Temat trochę intrygujący ale moim zdaniem, prawdziwy.

Jakie były początki linux’a u każdego z was?
Gnome2, KDE3 (albo już KDE4), xfce, openbox…
Mandrake, slackware, debian, fedora core…

Borykanie się z: nie działającą kamerką, podłączoną kartą pamięci, myszkami na USB, wifi, nie drukującą drukarką, nie skanującym skanerem czy nie działającym drugim monitorem itd.

Dlaczego w tamtym czasie każda dystrybucja miała w gronie swoich użytkowników takie poparcie?
Odpowiedź: odmienność…

Każda z dystrybucji oferowała coś innego i była częściowo kierowana do innej grupy osób.
Osoba początkująca miała nie jasny obraz tego, co może otrzymać u każdej z dystrybucji. W Polsce w tamtym czasie aby odkryć system linux, trzeba było mieć znajomego na studiach informatycznych lub samemu studiować coś z informatyki. W szkołach, liceach i technikach nie wspominano nawet, że po za systemem windows jest coś innego, coś całkiem odmiennego. Wpajano (na modłę komunizmu – co robi się nadal), że jeśli chodzi o systemy istnieje tylko windows, windows jest najlepszy i najfajniejszy. Dzieci od małego uczą się, że windows to jest to, czego potrzebują. Kiedy już dorosną mają tak wpojoną doktrynę systemu windows, że każda próba przesiadki na linux kończy się w 70% fiskiem – bo przyciski, bo przyzwyczajenia (wpajane od małego), bo ustawienia, bo gry itd. – właśnie tu tkwi problem małej popularności systemu linux – brak wprowadzenia dzieci w ten system, od małego uczenia – są 3 systemy i to od was zależy jaki sobie wybierzecie. Ale my wam pokażemy każdy z osobna i to od was będzie należeć wybór.

Ale tak nie ma i jeszcze długo nie będzie. Nawet nasze dzieci będą uczyć się na systemach windows…

Kiedyś mówiąc o systemach linux/dystrybucjach można było wymienić różnicę między nimi. I tu dochodzę do sedna sprawy (tytuł) – że największa firma w świecie linux’a chce ujednolicenia każdej dystrybucji. Nouveau, systemd, gnome3 itd. ale nie tylko ona działa na tym poletku: Novell też dokłada swoje 3 grosze w postaci nowego systemu plików – który ma być przyszłością systemów linux.

I nie jest to żadnym atakiem na wymienione nowe elementy, które mają ujednolicić dystrybucje, aby stały się one prawie takie same. Czyli co, że każda dystrybucja ma stracić atuty w postaci: czasu uruchamiania się, skryptów uruchamiania się, odmienności, ma także posiadać te same błędy w grach, w wyświetlanych filmach itd. – bo dla mnie właśnie to oznacza.

systemd – ujednolicenie procedury ładowania się poszczególnych elementów systemu = każda dystrybucja będzie uruchamiać się tak samo
nouveau – wolny sterownik, który ma zastąpić ten zły zamknięty kod od producenta własnych kart graficznych i jego układów
gnome3 – brak możliwości dostosowania sobie pulpitu pod siebie = każdy ma ten sam pulpit, korzysta z niego tak samo i użytkuje go tak samo

Kiedyś zderzając się z systemem linux, trzeba było zagłębić się w… czym różni się ext2 od ext3, a może inny format? Ja wybierałem ext2 – bo był dla mnie najodpowiedniejszy (ale musiałem poczytać o różnicach). Inni wybierali ext3 – ale był wybór, człowiek zagłębiał się w meandry systemu, dowiadywał się co, jak z czym i dlaczego – próbował to zrozumieć.
A teraz, jest ext4 – nikt nie przejmuje się starymi poprzednikami, teraz pojawił się nowy format i też za pewne kiedy stanie się on „dojrzały” – ludzie masowo zaczną na niego przechodzić.

Problem w tym, że przy czymś takim, linux traci atuty, które przyciągnęły mnie kilka lat temu do niego: inność, różnorodność, bogactwo programów, bogactwo pulpitów, kolorów, wyborów itd.
A do tego, każdy system był inny, oferował coś innego – styl w jakim się uruchamiał, jak wyglądało to ładowanie, jak wyglądał menadżer logowania, jak prezentował się system po uruchomieniu, jaką miał bazę programów – kiedyś takie rzeczy miały znaczenie.
Na obecną chwilę, wiele dystrybucji oferuje dokładnie to samo lub w podobnej ilości.

I chyba dlatego korzystam z Archa na przemiennie z Ubuntu – bo są to dwie odmienne dystrybucje, oferujące prawie to samo – ale opierające się na innych założeniach. Ubuntu to repo + PPA, zaś Arch to repo + AUR (git, svn) – niby podobne, ale jednak całkiem odmienne.

Zadam też wam pytanie: twórcom openSuse udaje się wdrożyć systemd do dystrybucji – co by ją odróżniało od fedory?
Odpowiedź: programy do aktualizacji – tylko tyle.

A co powiecie na to, że Debian i Ubuntu (+ ich wszystkie klony) przechodzą na systemd, czym by się różniły te dystrybucje od openSuse i Fedora?

Zadajcie sobie to pytanie, gdzie wtedy były by różnice miedzy nimi? Czy jeślibym teraz zainteresował się systemem linux (a nie jak to było naprawdę, kilka lat temu), naprawdę przesiadł bym się na dystrybucje, które niczym bym się tak naprawdę nie różniły między sobą?
Podejrzewam że nie, nie pozostał bym przy linux z tego samego powodu dla jakiego wolał bym windows. Nie widział bym różnic między dystrybucjami i nie widział bym sensu na poznawanie innych dystrybucji dla: innego wyglądu pulpitu – bo tylko tym by się one różniły.

Nie chcę tu wprowadzać zamieszania, chcę tylko wskazać, że ujednolicenie procesów uruchamiania systemu, ujednolicenie sterowników, ujednolicenie pulpitu (gnome3: dodatki to tak naprawdę „łamanie” pulpitu), ujednolicenie rodzajów dysków/partycji, ujednolicenie programów zaraz po instalacji danej dystrybucji – to w moim odczuciu dążenie do tego samego co oferuje nam windows.

