bo małżeństwo to…

Będzie to trzeci i zarazem ostatni wpis odmienny niż tematyka bloga, czyli linux.
Muszę przyznać się, że miałem kilka pomysłów wobec przedstawienia tego tematu jakim jest małżeństwo, np. jako opowiadanie, a może suchy i nudny tekst. Postanowiłem jednak wybrać coś pośredniego…

— Czym jest małżeństwo?
— Jak to czym? – chwila milczenia – Gdyby się przyjrzeć, to słowo małżeństwo zawiera w sobie dwa słowa: mąż, żona, albo małżonek – żona. Ale tam gdzie kończy się słowo mąż, od ostatniej litery zaczyna się słowo żona. I co do tego nie ma wątpliwości, że małżeństwo to połączenie dwóch osób w jedno ciało, ale mimo wszystko osobno.
— Ciekawe, choć nie potwierdzone naukowo.
— No nie, nie potwierdzone… Chyba.
— A więc ponawiam pytanie: Czym jest małżeństwo? Co to znaczy, małżeństwo?
— Aby na to odpowiedzieć, trzeba by odpowiedzieć na kilka innych pytań?
— Na przykład?
— Jaką naturę ma mężczyzna, a jaką naturę ma kobieta. Dopiero odpowiedź na to, pozwala zrozumieć, dlaczego dwie odmienne płcie łączą się i deklarują sobie pewne założenia, aby je wypełniać do końca swoich dni.
— To jaka jest natura kobiety?
— Nie. Nie natura kobiety. Bo tak nie zrozumie się tego. Natura kobiety i mężczyzny.
— Więc dobrze, jaka jest natura kobiety i mężczyzny?
— Różna – śmiech – Wiem. To nie odpowiedź. Aby zrozumieć te natury, wystarczy spojrzeć na działanie zakonów. Widzę tą minę, ale taka jest prawda. Kobiety, oraz mężczyźni tworzą grupę wokół swojej płci, stykając się przeważnie ze sobą w pewnym zamknięciu i odizolowaniu od świata zewnętrznego. Na żadne te grupy nie wpływa odmienna płeć. W jakiś sposób mężczyźni sobie, a kobiety sobie. I wystarczy spojrzeć na założenie przyjęcia do takich grup, czyli do zakonów. W przypadku mężczyzn np. u Dominikanów weryfikacja kandydata do zakonu odbywa się już na samym początku drogi, mimo iż dana osoba nie ma jak pokazać, że się do tego zakonu nadaje. Co więcej, już samo stwierdzenie, że się ona nadaje, czy nie świadczy o inności w podejściu do praktycznie tej samej posługi, czyli modlitwy, czy uwielbiania Boga. U Dominikanów kandydat do zakonu musi przejawiać nie chęć, nie wiarę, czy predyspozycje do bycia kaznodzieją, ale mieć predyspozycję do nauki.
— Żartujesz? Czy to znaczy, że jeśli jakiś chłopak chce pójść do zakonu, do Dominikanów, to nie ważne jest powołanie, ale to…
— To, czy sobie poradzi w trybie nauczania.
— Ale to bez sensu.
— Nie zostało to przez mnie stworzone, ani wymyślone.
— Ale jak można poznać kogoś, czy sobie poradzić, jeśli ta osoba nie spróbuje?
— Jak powiedziane, nie przez mnie to zostało tak stworzone, czy wymyślone. Co więcej, w przypadku zakonu żeńskiego, wątpię, aby dziewczyna, czy kobieta która deklaruje chęć wstąpienia do zakonu była wypychana, czy wręcz odrzucana od zakonu przez przełożoną, bo ktoś uznaje, że się nie nadaje. Podejrzewam, że daje się czas kobiecie, aby zrozumiała, w co chce wejść, i co ją czeka, bo to Pan Bóg decyduje o drodze danej osoby, nie jakiś tam zakonnik, czy zakonnica. Ich wiedza ma znaczenie, ale raczej w obserwacji, a nie odrzucaniu danego kandydata.
— To pokazuje, że kobiety są mądrzejsze.
