Od kiedy tylko pamiętam, czyli od kilku lat słyszę, że Ubuntu to zło, syf i… zło.

Z jednej strony można odnieść wrażenie, że Ubuntu (czyli Canonical) nie pozwala nam na „stworzenie” własnego systemu, opakowanego w programy jakie lubię i z jakich korzystam. Innymi słowy, wszystko co ma Ubuntu w standardzie… to tak ma być.

Zabawne jest to, że ja mam w swoim Ubuntu, a raczej Lubuntu (choć to przecież Ubuntu z innym zestawem programów i pulpitem)  (nie do końca zaktualizowanym do wersji 13.10) pliki przeznaczone dla… openSuse, oraz Debiana.

Wszystko zaczęło się od liferea, o którym pisałem kilka wpisów wcześniej.
Później wkurzyłem się na pewien program i… po jego uprzednim wywaleniu ze systemu, pobrałem sobie jedną z najnowszych wersji tegoż programu przeznaczoną dla openSuse i po prostu przekopiowałem pliki z tej paczki w system. Program działa 🙂
A dzisiaj postanowiłem rozwiązać problem z mikrofonem, który oryginalnie przestał mi działać. Co zrobiłem? Zainstalowałem pulseaudio 2.0 o+ alsa + jakiś kodeki + kilka paczek przeznaczonych dla KDE – a wszystko to przeznaczone dla… Debiana.
I wiecie co, mikrofon zaczął mi działać 🙂 Do tego pojawiło się kilkanaście innych rzeczy.

Jednak najzabawniejsze jest to, że zainstalowałem też wine + playonlinux i winetricks także przeznaczoną dla Debiana.
Bo paczki wine od Ubuntu konfliktują się odnośnie zależności z Pulseaudio.

Wszystko działa, mam dźwięk, wine uruchamia gry i programy przeznaczone dla Windows, działa mi mikrofon (jest on wykrywany).

Dowiedziałem się też, że Debian ma już pulseaudio… 4.0. Oczywiście w gałęzi unstable, ale jednak już ma. W Ubuntu wszystko opiera się o 1:3.0.
I tutaj nie rozumiem pewnej rzeczy, a mianowicie nazewnictwo wersji. Po co jest ta jedynka pa przedzie?
Ma to mi utrudnić życie, jeśli zechciał bym zainstalować wersję od Debiana?
Na to wygląda.
Bo wiele programów właśnie w ten sposób domaga się danej paczki (zależności).
I tu dochodzimy do absurdu Ubuntu.
Ponieważ zależności np. PulseAudio są praktycznie takie same w Debianie jak i w Ubuntu (są różnice, ale nie wielkie). Kiedy wymieniłem pulseaudio 1:3.0 na 2.0 od Debiana około 18 paczek wykazało błąd.
Jednak okazało się, że… Debian posiada takie same paczki (nawet są to czasami te same wersje), ale odnoszące się do zależności… Debiana.
Tylko haczyk jest w tym, że te inne paczki powinny wykazać błąd zależności. I tu jest ten haczyk, że ich… nie wykazują.

Oznacza to, że tylko nieliczne paczki w Ubuntu zostały głupio nazwane, tylko po to, aby zablokować w pewnym sensie możliwość migracji z Ubuntu na Debiana, bez uszczerbku.
A jeśli chodzi o różnice, to są one też w kilkunastu paczkach, gdzie w Ubuntu wszystko jest zbiorczo zbite, a w Debianie rozbite na mniejsze paczki.

Zastanawiam się nad… próbą zainstalowania PulseAudio 4.0 od Debiana, bo to mogło by być ciekawe 🙂

Ale mój eksperyment dowodzi tylko, że jeśli ktoś chce może sobie z Ubuntu zrobić co chce i jak chce.
Bo przecież Ubuntu to linux, a dystrybucje tak niby odmienne od siebie… tak naprawdę niczym się od siebie nie różnią.
I tak jak wcześniej korzystałem na Ubuntu z programu, który oryginalnie był przeznaczony dla Fedory i na odwrót i wszystko działało, tak teraz używam programu, który oryginalnie był paczką przeznaczoną dla openSuse, do tego w systemie działają mi rzeczy, które były przeznaczone dla Debiana.

Bo linux to linux…

ps.
Dlaczego w takim razie nie przesiądę się na Debiana?
Bo paczki od Ubuntu, oraz launchpad nie są kompatybilne z Debianem, chociaż paczki od Debiana można bez przeszkód instalować w Ubuntu. A utrata całej bazy paczek od społeczności… chyba jednak pozostanę przy tym złym Ubuntu 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s