Ring – kolejny komunikator…

…który będzie istniał dla niewielu?

Z komunikatorami jest tak, że istnieją, ale liczą się jedynie te z których korzysta większość. Po co istnieją te inne?
Dla innych 🙂

Trzeba sobie to powiedzieć, iż komunikator bez komunikacji… jest pustym kodem, który ktoś napisał, rozwijał (lub nadal rozwija), a wszystko dla twórcy i może kilku znajomych.
Jeśli komunikator nie posiada użytkowników, to po co istnieje?

Ring – komunikator bez centralnego serwera, gdzie to użytkownik ma prywatność w swoich rękach. Komunikator który pozwala na rozmowy pisane, mówione i widzialne, i pozwala na przesyłanie plików.
Czy kolejny komunikator ma szansę w świecie, gdzie większość użytkowników już wybrała przez co rozmawia?

Z grafik przedstawionych, przypomina to trochę Skype, ale jedynie trochę.
Ale w przeciwieństwie do Skype, Ring opiera się na unikalnym kluczu, który tworzymy podczas pierwszego uruchomienia komunikatora.

Jednakże nie jest to najważniejsze.
Podstawą jest jedno: Czy komunikator zdobędzie użytkowników?

Oby tak było, ponieważ można zainstalować Ring i na system Windows, i na system Linux, oraz można rozmawiać używając Ring w swoim telefonie z Androidem, albo Mac-u.
Pobierz – Download

Źródło: Strona komunikatora Ring.

Podejrzewam, że nie wielu (pojedyncze jednostki) ustawią Ring jako podstawowy komunikator. Ale czy to ważne?

Reklamy

Numerki, numerki, ja wszystkie was numerki…

(Do napisania poniższych wypocin zainspirował mnie komentarz pod jednym z wpisów.)

Wyświechtany już slogan: Linux to nie Windows, czy OSX, jest nudny, ale prawdziwy.

Mógłbym rzec, że linux właśnie numerkami stoi.

System rozwojowy czegokolwiek na systemie Windows, czy OSX polega na: wypuszczeniu działającego, posiadającego wszystkie opcje w 99% działające, przy czym większość błędów powinna być usunięta, programu, czy systemu.
Na systemie linux większość rzeczy jest rozwojowa. Nawet samo jądro jest cały czas rozwijane, już nie wspominając o elementach systemu. Chciałbym zobaczyć taki cykl aktualizacji jądra w systemie Windows. Chyba mało która osoba wie, iż Vista i 7-emka miały te samo jądro.
A na systemie linux?
Gnome-shell oraz gtk3 – co wersja to masę poprawek i jakieś zmiany. Plasma5 (KDE) – wprowadzenie nowości i likwidowanie błędów. A pomyśleć, iż pulpit to prawie podstawa, aby wszystko w nim działało tak jak ma działać, bo patrzymy i używamy go praktycznie przez większość czasu.
Prawie każdy program na systemie linux ma jakieś problemy, błędy, niedociągnięcia, albo coś nie działa (opcja, funkcja). Gdyby takie coś wynikło na systemie Windows, albo OSX to wątpię w to, aby dany twórca udostępnił program oficjalnie, lub program po prostu został by zapomniany przez użytkowników, bo coś nie działa, albo są błędy.

Takie są fakty.

I mam tego świadomość i akceptuję to.
Dlatego kompiluję pewne programy, czy korzystam z wersji rozwojowych, aby być na bieżąco. Ponieważ instalując jakiś program na innym systemie (np. Windows) niż linux wiem, iż jest on w miarę dopracowany, działający i spełniający pewne standardy. Na systemie linux… program może nawet mi się nie uruchomić albo będzie działał topornie, bo będzie wykazywał błąd, mimo iż program jest wydany jako stabilny/oficjalnie. Ile to zgłoszeń błędów odnośnie Ubuntu znaleźć można na różnych forach, czy stronach? Ile osób ma problemy na Ubuntu z grafiką i czarnym ekranem, albo dźwiękiem, czy kartą sieciową, lub czymś tam jeszcze?

W pewnym sensie pogoń za numerkami/cyferkami (nowymi wersjami programów) pozwalają mi nie dość, że posiadać wgląd w zmiany (jakie są dokonywane), to jeszcze mogę zgłosić własne propozycje, czy znalezione błędy.

Jeśli ktoś chce być na bieżąco, to musi samemu się postarać o najnowszą wersję programu, bo nie zawsze społeczność na to pozwala.
I tak można sobie zadać pytanie: Po co w takim razie twórcy dystrybucji dokonują aktualizacji pulpitu, jądra, elementów systemu, czy programów? Mogliby skleić dystrybucję z tego co jest obecnie i wprowadzać jedynie drobne poprawki bezpieczeństwa, a po 3 lub 4 latach udostępnić użytkownikom nową wersję systemu (nowe jądro, nowy pulpit, i wszystkim w systemie). Dlaczego tak się nie dzieje? Bo wiele programów też musiała by być stara, albo przestarzała. A tu chodzi przecież jedynie o system, a nie to co instalujemy na niego. Na system XP (Windows) można nadal zainstalować pewne programy w najnowszych wersjach (obecne czasy) i będzie to działać. Na systemie linux, który został udostępniony około 15 lat temu… Uruchomisz coś z obecnych programów?

tuż za rogiem: openshot 2.0

Gdyby ktoś nie pamiętał, albo nie wiedział, co to za program i do czego on, to napiszę: openshot to nieliniowy edytor filmów na system linux. Od kilku lat jakby martwy i nierozwijany, ale użyteczny i posiadający jedną niezwykłą opcję: tworzenie ustalonych animacji napisów 3D (przy wykorzystaniu Blendera).