I jak napisałem, mnie coś innego przyciągnęło do systemu linux. To właśnie ta odmienność każdej dystrybucji, chęć odkrycia różnicy – a dlaczego to coś innego – sprawiła, że cieszyłem się jak dziecko kiedy instalowałem nową dystrybucję. Bo wiedziałem, że kiedy wybiorę ją w grub – bo będzie całkiem odmienne wszystko, będzie nowe, jakieś zmienione, że będę mógł porównać i zadecydować: czy mi ta dystrybucja odpowiada czy nie.

I jeśli by patrzeć na to do czego dąży Red Hat w świecie linux, aby każda dystrybucja była taka sam – to w takim razie, co tak naprawdę będzie przyciągać nowych do systemu linux? Czym on będzie się różnił od windows’a albo OS X, jeśli każda dystrybucja będzie oferować prawie to samo, podane bardzo podobnie to co je wcześniej odróżniało od siebie – czyniąc je ciekawe, interesujące i intrygujące, a po ujednoliceniu prawie wszystkiego staną się podobnymi do siebie systemami.

Więc dla mnie to że Ubuntu, Arch, Fedora bazują na odmiennych skryptach ładowania się systemu, że każda z nich oferuje odmienne podejście do pakietów ich zarządzania, czy to że arch pozwala na zaznajomienie się z gnome2 w postaci mate, że ubuntu pozwala na zaznajomienie się z PPA – co to jest i jak się tego używa itd. oznacza że jeszcze można odkrywać daną dystrybucję. Ale powoli zaczyna się to zmieniać, a linux traci to co odróżniało każdą dystrybucję od siebie: odmienność nawet między sobą, już nie mówiąc o windows czy OS X. Ponieważ czym różnił by się linux między windows i OS X – jeśli każda dystrybucja była by taka sama, a odmiennością było by tylko to: jak wygląda i jakich pakietów używa – czy miało by sens posiadanie i poznawanie innych dystrybucji, czy miało by sens poznawanie linux’a który nie różnił by się w założeniach od innych systemów??

–aktualizacja–

GNU/Linux. To: jądro + kompilatory + sterowniki + elementy graficzne (programy) + biblioteki + organizator graficzny (pulpit) = dystrybucja.

I teraz, pomyślmy logicznie: co by się stało jak by tak: upstart, unity, ubuntuone, projekt indykatorów –  nie powstało, nie ma tego, nie istnieje. Co to by oznaczało? Zadajcie sobie to pytanie i zastanówcie się nad tym.

Zastanówcie się nad tym, co by się działo jak by tak tworzylibyśmy własną dystrybucję: czy to nas obliguje do rozwijania jądra linux? Czy to nas obliguje do rozwijania technologii od innych firm? My tylko stworzyliśmy sobie dystrybucje, kompilujemy paczki, składamy z nich własną dystrybucję i wypuszczamy.

Czy naszym obowiązkiem jest łożyć pieniądze na Red Hat, Novell? Czy naszym obowiązkiem jest dostosowywać się do wymogów jakie chcą wprowadzić te firmy? Czy muszę podporządkowywać się Red Hat i wprowadzić systemd do swojej dystrybucji, tylko dlatego że TAK MUSI BYĆ? Czy ktoś mnie zmusza do wdrażania gnome-shell w swojej dystrybucji? Co jednak jak sobie napiszę coś na modłę openbox-a ale integrującego elementy gnome3 – czy mam takie prawo, a może jednak mi nie wolno tego? Czy jestem zobligowany i zmuszony do przejścia na nowy format dysku taki sam jaki u wszystkich, czy jestem zmuszony do budowania dystrybucji z tych samym programów? A co by się stało, jakbym tak zastosował jądro Hurd, czy wtedy będę zmuszony do porzucenia innej wersji swojej dystrybucji z jądrem linux? Czy mam prawo napisać sobie dock, menadżera plików i własne programy i tworzyć z nich pulpit?

Zadajcie sobie te pytania i odpowiedzcie 🙂 A zobaczycie, że idea GNU/Linux to nie jest wolność jako jestem wolny i mam wybór. Oznacza to, że kod nie jest zamknięty i tylko tyle. Tym samym GNU/linux to nie jest wybór, możliwość dokonania wyboru – to po prostu możliwość modyfikacji, edycji czegoś co już jest – nic więcej.

Warto zastanowić się nad tym 🙂

Ale jedno jest pewne: my jako użytkownicy nie mam nic do powiedzenia w kwestii, z czego została zbudowana dana dystrybucja, co zawiera, jakie kompilatory zostały użyte, co uruchamia się w czasie uruchamiania się systemu, czego system do tego używa itd. my tylko korzystamy z produktu końcowego, jakim jest dystrybucja. A to pokazuje, że linux od samego początku nie różnił się niczym od windows, czy OSX – jedyna różnica to taka, że kod z jakiego poskładany jest linux można modyfikować, edytować i tyle – ale to inne firmy decydują: z czego mamy korzystać lub czego używać.

To trochę zmienia moje patrzenie, na to co napisałem na samym początku, ale nie mam zamiaru niczego kasować 🙂

Reklamy

30 myśli na temat “Szczytny cel, który przybliża linux’a do systemu windows

  1. Zmiana wyglądu i opcji w gnome3 nie jest niczym wielkim, jeżeli trochę poszperać w internecie, więc kto chce, nie jest skazany na jednolity desktop!! Dążenie do ujednolicenia linuxa może być nawet wygodne dla większości, ale sprawa inwencji pozostaje zawsze otwarta – w windowsie też możesz dowolnie zmieniać funkcjonalność i wygląd – myślę, że za mało wierzysz w umiejętności i talenty Polaków – innych nacji na pewno też.

    Polubienie

    1. Mi chodziło o wnętrze systemu, jego działanie.
      Dlatego nie wymieniłem tego, że każdy system może wyglądać inaczej – bo to nie jest tematem 🙂 Ponieważ dla mnie to oczywistość, której nie musiałem chyba pisać.

