Jak pokazało to Ubuntu, cykl wydań może być dobry dla dystrybucji, która powstaje lub się rozwija, a twórcy mają tyle pomysłów że nie mogą tego ogarnąć.
Z drugiej strony krótki okres wydań Ubuntu doprowadził i ujawnił/odsłonił najgorszą możliwą rzecz – nowe, nie dopracowane, wieszające się, nie działające Unity.
Problemy z Ubuntu w wielu kwestiach jak programy, wolne działanie i coraz większe ograniczenia spowodowane przejściem na gnome3.

Ale powyższy problem dotyka także inne dystrybucje jak: fedora czy openSuse.
Fedora wielokrotnie pokazała, że potrafi się zawiesić, zresetować, wywalić błąd, doprowadzić ludzi do szewskiej pasji odnośnie problemów z grafiką, muzyką, z brakiem czegoś w repozytoriach.

Podobnie z openSuse, które wypada z tych trzech najlepiej – ale i ono nie ustrzegło się błędów cyklu wydań.

Moim zdaniem, najgorszą rzeczą w dystrybucjach o ustalonym terminarzu wydań jest: opóźnienia w aktualizacjach programów, brak wsparcia dla poprzedniego wydania danej dystrybucji.

Bardzo fajnie to obrazuje przykład pidgin: w Ubuntu 11.10, fedora 16, openSuse 12.1/11.4 – wersja w repo to 2.10.0
Zaś w Ubuntu 11.04, fedora 15 i openSuse 11.3 – mamy któreś z wydań poprzednich: 2.9 lub 2.8 i w repo nie ma najnowszej wersji komunikatora.
Pytanie moje jest dlaczego ktoś, kto nie chce przejść do najnowszej wersji zostaje tylko na poprawkach bezpieczeństwa, ale już programy pozostają na wersjach starszych niż się to ma do najnowszej wersji dystrybucji?

Czy nie było by to fajne: nieć Ubuntu 10.04 LTS i mieć w repo: podgin 2.10, firefox 8.0, chromium 15.x, claws 2.10, KDE 4.7.3, możliwość zainstalowania gnome-shell bez zbędnych zależności i inne elementy i programy, które były by skompilowane w oparciu o tamtejsze kompilatory i jądro.
Jest to o tyle zabawne, że z Ubuntu 10.04 Canonical mogło by zrobić dystrybucję ciągłą – czyli wspieramy wszystko co tam było w repo do poziomu obecnego stanu, ale z zastosowaniem kompilatorów, jądra i innych rzeczy do tworzenia paczek z tamtego okresu.
Dzięki temu kolejne wydania: 10.10, 11.04, 11.10… były by tak naprawdę płytami z aktualizacjami zbiorczymi 🙂 A więc: pobierało by się 10.04 i np. 11.10, instalowało by się 10.04, a z poziomu 11.10 zrobiło by się aktualizację tych paczek i rzeczy, które sobie zainstalowaliśmy, nie wykonując aktualizacji jądra i innych jego elementów.
Wiem, że powodowało by to pobieranie dwóch nośników, ale i to można obejść 🙂
A w taki sposób, że jeśli by ktoś miał 10.04, to pobiera CD z paczkami, a nie cały system – co pozwoliło by twórcą Ubuntu umieścić na CD: gry, dodatkowe programy, czy nowości do testów.

Ale chyba sami przyznacie, że pozostawianie starszego wydania na starych wersjach programów jest karygodne, widząc jak twórcy skupiają się na aktualizacjach danych wersji programów w najnowszym wydaniu dystrybucji?

A co wy o tym myślicie… czy dystrybucje powinni znieść cykl wydań i wykonywać aktualizacje cały czas do najnowszych wersji wszystkich programów, raz na rok wydając dystrybucję która będzie zbiorczą wersja tego co już się ukazało do poprzednika? Czy może obecny porządek wam się podoba i jesteście za tym, aby go nie zmieniać?

ps.
Wpis ukazał się także w google+

Reklamy

14 myśli na temat “Dystrybucje ze stałym kalendarzem czy może dystrybucje z aktualizacjami ciągłymi – co ma przyszłość?

  1. W ubuntu 10.o4lts miałem firefox 8.0. Wystarczyło dodac repozytorium odpowiednie i zrobic update. Można tez przecież zainstalowac ze strony mozilli, pobrac , rozpakowac i uruchomic sciezke do tego folderu.

