W poprzedniej wpisie/notce o Mass Effect 3 DEMO opisałem tryb fabularny przeznaczony dla jednego gracza.

Teraz przejdziemy do trybu co-op, gdzie opiszę: jak zacząć, co zrobić aby nie umierać co chwilę i jak wygląda sytuacja z planszami i walką. Na końcu zaś opiszę swoje wrażenia z tego trybu 🙂

Demo oferuje nam dwie mapy, pierwsza to ciemna (brązowa kolorystyka), druga to śnieżna baza.

Choć są do siebie dość podobne, to mimo wszystko na obu gra się odmiennie.

Pierwsza plansza to raj dla osób uwielbiających snajperki i celowanie. Respawn przeciwników jest tak daleki, że osoby które mają fan z siedzenia na miejscu i strzelania pojedynczym strzałem – ta mapa jest dla was. Co więcej, mapa ta ma pomieszczenia z oknami, gdzie można ostrzeliwać kolejne fale – pomieszczenia w drugiej mapce nie posiadają okien, a więc trzeba się nabiegać, aby dotrzeć do przeciwnika.

Ponieważ o tym nie wspomniałem, co-op polega na odpieraniu kolejnych fal, a tych fal jest 11. I co ileś fal pojawiają się różne zadania inne niż: wykończ wszystkich przeciwników. A są to: hakuj komputer po przez znajdowanie się w odpowiednim kręgu, albo zabij wyznaczonych przeciwników, walcz z wielkim i ciężkim robotem kroczącym, czy przejmij dane z 4 punktów. Odnośnie wyznaczonych wrogów do ubicia, po za tymi którzy mają nam przeszkadzać, cele są wyznaczane losowo na mapie i nigdy nie wiadomo gdzie będzie kolejny punkt hakowania, czy jaki przeciwnik będzie tym, który najpierw musi być zniszczony. Warto tu dodać, że zadania gdzie coś musi zostać „załatwione” są one na czas – co podnosi adrenalinę, bo nie ma opierdalania się, czy patrzenia na ostrzał, albo jesteście razem i walczycie razem, albo nie przejdziemy tego zadania.

I napiszę od razu: zapomnijcie w tej grze o brawurze i walce w stylu rambo jeśli nie jesteście napakowani w umiejętności. Ich wykorzystywanie, umiejętne wspieranie się to podstawa przetrwania. Taki przykład z moich meczy: pojawiają się osobniki z tarczami, aby ich ubić trzeba: albo ich obejść, albo… puścić sondę, która zaatakuje ich od tyłu, gdzie my zyskujemy możliwość wykończenia ich. Ale aby to zrobić potrzeba: umiejętnie posłać sondę za plecy, nie dać się zabić i jeszcze wykończyć „tarczownika”.

A więc: jeśli nie grałeś i nie znasz uniwersum Mass Effect będziesz musiał szybko to nadrobić jeśli chcesz zagrać sobie w demo i co-op, albo będziesz jedną, wielką kulą u nogi swoich kompanów.

Bo co-op polega na 4 osobach, w tym ty. A więc 3 pozostałe osoby walczą u twojego boku, lub próbują wykonać dane zadanie, choć sam też możesz je wykonać, będąc osłanianym ogniem innych osób koło ciebie.

Coś takiego jak: ratowanie się (podnoszenie), używanie mocy wspólnie, okrążanie przeciwników, pełnienie warty przy osobie, która hakuje, aby nikt jej nie przeszkadzał – chodzi oczywiście o przeciwników – to norma w tej rozgrywce.

Ale wracając do opisu plansz: pierwsza z nich to raj dla osób lubiących snajperki. Druga to kwintesencja emocji, walki na bliski dystans i rozpierduchy. Tutaj jak nie używasz mocy, giniesz 🙂 W pierwszej: jak nie potrafisz celować snajperką – giniesz. Mało kto tam używa mocy do walki, chyba że kroczące bydle się napatoczy 😉

11 fal, które trzeba przetrwać z coraz to trudniejszymi przeciwnikami.

Pierwsza plansza mi nie podeszła, z jednego powodu. Ludzie sobie nagminnie podpierają przeciwników. A jest to o tyle ważne, że za zabijanie wrogów mamy punkty doświadczenia, a te pakujemy w rozwój postaci, w ulepszanie mocy, czy kupujemy dodatkowe rzeczy, aby dopakować broń, czy kupić sobie pakiet medyczny, który podnosi nas po utracie energii. I nie mówię tutaj o kupowaniu za realne pieniądze, ale za różne rzeczy w co-op dostajemy kasę, którą wykorzystujemy na zakupy.

