach już znacie swoją dystrybucję na tyle, że wiecie ile możecie z niej wycisnąć i jaka ona jest naprawdę. Znacie postępowanie twórców i wiecie kiedy pojawi się pierwsza alpha czy beta. To wchodzi w krew, w nawyk – pewne założenia w stylu: nie pisanie że coś trzeba wpisać w terminal – ale czytając lecicie z poleceniami jest jak mantra, jak modlitwa. Coś wam nie pasuje, otwieracie terminal i klepiecie polecenia, a może to, a może to – a może tamto. To jest jak prucie przed siebie w grze na pamięć – wpisujecie w przeglądarkę adres strony, palce chodzą jak automat i wskakujecie albo na launchpad albo AUR i lecicie z tym koksem – 5 sek. macie daną paczkę. Nie ma, wskakujcie na google, sprawdzacie czy ma git, svn może źródła – są, no to pobieramy i kompilacja, tworzenie tego co nam brakuje – robi się to jak robot, bez zastanowienia. Jak mamy z czymś problem, wskakujemy na google i zadajemy 5 pytań, gdzie za 3 razem mamy już odpowiedź, rozwiązanie. Jak nie, to wpisujemy odpowiednik po angielsku i na pewno coś znajdziemy. Walimy na tekst, lecimy z przeglądaniem strony, aha są polecenia – to i to… działa, no to nara i już. Na co nam czytanie opisów w stylu: otwórz terminal – dla wielu to logika, normalna logika – przecież na zębach tego nie wpiszę.

Nie, nie czuje się przez to lepszy, większy czy fajniejszy. Chcę tylko pokazać, że po 3 latach w świecie linux, człowiek nabywa pewnych nawyków i wykorzystuje je. Po 3 latach macie już określone pokrótce czego chcecie używać, z czym czujecie się dobrze, a z czym źle – po za tym, sam linux od was tego wymaga. Ponieważ musicie podjąć decyzje, na co będziecie patrzeć w doborze programów: qt czy może gtk2/gtk3 – nie ma innej drogi.

Inna kwestia, że linux nie jest dla mięczaków i maminsynków, o nie. Tu rządzi terminal, tu rządzą polecenia tu się cały czas można czegoś uczyć i nigdy nie będzie się w danej dziedzinie dobrym.

Tutaj sztuką jest posiadać cd-live i dzięki niemu naprawić padnięty system, a nie zrobić format i polecieć z nową instalacją. Tak to każdy debil potrafi. Sztuką jest znacie mocne i słabe strony danej dystrybucji i wykorzystać to. Tak, tak – linux uczy pokory i myślenia, naprawdę. A własnoręcznie naprawiony system to coś więcej, niż nowa instalacja. Tego nie można się nauczyć w ciagu roku, na takie coś zdobywacie doświadczenia cały czas, głupia awaria plików, brak plików, szukanie po forach, w wyszukiwarce – oswajacie się w ten sposób z tym i czym jest linux.

Jak napisałem, świat linux’a to bagno, które wciąga – ale trzeba chcieć to poznać. Inna sprawa, że linux to medium, to świat który może przerażać swoją innością do tego co prezentują inne systemy – ale to właśnie dlatego wielu traci głowę dla tegoż systemu.

Obecnie osiadłem w swoich testach, próbach itd. Nie ma już ochoty i energii na takie coś. Wszędzie jest to samo… i może dlatego postąpiłem tak a nie inaczej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s