Czym różni się linux od dystrybucji? A no tym, że linux to cały ekosystem, zaś dystrybucja to cząstka tego ekosystemu, która korzysta z tegoż ekosystemu. Czyli, dystrybucja to taki odbiornik fal, a fale to taki linux. A stacje radiowe to programy itd.

W wielu komentarzach na tym blogu pojawiły się słowa mówiące że Canonical tylko bierze i nic nie daje.
Jest to oczywiście nie prawda. Ponieważ źródła są udostępniane, tym samym każdy może sobie je pobrać, skompilować i zbudować na ich podstawie paczkę. Ale i tak wytyka się Ubuntu bycie klonem, bo Ubuntu posiada prawie 60% Debiana. A kto powiedział, że Ubuntu posiada paczki Debiana? Nikt nie wpadł na to, że może Canonical pobrało źródła, tak źródła paczek Debiana – co może zrobić każdy – i na tej podstawie Canonical zbudowało paczki dla Ubuntu, z własnymi opcjami podczas kompilacji. Rozmiar paczki może być taki sam, może mieć wszystko to samo, ale opcje kompilacji/kompilatora mogą być inne.

Brak udzielania się Canonical a rzecz jądrze to też argument, jak z dupy trąba. Bo czy inni twórcy (wszyscy, bo połowa składu gentoo to dla nie oznacza, że twórcy gentoo udzielają się w jądrze, ale osoba która dłubie w gentoo – a to jest dla mnie różnica. Tak samo z innymi dystrybucjami – jeśli jeden, dwóch, czy połowa składu danej dystrybucji udziela się na rzecz jądrze, to czy to oznacza że wszyscy devowie to robią i można to określić jako wkład całej dystrybucji czy firmy w rozwój i wprowadzeniu poprawek do jądra?) są zaliczani do rozwoju i przy tworzeniu jądra.
Jest to dość ważna kwestia, bo co innego to finansować coś, a co inna jak cały skład nad czymś siedzi. Szybki przykład ze świata gier, to nie twórcy gry decydują o dodatkach, czy grze ale wydawca gry, który bierze kod i mówi: to, to i to wywalamy i dajemy jako dodatek, inaczej szukajcie innego wydawcy. I tu mamy Red Hat, który może sobie pozwolić na finansowanie jądra i innych projektów, bo na nich zarabia i to zarabia miliony.
Fedora jako dystrybucja, w której umieszczane są rzeczy testowe i nie zawsze stabilne jest poligonem doświadczalnym. Gdzie w momencie kiedy w Fedora dany element będzie działał zostanie on dodany do wersji flagowej dystrybucji Red Hat przeznaczonej dla firm i przedsiębiorstw.  Ale aby to zrobić ktoś musi to przetestować i robią to użytkownicy Fedory.

I trochę dziwne, że nikt na to nie zwraca uwagi, a przecież tak dzieje się już od kilkunastu lat. Wybaczcie, ale jakoś nie uśmiecha mi się zostawać królikiem doświadczalnym, który zostaje wystawiony na błędy, aby jakiś tam sobie przedsiębiorca mógł wdrożyć linux w swojej firmie. Fajnie, prawda? Szkoda tylko, że ja nic z tego nie mam, a za szargane nerwy i problemy z fedorą kto mi zapłaci? A przecież dana firma płaci Red Hat za wsparcie, więc dlaczego ja nie mam nic z tego? Wszystko przez to, że robię to dobrowolnie i bo to przecież linux więc po te nerwy?
I taka uwaga: jak myślicie, dlaczego twórca jadra linux siedzi na Fedorze? Bo moim zdaniem nie dlatego że ta dystrybucja jest taka super, bo wszystko co ma fedora mają inne dystrybucje – a więc dlaczego on siedzi na dystrybucji Fedora?
A może jakaś sugestia Red Hat (o której nigdy się nie dowiemy), że taka postać jak twórca jądra, wow. To może by on siedział na Fedorze, tym samym reklamując ją, a Red Hat trochę zasponsoruje jądro linux.
To są wszystko domysły, ale ciekawi mnie to, że sam szukałem odpowiedniej dla mnie dystrybucji, a twórca jądra siedzi cały czas na Fedorze – tak mu na niej dobrze (ciekawe czy też ma problemy z aktualizacją z wersji na wersję? – dlaczego nie narzeka na tą kwestie w Fedorze, jak robi to masę jej użytkowników?), czy może tutaj chodzi o coś innego. Bo tak się hipotetycznie zastanówmy: co by się stało jakby świat linux i komputerowy obiegła wiadomość, że twórca jądra linux przechodzi na Archa, albo gentoo, albo slackware, albo Debiana – czy część ludzie nie chciała by sprawdzić danej dystrybucji, nie poszła by za tym jednym osobnikiem, bo to on dla wielu jest wyznacznikiem dobrej jakości? Co wtedy stałoby się z Fedorą?
Ostatnio Linus Torvalds skrytykował openSuse – myślicie że jej przybyło zwolenników? Bo śmiem podejrzewać że wielu użytkowników, FIRM, przedsiębiorstw i organizacji, które postawiły na openSuse zaczęły się zastanawiać, czy może taki gość jak Linus ma rację, a może ona naprawdę nie jest taka dobra.
To pokazuje: jaki posłuch ma Torvalds w świecie linux i jego ekosystemie. Dla firm nie jest ważne to: ile użytkowników oni posiadają jako stałych userów, ale ile firm nawiąże z nimi współpracę, a ile się wycofa. Bo z tego twórcy dystrybucji mają kasę, z umów i zawieranych kontaktów biznesowych. Z tego utrzymują serwery i programistów. Tylko Ubuntu posiada sklepik, w którym liczą się użytkownicy i ich ilość.