      Polubienie

  2. Zasadniczym celem każdej dystrybucji nie jest tworzenie oprogramowani tylko jego … dystrybucja, czyli dostarczenie jak największej i różnorodnej liczby pakietów użytkownikowi. Jeśli znajdą się w niej wszystkie powszechnie uznawane standardy to dla mnie taka dystrybucja jest dobra, bo sam będę potrafił wybrać to co dla mnie jest najlepsze. Środowisko graficzne, jak i menedżery pakietów mają mi w tym tylko pomóc poprzez integrację i szybkość instalacji. W gruncie rzeczy po instalacji jakiejkolwiek dystrybucji już po pięciu minutach po instalacji będziemy mieli na dysku jej odmiennego forka stworzonego według naszego uznania nie wiem o co więc jest tyle tego krzyku skoro sami produkujemy jeszcze większą liczbę dystrybucji 😛

    Polubienie

  3. Poniższy tekst można przedstawić tak: a co by się stało, jak by tak systemy linux porównać do silników w autach?
    Po co mam poznawać budowę silnika, ciszyć się jego dźwiękiem kiedy różnią się one: plastikowa obudową, kolorem tej samej sprężarki, miejscem umiejscowienia tejże sprężarki oraz przewodów – a reszta jest taka sama jak we wszystkich silnikach tego rodzaju.
    I w tekście zostało napisane, że systemy różnią się wyglądem więc podejrzewam że nie czytacie ze zrozumieniem 😉

    Polubienie

    1. Systemy albo system to niczym się różni. To jest jeden i ten sam Linux, co najwyżej któraś z dystrybucji może dodać do niego dodatkowe moduły ale możesz to potraktować jak instalację dodatkowego sterownika przez zwykłego usera. Masz więc jeden system, który się nazywa Linux, a wokół niego zbudowany jest ekosystem GNU składający się z wolnego oprogramowania. O tym jakie programy się tam znajdą decyduje dystrybutor.

      To co nazywasz „wyglądem” to nie system tylko Powłoka systemowa. Pełni ona rolę pośrednika pomiędzy użytkownikiem, systemem, a programami, jednak nie jest z systemem trwale związana. W Linuksie mamy powłokę tekstową bash i powłoki graficzne, GNOME Shell, Unity i Plasmę od KDE. O kształcie powłoki decyduje użytkownik i jak wiesz jest ona częścią wymienną systemu, czyli z nim na trwałe nie jest związana.

      >>”Po co mam poznawać budowę silnika, ciszyć się jego dźwiękiem kiedy różnią się one: plastikowa obudową, kolorem tej samej sprężarki, miejscem umiejscowienia tejże sprężarki oraz przewodów – a reszta jest taka sama jak we wszystkich silnikach tego rodzaju.”

      Nawet najmniejszy szczegół może mieć wpływ na działanie samej dystrybucji. Jeśli mam szybki komputer to wybiorę sobie KDE i będzie mi ono w zupełności odpowiadało, jeśli mam sprzęt sprzed kilku lat to zdecyduję się na lekkie środowisko i lekkie programy. Żaden dystrybutor nie będzie w stanie dogodzić wszystkim, co zapewne widzisz po opiniach po ostatnim wydaniu Ubuntu, dlatego jego zadaniem jest dostarczenie jak najbardziej różnorodnego oprogramowania, żebym miał wybór w razie potrzeby zmodyfikować jego wybór do własnych potrzeb, jeśli tego nie zrobi to stworzy kaleki system.

      Polubienie

  4. >>”Zastanówcie się nad tym, co by się działo jak by tak tworzylibyśmy własną dystrybucję: czy to nas obliguje do rozwijania jądra linux? Czy to nas obliguje do rozwijania technologii od innych firm? My tylko stworzyliśmy sobie dystrybucje, kompilujemy paczki, składamy z nich własną dystrybucję i wypuszczamy.”

    W zasadzie to obliguje! Zważywszy na fakt, że pieniędzy z tego raczej nie mamy (a nawet często dokładamy do interesu) to pracujemy raczej dla idei, a ta już nakłada na nas obowiązki stworzenia czegoś lepszego. Skracając: nie widzę sensu robienia czegoś co nie będzie lepsze od tego co już wcześniej ktoś zrobił. Idea stworzenia nowej dystrybucji, czy nawet jej forka ukrywa się za ideą: potrafię zrobić to lepiej niż oni, tylko oni mają swoją filozofię rozwoju, która moich pomysłów nie akceptuje. Proste?

    >>”Czy naszym obowiązkiem jest łożyć pieniądze na Red Hat, Novell? Czy naszym obowiązkiem jest dostosowywać się do wymogów jakie chcą wprowadzić te firmy? […] A co by się stało, jakbym tak zastosował jądro Hurd, czy wtedy będę zmuszony do porzucenia innej wersji swojej dystrybucji z jądrem linux? Czy mam prawo napisać sobie dock, menadżera plików i własne programy i tworzyć z nich pulpit?”

    Krótka odpowiedź na wszystkie te pytania – ALTERNATYWA. Jeśli coś ci nie odpowiada to zmieniasz to na inną rzecz. Nie odpowiada ci Firefox zmieniasz na Chrome itd. W Linuksie można tak zmienić praktycznie każdy element i to właśnie nazywamy wolnością. Nikt cię nie zmusza do używania systemd, a w repo zazwyczaj znajdziesz alternatywne rozwiązania, jeśli nie ma ich w repo to są jeszcze źródła. Tak nie każdy potrafi kompilować ale chyba mówimy o twórcach dystrybucji, prawda? Nie znasz się na kompilowaniu, a systemd jest dla ciebie taką wielką przeszkodą to zmieniasz dystrybucję i tu jak widzisz ich różnorodność nagle stała się niesamowitą zaletą Linuksa.

    >>”Zadajcie sobie te pytania i odpowiedzcie 🙂 A zobaczycie, że idea GNU/Linux to nie jest wolność jako jestem wolny i mam wybór. Oznacza to, że kod nie jest zamknięty i tylko tyle. Tym samym GNU/linux to nie jest wybór, możliwość dokonania wyboru – to po prostu możliwość modyfikacji, edycji czegoś co już jest – nic więcej.

    Warto zastanowić się nad tym”

    Jedna z największych głupot jakie na tym blogu czytałem (zaraz po „Czy naszym obowiązkiem jest łożyć pieniądze na Red Hat, Novell?”). Przeczytaj jeszcze raz ten fragment i się zastanów nad sensem całego artykułu.