    Ale co nowość to nie znaczy lepsze. Poprawka KDE 4.7.3 jest tak niedopracowana względem KDE 4.7.2 ze znowu nie działa mi w nim coś poprawnie.
    Pojawił się taki problem z KDE. Terminal „konsole” nie zapamiętuje mi ustawień. Ustawiam żeby pasek przewijania był ukryty i brak widoku kart ,oraz podkreslenie kursora. Wybieram zastosuj i dopóki jest włączone konsole to nowe okna zapamiętują ustawienia. Ale jak wyłącze konsole i włącze ponownie to już pojawia się widoczny pasek przewijania po prawej i widok kart na dole, oraz kursor blokowy. Nie wiem czy da się coś z tym zrobić , czy jedynie czekać na aktualizacje?

    Trochę to dziwne ponieważ zauważyłem takie objawy zaraz po tym jak usunąłem ten plik console.sh. Nie wiem ja temu zaradzić by terminal od KDE 4.7.3 „konsole” znowu utrzymywał zapisane zmiany w profilu 😦

    Polubienie

    1. Czy otrzymujesz najnowszego FF z repo, czy po przez ppa? Mi chodzi o wsparcie w najnowsze programy przez twórców, a nie społeczność 🙂
      A to dlatego, że jak instaluje od podstaw Ubuntu, fedora, czy openSuse to nie mam zapamiętanej listy dodatkowych repozytoriów 🙂

      Najlepszym sposobem na sprawdzenie tego błędu jest?
      Zmiana nazwy katalogów .kde i chyba .kde4 (nie pamiętam dokładnie) i wylogowanie i zalogowanie do KDE. I sprawdzenie, czy utworzenie całkiem nowych ustawień dla KDE naprawiło problem 🙂
      Można też spróbować nadać w katalogu domowym, katalogom .kde i chyba .kde4 – status 777, oraz wszystkiemu co tam się znajduje. I po ustawieniu sobie wszystkiego w Konsoli, zamknąć ją i uruchomić. Będzie wiadomo, czy to błąd Konsoli, czy może starych ustawień 🙂
      Innym sposobem jest otwarcie Konsoli i z lini poleceń uruchomienie Konsoli i sprawdzenie, czy pojawia się jakiś błąd.

      Polubienie

  2. Już naprawiłem. Ostatnio korci mnie przetestować nowe wydanie Fedory lub OpenSUSE. Które lepsze? Ostatnio ludzie narzekali na F15 wysypywała się po aktualizacjach.

    Polubienie

    1. Najlepiej sprawdź obie 🙂
      Ja zainstalowałem nową Fedorę 16 (Gnome) i jestem bardzo zadowolony. Nawet mój radeon (na wolnych sterach) działa bez potrzeby dopisku modeset=0.
      A po pierwszej aktualizacji jest spokój i lepiej działa nawet (usypianie kompa, wybudzanie, energia i jakieś tam szczegóły).
      A Suse kiedyś chciałem mieć, ale nie chciało ze mną współpracować 🙂

      A co do wpisu, to moim zdaniem obecny porządek jest ok (jeśli chodzi o Ubuntu). Tzn. przy wersjach LTS nieźle byłoby wprowadzić aktualizacje wszystkich paczek. Tak, że gdy wychodziłaby np. wersja „25.04.2”, zawierałaby zaktualizowane repo… Tylko pytanie – czy w takim wypadku to wciąż byłoby „25.04.2” czy może już „26.04”?
      Drugie pytanie – co z takimi dużymi aktualizacjami? Czy nie zwiększyłaby się częstotliwość wysypywania systemu po zaktualizowaniu systemu?

      Polubienie

  3. Ciągłość dystrybucji to najbardziej naturalny dla Linuksa system dystrybucji, przecież nawet jądro ukazuje się w trybie ciągłym. Jak dla mnie wprowadzenie wydań terminowych nie ma żadnych praktycznych podstaw ani w kwestii stabilności, ani sprzyjaniu użytkownikowi. Dystrybutorzy stają w ten sposób w opozycji do samego twórcy danego programu, który chyba najlepiej wie kiedy jego dzieło osiąga stabilny status. Nowe wydanie programu to przede wszystkim spora ilość poprawionych błędów wykrytych w ramach poprzedniej wersji nie wiem więc dlaczego to właśnie poprzednie wydaniu ma status stabilnego w takim np. Debianie. Dobrym przykładem jest KDE, którego poprzednie wydania nie grzeszyły stabilnością pomimo tego to one znajdują się w niby stabilnych dystrybucjach, podczas, gdy każde nowe wydanie tego środowiska jest stabilniejsze od poprzedniego. Mit stabilności widać zresztą najlepiej w Ubuntu, kiedy to niby stabilne wydanie wraz z premierą jest dostarczane z niestabilnym wydanie Firefoksa, czy Compiza. Wspomnę też, że ta niby stabilność oparta jest na testowych wydaniach paczek Debiana.

