myInfo #05.12.2015

myInfo

…to zbiór informacji ze świata linux, które zauważyłem, zainteresowały mnie, lub są o elemencie który mnie interesuje albo go obserwuję.

Ubuntu 16.04.
Otrzyma aktualizację qt5 z 5.4.2 do 5.5.1 (na razie dopiero w repo – proposed). Obecnie jądro to 4.3, ale na 99% w systemie zagości 4.4.
Powyższe informacje są ważne, ponieważ np. KDE5 (unstable) nie da się zainstalować z repo kubuntu, jeśli system nie posiada zainstalowanego qt5 w wersji 5.5.1. Inną sprawą jest fakt, że po zainstalowaniu jądra w wersji 4.3 mój laptop zaczął się wreszcie… wyłączać, czego nie potrafił wcześniej i trzeba było robić to ręcznie (przytrzymując przycisk uruchamiania).

enlightenment – pojawił się w wersji 20 (e20). Istotnych zmian jest kilka, co nie zmienia faktu, że nadal enlightenment odstaje delikatnie od konkurentów i niewiadome jest, ile osób używa tego pulpitu.
KDE Plasma 5– wreszcie działa trayicon tak jak należy, czyli pokazują się w nim ikonki programów także gtk.
Unity8 – prace trwają, choć wszystko dzieje się za powoli. „Pulpit” otrzymał zmianę w górnym panelu, który wykazuje fizyczny opór. Aplikacja do aparatu nie posiada już górnego czarnego paska, ale za to uruchamia się na pełnym ekranie i nie można wydostać się z niej.

shotcut – zaczyna powoli zjadać własny ogon. Program do edycji filmów w ostatnio wydanej wersji (15.12.03) zawiera jedynie dwie zmiany. Program nadal potrafi się zawiesić, wyłączyć lub ma pewne humory. Programowi brakuje też większej ilości efektów. Ciekawe co w wersji 16.01?
openshot-qt – działa, tzn. uruchamia się. Bo tyle mogę napisać. Program nie przyjmuje żadnego rodzaju pliku, dlatego nie mogę sprawdzić pełnego jego działania. Rozwój programu także przebiega dość… ślamazarnie.
pitivi – wychodzi w wersji 0.95. Podobno ma być lepiej…

claws-mail – w wersji 3.13.0 wyrzucił z programu język Polski. Więc jeśli korzystasz z tego programy pocztowego i jesteś Polakiem, to pozostaje ci zastosować pewien fortel z instalacją nowej wersji dla Debiana (Ubuntu posiada wersję 3.12)  i skopiować do systemu wersję językową (Polski) z wersji 3.12.
tor-browser – przeglądarka internetowa oparta o Firefox 38 z zainstalowanymi i wmontowanym tor-em. Oznacza to w miarę możliwości anonimowe przeglądanie internetu, ponieważ każde połączenie z daną stroną to inny węzeł łańcuszka proxy, przez który się łączymy i przeglądamy strony.
tor-messenger – komunikator nastawiony na bezpieczne i szyfrowane połączenie.

Kompilowanie programów.
Zaczynam pewne programy kompilować pod Ubuntu, aby móc z nich korzystać w najnowszej wersji. Tyczy się to np. liferea.
Tyczy się też Arch linux, gdzie pewne elementy to kompilowane rzeczy, a nie te w repo dystrybucji.

To chyba tyle obecnie… 🙂

Reklamy

KDE Plasma 5 – dążenie do…

KDE Plasma 5 jakoś do mnie nie przemawiał. Były kilka powodów. A to w trayicon nie pokazywały się programy gtk, a to brakuje mi kilku małych, ale przydatnych opcji w różnych elementach itp.

KDE Plasma 5 aktualizuję prawie co dziennie, ale sprawdzam nowości, czy zmiany raz na, około, miesiąc.

Uruchamiając wczoraj KDE 5, nie miałem zamiaru zbyt długo siedzieć na tym pulpicie. Ale uruchomiłem program pocztowy (claws-mail), i co zobaczyłem?

Postanowiłem uruchomić Pidgin, czy liferea…
Okazało się, że wszystkie ikonki z tych programów pokazały się w trayicon.


I działają…

Jest to o tyle dobre, że KDE 5 zaczęło być użyteczne, jeśli mogę tak napisać.

Jednakże, kilku rzeczy mi brakuje:
— szerszej edycji daty około zegarka.
— zmiany długości pasków na Pasku Zadań.
— 
ujednolicenia wielkości ikon dodawanych do panelu, a tych dodawanych jako programy uruchamiający.
— możliwość przenoszenia między sobą ikon dodawanych jako programy uruchamiający.
— powrót opcji z kalendarza z KDE4, gdzie była opcja pokazująca wszystkie święta, uroczystości i innych dni.
— wskazanie px w przypadku powiększania i zmniejszania panelu.

ps.
W Arch linux poprawkę/kod do tego, aby w trayicon pojawiały się także programy gtk posiadał od pewnego czasu w AUR 🙂

Ubuntu 15.10 – nowe, stare, czy aktualne?