    >>”Ale jedno jest pewne: my jako użytkownicy nie mam nic do powiedzenia w kwestii, z czego została zbudowana dana dystrybucja, co zawiera, jakie kompilatory zostały użyte, co uruchamia się w czasie uruchamiania się systemu, czego system do tego używa itd. my tylko korzystamy z produktu końcowego, jakim jest dystrybucja.”

    A naszą największa władzą jest możliwość wyboru pomiędzy tymi dystrybucjami. Jeśli jakaś nie spełnia naszych potrzeb to idzie w zapomnienie i tyle. Prawa dżungli, ewolucja czy jak to tam zwał. W oczach użytkownika wygra zawsze ta lepsza dystrybucja, a jeśli nie będzie znał innych alternatyw to zrezygnuje z tej całej zabawy z Linuksem i tyle.

    >>”Ale jedno jest pewne: my jako użytkownicy nie mam nic do powiedzenia w kwestii, z czego została zbudowana dana dystrybucja, co zawiera, jakie kompilatory zostały użyte, co uruchamia się w czasie uruchamiania się systemu, czego system do tego używa itd. ”

    Ma wybór! Zajrzyj do repo!

    >>”A to pokazuje, że linux od samego początku nie różnił się niczym od windows, czy OSX – jedyna różnica to taka, że kod z jakiego poskładany jest linux można modyfikować, edytować i tyle – ale to inne firmy decydują: z czego mamy korzystać lub czego używać.”

    Czyli jednak czymś różni np. możliwością edycji i modyfikacji kodu. A nawiązując do ostatniego zdania to, czy firmy też decydują pomiędzy sobą czego, która ma używać. Czy Novell zmusza Google do używania systemd, czy zmusi do tego Canonical? Nie sądzę. No chyba, że zrobi lepszy produkt od nich, prawda? Kto na tym skorzysta?
    A nawiązując do Windowsa i OSX ile one mają rodzajów menedżerów okien do wyboru, ile mają menedżerów usług i skryptów startowych do wyboru, ile mają środowisk graficznych do wyboru? Czy teraz zauważyłeś tę subtelną różnicę nazywaną przez użytkowników wolnością wyboru.

    Polubienie

  5. wikipedia: Projekt mający na celu stworzenie GNU to Projekt GNU, a programy przez niego wydawane nazywane bywają pakietami GNU lub programami GNU. Podstawowe składniki systemu to zestaw kompilatorów GNU Compiler Collection (GCC), narzędzia programistyczne GNU Binary Utilities (binutils), powłoka bash, biblioteka standardowych funkcji języka C GNU C Library (glibc) i narzędzia GNU Coreutils (coreutils).

    i to że twórcy oddają użytkownikom inne programy, nie oznacza że muszą to robić. Mogą tak naprawdę wskazać źródła i kazać sobie je skompilować, oddając użytkownikowi kompilatory.

    Tym samym, gdzie ty znalazłeś zdanie: że linux to wybór?

    Polubienie

  6. Widzę, że kolega sięgnął do źródeł, szkoda tylko, że znów nie ma racji i próbuje spłycić definicję, aby potwierdzić swoje racje, których zresztą nie ma. Rozwińmy więc tę definicję:
    GNU Compiler Collection – ZESTAW kompilatorów. Z definicji więc wynika że system dzięki niemu ma wybór pomiędzy kompilatorami kompilującymi w różnych językach. No chyba że nie zawarto wśród nich takiego, który kompiluje w języku jakiego potrzebujesz. Jakiego kompilatora brakuje więc według ciebie w tym zestawie, bo ja jak na razie mam dość spory wybór od Javy po egzotykę w postaci języka D. Nawiasem mówiąc z tego zestawu korzysta dość sporo uniksów jeśli masz więc na myśli lepszą alternatywę to słuchamy propozycji.

    binutils – następny zestaw programów
    bash – tu też ciekaw jestem propozycji co mogłoby go zastąpić skoro jest jedną z niewielu powłok tekstowych, dzięki której możemy wykonać praktycznie każdą operację w systemie. Więc co proponujesz w te miejsce? DOSa?
    glibc- dostępne alternatywy: diet libc, uClibc i klibc. Warto też odnotować, że Linux korzystał kiedyś z własnego zestawu tych bibliotek – Linux libc. Nie dziw się, że akurat wybrano dla ciebie najlepszą, jako programista nie jesteś jednak ograniczony zwłaszcza, że te alternatywne bardzo dobrze się spisują w systemach mobilnych.
    GNU Coreutils lub coreutils – zbiór podstawowych narzędzi do obsługi plików, powłoki i tekstu w systemach uniksopodobnych. Zawiera narzędzia, których obecność jest oczekiwana w każdym systemie operacyjnym – tu chyba mi nie powiesz mi, że nie masz żadnego wyboru, bo nawet DOS nie dysponuje większym zestawem.

    Warto też odnotować sprawę jądra, jak wiadomo pierwsze plany GNU dotyczyły HURDa jednak pojawienie się Linuksa stworzyło ciekawą alternatywę i rozwój GNU w innym kierunku. Prac nad HURDem jednak nie zaniechano i następne wydanie stabilne Debiana będzie bazowało także na HURD. Wybór więc będzie spory. Warto także zaznaczyć, że Debian wydaje także swoją dystrybucję pod kontrolą jądra freeBSD, oraz MINIX jak więc widzisz wybór masz nawet na tym najniższym poziomie oprogramowania, a nie tylko jakiego środowiska, czy przeglądarki masz używać.

    Jedynym ograniczeniem projektu GNU jest tylko Wolna Licencja, którą musi się charakteryzować oprogramowanie, jak jednak widzisz pomimo braku wsparcia komercyjnego wybór masz bardzo duży.

    Polubienie

  7. Tak, ale nigdzie nie ma napisane w tych definicjach, że linux to wolność w ilości wyboru, albo że GNU to wybór.
    Wiesz, może ja ślepy jestem, bo filozofia GNU nie mówi mi o możliwościach wyboru programów, ale o kodyfikacjach, uruchomieniu, źródłach i ich upublicznieniu dokonany zmian w programach.