    Zgadzam się z treścią artykułu. Arch, Chakra i spółka to najbardziej wygodne sposoby dystrybucji i aktualizacji systemu. Możliwości zablokowania wersji pakietu, zmniejszenie ilości dostępnych aktualizacji na jeden raz, możliwość łatwego cofnięcia wersji pakietu i wiele innych, czynią ten system bardziej stabilny od wydań terminowych, które wymuszają na początkujących przeinstalowywanie systemu aby uzyskać względną stabilność.

    Dystrybucje takie jak Ubuntu nie sprzyjają użytkownikom. Ich celem jest tylko i wyłącznie zapewnienie sobie co-kilku-miesięcznego marketingu. Często paczki, które są wielką nowością nowego wydania takiej dystrybucji już od pół roku są dostępne dla użytkowników dystrybucji ciągłych tylko, że nikt nie napisze o aktualizacji Archa, czy Chakry bo to zwykła aktualizacja, a w Ubuntu mamy niby do czynienia z nowym wydaniem. Dla mnie to jest po prostu śmieszne, a systemy „dla początkujących” to w rzeczywistości „systemy dla naiwnych”. Krótko mówiąc dystrybucja ciągła z przemyślanym podziałem repo na stabilne i testowe jest o wile lepsza dla początkującego niż wydania terminowe.

    Polubienie

  4. Chyba mi się okienka z komentarzami poprzestawiały. Są wersje stabilne, rozwojowe stabilne, migawkowe, te totalnie factory. Gdyby łatać same błędy, to faktycznie nie ma uzasadnienia dla wstrzymywania wersji ciągłych ale w przypadku, kiedy ruszamy jakąś podstawę, zmieniamy filozofię działania… Raz na jakiś czas trzeba odciąć się od historii i wywalić śmieci żeby odmulić system/programy – nie chciałbym, żeby mi developerzy zafundowali taki manewr w którejś tam „poprawce” do systemu.

    Polubienie

  5. Ubuntu bazuje na Debianie Sid (niestabilnym) i z tego co wiem, to tylko wersje LTS są uznawane w Ubuntu za pewniaki – wersje użytkowe. Używając wersji innej niż LTS nie możecie na nią narzekać, bo jest to „poligon doświadczalny”. Każdy z was jedynie goni za kolejnymi numerkami, zapominając już o tym, że istnieje wersja z długoterminowym wsparciem. Sami stwarzacie sobie problemy. Narzekacie na Unity, które tak naprawdę powinniście zobaczyć dopiero w wersji Ubuntu 12.04! Wszystkie wydania „pomiędzy”, powinniście sobie przejrzeć i już. Używać nikt wam ich nie kazał. To wasz wybór i nie macie nawet na kogo zwalić winy, że coś tam wam się posypało. Wiadomą rzeczą jest, że skoro „niestabilne” to siłą rzeczy musi się sypać. Pogoń za kolejnymi numerkami, żeby pochwalić się kolegom, to głupi przepis na życie. Już nie wspomnę nawet o tym, że nie da się tego Ubuntu co pół roku normalnie zaktualizować i każdy użytkownik tego distro jest skazany na format dysku. (Nie da się aktualizować, bo przy tak obszernych aktualizacjach i agresywnych zmianach w projekcie, po aktualizacji nie działa połowa rzeczy). To dla mnie głupie. Dystrybucje ciągłe są o niebo lepsze i wydają się użytkownikom bardziej na rękę. Tak więc, jeśli używacie najnowszego Ubuntu, to przestańcie marudzić bo jedziecie na dystrybucji NIESTABILNEJ.