Z Ubuntu jest jeden problem, kiedy pojawia się oficjalnie, nie jest… najnowsze. Oczywiście winę ponosi za to proces aktualizacji i wstrzymania aktualizacji, aby dopieścić to co udało się odnowić, ale mimo wszystko…

Co tak naprawdę uświadczy się w Ubuntu 15.10?
Stare/ulepszone Unity7?
Nowe jądro.
Nowa mesa (11.0 – Ubuntu bazuje na llvm3.6, Debian na llvm3.7)
Odświeżone sterowniki (choć wielkich zmian tu nie ma).
Odświeżone pakiety mir, unity8 itp.

Nowością może tu być, działające Unity8 (jeśli sobie je sami zainstalujecie). Choć nie wiem, czy i tutaj nie pojawią się problemy. Nie łudźcie się. Unity8 to żadna rewelacja, czy rewolucja. To jedynie kod, który ma w jakiś tam sposób pokazać, że mir i Unity8 dają się uruchomić na zwykłym komputerze. Warto poczekać na wersję, która pojawi się w U16.04, ponieważ dopiero w przyszłym roku Unity8, mir itd. staną się kodem na tyle dojrzałym (mam nadzieję), aby go połowicznie, czy całkowicie wdrożyć do Ubuntu.

Muszę zaznaczyć, że Ubuntu 15.10 może być pewnym szokiem dla wielu, ponieważ odcina się ono od wszystkich poprzednich wydań. Chodzi oczywiście o gcc5. Ubuntu 15.04 i starsze bazuje na gcc4, a 15.10 na gcc5. Praktycznie wszystkie paczki w 15.10 zostały skompilowane i przygotowane pod gcc5. Oznacza to, że aby posiadać najnowszą wersję systemu, trzeba się wyzbyć wszystkiego co jest powiązane z gcc4, instalując osobne pakiety (zamienniki), albo aktualizując dane pakiety do najnowszej wersji. Wprowadza to pewien problem, ponieważ programy posiadające zależność względem gcc4 (U15.04) nie będą mogły być instalowane na ubuntu 15.10, bo pojawią się konflikty zależności, które pociągną za sobą obowiązek skasowania znacznych ilości paczek, jak nie całego systemu Ubuntu – działa to także w drugą stronę. Nie ma też co liczyć, że Mint, czy inny klon rozwiąże ten problem, bo oznaczało by to: albo pozostanie przez bardzo długi czas na wydaniu 14.04/15.04, albo kompilowaniu wszystkich pakietów Ubuntu przez twórców klona i tworzenie swojej, w pewnym sensie, autorskiej dystrybucji.

Oczywiście możesz się jarać paskami przewijania w Unity7, które zostaną oparte o „technologię” gnome… ale czy to takie ciekawe i ekscytujące, jeśli większość osób nie znosi i podobno nie używa Unity7?

Czy aktualizować do 15.10, czy nie?
Odpowiedź powinna być oczywista: tak.
Jeśli nie chcesz mieć problemów później np. podczas aktualizacji do 16.04, to radzę dokonać aktualizacji – oczywiście nie musisz się sugerować moją odpowiedzią. Ubuntu 15.10 może nie wprowadza zbyt wiele nowości, czy świeżości, ale aktualizacja pozwoli uniknąć problemów z wersjami programów, zależnościami, czy elementami instalowanymi z launchpad, gdzie program dla 15.04 wykaże błąd zależności potrzebnych do działania i obowiązek skasowania pewnych pakietów potrzebnych innym programom, co da taki efekt… że z instalacji nici.
Możesz oczywiście czekać z aktualizacją, ale pamiętaj, że jeśli w launchpad, lub dla ubuntu 15.10/16.04 pojawi się najnowsze wydanie danego programy, to będziesz mógł zapomnieć o zainstalowaniu tej wersji ręcznie, bez instalacji, czy dokonania aktualizacji systemu do najnowszej wersji.