    Dla mnie jest to zrozumiałe: tworzę program i to licencja określa zasady na jakich zostaje on wydany. Każdy ma mieć dostęp do źródłem, każdy ma mieć dostęp do upublicznienia zmian z mojego programu, każdy ma mieć prawo go użytkować i badać uruchamianie.
    Ale nigdzie nie jest napisane, że np. nie podoba mi się coś w Pidgin. Pobieram źródła, zmieniam sobie to co mi się nie podoba i czy to już jest inny program? Ja tylko publikuje zmiany i poprawki jakie zastosowałem. Tym samym nie tworzę nowego pidgin-a + moje modyfikacje i zmiany, i wypuszczam jako coś nowego – bo to już jest nie zgodne z licencjami.
    A więc gdzie w tym jest: ja jako użytkownik systemu linux mam prawo mieć wybór między programami?
    Bo prawda jest taka: to że pojawiają się programy to dobra wola programistów lub grup programistów, studentów i firm, które mobilizują ludzi do pisania programów, odwołań poleceń, wykonywania tychże poleceń itd. Ale żadna z tych firm nie musi tego robić. Canonical nie musiało tworzyć Unity, indykatory, Ubuntuone czy upstart – zrobili to, bo chcieli, potrzebowali tego dla siebie, a że wydali wszystko na licencji GNU GPL – no to każdy projekt objęty został zasadami i filozofią GNU. Tym samym, mogli oni wybrać inną licencję i dany program można by było tylko użytkować, bez jakichkolwiek zmian i modyfikacji. Ale czy to oznacza, że nie mógłbym ich używać?

    Filozofia linux’a to filozofia licencji, a nie GNU. Ponieważ to jaką sobie licencję wybiorę dla swojego programu, to on nadal będzie mógł być używany przez użytkowników. A to oznacza, że coś takiego jak kompilator nie ma tu najmniejszego znaczenia – bo GNU nie zakazuje mi jego użytkowania 🙂

    Po za tym, nikt nie może nikogo zmusić do stworzenia jakieś programu, to jest tylko dobra wola i chęci innych ludzi.

    ps.
    I przy okazji napiszę, że mnie to już przestaje powoli interesować 🙂

    Polubienie

    1. Mariusz widzę ze rozumiesz pojęcie prawdziwej wolności 🙂 Podoba mi się to ;P Nie wiem czy zauważyłeś to iż w dystrybucjach ogranicza się dostęp do starszych wersji różnych programów ;/ Strasznie mi się to nie podoba że ktoś wymusza mi korzystanie z najnowszych programów zamykając stare repozytoria itp ;/ Czy oni nie rozumieją że nie każdemu zależy na bezpieczeństwie lecz na prawdziwej wolności wyboru?? ;/

      Polubienie

      1. Ja nie wiem skąd to się wzięło, że użytkownik linux’a MUSI mieć wybór udostępniony przez twórców danej dystrybucji. Ponieważ jeśli by patrzeć realnie: NIE JEST TO MOŻLIWE. Programów jest tyle, że nie da się tego ogarnąć, a to że ktoś pisze program nie obliguje go do nagłaśnianie tego. Taka osoba, czy firma publikuje sobie informację na stronie + źródła, a co zrobią twórcy dystrybucji – to już nie zależy od tej firmy, czy ludzi/człowieka (programisty).

        Inną stronę medalu jest to, że ty @fenix1991 masz dostęp do źródeł. Ale i to nie zawsze wszystkich. Pobierasz sobie starszą wersję i… błąd, bo twój kompilator jest za nowy, a biblioteka glibc i glib2 nie zawierają jakiejś rzeczy. Ale wg. licencji źródła masz, więc to już coś 🙂 A tak naprawdę zostajesz z niczym…

        Polubienie

        1. >>”Ja nie wiem skąd to się wzięło, że użytkownik linux’a MUSI mieć wybór udostępniony przez twórców danej dystrybucji. Ponieważ jeśli by patrzeć realnie: NIE JEST TO MOŻLIWE. Programów jest tyle, że nie da się tego ogarnąć, a to że ktoś pisze program nie obliguje go do nagłaśnianie tego. Taka osoba, czy firma publikuje sobie informację na stronie + źródła, a co zrobią twórcy dystrybucji – to już nie zależy od tej firmy, czy ludzi/człowieka (programisty). ”

          Pewnie, że nie musi, dlatego ważne jest aby był dostępny do różnych wariacji dystrybucji Linuksa, z których każda prezentuje i promuje inne, lepsze jej zdaniem programy.

          >>”Inną stronę medalu jest to, że ty @fenix1991 masz dostęp do źródeł. Ale i to nie zawsze wszystkich. Pobierasz sobie starszą wersję i… błąd, bo twój kompilator jest za nowy, a biblioteka glibc i glib2 nie zawierają jakiejś rzeczy. Ale wg. licencji źródła masz, więc to już coś 🙂 A tak naprawdę zostajesz z niczym…”

          To podobnie jak z Windowsem 7 na którym nie zainstaluję już mojego ukochanego Nero 5, nie pogram w Starcrafta i wiele innych klasyków. A żeby pograć w Battlefielda 3 będę także zmuszony do zakupu nowej wersji Windows, bo XP jest już „be” (a taki dobry system był, amerykanski).

          Linux ma jednak niezłą zaletę w stosunku do Windowsa. Potrafi wspierać porzucone projekty jak GNOME 2 (Mate), czy KDE 3 (Trinity) dopuki interesuje to użytkowników. Królowanie XP skończy się w przyszłym roku wraz z porzuceniem wsparcia przez Microsoft.

          Polubienie

      2. Głupoty piszesz! Każdy menedżer pakietów ma możliwość zablokowania wersji pakietu i nie będzie ona aktualizowana.

        >>”Czy oni nie rozumieją że nie każdemu zależy na bezpieczeństwie lecz na prawdziwej wolności wyboru?? ;/”

        I dodaj jeszcze, że nie każdemu zależy na stabilniejszym i szybszym działaniu programu (o nowych jego funkcjach nie wspomnę).

        Polubienie

    2. >>”Tak, ale nigdzie nie ma napisane w tych definicjach, że linux to wolność w ilości wyboru, albo że GNU to wybór.
      Wiesz, może ja ślepy jestem, bo filozofia GNU nie mówi mi o możliwościach wyboru programów, ale o kodyfikacjach, uruchomieniu, źródłach i ich upublicznieniu dokonany zmian w programach.”