    Polubienie

  6. Dlatego napisałem ten wpis – ponieważ uważam, że twórcy wszystkich dystrybucji powinni pracować na bieżąco. A nowości prowadzać dopiero wtedy kiedy będą one zdatne do użytkowania 🙂

    Polubienie

  7. Hmm… Wiesz, no jak dla mnie to oni pracują na bieżąco, po prostu ludzie błędnie uważają, że wszystko co tylko zostanie wydane, musi być od razu dla nich systemem głównym. Canonical też stawia sprawę w dziwnym świetle, jeśli uznaje jakieś wydanie stabilnym. Każdy trochę ogarnięty w temacie człowiek wie, że nie ma prawa nim być. Są dystrybucje stabilne i takie które służą do testowania nowości. Popatrz o ile mniej byłoby wulgaryzmów w sieci, jeśli ludzie przechodziliby od razu z Ubuntu 10.04 na 12.04. Na pewno uniknęliby wieeeeeeeeeelu dziwnych problemów i frustracji. Jednak jeśli mam wyrazić swoje zdanie, to uważam, że ludzie zaczną emigrować na Minta 12 z Gnome-Shell, a Ubuntu zacznie pozostawać w cieniu, który Canonical poniekąd samo sobie zafunduje. To distro to według mnie teraz czysty marketing, przestało być już tym starym, kultowym Ubuntu, które pomimo swoich niedociągnięć przyciągało nowe osoby. Przestało być bezproblemowe, konfigurowalne itd. Przestało liczyć się z użytkownikiem, albo inaczej – robi z użytkownika kalekę/przedszkolaka. Użytkownicy Linuksa to w większości zdolne bestie i ludzie inteligentni. Dlaczego zatem zabierają wolność jaką ten system dotychczas oferował?

    Polubienie

    1. Jeśli mam być szczery, to uważam że Mint robi (zrobi) większą krzywdę osobą początkującym. A wszystko przez to, że osoby pobierające Minta otrzymują w zestawie kodeki i sterowniki. To oznacza, że nic nie muszą te osoby robić, po prostu uruchamiają sobie przeglądarkę – mają flash-a zainstalowanego, więc wszystko działa, mają kodeki – więc wszystko słychać i widać, mają zainstalowane sterowniki – więc efekty działają.
      Problem w tym, że każdy kto ma Ubuntu może sobie podpiąć repo od mint i zamienić te paczki jakie oferuje Ubuntu na to, które ma mint – można, można – ale ludzie wybierają: pobranie kolejny raz Ubuntu + kilka dodatkowych rzeczy na płycie + kodeki + sterowniki (co można zainstalować jednym kliknięciem w Ubuntu) i coś od siebie i tyle. I każda z tych osób cieszy się, bo nie ma Ubuntu a ma dystrybucję Mint – fajnie, tylko że dana osoba pobrała właśnie Ubuntu, ale o tym nie wiem.

      Za jakiś czas, kiedy Mint naprawdę przejmie trochę tortu od Ubuntu, zaczną się głupie pytania o działanie systemu, o jego wieszanie się, o jego dziwne działanie. A to wszystko dlatego, że całość to Ubuntu – gdzie twórcy Minta nie wkładają ani odrobinki do rozwoju Ubuntu.

      I na koniec taka myśl: Mint jest tworzony przez pasjonatów, a nie dużą korporację czy firmę. Canonical to firma, która musi liczyć się z tym, że to ona utrzymuje serwery, z których korzysta mint do aktualizacji całego swojego systemu – ponieważ to jest Ubuntu + tylko z innym wyglądem i kilkoma rzeczami.

      Co do aktualizacji z 10.04 do 12.04 – współczuje administratorom, naprawdę. Każda aktualizacja z wersji 04 do 10 i z 10 do 04 – to loteria, system padnie czy będzie działał. A to oznacza, że aktualizacja 10 do 12 będzie ogromnym skokiem który może dopiero napsuć krwi Canonical.

      I na dobrą sprawę obecnie wychowuje się społeczność użytkowników linuxa która nie wie nic o swoim systemie ala windows, a najbardziej w tej materii działają dystrybucje które dostarczają wszystkiego na płycie. Nie ucząc i nie próbując zainteresować kogoś do swojego systemu, aby go poznawał. A to produkuje masę ludzi, którym można wcisnąć wszystko – nawet to że kilka modyfikacji, zmiana wyglądu i kilka dodatków + zmiana nazwy – to już inna dystrybucja, choć ona opiera się na pracy innych osób.

      Polubienie

  8. Hej, poniekąd się z Tobą zgadzam, ale pisząc o wersjach 10.04 LTS – 12.04 LTS miałem na myśli format, a nie aktualizację. Od wydania jednej wersji, do kolejnej minie wiele czasu i po takim czasie nawet profilaktyczny format nie zaszkodzi (pewnie ktoś coś w tym czasie popsuje). PS Administratorzy mają koszmar z aktualizacjami tego systemu za każdym razem taki sam – to zawsze jest loteria w tej dystrybucji. Ja miałem na myśli zwykłych użytkowników, bo wychodzę z założenia, że administratorzy wybierają inne, dojrzalsze dystrybucje.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s