I tu przechodzimy do kolejnego punktu.
Nie jest prawdą, że ilość użytkowników nie ma znaczenia. W obecnej chwili to ilość takich jak ja i wy ma znaczenie jeśli chce się wygrać wojnę na polu utrzymania dystrybucji. Wiele dystrybucji pojawia się i… znika. Bo co to jest 8 tysięcy użytkowników danej dystrybucji w kontekście całego świata. W wioskach czasami żyje więcej osób, już nie wspomnę o małym miasteczku czy mieście.

I wracamy do znienawidzonego przez wielu Ubuntu. Podobno Canonical nie udziela się do jądra, jakie to Canonical jest złe…
Szkoda tylko, że nikomu kto tak twierdzi nie zechce się sprawdzić pliku zmian w danej paczce. A co w niej znajdziemy? Zmiany w jądrze. Ale, ale… To nie są zmiany związane ze źródłami, ale z błędami w Ubuntu. Ale Canonical udostępnia źródła swojego jądra, więc czy to jest tak trudno pobrać je i wyłuskać te zmiany do głównego jądra? Okazuje się że tak, ponieważ wg. masy osób to Canonical powinno wysyłać zmiany do gałęzi rozwojowej jądra i borykać się z odrzuceniem zmian, nie wprowadzeniem ich lub polityką błędów, ponieważ ktoś tam, coś tam wyłączył i jest kupa blada.

Na miejscu Canonical sam bym olał jądro, pobierając źródła i dłubiąc w nim skupiłbym się na własnej dystrybucji – aby to jądro linux działała lepiej w mojej dystrybucji. Źródła udostępniam i czego od mnie by ktoś chciał. Abym finansował zmiany w jądrze, które mi nie są potrzebne lub co gorsza, zbędne? A co ja, na głowę upadłem jak się rodziłem? To ja nie mam na co kasy wydawać, zamiast zatrudnić developera dla mojej firmy to mam tą kasę wydać na jądro, które nie zawiera moich poprawek i zmian, bo developerzy jądra mają je gdzieś.

Bardzo szybko zrozumiecie o co mi chodzi, kiedy postawicie się na miejscu szefa firmy, która ma zamiar stworzyć dystrybucję, na której ma zamiar zarabiać i ma zamiar przejąć trochę rynku na którym tkwi Red Hat – czyli ogromny potentat w tym zakresie. Potentat, który na działaniach serwerowych zarabia miliardy i miliony. To trochę tak jak otwieracie sklep z komputerami, a na rynku są TYLKO dwie sieci, tak sieci sklepów/salonów komputerowych. Dacie radę, jesteście wstanie wygrać z konkurencją? Potrzebujecie klientów i umów z większymi, aby pokazać się że jesteście i macie co zaoferować komuś.
W tym temacie nie ma sentymentów, tutaj chodzi o miliony dolców, miliony lub nawet miliardy.