      Bo to jest już określone samym dostępem do takiego oprogramowania. Takie zapisy są niepotrzebne, bo podstawową zasadą prawną jest, że „co nie jest zabronione, to jest dozwolone”. Pytanie więc czy ktoś ci broni instalować takie oprogramowanie jakie chcesz w ramach systemu? Czy licencja tego zabrania? Nie! Natomiast oprogramowanie własnościowe ma już takie ograniczenia w ramach licencji, gdzie zdefiniowana jest zarówno platforma dla takiego programu jak i sprzęt na którym system ma być zainstalowany (licencje OEM).

      >>”Ale nigdzie nie jest napisane, że np. nie podoba mi się coś w Pidgin. Pobieram źródła, zmieniam sobie to co mi się nie podoba i czy to już jest inny program? Ja tylko publikuje zmiany i poprawki jakie zastosowałem. Tym samym nie tworzę nowego pidgin-a + moje modyfikacje i zmiany, i wypuszczam jako coś nowego – bo to już jest nie zgodne z licencjami.”

      Głupoty gadasz, licencja nie stwarza takich ograniczeń, czego przykładem jest np. Clementine, czyli modyfikacja Amaroka w Qt4. Tak samo YaRock powstał jako modyfikacja Amaroka. Ograniczenia są tu tylko w stosunku do nazwy, która podlega prawu autorskiemu, a nie licencji i to akurat jest to bardzo liberalne bo deweloperzy pozwalają na używanie nazwy pierwowzoru jeśli określi się, że twój projekt to jego fork. Podsumowując masz prawo stworzyć Pidgina+jego modyfikacje i go upublicznić jako własny projekt.

      >>”Tym samym, mogli oni wybrać inną licencję i dany program można by było tylko użytkować, bez jakichkolwiek zmian i modyfikacji. Ale czy to oznacza, że nie mógłbym ich używać?”

      Mogliby jeśli byliby właścicielami źródeł do całego Unity, niestety powstała ona na bazie źródeł i bibliotek GNOME i GTK, a tym samym także inni programiści przyłożyli się do tego projektu i ich prawa też muszą być respektowane. Canonical już teraz cierpi za ograniczenia w dostępie współpracowników spoza firmy do źródeł Unity, które są wynikiem dość restrykcyjnych umów kontrybutorskich, co zresztą przekłada się na stabilność projektu i dodawane do niego commity. Przykro to mówić ale to właśnie GNOME Shell obecnie jest stabilniejsze i z ostatnim wydaniem otrzymało więcej nowych funkcji. Niech więc zamkną źródła to stracą co najmniej 75% pracowników, którym jeszcze się chce rozwijać ten projekt.
      Licencja GNU GPL nie zabrania używania zamkniętego oprogramowania w projekcie GNU. Takiego oprogramowania nie można dodawać nawet do Windowsa, bez możliwości dania użytkownikowi prawa do rezygnacji z jego licencji. Użytkownik musi więc takie oprogramowanie sam zaakceptować i je sobie zainstalować. Nie jest to ograniczenie GNU tylko licencji tego programu. Instalując GNU jesteś więc pewny, że zainstalowałeś GNU, a nie Windowsa i dostajesz wsparcie i gwarancję bezpieczeństwa tylko na elementy GNU. Jak powyżej więc: Licencja GPL nie zabrania instalowania zamkniętego oprogramowania w GNU/Linux jest więc to dozwolone, jeśli pozwala na to licencja tego oprogramowania.

      >>” Filozofia linux’a to filozofia licencji, a nie GNU. Ponieważ to jaką sobie licencję wybiorę dla swojego programu, to on nadal będzie mógł być używany przez użytkowników. A to oznacza, że coś takiego jak kompilator nie ma tu najmniejszego znaczenia – bo GNU nie zakazuje mi jego użytkowania :):

      To nie ma nic wspólnego z Linuksem. Tworzysz program na zamkniętej licencji, więc możesz albo stworzyć jego wersję dla Linuksa i tym samym pozwolić w licencji na instalację tego programu w Linuksie, albo zamknąć dostęp do źródeł i zrobić tylko wersję dla Windows. Gdzie tu widzisz wpływ licencji GPL?

      >>”Po za tym, nikt nie może nikogo zmusić do stworzenia jakieś programu, to jest tylko dobra wola i chęci innych ludzi.”

      Zaiste jaka chwalebna pochwała Wolności, a tak się przed tym cały czas bronisz.

      Polubienie

        1. Krótko mówiąc: Linux to prawo do modyfikacji, rozpowszechniania i wydawania i wolności wyboru. Nie wiem , w którym momencie zauważyłeś, że ma takie same ograniczenia jak Windows, czy OSX?

          Polubienie

  8. Jeżeli już mamy zaglądać pod maskę, to:… wydaje mi się, że przez dawne lata dlatego były takie problemy z obsługą sprzętu, z powolnym rozwojem środowisk, stabilnością, bo każdy szedł w inną stronę z racji wielkiej wolności. Efekty widać i czkawką się do dziś odbijają. Linuks ma 1% rynku, a 1% z tego procenta wie, co tak naprawdę dzieje się pod maską. Użytkownicy chcą użytkować. Nie każdy jest informatykiem i nie ma czasu/chęci/zdolności by się w te tematy zagłębiać. Blondynka kupuje samochód, wsiada, jedzie, a gdzieś co 80 wioskę jest warsztat z miłośnikami i hobbystami, którym obecne linie produkcyjne nie odpowiadają i chcą wycisnąć … więcej.
    Mi się wydaje, że pewne ujednolicenia pomogłyby wszystkim dystrybucjom. Można by połączyć siły. Moim zdaniem dystrybucji/klonów/forków jest za dużo 🙂

    Czasami jak wejdę do sklepu, to nie wiem, co kupić… za duży wybór. Windows jest jeden. Producent napisał driversy, napisał soft/utility.. działa, problem z głowy. Do tego niech zainstaluje z 10 dystrybucji linuksa, napisze/przetestuje drivery, oprogramowanie niech wyda najlepiej w 5 wersjach środowisk graficznych zgodnych oczywiście z 8 menadzerami okien, a i tak znajdzie się jeden z drugim, którzy napiszą do producenta, ze to czy tamto jest do … d, bo znajdzie się następna konfiguracja, której ktoś nie przetestował i wygrzał.