— Ale to nie ma dla mężczyzn znaczenia, czy to mądre, czy głupie, ważny jest efekt. I tu jest właśnie ta różnica w rozumowaniu, czy pojmowaniu powołania. A w przypadku Dominikanów zachodzi jeszcze jeden paradoks związany z rozumowaniem męskim.
— Jaki paradoks?
— Mimo, iż to zakon, czyli zgromadzenie, to jednak zakonnik sam w sobie jest sam ze sobą. Co więcej, osoby przyjmowane do zakonu, same do końca nie wiedzą, czy wstąpią do zakonu na całe życie.
— To po co oni przyjmują takich chłopaków, czy mężczyzn?
— Nie mnie o to pytać, i nie ja jestem od odpowiedzi.
— Ale przytoczenie powyższej sytuacji pokazuje pojmowanie mężczyzny i kobiety? W którym miejscu?
— Mężczyzna pozostawiony sam sobie, w gronie mężczyzn, bez ingerencji kobiet, zaczyna wypaczać główne idee, czy instrukcje. Jest wstanie tak przeinaczyć coś, aby otrzymać takie, a nie inny, zamierzony, efekt. W przypadku kobiet jest to nazbyt nie możliwe, z powodu swojego rozumowania. Przecież wystarczy spojrzeć na męża i żonę w większości małżeństw w Polsce. Mężczyzna pan i władca życia i śmierci, a kobieta jego służąca i usługująca, uległa, wręcz poddana. A nigdzie w Piśmie Świętym nie ma o czym takim mowy. I obecny stan małżeństwa to wina mężczyzn, i jedynie ich.
— Ale to chyba logiczne?
— Nie. Właśnie o to chodzi, że nie jest to logiczne. Wszystko przez to, że mężczyzna wypacza założenia mężczyzny w małżeństwie. Co więcej, wypacza też założenia kobiety. To prowadzi do tego, że małżeństwo w Polsce to nie jest prawdziwe małżeństwo, ale jakaś karykatura, jarzmo, ciężar, wręcz uwięzienie. I to tyczy się obu płci, a nie tylko kobiety.
— I jak to zmienić?
— Bóg.
— Co?! Nie rozumiem.
— Jak wygląda hierarcha w małżeństwie?
— No…
— Kto jest na pierwszym miejscu?
— Mąż, czy żona – zależy od płci.
— Nie.
— Dziecko?
— Nie.
— hmmm…. To nie wiem już.
— Bóg.
— Jak Bóg?
— Hierarchia w małżeństwie wyglądać powinna tak: na pierwszym – Bóg, a drugim – żona/mąż (zależnie od płci), na trzecim – dziecko, na czwartym – rodzina, na piątym – znajomi i inne osoby.
— Ciekawe…
— Jeśli zaburza się tą hierarchię, to małżeństwo się rozsypie, albo będzie jarzmem, będzie męczarnią.
— Dlaczego więc pewna część małżeństwo w Polsce jest taka jaka jest?
— Bo ludzie zamiast Boga stawiają samych siebie w to miejsce. Dlatego. Ludzie stając w kościele i składając sobie deklarację, pokazują i wskazują, że nie są wszechmocni, że nie są wszechwiedzący, ani też że nie wiele w ich życiu zależy od nich. A co dzieje się później? Wyrzuca się Boga, i stawia samego siebie w to miejsce. Bardzo szybko takie małżeństwo przestaje być szczęśliwym i pełnym związkiem, ale jego odbiciem w krzywym zwierciadle. Kiedy pojawiają się problemy, to jedno zostaje samo z tym wszystkim. Tym jest małżeństwo?
— No, chyba nie. Więc jak do tego nie dopuścić?
— Wierzyć. Tak wiem, że to brzmi banalnie, albo odpychająco dla osoby nie wierzącej. Ale nie ma innego wyjścia. Człowiek sam od siebie nie jest wstanie nic. Nie stworzył tej ziemi, nie uformował, i nie wyprodukował, nie wymyślił miłości. A jeśli jej nie wymyślił, to jak może ją w sobie wzbudzić?
— hmm….
— To właśnie z tego biorą się zdrady.
— Zdrady?