Ale tak się uczepiłem tego Ubuntu i Ubuntu, a może weźmy na tapetę inną dystrybucję, co?
Arch…
Dystrybucja bazująca na źródłach.
Szkoda, tylko że nawet jej twórcy decydują za nas – z jakimi parametrami otrzymamy daną paczkę.
Wiedzieliście o tym?
Przeanalizujcie sobie plik instalacyjny paczki z repo, a paczki z AUR. Szybko przekonacie się, że paczka z AUR ma inne opcje, które występują przy kompilacji. Niby te same źródła, ale opcje inne – czy to jest dobre, że ja otrzymuję paczkę, która może nie mieć lub nie ma włączonych danych opcji, czy to jest działanie wobec mnie odpowiednie?
A co powiecie na to, że paczki w repo, w archu nie posiadają pewnych rzeczy. Łatwo to sprawdzić na zasadzie: pobieram jakiś element gnome i chce go skompilować. Co mi powie kompilacja: brak pliku w systemie. Że co? Co muszę zrobić? Skompilować inną paczkę z AUR (ta sama wersja co w repo), którą mam w systemie, która nie zawiera jakiś plików choć określenie danej wersji jest takie same. Wiec skąd te braki jak to ta sama wersja?
Podobnie jest w Archu z jądrem.
W repo mamy jądro, a w AUR mamy te same źródła tylko że z innymi opcjami, patchami, ustawieniami. Dlaczego twórcy Archa nie dadzą do repo tych jąder, aby każdy mógł sobie wybrać? Bo jest AUR, bo wyszłoby że twórcy Archa stawiają na coś innego, niż lepsze działanie, lepsze dopracowanie.
Czasami się zastanawiam, dlaczego twórcy Archa nie podpatrzą PKGBUILD paczki z AUR i nie wprowadzą jakiegoś patcha, który polepszałby działanie danego programu, jądra, sterowników, kodeków.
Bo nawet kodeki z repo w Archu mają inną opcję, niż mają je paczki z AUR – te same źródła, ale opcje podczas kompilacji inne i już jakiś program może lub będzie działał inaczej.
W Archu otrzymuje już skompilowane z danymi opcjami paczki i musimy się pogodzić z tym, że albo coś nas omija, albo coś nie zostaje włączone lub uwzględnione do opcjach danej kompilacji. Tak, mamy wybór. Bo możemy sobie zainstalować paczkę z AUR, ale czy to nie jest pójście trochę na około?
Bo tak myśląc, to twórcy Archa powinni sami przyjmować ustawienia i opcje podczas kompilacji dobre dla użytkowników, a nie bo tak oni robią paczkę od lat i jest fajnie.

Po co wspomniałem o Archu i opcjach podczas kompilacji jądra?
Po co wspominałem o Canonical i ich ulepszaniu jądra w odniesieniu do Ubuntu, a nie całego jądra linux?

Ponieważ są to działania ukierunkowane w stronę lepszego działania DYSTRYBUCJI, a nie wspieranie jądra systemu i całego linuxa.

Canonical ulepsza, poprawia, naprawia i zmienia źródła jądra pod Ubuntu, pod programy, kodeki, sterowniki na jakich bazuje Ubuntu, a nie Fedora, PClinuxOS, czy slackware. To Ubuntu ma działać dobrze w kontekście tego co w nim się znajduje lub będzie znajdować. Jeśli by ktoś prześledził zmiany dokonane w jądrze jakie będzie posiadać Ubuntu 12.04, okaże się że poprawki dotyczą błędów zgłoszonych przez użytkowników Ubuntu, bo to im coś nie działa, to oni mają błąd, a nie użytkownicy Fedory.
Śmiem podejrzewać, że użytkownicy Fedory też zgłaszają takowe błędy i dev Fedory poprawiają je – gdzie dane poprawki nie lądują do głównej gałęzi jądra. Dlaczego? Bo to Fedora może mieć dany błąd, który jest powodowany innym programem, który posiada inne opcje użyte przy kompilacji, niż to mają inne dystrybucje. Czyli, że jakaś opcja która została użyta przy kompilacji i tworzeniu paczki dla Fedory, może nie występować w Ubuntu, Archu czy openSuse i dlatego dany błąd występujący w Fedorze, może nie występować w Ubuntu, Archu czy openSuse. A tym samym, choć źródła są te same to paczki mogą i będą odmienne, z innymi opcjami i poprawkami. Dlatego każda dystrybucja udostępnia własne źródła jądra, programów, sterowników czy kodeków, gdzie w każdej może działać, być wyłączone lub włączone coś innego (opcje kompilatora).

Jeśli by na to patrzeć, to okazuje się że wszyscy twórcy dystrybucji troszczą się i martwią się o własną dystrybucję. Każda z grup poprawia, dba i dłubie we źródłach jądra (oprócz twórców Archa i może innych dystrybucji – co zabawne, twórcy chakra mogą dłubać w jądrze i kompilować je z innymi ustawieniami i opcjami, co sprawi że chakra będzie działać na danym poledku lepiej niż Arch) poprawiając to co w ich dystrybucji jest zepsute, zepsuło się lub nie działa tak jak ma działać.