    Pingwin się rozwija ale jak widać tempo rozwoju nie jest powalające. Nadal ma problemy z przebiciem się do większej społeczności, pomimo tego … że jest darmowy. Ciekawe ile osób by się na niego przesiadło, gdyby ktoś wyskoczył z propozycją, że dopłaci każdemu np. 200 zł za to, że nie kupi windowsa tylko zostanie na darmowym linuksie. Podejrzewam, że nie wiele i to dlatego, że windowsa się nie kupuje, kupuje się komputer z… windowsem. ehh
    Pozdrawiam

    Polubienie

    1. Dlatego na tym blogu napisałem: aby wprowadzić prawo, zasady i kryteria odnośnie tworzenia klonów – jakoś nikt tym się nie przejął.

      Jednak ten komentarz nasunął mi pewną myśl: tak jak wiele osób bierze sobie Ubuntu i coś tam w nim przerabia i wypuszcza jako nową dystrybucję. To dlaczego to samo nie działa w odniesieniu do WSZYSTKICH programów w linux? Czyli: 10 osób z osobna modyfikuje Pidgin-a i mamy 11 (10 zmodyfikowanych + 1 oryginał) różnych komunikatorów, które wyglądają jak pidgin, korzystają z jego źródeł, prezentują się tak samo – ale każdy z nich: ma inną nazwę i… tylko coś tam zmieniona.
      MAM WYBÓR!
      Tylko co to za wybór…

      To co inny programiści piszą, to tylko ich dobra wola, a nie obowiązek czy nakaz.

      Polubienie

      1. I tu jest problem z linuksem, modyfikujesz bo możesz 🙂 Będzie 11 wersji albo więcej, bo każdy jest … inny. Ma swoje upodobania. Pod m$ czy Mc albo uzywasz tego co jest albo nie. Kiedyś pisałem jakieś drobne programy dla siebie i wiem, że znajomi mieli różne inne pomysły/koncepcje/punkty widzenia. Zazwyczaj pomysły tak jak się zaczynają tak szybko się kończą bo nie każdy w rodzinie ma programistę na etacie.

        Humor mi się poprawił, kilka dni temu zrobiłem pierwszą kompilację pod linuksem i … działa 🙂 Co się musiałem namęczyć, nagooglować, przebić przez manuale – to moje, a programik w sumie prosty… Wiele osób by sobie darowało. Gdyby zadziałał automat, make && make install to może jeszcze jakaś większa grupa osób by to ogarnęła ale przez różnorodność dystrybucji/pakietów/wersji rozwojowych, różnych ścieżek… nie jest łatwo. Sam wiesz, jak to jest – sprawa prosta jak się ją rozwikła, a godziny/dni lecą. Czasami się utknie na jakiejś głupocie i człowiek może się zniechęcić do dalszych eksperymentów. CS czy pasjans przyjemniejszy 😉

        Polubienie

      2. >>”Dlatego na tym blogu napisałem: aby wprowadzić prawo, zasady i kryteria odnośnie tworzenia klonów – jakoś nikt tym się nie przejął.”

        A dopiero co pisałeś, że wolności w Linuksie jest za mało, czyżby szykował się nowy update do artykułu 😛

        >>”Jednak ten komentarz nasunął mi pewną myśl: tak jak wiele osób bierze sobie Ubuntu i coś tam w nim przerabia i wypuszcza jako nową dystrybucję.”

        Zapomniałeś napisać, że Ubuntu robi to samo z Debianem, czy wobec tego nie powinno się go zaliczyć do tego szlachetnego grona forków.

        >>”To dlaczego to samo nie działa w odniesieniu do WSZYSTKICH programów w linux? Czyli: 10 osób z osobna modyfikuje Pidgin-a i mamy 11 (10 zmodyfikowanych + 1 oryginał) różnych komunikatorów, które wyglądają jak pidgin, korzystają z jego źródeł, prezentują się tak samo – ale każdy z nich: ma inną nazwę i… tylko coś tam zmieniona.
        MAM WYBÓR!
        Tylko co to za wybór…”

        Może właśnie dlatego, że to jest bez sensu o ile nie będzie działało lepiej niż oryginał.

        >>”To co inny programiści piszą, to tylko ich dobra wola, a nie obowiązek czy nakaz.”

        Idźmy dalej i wprowadźmy obozy pracy dla programistów Linuksa!

        Polubienie

        1. To mam jedno pytanie: to dlaczego siedzisz na kubuntu? Zainstaluj Debiana + kde4 i powinieneś mnie to samo…

          Polubienie

        2. >>”To mam jedno pytanie: to dlaczego siedzisz na kubuntu? Zainstaluj Debiana + kde4 i powinieneś mnie to samo…”

          Na Kubuntu to tylko z sentymentu i faktu, że jest to jedna z nielicznych dystrybucji, która ma naprawdę poważny wkład w KDE. W każdym razie pierwszeństwo ma u mnie Chakra. Jeśli chodzi o Debiana to zważywszy na KDE wybrałbym raczej któryś z jego „klonów” do których ma niedługo dołączyć Mint. W gruncie rzeczy stworzenie klona Kubuntu na Debianie to kwestia kilku godzin roboty. Bardzo łatwo jest też skompilować KDE 4.8 ze źródeł, Debian ma świetne poradniki jak to zrobić.

          Polubienie

      1. A gdzie ja napisałem coś o windows że jest bez wad?
        (nie ma ukierunkowania komentarza, więc wydaje mi się że piszesz go do mnie)
        Chyba na starość zaczynam ślepnąć…

        Polubienie

        1. Faktycznie pytanie było do Zonka. Faktem jest jednak, że wiele osób podaje przykład rozwoju Windowsa jako lepszy od Linuksa nie podając jego wad. Dlaczego więc na Linuksie to miałoby bez tych wad działać. Krótko mówiąc: skoro Windows robi to lepiej lepiej to po co się Linuksem interesować?

          Polubienie

      2. Mam trochę starego sprzętu, nie ma już driverów do 7, a o x64 to już w ogóle mogę sobie pomarzyć. Na szczęście to nie dotyczy linuksów. W windowsie mnie przeraża jedna kwestia. Jak to ktoś kiedyś powiedział:
        internet explorer służy do przeglądania z komputera internetu i odwrotnie. Nie lubie OSów i programów, które udają, że są mądrzejsze od użytkownika i wiedzą, co mu będzie lepiej pasować.