— Tak. Zdrada przecież to zaprzeczenie miłości do tej drugiej osoby. Ale osoby które są zdradzane nie potrafią czasami rozeznać, że druga strona zaangażowała się w inną osobę. Dlaczego tak się dzieje?
— No właśnie, dlaczego?
— Bo po części myślą o sobie, o swoim ja.
— To źle?
— W małżeństwie nie ma czegoś takiego jak… ja.
— Jak to nie ma? Jest!
— Właśnie o to chodzi, że nie ma. Małżeństwo to dwie osoby, razem, tworzące jedno ciało, z dwóch. To oznacza, bliskość, wzajemność, połączoną intymność, miłość, wiarę, nadzieję, wspólne problemy, szczerość, rozmowę, przenikanie się pasji, myślenie o tej drugiej osobie itd. itp., ale jednocześnie te dwie osoby mają swoje założenia płciowe, swoje pasje, swoje przekonania, swoje zainteresowania, swoje myślenie, swój styl, są sobą.
— Teraz to już nie rozumiem. Niby jedno, ale jednak dwoje?
— Tak. I to jest w tym piękne. Mąż i żona, jako jedno, ale jednak jako coś odmiennego, i do pewnego stopnia delikatnie oddalonego. Ale oboje grają w jednej drużynie, oboje walczą o wspólne, oboje przenikają się sobą, mimo iż tak naprawdę zajmują się sami sobą, bez tej drugiej osoby.
— Teraz to już zaczyna być chore i zagmatwane.
— Bo takie jest. I to właśnie jest piękne. Tu jest to piękno i odkrywanie żony, czy męża. To właśnie małżeństwo. Dwoje ludzi, którzy mimo znajomości jakiś czas, nie są wstanie przez całe swoje życie poznać się w 100%. To jest po prostu nie możliwe. I tu pojawia się założenie męskie i kobiece, o którym była mowa na początku naszej rozmowy.
— Ciekawe jak to połączyć?
— Mężczyzna przyjmuje, że ślub, zdobycie żony to koniec. Cel został osiągnięty i kolejnych celów już nie ma. To trochę tak jak ze wspinaczką w górach, gdzie są różne szlaki. Mężczyzny widzi jedynie trzy. Trudny, średni i łatwy. Mężczyzna będzie podążał szlakiem, aż dotrze do szczytu swojej wędrówki. Ale kiedy się obraca, zauważa, że nie zdobył szczytu, ale jest na początku drogi i ponownie widzi jedynie trzy szlaki. Tak właśnie jest z poznaniem się, później poznawaniem – związek, a później małżeństwo. Na początku mężczyzna wybiera trudny szlak, kolejnym razem średni, a na koniec łatwy. I to właśnie jest problem kiedy mężczyzna obiera najłatwiejszy szlak bez patrzenia na żonę, czy raczej kobietę który wybrał z grona wielu. Kiedy mężczyzna obiera prosty szlak małżeństwo staje się lub przekształca się w pseudo-małżeństwo. I to w większości takie małżeństwa przeważają w Polsce, a może i na świecie.
— A kobieta?
— Kobieta staje na początku i widzi wiele szlaków, nie tylko trudny, średni i łatwy, ale wiele. Co więcej, kobieta przechodzi z jednego szlaku na drugi, a nawet czasami błądzi, cofa się, wychodzi w miejscu które nie jest metą i tak, aż nie dotrze do wyznaczonego celu. Ale w przeciwieństwie do mężczyzny, nie uznaje, aby dotarcie do wyznaczonego celu było metą. Jeśli kobieta kocha i jest kochana, to wejście w małżeństwo sprawia, że ona wskazuje mężczyźnie inne szlaki, albo zmuszą mężczyznę do powrotu na średni, czy trudny szlak. Kobieta zaś już tak nie błądzi, oraz trzyma się bardziej wyznaczonej drogi. I jak zauważyć, obie płcie normują swoje podążanie po szlaku, bo jedno uświadamia drugiemu coś nowego, drugie do pewnego stopnia tamuje przechodzenie między szlakami, oraz błądzenie.
— Dlaczego mężczyzna, czy mąż przestaje zabiegać o żonę?