Czy to nie oznacza, że wszyscy twórcy są tak samo źli jak Canonical, tak samo niegodziwi bo nie wnoszą nic do jądra?

Tylko, czy wy jako odbiorcy, chcielibyście posiadać oryginalne jądro, czy może dopracowaną wersję pod waszą dystrybucje, wasze sterowniki, wasze kodeki, wasze sterowniki kart graficzne, wasze sterowniki kart wifi, wasze kamerki, waszego laptopa – gdzie dani twórcy poprawiają i skupiają się na poprawkach w jądrze na tle tego co wy posiadacie lub będziecie posiadać w nowym wydaniu dystrybucji. Gdzie dane jądro będzie dopracowane pod to co zostanie wam zainstalowane, oferując wam lepsze działanie z tym co będziecie mieć lub macie + poprawki błędów?

A jeśli zgłosicie błąd z czymś w waszym laptopie i zostanie to naprawione w kolejnej aktualizacji to czy będziecie się przejmować tym, że nie zostało to wdrożone do głównego jądra linux, jeśli każda dystrybucja może mieć co innego włączone w jądrze lub wyłączone i bazować na innych wersjach danych programów, sterownikach i kodekach? Czy instalując daną dystrybucję myślicie o jądrze linux, o innych użytkownikach innej dystrybucji, jacy oni biedni bo nie będą mieć poprawek jakieś błędu czy problemu?

A może twórcy dystrybucji dbają i troszczą się o swoich użytkowników, bo każda z dystrybucji stosuje odmienne podejście do jądra i całego wnętrza dystrybucji, na czym ją opiera i buduje, a nawet ważne jest to: jakie opcje posiada kompilator, jakie opcji nie posiada, jakie ustawienia posiada jądro linux w danej dystrybucji, a jakie ustawienia zostały wyłączone. Jakie kodeki odwołując się do jądra, działają sprawnie a jakie nie. Co sprawia, że dane programy na danej dystrybucji mogą i/lub będą działać lepiej, a inne gorzej.
Czy bierzecie to pod uwagę podczas instalacji dystrybucji?
Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego wszyscy twórcy dystrybucji nie zjednoczą się w jednym miejscu i nie będą razem dłubać nad jądrem, aby w każdej dystrybucji było to samo?
Odpowiedź: bo w jednej dystrybucji będzie musiało być włączone coś, a w innej będzie to nie potrzebne. Co za tym idzie, opcja która działa na poziomie jądra, która jest nie potrzebna, więc po co działa, jak dana dystrybucja z danej opcji nie korzysta, bo nie musi? Jedni twórcy będą chwili iść w stronę lepszego dopracowania dla laptopa, a inni dla stacjonarnego komputera, a znajdą się i tacy co będą chcieli mieć wszystko włączone, a jeszcze inni – 80% opcji wyłączonych.

Odpowiedzcie sobie na te pytania… A może zrozumiecie, dlaczego każda dystrybucja może lub działa inaczej, dlaczego w jednej dystrybucji mamy włączone pewne rzeczy, a w innej nie. Bo mimo wszystko twórcy troszczą się o własne „dziecko”, a nie cudze. I to ich „dziecko” ma chodzić ładnie ubrane, dożywione i pełne wigoru, a nie cudze. Czy i wy chcielibyście dbać o „dziecko” sąsiada mając własne, choć ma ono rodziców, którzy się nim troszczą?

Tak samo jest z jadrem i każdym jednym programem, sterownikiem czy kodekiem – ma on być dopracowany i dopieszczony na danej dystrybucji, a nie na innej. Ponieważ każdy udostępnia źródła, pobiera oryginalne źródła i na ich podstawie buduje ODPOWIEDNIĄ dla swojego systemu paczkę, z opcjami jakie mają być włączone i są wg. twórców potrzebne, a nie bo inna dystrybucja tego oczekuje.