Od kilku lat, podobno, jest jednak pisany od podstaw (czyli od nowa). Zorganizowana została zbiórka pieniędzy na kickstarter-ze, aby powstała wersja na wszystkie większe systemy operacyjne, a nie tylko na system linux, czyli Windows i OSX.

Jaki problem był z openshot tak ogólnie, że nie wywoływał, u mnie, euforii?
Na system linux jest kilka programów do edycji filmów, czy materiałów video. Jedne lepsze, a inne gorsze, ale spełniają swoją funkcję. Tak samo było i jest nadal z openshot (bo wersja 2.0 jeszcze się oficjalnie nie ukazała), program spełnia swoje podstawowe założenia, ale… poza animacjami napisów 3D, nie oferuje niczego ponad to, co mają inne programy. Kdenlive to dobry program gdzie znajdziemy masę ciekawych efektów, czy obecnie shotcut, którego nowe wersje pojawiają się co miesiąc, z nowymi opcjami, poprawkami, czy efektami. O pitivi nie wspomniałem, bo to dla mnie program nieskończony i w fazie alpha, niż coś stabilnego i wartego uwagi.

Uważam, że jedynie użytkownicy Windows mogą się cieszyć, iż otrzymają darmowy program do edycji filmów, który pozwoli tworzyć bardziej efektowniejsze materiały, niż podstawowy edytor od Microsoftu.

Ale… jeśli wersja 2.0 otrzyma ciekawe i nigdzie indziej niespotykane opcje, efekty to może będzie warto zainteresować się openshot ponownie 🙂

Źródło: kickstarter

Uruchamianie systemu: ubuntu – arch linux – windows 10

Steve Jobs: „Gdyby można było w ten sposób uratować komuś życie, dałbyś radę skrócić czas startu systemu o dziesięć sekund?”*

Kiedy patrzy się na system, uważa się, że pewne niedociągnięcia można pominąć. Ale tak naprawdę, choćby jedno niedociągnięcie może sprawić, że tobie to nie będzie przeszkadzać, ale 10 innym osobom już tak.

Wykonałem kilka niezbyt dokładnych (starałem się, aby były dokładne) pomiarów odnośnie uruchamiania się systemu. Dane mogą… zdziwić 😉

(poniższe wartości to sekundy)
Ubuntu 15.10 (długo na dysku, aktualizacja systemu z jednej wersji do drugiej) – 43
Ubuntu-next (15.10) (unity8) – 45
Lubuntu 15.10 Alpha 2 (czysta instalacja) – 29
Lubuntu 15.10 Alpha 2 (po zainstalowaniu kilkunastu programów i czego tam się chce) – 35
Arch linux – 30
Debian unstable – 37
Windows10 – 32

Menadżer logowania:
Arch, ubuntu, lubuntu, debian – lxdm.
Windows 10 – własny.
Ubuntu-next – lightdm.

Najdziwniejsze było dla mnie to, że mój stary system, który miałem na dysku jakiś czas uruchamiał się ponad 40 sekund. Podobny wynik uzyskuje Ubuntu-next (Unity8). Zaskoczyło mnie Lubuntu 15.10 aplha 2, które po czystej instalacji na dysk uruchamiało się 26. Ale może to być spowodowane tym, że podczas ładowania systemu, nie były montowane żadne dyski oprócz systemowego i home. Ale obecny wynik, 35 sekund do ukazania się lxdm to moim zdaniem… sukces. Wyznacznikiem szybkiego załadowania systemu do pokazania się np. lxdm jest dla Arch. Ten system ładuje się bardzo szybko, co może być spowodowane szybkim montowaniem dysków, jak i też brakiem dodatkowych rzeczy, które spowalniają cały ten proces. Może też kogoś zachwycić czas Windowsa, choć dla mnie jak na taki system, z takim budżetem to raczej… średni wynik.

Podsumowując, liderem dla mnie zostaje Arch linux, później jest lubuntu 15.10 alpha 2 (oby nie zostało to zepsute), później Windows 10, Debian unstable i to co pozostało…

Nie chcę tu nikogo obrazić, bo nie ma fedory, mageia, czy opensuse, ale nie mam tych dystrybucji zainstalowanych, więc logiczne jest, że… nie mogę podać czasu ich uruchamiania się 🙂

* – cytat pochodzi z książki: Walter Isaacson – Seve Jobs wydanej w 2011 przez Insignis Media.
(mam nadzieję, że nikt mnie nie powisi za to jedno zdanie ;))