— Bo jak zostało to powiedziane, dla mężczyzny ślub to nie etap, tak jak dla kobiety, ale meta. Robił coś, dociera do wyznaczonego celu, więc po co robić coś więcej, jeśli już osiągnął zamierzony i wyznaczony cel, czyli szczyt górski? Nie zauważa on jednak tego, że to jedynie etap, punkt kontrolny, po którym przekroczeniu idzie się dalej, że trasa się nie kończy, ale trwa, i trwa, aż nie nastąpi śmierć.
— A winnego nie ma.
— Po części to kobiety są same sobie winne. Bo pozwalają na to, aby ich mąż usiadł na laurach.
— Ale powiedziane zostało, że to mężczyzna jest winny. Więc gdzie w tym wina kobiety?
— Kobieta przyjmuje złudne założenie, że mężczyzna z którym się związała się zmieni, albo że ograniczanie mu czegoś wymusi poprawę sytuacji. Przeważnie daje to odwrotny efekt. I tak kobieta żyje obok mężczyzny, a nie z nim. Mężczyzna uznając coś za cel końcowy, ma gdzieś po części wszystko inne. Praca, czy dbanie o żonę przestaje być przyjemnością, albo odpoczynkiem, ale staje się nudnym, codziennym obowiązkiem. I tutaj kolejny raz powracamy do Boga, ale tutaj widać winę mężczyzny, czyli postawienie siebie w centrum, jak i też przesunięcie swojej winy na kobietę, na żonę. Egoizm potrafi wszystko zabić.
— A co Bóg ma z tym wspólnego?
— Przecież jeden z uczniów Jezusa napisał: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, na chwałę Boga czyńcie. Innymi słowy, to co robisz, nie czynisz na chwałę siebie, swojej osoby, swojego ja, czy chwałę drugiej osoby, aby to jej było jedynie i wyłącznie dobrze, czy przyjemnie, ale na chwałę Bogu. To właśnie takie podejście do małżeństwa skutkuje, iż miłość, wiara i nadzieja, gdzie miłość jest najważniejsza, nie ma prawa, a wręcz jest to nie możliwe, aby wygasła, czy nawet przygasła.
— Więc co mają zrobić kobiety, czy może raczej żony?
— Działać.
— Jak?
— Bóg dał człowiekowi mózg, aby go używał. Kobieta, która decyduje się na ślub z danym mężczyzną, to chyba wie, w co się pakuje.
— A jeśli jest w ciąży?
— A kto jej kazał oddawać się cieleśnie temu mężczyźnie, przed jego lepszym poznaniem? Nie chce mi się wierzyć, aby kobiety, ale też mężczyźni byli tak tępi, aby nie wiedzieć, skąd się biorą dzieci i z czego. Jeśli kobieta idzie do łóżka z mężczyzną, to chyba ma tą świadomość, że może się to skończyć ciążą i dzieckiem. Kto ją do tego popchnął, a może siłą zaciągnął do tego czynu? Wykluczam oczywiście gwałt, ale w innej sytuacji… Przecież obecnie, każdy człowiek pojawił się na tym świecie, z połączenia dwóch komórek, męskiej i żeńskiej. To co, mężczyzna uprawiający seks z kobietą nie wie o tym, jak powstał, jak pojawił się na tym świecie? No, bez jaj…
— Wracając do małżeństwa…
— Własnie, wracając do małżeństwa.
— Wspomniana była zdrada…
— Tak. Zdrada, zaprzeczenie miłości.
— Właśnie, zaprzeczenie. Ale czy należy ją wybaczyć, czy nie?
— Wybaczyć tak, ale przebaczenie zależy już od indywidualnego podejścia do sprawy.
— Nie rozumiem. Wybaczyć – tak, przebaczyć – nie?
— Zdrada to końcowy efekt, skutek czegoś. Zdrada nie pojawia się od tak, od razu. Zanim dojdzie do zdrady, następuje pewien okres, który tą zdradę zapowiada. Przecież żaden mężczyzna, ani kobieta nie pójdą do łóżka, zanim się jakoś nie poznają, nie skonfrontują, nie ustalą pewnych zasad. Taką zasadą jest na przykład kłamstwo, albo oszustwo. Ale muszę tu zaznaczyć, że zdrada jest tak naprawdę chęcią zaspokojenia swoich potrzeb, które są na bardzo niskim poziomie.