I taka myśl na koniec: jeśli chcecie zrozumieć te słowa, postawcie się na miejscu twórcy dystrybucji, która ma wejść na rynek serwerów i do przedsiębiorstw. To co jakbyście mieli Media Markt i Saturn, i nie ma żadnego innego sklepu ze sprzętem. I teraz wy otwieracie sobie sklepik, który wiadomo: im większe zainteresowanie, tym musi się rozrastać, otwierać nowe oddziały itd. – czy dwie główne sieci ze sprzętem pozwoliły by wam na to, w prosty, przystępny sposób – mówiąc: o, konkurencja. Jakaś ty biedna, oddam ci połowę swoich wpływów z których czerpie miliony, a co. Taki mały jesteś. A drugi konkurent powie: o jaki malutki konkurent, wypier###j z tego rynku, bo się rozrośniesz i możesz mi zagrozić. A tym samym ja stracę, to ja będę miał mniej. Jak możesz śmieciu ze mną zaczynać, mały wszawy sklepiku. Ja wiem co będzie później. Teraz jeden sklepik, ale później będzie drugi… a za rok, albo dwa bo cię zignorowałem całą sieć mi zrobisz i wyruchasz mnie z miast, będę musiał wycofać się z pewnych miejsc, bo nie będę tam zarabiał. Dlatego zniszczę cię w zarodku, bo to ja tu jestem tym dobrym, a ty tym złym.

Linux to już, moim zdaniem, od kilkunastu lat biznes. Biznes jeśli chodzi o serwery, jeśli chodzi o użytkowników. Jako że Canonical nie ma pola do walki z Red Hat i Novell, to rozpoczął działanie na polu sprzedaży produktów ze sklepu.

Bo tam gdzie są miliony i miliardy nie ma czegoś takiego jak: bo to linux, bo to opensource, GNU. Jeśli idzie o pieniądze, to nawet w świecie linux oznacza to tylko jedno: konkurencję, z którą się walczy. Bo jeśli się nią zignoruje, może się okazać że to będzie początek końca na rynku i dominację na nim, i przy okazji straty idące w milionach.

I może dlatego dla programistów Red Hat właśnie Fedora jest bardziej kulą u nogi, niż pomocą. Bo muszą w nią pakować kasę, nic nie otrzymując w zamian. A w przypadku systemu dla przedsiębiorstw – kasa leci, a z Fedory… ani grosz, ani cent.

Może czas spojrzeć na linux z tej perspektywy… że tutaj każdy rzepkę sobie skrobie, i każdy udostępnia źródła ze zmianami, bo taka jest idea GNU linux. A to, że komuś nie chce się przeanalizować zmian w danym programie czy źródłach jądra od danej dystrybucji, czy to jest moja lub wasza wina?

Dlatego, cały czas nie rozumiem stawiania Ubuntu/Canonical na pozycji złych i niedobrych, zamiast spojrzeć na wszystko z góry i zobaczyć: jaka jest prawda i jak to wszystko wygląda nie z boku, gdzie widać jedną stronę, ale z góry – gdzie widać wszystko jak na dłoni.

I czy nadal uważacie, że to wasza dystrybucja jest tą dobrą? Szkoda, że poprawki jakie wy macie w jądrze także nie trafiają do gałęzi jądra, a tylko do źródeł jądra w waszej dystrybucji, oj jacy wy dobrzy jesteście, prawda…

ps.
Takie porównanie dwóch PKGBUILD – jeden pochodzi od Archa, ten drugi od chakra.
http://gitorious.org/chakra-packages/apps/blobs/master/kdenlive/PKGBUILD

http://projects.archlinux.org/svntogit/community.git/tree/trunk/PKGBUILD?h=packages/kdenlive&id=398ca890d87dc533a51de85d55e3f0900fb7b268

Widzicie różnice?
A może zauważyliście, że ten sam program na archu posiada patch, zaś na chakra go nie ma?
Niby ten sam program, a już wychodzi że na archu podczas instalacji paczka zawiera zawarte podczas kompilacji patch, a na chakra tego nie ma.

To ma pokazać, że nawet kiedy dystrybucje są oparte o te same mechanizmy, mogą posiadać odmiennie zbudowane programy – choć w repozytoriach mamy te same wersje jeśli chodzi o wydanie.

Ale porównajmy wersję jakieś programu na Ubuntu i na Debiana:
http://changelogs.ubuntu.com/changelogs/pool/main/p/pitivi/pitivi_0.15.0-0ubuntu1/changelog

http://packages.debian.org/changelogs/pool/main/p/pitivi/pitivi_0.15.0-1/changelog

Ta sama wersja, a mimo wszystko lista zmian inna.