        Polubienie

  9. @greg mam już 3 pytanie do ciebie: z jednej strony piszesz, że system linux to składowa różnych rzecz, z drugiej że programy powinny być dla każdej dystrybucji dostępne – wiec: albo linux to systemy, który prawie niczym się od siebie nie różnią albo różni je tyle, że powinny one mieć swoje wersje programów??

    A więc, jeśli ten sam program na fedorę działa lepiej, niż jego analogiczna wersja w Ubuntu – to czy wg. filozofii GNU nie jest tak, że Canonical może sobie wziąć źródła od twórców Fedora, zmienić i udostępnić jako własne poprawki, co analogicznie mogą zrobić twórcy fedory, pobierając źródła z poprawkami od Canonical i wprowadzając dany program, jako wersja poprawkowa u siebie.
    A to oznacza, że wolność wyboru znika 🙂 A to dlatego, że każdy może brać od każdego i wykorzystać to.
    Tym samym, dochodzimy do punktu w którym, nie ma żadnej dystrybucji. A to dlatego, że żadna nie istniałaby gdyby nie wkład innych developerów, programistów i twórców + firm. Bardzo dobry przykład mamy odnośnie jądra linux’a, nad którym pracują masy, nawet windows ma swój wkład, ale jądro linux jest jedno.

    Polubienie

    1. >>”@greg mam już 3 pytanie do ciebie: z jednej strony piszesz, że system linux to składowa różnych rzecz, z drugiej że programy powinny być dla każdej dystrybucji dostępne – wiec: albo linux to systemy, który prawie niczym się od siebie nie różnią albo różni je tyle, że powinny one mieć swoje wersje programów??”

      Jak napisałem wyżej: dystrybucja to nie system – dystrybucja to sposób rozpowszechniania systemu. Nikt nie broni ci wziąć źródeł i skompilować swojego własnego Linuksa od zera (Linux from scratch). Stworzysz wtedy własną dystrybucję i twoim jedynym problemem będzie to aby ułatwić jej instalację innym, czyli ułatwić jej rozpowszechnianie. Wiele dystrybucji robi to poprzez paczkowanie źródeł i udostępnianie menedżerów do ich instalacji. Tworzenie oprogramowania nie ma z tym wiele wspólnego. Program, jeśli nie jest związany z dystrybucją pakietów powstaje w ramach wolnego oprogramowania i jego deweloperowi zależy bardziej na tym aby był on wykorzystywany przez jak największą ilość użytkowników, czyli udostępniało go jak najwięcej dystrybutorów niż aby promował on jakiś konkretny model dystrybucji. Deweloperowi zależy więc na współpracy z innymi deweloperami ponieważ ci mogą przetestować program w ramach innego modelu dystrybucji np. w innym środowisku.

      >>”A więc, jeśli ten sam program na fedorę działa lepiej, niż jego analogiczna wersja w Ubuntu – to czy wg. filozofii GNU nie jest tak, że Canonical może sobie wziąć źródła od twórców Fedora, zmienić i udostępnić jako własne poprawki, co analogicznie mogą zrobić twórcy fedory, pobierając źródła z poprawkami od Canonical i wprowadzając dany program, jako wersja poprawkowa u siebie.”

      Tylko, że każdy deweloper udostępnia zmiany jakich dokonał w ramach swojej dystrybucji w changelogu pakietu. Te same zmiany trafiają do listy commitów linii Master programu do jego źródeł. Mogą zostać zaakceptowane lub nie ale wtedy taki deweloper będzie musiał stworzyć odrębny Master (fork) i przekonać do swojego pomysłu innych, aby mu pomogli. W podanym przez ciebie przykładzie cały czas to się odbywa w ten sposób i programy na tym zyskują.

      >>”A to oznacza, że wolność wyboru znika 🙂 A to dlatego, że każdy może brać od każdego i wykorzystać to.”

      Bo według ciebie wolność wyboru to branie od kogoś i nieudostępnianie tego twórcom pierwowzoru? Czy może masz jakąś inną definicję wolności.

      >>”Tym samym, dochodzimy do punktu w którym, nie ma żadnej dystrybucji. A to dlatego, że żadna nie istniałaby gdyby nie wkład innych developerów, programistów i twórców + firm. Bardzo dobry przykład mamy odnośnie jądra linux’a, nad którym pracują masy, nawet windows ma swój wkład, ale jądro linux jest jedno.”

      Problem w tym, że nie ma dystrybucji idealnej. Czy może znasz taką, którą wykorzystuje wszystko co jest dostępne obecnie w ramach Open Source. Wątpię zważywszy że sam przyznajesz, że korzystasz z dwóch dystrybucji i trzech środowisk. A twój ostatni art o Mincie pokazuje, że powoli zmieniasz zdanie o świetlanej przyszłości Ubuntu. Jak więc widzisz wszelkie te innowacje pochodzą z różnorodności celów dystrybucji, czyli ich dużego wyboru, a nie ujednolicenia polityki w ramach jednego projektu, który po ostatnim wydaniu zyskał już niemałe grono recenzji w stylu: „co mi nie pasuje w Unity”.

      Polubienie

    1. Sam m$ nie jest taki zły tylko .. kryzys po mału zagląda. Widzę ile firm zaczyna jechać na LibreOffice. W urzędach też zaczynają instalować bo … coraz więcej dokumentów wpada jako załączniki oofica. W małych firmach też się nikt nie spieszy, żeby wydać kasę na wersję serwerową m$, proste NASy przychodzą z pomocą albo zwykły komp z pingwinem i sambą, 10 userów do serwera wtedy nie obowiązuje. Z punktu widzenia dużych korporacji to wygląda inaczej, fakt. Jak się kupuje serwery, maciorki, biblioteki za 200-1200 tyś, to wydać 10-20 tyś na windows serwer, to żadne pieniądze. W kilku szkołach widziałem pingwiny z kontami dla dzieciarni i nauczycieli, mobilnymi profilami i innymi bajerami – można. Tam mieli kawę do ciasteczek…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s