— Potrzeb?
— Każdy człowiek, każdy mężczyzna i kobieta ma swoje potrzeby. Poziom ich zaspokojenia uruchamia lub wygasza pewne zachowania, czy działania. Bardzo niski, czy alarmująco niski poziom jakiejś potrzeby uruchamia w człowieku chęć jego praktycznie natychmiastowego zaspokojenia. Jeśli na przykład kobieta ma bardzo niski poziom bliskości, czułości, wzajemności, to nieświadomie będzie go szukać w najbliższym mężczyźnie jakiego zna, albo nawet w takim, którego poznała dopiero co, uznając, a wręcz oszukując się, iż go zna, aby tylko zaspokoić bardzo niską potrzebę. Tak samo jest z mężczyzną, który mając niską potrzebę np. kontaktu, podzwoni po znajomych, umówi się na piwo, czy odwiedziny, aby jedynie sobie porozmawiać, i pobyć z towarzystwie innych osób. To trochę jak z pragnieniem. Jeśli chce ci się pić, to staje się to priorytetem aby się napić. Im dłużej zwlekasz, tym pogłębia się chęć napicia się. To zaś zaczyna wypaczać założenia.
— Jakiś przykład.
— Widząc kałużę, a wokoło żadnych ludzie, a pragnienie wręcz obija ci się po głowie, zaczniesz chłeptać wodę jak pies z tej kałuży, aby tylko się napić. To trochę tak jak w tym programie o przetrwaniu, gdzie komandos pił wodę z kupy słonia, czy innego zwierza na pustyni…
— To obrzydliwe.
— Tak, odpychające, ale kiedy od tego zależy twoje życie, człowiek jest wstanie się poświęcić. I to także działa w małżeństwie.
— Poświęcenie, czy potrzeby?
— Mąż zaspokaja potrzeby żony, a żona męża. Jeśli drugi etap, czyli związek, poznawanie się nie był odrobiony właściwie, lub został kompletnie olany, to po ślubie może się okazać, że… mąż to seksoholik, a żona stonowana i oziębła w tych tematach dusza.
— A więc, najlepiej iść przed ślubem do łóżka, aby wiedzieć co i jak?
— Nie. Właśnie o to chodzi, że nie. Jeśli dwoje ludzi idzie do łóżka przed ślubem, to czym będą się fascynować i co będą odkrywać po nim? A co do tego powyższego przykładu, to oznacza, iż dana para kompletnie nie rozmawiała ze sobą na poważne tematy. To trochę tak, jakby 13 latek i 11 latka wzięli ślub. Co takie dzieci wiedzą o sobie? Coś tam wiedzą. Czy znają siebie? No, nie. Czy są wstanie wziąć na siebie odpowiedzialność za tą drugą osobę? Nawet nie wiedzą, co to znaczy. Czy są wstanie udźwignąć dziecko? Wielce mało prawdopodobne. Czy są te dzieci wstanie rozmawiać poważnie o życiu, przyszłości, seksualności, wzajemności itd.? Wątpię. Jeśli ktoś nie jest wstanie, lub nie dorósł do wzajemności wobec jednej i tylko jednej osoby, to niech nie próbuje się tego nauczyć, bo tego się nie da nauczyć, czy wyćwiczyć. Jeśli ktoś zdradza, to niech ma świadomość, że to kradzież siebie tej drugiej osobie. Bo Bóg tak stworzył ten świat i człowieka, że ma on ograniczony czas jeśli chodzi o dobę. I aby oddawać się jednej i drugiej osobie, trzeba ten czas pierwszej zabrać wobec drugiej. I tylko osoba nie kochająca, lub zapatrzona na siebie i swoje potrzeby tego nie zauważy. To trochę tak, jakby żoną zawsze tuliła się trzy godziny do męża, i mąż jakoś nie zauważył, że żona szybciej wstaje, czy przytulanie trwa krócej. Podobnie jest z internetem.
— A co ma do tego internet?