Co więcej, Ubuntu pozwala na… Sprawdzenie zgłaszanych błędów do wersji na Ubuntu:
https://launchpad.net/ubuntu/+source/pitivi/+bugs

ps2.
Każda dystrybucja bazuje na czymś innym lub może bazować na czymś innym, na innych opcjach, na innych rzeczach uruchamianych, wprowadzanych lub wyłączanych podczas kompilacji danych paczek ze źródeł. A to oznacza, że dany program może lepiej działać na jeden dystrybucji, a na innej będzie sprawiał problemy, bo twórcy olali sprawę z czymś tam i teraz coś się psuje. Mając to na uwadze, można by przypuszczać że: albo wszyscy twórcy danych dystrybucji są źli i niegodziwi, albo wszyscy robią to za co im się płaci – czyli dbanie o swoją dystrybucję i poprawienie jej, aby działała lepiej.

ps3.
Jedynymi darmozjadami są klony, czyli w tym przypadku taki Mint, gdzie jego twórcy nie kompilują źródeł od Ubuntu, ale bazują na serwerach Ubuntu, żerując na pracy innych ludzi. Bo wątpię w to, aby twórcy Mint wspierali utrzymanie serwerów dla Ubuntu. I może dlatego ciągle wspominam o tym, że Mint stanie się inną dystrybucją dopiero kiedy postawi własne serwery, na których będzie cały ich system. Wtedy zaczną być panami samo sobie. Jak zbudują, jak skompilują paczki tak będą je mieli użytkownicy Mint. A w obecnej chwili, mint w 90% opiera się na Ubuntu… Więc jeśli tak, to kto na tym zyskuje, ba ubuntu zapewne nie :]

Reklamy

5 myśli na temat “Canonical, Ubuntu, jądro, Fedora, programy, źródła, Mint – żerowanie, bycie darmozjadem – jesteś tego pewny?

  1. >>”Jedynymi darmozjadami są klony, czyli w tym przypadku taki Mint, ”

    Coś tu nie rozumiem, jeśli Ubuntu korzysta z paczek KDE przygotowanych przez deweloperów Kubuntu to nie jest ona przypadkiem także darmozjadem?

    Polubienie

    1. W takim razie każda dystrybucja, która nie korzysta ze swoich serwerów, czyli nie kompiluje paczek w całości od podstaw z danych źródeł danej dystrybucji to normalna dystrybucja – tak?
      Jeśli paczki KDE od twórców kubuntu lądują na serwery Canonical – to czy Ubuntu jest darmozjadem? Jeśli by paczki KDE znajdowały się na zewnętrznym serwerze, a Ubuntu by się pod niego podpinało – to można by powiedzieć o żerowaniu, ale że tak nie jest – to czy Ubuntu jest darmozjadem?

      Mint otrzymał wsparcie odnośnie wersji w KDE od innej firmy. Jeśli dane paczki znajdują się na innym serwerze, a Ubuntu się do nich nie odwołuje, więc ja tu nie widzę niczego złego w takiej sytuacji.

      Szkoda tylko, że wersja mint KDE – nadal bazuje mimo wszystko na Ubuntu – trzon systemu.

      Polubienie

  2. „W takim razie każda dystrybucja, która nie korzysta ze swoich serwerów, czyli nie kompiluje paczek w całości od podstaw z danych źródeł danej dystrybucji to normalna dystrybucja – tak?”

    To ty powiedziałeś ja nie użyłem takich słów. Według tej (twojej) teorii wszystkie niezależne dystrybucje hostujące na Sourceforge powinny być wobec tego traktowane jako jednak dystrybucja, nieprawdaż?

    „Jeśli by paczki KDE znajdowały się na zewnętrznym serwerze, a Ubuntu by się pod niego podpinało – to można by powiedzieć o żerowaniu, ale że tak nie jest – to czy Ubuntu jest darmozjadem?”

    Czyli w ten sposób Mint dostarczający swoje pakiety na Launchpad (https://launchpad.net/linuxmint) powinien być traktowany jak Kubuntu, prawda? Chyba, że teraz Kubuntu nazwiesz darmozjadem, ale wtedy i Xubuntu, i Lubuntu. Jaki więc to darmozjad, skoro sam oddaje swoje własne projekty do źródła. Czy nie jest to zbyt altruistyczne jak na darmozjada.

    „Mint otrzymał wsparcie odnośnie wersji w KDE od innej firmy. ”

    Blue System jest sponsorem całego Minta, a nie tylko wersji KDE. Sponsoring dotyczy wsparcia finansowego dla deweloperów, a nie dostarczania technologii KDE. Nie jest on zresztą jedynym sponsorem: http://www.linuxmint.com/sponsors.php.

    „Szkoda tylko, że wersja mint KDE – nadal bazuje mimo wszystko na Ubuntu – trzon systemu.”