sparkylinux – Debian testing

Sparky Linux

Debian testing

Twórcy: Polska.
Nie lubię narzekać na samym początku tekstu, ale w przypadku Sparky Linux muszę zacząć od tego. Chodzi o wersje. Twórcy przejawiają jakieś dziwne zauroczenia i romanse z różnymi pulpitami – wydanie 3.6: openbox, jwm, e19, wydanie 3.6dev1: Budgie, wydanie 4.0 RC: openbox, wydanie 4.0 (oficjalne): LXDE, LxQt, Mate, KDE i XFCE.
I może nie czepiał bym się, gdyby nie fakt, że wprowadza to pewną konsternację: chcę wersję w miarę najnowszą, ale z openbox – muszę pobrać wydanie 4.0 RC, jak chce e19 – aby przetestować ten pulpit – 3.6, a jak chcę zobaczyć – co to Budgie – to 3.6dev1.
Oczywiście, jeśli pobierzesz wydanie 3.6 czeka cię aktualizacja całego systemu do najnowszego wydania. Czyli, pobrałeś obraz płyty, około/ponad 700 MB, to instalacji czeka cię (ponownie) pobranie około/ponad 600MB. Dziwne jest, że od początku twórcy wypuszczają wersję z openbox, ale 4.0 (oficjalne wydanie ) openbox nie uświadczymy.

Oczywiście wybrałem wersję 4.0 RC – wielkość .iso świadczy o tym, że za wiele śmiecia tam nie uświadczę. I tak jest w rzeczywistości.

Instalator jest na tyle przyjazny, że pozwala zaznaczyć opcję: nie instalowania (wyłączenie) GRUB. Jedynie gdzie można się zaciąć to przy partycjonowaniu. Powód? Brak jasnego przycisku pozwalającego edytować daną partycję pod instalację systemu (czyt. punkt montowania i opcja wykonania formatowania). Aby ustawić daną partycję, trzeba kliknąć na nią PPM i wybrać: Edytuj. Przecież jasnowidzem nie jestem i mogę nie wiedzieć, czy jak kliknę dwa razy w partycję to: przejdę do jej ustawiania, a może nic się nie stanie, a może przejdę dalej.

Sparky Linux to Debian w wersji testing. Czyli uwaga na błędy, ale można używać. Jednak największą zaletą jest fakt, że… jak napisałem to Debian. Oznacza to, że 95% do Debian, a 5% to wkład własny. Podobnie przecież jest z Ubuntu i Mint, ale ludzie jak mantrę powtarzają, że Mint lepszy (mimo, że to w 95% Ubuntu).

Jakie więc zalety ma ta dystrybucja, tworzona przez Polaków?
To, że to Debian.
Wiem, powtarzam się, ale nic więc nie mogę napisać, bo się po prostu nie da.

Twórcy nie ingerują w głębokie warstwy Debiana, aby tam dokonywać zmian np. optymalizujących, likwidujących błędy, czy ulepszających dane elementy. To raczej odchudzony do granic możliwości Debian testing, z możliwością instalacji na dysku i opcją dostosowania systemu do swoich potrzeb, po przez instalowanie tego co potrzebujemy z repozytoriów (internet).

Choć… Sparky Linux ma coś, czego próżno szukać w Debian testing. Chodzi oczywiście o możliwość zainstalowania Budgie Desktop, czy e19. I tak jak w przypadku tego pierwszego, to oczywiście pociąga za sobą obowiązek pobrania „śmieci” od gnome3, to w przypadku e19 pobieramy jedynie… jeden plik (który musi zawierać w sobie pełen pulpit).

Podsumowując… Sparky Linux nie jest złe, bo to Debian testing. Ale posiadając działające Ubuntu w wersji rozwijanej, 15.10, może z jakimś „garbem na plecach”, który obciąża, to nie widzę sensu przesiadania się i ustawiania wszystkiego od nowa, od postaw. Wadą Debiana jest brak kompatybilności z paczkami w launchpad. Gdybym chciał zainstalować obs-studio to czeka mnie kompilacja… ffmpeg, oraz samego obs-a. I może działa to wszystko lepiej, szybciej lub sprawniej, ale to zasługa tego, że to Debian. Ubuntu jest obłożone opcjami i ustawieniami, które są przydatne pewnej grupie użytkowników, bo coś im nie działa, mimo że innej grupie to działa, ale poprawka dotyczy wszystkich. Nie zmienia to też faktu, że Sparky Linux uruchamia się szybciej około (+/-3 sek.) 10 sek. szybciej niż Ubuntu. Ale nic na to nie poradzę. Debian to Debian, a Ubuntu to Ubuntu.

ps.
Mi udało się w przeciągu 2 dni testowania zawiesić e19 i Budgie Desktop, że musiałem zalogować się do systemu z innego tty i dokonać restartu Xorg, który odświeża sesję.

ps2.
Skąd ten pomysł na… Debiana?
Bo pobrałem, zainstalowałem i wywaliłem SteamOS 2.0 (chwilowe testy), które jest oparte o Debian 8.1, ale ma problem z aktualizacją do najnowszej wersji gnome-shell, na której jest oparty system od Valve. Więc pomysł, aby znaleźć alternatywę opartą o Debiana testing, i zobaczyć jak obecnie prezentuje się system, na którym opiera się Ubuntu.