— Kobieta lub mężczyzna, który spędza zbyt dużo czasu na rozmowie z inną osobą przez internet, nawet jeśli robi to w czasie, kiedy jedno z małżonków jest w pracy, to jednak ta osoba rozmawiająca w pewnym sensie i zamyśle dopuszcza się zdrady.
— A gdzie tu zdrada?
— W kradzieży. Jeszcze się nie zdarzyło, aby mąż, czy żona rozmawiali na te same tematy, o tym samym, o czym rozmawiali z rozmówcą przez internet. Kto normalny, chce rozmawiać o tym samym dwa razy, kiedy temat został już przewałkowany? Ale to okradanie drugiej strony w związku już nie wspominając o małżeństwie. A kiedy taka rozmowa toczy się w czasie, gdy żona czy mąż są w domu, albo w tym samym pomieszczeniu, do tego osoba rozmawiająca nie informuje o temacie rozmowy, to jawny brak szczerości, wzajemności wobec drugiej strony, której co innego się przysięgało. Proszę mi pokazać, który związek czy małżeństwo jest szczęśliwe, kiedy jedno, albo co gorsza oboje mają wirtualnych kochanków, z którymi spędzają czas, kradnąc go sobie wzajemnie?
— Czyli jakby tego nie nazwać… Zdrada?
— Jeśli ktoś kocha, to nie robi czegoś takiego.
— Większość tak robi.
— Ale nie osoba która kocha prawdziwe.
— Bo ona nie ma żadnych znajomych w internecie? Większość ma.
— Znajomych ma, ale nie spędza z jednym, czy dwa z nich znacznego czasu, zaspokajając swoje potrzeby takimi rozmowami.
— Coś z tą osobą nie tak?
— Wszystko w porządku, ale ona nie robi tego bo…
— Ciekawe dlaczego?
— Bo tego nie potrzebuje. Dlatego.To trochę tak jakby mąż stwierdził: chce mi się pić. Żona podaje mu szklankę z wodą. A mąż na to: nie, wiesz idę do sąsiadki obok, bo ona ma taką samą wodę, tylko w trochę innej szklance. Tu nie chodzi o rozmowę, ale jej długość w odstępie miesiąca czy roku, i tematykę tych rozmów. Jeśli mąż, czy żona nie informują drugiej strony o takich rozmowach, o ich tematyce, to gdzie w tym jest szczerość, rozmowa, wzajemność, miłość?
— W sumie…
— I najważniejsze, chyba. Jeśli ktoś nigdy nie kochał, nie zna uczucia miłości, nie potrafi go określić w przybliżony sposób, to nie jest wstanie go rozpoznać kiedy druga osoba obdarza miłością, jednak najgorsze jest to, że taka osoba nie jest wstanie dać, obdarzyć miłością, bo nie wie, jaka ona jest, czym jest, i w czym się zawiera.
— I tym akcentem zakończmy tą rozmowę…

Powyższy dialog nie odbył się naprawdę, a jest jedynie fikcją literacką, która zawiera moje spojrzenie na małżeństwo, na rolę żony i męża, czy mężczyzny i kobiety, ale też tematykę zdrady, czy wzajemności.

Takie przykład na koniec…
Co wybierzesz? (zwracam się do kobiet/dziewczyn)
1. Mąż wraca z pracy. Zwiesza płaszcz w przedpokoju. Wchodzi do pokoju i siada przy stole. Przynosisz zupę. Po jej zjedzeniu mąż wstaje i siada przed telewizor. Ogląda jakiś kanał. Później idzie do pokoju…
2. Mąż wraca z pracy. Zawiesza płaszcz na przedpokoju, uśmiecha się do ciebie. Podchodzi całuje cię, obejmuje. Zagląda do garnka, komplementuje zapach zupy. Idzie do pokoju, siada. Kiedy przynosisz mu zupę, chce abyś usiadła przy nim. Rozmawia z tobą, pyta o twój dzień. Wstaje, i zanosi talerz do zlewu. Wchodzi do pokoju i przytula cię…

Przy którym mężu czułabyś się lepiej, byłabyś szczęśliwsza, bardziej spełniona?
Jeśli przy drugim, to dlaczego nie dążysz do tego, i przyjmujesz iż to co jest to tak ma być i nie da się tego zmienić?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s