    Znasz inną lepszą propozycję, która wspiera KDE i bazuje na pakietach DEB, jak KUBUNTU? Nie dziw się więc, że „żerują” na najlepszych!

    Nawiasem mówiąc to chyba dobrze dla Ubuntu, że Mint za darmo rozpowszechnia jego technologie (USC, Ubuntu-one, Unity) z których opłaty i tak będą szły mimo to do Canonical. Canonical sam zresztą o to dba by jego pakiety były dostarczane przez inne systemy np. Windows i OSX. Więc w czym problem?

    Polubienie

    1. Wydaje mi się, że szukasz dziury w całym 🙂 I czepiasz się bzdetów i tyle…

      Bo to tak samo jak porównywać działanie kubuntu i Ubuntu z zainstalowanym tym samym KDE co ma kubuntu.
      Bo ktoś zobaczył w czymś różnicę i docieka: która wersja KDE jest lepsza, choć są takie same.

      Dla mnie dystrybucja, która bazuje na innej, bez kompilowania paczek ze źródeł danej dystrybucji, to żerowania na danej dystrybucji i tyle. Jak się z tym nie zgasza, to stwórz dystrybucję, na której ktoś zbuduje inną dystrybucję, ale wszyscy którzy będą aktualizować tą drugą dystrybucję będą odwoływać się do twoich serwerów. I jak to nazwiesz, jeśli ta druga dystrybucja nic ci za to nie da? Będziesz ucieszony, że utrzymujesz tak naprawdę dwie dystrybucje?

      Bo albo piszesz o byciu darmozjadem i bronisz Mint, albo wyskakujesz mi z KDE i bronisz mint?

      Polubienie

  3. >>”Wydaje mi się, że szukasz dziury w całym 🙂 I czepiasz się bzdetów i tyle…”

    To nie mi tylko tobie wpadła do głowy ta dziwna definicja dystrybucji, która w wielu punktach zasadniczo się różni od tego do czego przyzwyczaiła nas Wikipedia (http://pl.wikipedia.org/wiki/Dystrybucja_Linuksa) i której założeń nie potrafisz obronić. Krótko mówiąc zbyt dużo wątpliwości, aby w to uwierzyć.

    >>”Bo to tak samo jak porównywać działanie kubuntu i Ubuntu z zainstalowanym tym samym KDE co ma kubuntu.
    Bo ktoś zobaczył w czymś różnicę i docieka: która wersja KDE jest lepsza, choć są takie same.”

    Skoro więc w ten sam sposób można uzyskać (Ubuntu + repo Mint) to też zasadniczej różnicy nie ma. Tylko ty jej gdzieś dociekasz.

    >>”I jak to nazwiesz, jeśli ta druga dystrybucja nic ci za to nie da? Będziesz ucieszony, że utrzymujesz tak naprawdę dwie dystrybucje?”

    A ty byś nie był ucieszony, że poświęcając siły na jedną dystrybucję udaje ci się jednocześnie tworzyć dwie na raz?! Ja bym to poczytywał za sukces.

    >>”I jak to nazwiesz, jeśli ta druga dystrybucja nic ci za to nie da? ”

    Nie wiem dlaczego ale w ogóle starasz się nie zauważać, że Mint jednak daje wiele dla Ubuntu. Pierwsza sprawa to z własnej woli utworzone repo z projektami Minta (w tym Cinnamon) udostępnione na Launchpadzie przez deweloperów Minta (linka ci podałem). Inna sprawa, że wystarczy jakby udostępnili tylko źródła, bo więcej od nich licencja nie wymaga. Robią więc to z własnej woli.

    inna sprawa to twoja teoria o własnych paczkach jest także na niekorzyść Ubuntu. Mint nie miałby żadnych problemów z utworzeniem serwerów, gdyż jak wspomniałem wcześniej może to zrobić za pomocą darmowego Sourceforge, czyli tak jak zrobiła Chakra i której według twojej definicji można przypisać niezależność. Problemem byłoby paczkowanie. Problemem oczywiście dlatego, że to byłaby bezsensowna strata. Deweloperzy Minta skompilowaliby paczki z takimi samymi parametrami jak ci z Ubuntu, bo biorąc Ubuntu za podstawę uważają, że tak jest najlepiej. Chyba, że uważasz że Ubuntu ma patent na użycie tych parametrów i nikomu innemu tak nie wolno robić. W każdym razie wykonaliby bezsensowną i nikomu niepotrzebną robotę, bo stworzyliby i tak to samo co już jest na Launchpadzie. W oczach użytkownika nie ma to więc żadnego praktycznego uzasadnienia.