I kilka rad dla początkujących:
— wybrana raz postać nie może zostać skasowania (jej nazwa i wpakowane w nią punkty zostają)
— zagrajcie sobie kilka fal sami, aby poznać plansze i jej mocne i ciemne strony. Jeśli uda wam się w pojedynkę przetrwać pierwszą falę, to znaczy że jesteście w miarę gotowi do gry w co-op z ludźmi, którzy pobrali to demo – jeśli przetrwacie dwie fale, to znaczy że dajcie sobie jakoś radę i możecie zagrać z innymi żywymi osobami.
— przetestujcie sobie wszystkie bronie, ponieważ strzelanie ze zwykłych pistoletów jest fajne, ale mało efektywne
— przetestujcie sobie wszystkie umiejętności w każdej z klas (trzeba każdą klasą wytrzymać pierwszą falę minimum 3 razy, lub kilka razy zabijając kilka przeciwników i ubierając od ostrzału – nie wychodźcie przed podliczeniem punktów doświadczenia) – to że umieracie nic nie robi, ponieważ nie gracie z kimś

A teraz moje wrażenia 🙂
co-op zdarł mi kapce z nóg, a beret został zryty na kilometr. Gra z żywymi osobami, walka w ramię w ramię, leczenie, walka z czasem, bieganie i wspieranie się – kosmos. Pierwsza plansza nie przypadła mi do gustu, ponieważ ja nie lubię czekania na wroga 🙂 Dlatego śnieżna (druga plansza) zryła i nadal ryje mi beret.

Problem w tym, że wszystko zależy od tego: jakich mamy kompanów. Bo jeśli oni grają sami, to możecie pomarzyć o intensywnej grze, już nie mówię tutaj o przejściu 11 fal do końca (czyli brązowego wyzwania, a mamy jeszcze srebro i złoto  – różnią się przeciwnikami na starcie (co prawdopodobnie daje taki efekt, że na złotej w 11 fali mamy z 4 roboty kroczące i babki biegające z mieczami jak dziecko z ADHD). Ale brązowe wyznawanie też nie jest łatwe, jak już napisałem, a to za sprawą właśnie rosnących w siłę przeciwników. Warto też przyglądać się jaki stopień mają osoby z którymi będziemy grać, bo początkujący nie mają żadnych mocy, a co za tym idzie: są o dupę rozbić i będą albo wielokrotnie umierać, albo będą kulą u nogi, która nie pomaga bo nie ma czym (brak mocy).

I jak napisałem, co-op zrył mi beret i to kompletnie. Jeśli by coś takiego było na linux możecie być pewni jednego: każda dystrybucja zyskuje dziennie po 5.000 osób na świecie. Właśnie takich gier mi brakuje na ten system, z emocjami, z polotem i z jajami. Co jest w tym zabawne, ja gram w DEMO co-op, a nie pełną wersję gry. I jeśli ten tryb potrafi tak mnie zachwycić i dostarczyć tyle emocji, to sami rozumiecie – moc z tyłka, która burzy domy 😉 Ale jak napisałem: samotna gra z fabuła, czyli singiel – nie przekonał mnie do siebie, zaś co-op zrobił ze mnie papkę, w którą chce się grać choć to jedna plansza 🙂 Odmienność ras, odmienność umiejętności, odmienność ich wykorzystania – daje nieskończenie wiele wariantów gry i doznań 🙂

I jeśli macie windows-a, i wasz komputer lub laptop (bo ja gram na laptopie tym co zawsze i którego używam do linux) z dwoma rdzeniami + 2GB ramu + grafika która obsługuje Dx9 i 10. To sami się przekonacie ile ma mocy co-op z 3 innymi osobami koło was, których nie dość że nie znacie, to jeszcze musicie na nich polegać, tak samo jak i one muszą polegać na was.

ps.
Nie sprawdzę jak Mass Effect 3 demo działa pod wine, bo nie mam tylu rdzeni aby nie dość że uciągnąć grę + wine + system, a do tego ram i wykorzystanie karty grafiki i dla systemu i dla gry.
Jedno co mogę napisać: aplikacja Origin, przez którą można pobrać to demo na system windows została napisana w qt 🙂

I chyba tyle, to ja wracam do co-op, bo to naprawdę emocjonująca rozgrywka, gdzie ręce się pocą, a 30 min. (bo tyle trwa około 11 fal) mija jak 10 min. gdzie emocje czasami sięgają zenitu 🙂

ps2.
Demo ma ranking i obecnie około 120.000 osób grało w co-op, zaś w Polsce było ich około 9000, jak ja ostatnio tam zaglądałem. I jak by kogoś to interesowało to gram pod nazwą konta: myswiat – zaś postać nazywa się różnie, ponieważ różne klasy i postaci muszą mieć różne nazwy (imiona)/ksywki. Czego później nie możecie już zmienić, warto to mieć na uwadze 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s