    Canonical jednak stara się promować Launchpad i jego podstawę, czyli Bazaar także dla innych projektów niż Ubuntu, tak samo jak robi to konkurencja czyli np. Sourceforge. Każdy projekt umieszczony na Launchpad pomaga więc w realizacji planów Canonical. I kluczowe znaczenie ma tu kwestia zgłaszania błędów.

    Canonical i Ubuntu mają niewymierne korzyści z tego, że Mint korzysta z jego paczek, ponieważ … jednocześnie je testuje i wysyła raporty o błędach, oraz poprawki właśnie na Launchpad. Canonical może więc dzięki temu przetestować elementy swojego systemu w różnych kombinacjach (także z GNOME Shell) specjalnie się do tego nie przykładając. Oczywiście o fakcie, że któryś z użytkowników Ubuntu zachce sobie mieć GS zamiast Unity nie wspominam, bo to chyba jasne. Także o fakcie, że większość użytkowników Ubuntu ma zestaw pakietów po-instalacyjnych bliższy wersji miętowej nie wspominam także, bo to chyba jasne.

    Canonical promując Ubuntu na dystrybucję dla zwykłego usera zapomina, że raczej nie będzie taka osoba korzystała z terminala, a znajomość, oraz grzebania w logach jest wymagana w przypadku tworzenia raportów o błędach. Canonical będzie miał więc większy pożytek z użytkowników Minta, niż z własnych. Sam zresztą przyznałeś w którymś z artykułów, że po dystrybucję Canonical sięga coraz więcej początkujących, w miejsce tych którzy mogliby takie raporty tworzyć. Oczywiście żeby nie być gołosłownym podaję adres do raportów Miętowych na Launchpadzie: https://bugs.launchpad.net/linuxmint

    Można więc dyskutować czy Mint nic nie daje w zamian Ubuntu za korzystanie z ich źródeł. Jednak wystarczy wziąć na warsztat poziom karmy, która mierzy aktywność na Launchpad (rejestracji błędów, tłumaczenie napisów i odpowiedzi na prośby o wsparcie), żeby zobaczyć, że zarejestrowany na Lp twórca Minta – Clement Lefebvre ma większy udział (846) niż sam Mark Shuttleworth (154). Jak więc widzisz udział Mintowców jest całkiem spory w pomaganiu Ubuntu.

    Ja na miejscu Canonical zastanowił się, czy droga separacji (apartheidu?) Minta od Launchpada jest w tym momencie im na rękę. Jakoś nie widzę w tej chwili tłumnie przybywających użytkowników tego systemu. Natomiast zaplecze potrafiące obsługiwać konsolę w postaci jednej z największych dystrybucji na świecie jest im bardziej na rękę niżby mieli słać oni te raporty do samego Debiana.

    Znamienna jest tu też sprawa promocji oprogramowania Canonical, które przynosi im zysk, czyli USC i Ubuntuone. Jeśli Mint poszedłby własną drogą i stworzył własne odpowiedniki tych narzędzi, z których kasa szłaby bezpośrednio do kieszenie Minta, to raczej Mark nie byłby zadowolony z takiej konkurencji, prawda? Powinno więc mu jak najbardziej zależeć na tym, aby wśród użytkowników Minta promować właśnie własne pakiety, a nie innej dystrybucji.

    >>”Bo albo piszesz o byciu darmozjadem i bronisz Mint, albo wyskakujesz mi z KDE i bronisz mint?”

    Właściwie to Minta nawet nie używam. Kiedyś bardzo długo testowałem jego wersję Fluxbox i byłem pod wrażeniem. To była najlepsza dystrybucja na świecie jeśli chodzi o lekkie środowiska (zbudowałem nawet własną wersję na jej bazie tylko core Debiana stable, czyli taki powrót do źródeł). Tu moja wersja tego samego z Ubuntu: http://img41.imageshack.us/img41/8830/desktopqni.png (nie zachowałem screenów Debiana). W każdym razie ktoś kiedyś zaprzestał wydawania wersji Ubuntu z Fluxboksem, więc alternatywa w postaci Minta bardzo pomogła mi w budowaniu własnych tworów (Debian, Ubuntu). Mam tu oczywiście projekty Minta w postaci Menu Fluxbox i okna wyłączania systemu, z którymi oficjalna wersja Ubuntu nigdy sobie nie poradziła. Jak więc widzisz alternatywy często wiele więcej wnoszą niż oryginał.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s