nie – ArchBang, Bridge Linux, Antergos, tak – manjaro linux

ArchBang, Bridge Linux, czy pobierany przez mnie właśnie teraz Antergos (wątpię, aby ta dystrybucja była inna niż na przykład ArchBang w konstrukcji) to nic innego jak… Arch z Pulpitem i tyle.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że prawie każda dystrybucja – tak inna, tak odmienna, tak lepsza i fajniejsza niż oryginał – nie potrafi się uruchomić (wgrywanie na kartę przy pomocy unetbootin).
ŻADNA z powyższych dystrybucji nie wyróżnia się na tle Archa.

Dlaczego?
BO TO CZYSTY ARCH z pulpitem. Praktycznie żaden twórca/twórcy z powyżej wymienionych dystrybucji, nie pokusił się o… poprawienie błędu Archa w kontekście wgrywania go przy pomocy unetbootin.
Co więcej… twórcy Archa podali rozwiązanie tego problemu. Rozwiązanie, które w przypadku Bridge Linux poskutkowało błędem Xów i nie uruchomieniem pulpitu. Nie chciało mi się żonglować poprzednimi dystrybucjami, aby sprawdzić, czy dany system uruchomi się czy nie, bo nie o to mi chodziło.

Myślałem, że pobierając KLONA Archa otrzymam coś innego, zmodyfikowanego, ulepszonego… a otrzymałem, Archa z pulpitem.
I nie czepiał bym się, ale nie po to pobieram inaczej nazywającą się dystrybucję, opartą o inną dystrybucje, aby otrzymać DOKŁADNIE TO SAMO (czyt. podstawkę – bez modyfikacji, ulepszeń, czy poprawek), tylko z tą różnią, że tu mam pulpit, a podstawka go nie ma.

Jedynie twórcy manjaro pokusili się o to, aby ich dystrybucji, która mimo wszystko bazuje nie formalnie na archu, potrafiła się:
a) uruchomić się bez przeszkód (nie trzeba niczego modyfikować w plikach)
b) działać bez problemów jako obraz live

Pod koniec dnia miałem już dość… dystrybucji opartych o archa (trochę to dziwnie brzmi, kiedy wiem, że te dystrybucje nie są oparte o Archa, to po prostu czysty arch tylko z dodatkowym balastem), archa, zabawy z modyfikacją plików, czy próbą zainstalowania czegokolwiek na próbę w manjaro co skończyło się informacją o nie zgodności certyfikatów czy innymi pierdami… miałem tego dość.

Kiedyś, kiedy to miałem mniej lat bawiło mnie grzebanie w dystrybucji, poznawanie poleceń, czy konfigurowanie pewnych elementów systemu. Bawiło mnie też instalowanie Archa i konfigurowanie go już na samym początku.
Teraz jest to dla mnie tylko zapychanie i strata czasu, który mógłbym wykorzystać na coś innego lub w inny sposób. Z wiekiem nie stałem się leniwszy, ale praktyczniejszy.

Moje pytanie jest w takim razie takie:
Po co pojawiają się dystrybucje oparte o Archa + pulpit, z jakimiś tam skryptami instalacyjnymi, kiedy to nic innego jak Arch, bez modyfikacji, ulepszeń, czy innych rozwiązań?
Rozumiem, że znajdują się osoby, które nie chcą bawić się w polecenia w Archu, ale co ma zrobić osoba, która musi bawić się w modyfikowanie plików na karcie pamięci, aby… uruchomić daną dystrybucję?

Moim skromnym zdaniem, jeśli chcesz mieć archa to:
1. wypal dany obraz na płycie DVD czy CD – 1zł cię nie zbawi
2. przygotuj sobie ściągawkę z instalacji Archa
3. wykonaj instalację ręcznie, bez bawienia się w pulpity, czy jakieś skrypty instalacyjne na klonach
4. jeśli nie chcesz się bawić w punkty powyżej, wybierz manjaro linux i przerób je sobie na archa (robi się to w dość prosty sposób podmiany repo  i wykonaniu aktualizacji kilku paczek, oczywiście jeśli nie pojawia się błąd certyfikatów)

 

arch linux – ArchBang, Bridge Linux, Bluestar Linux czy manjaro linux…

Nie będę ukrywał, że pobrałem sobie Arch linux, bo wpadłem na kolejnym „genialny” pomysł.

Okazało się jednak, że twórcy Archa wywalili ułatwiający życie panel instalacyjny i udostępnili instalację… ręczną.
Komu to przeszkadzało, że można było krok po kroku zainstalować system na dysku wchodząc w odpowiednie opcje i ustawiając co potrzeba?

Teraz instalacją Archa wygląda tak:

Kto spamięta te wszystkie polecenia i samą procedurę… komu będzie się chciało bawić w taką instalację systemu, która trwa dłużej niż wcześniejsza instalacja?Ja na pewno nie, bo nie instaluję systemu linux, aby spędzić nad nim całego dnia tylko po to, aby ucieszyć się z zainstalowanego pulpitu, bo co z resztą?
Wyobrażacie to sobie w firmie?
Szefie, to tak długo trwa, nic nie poradzę, że ten system taką ma procedurę instalacyjną. ALe niech szef się nie martwi, to dopiero podstawa.

Mając lekko już dość Archa, choć nawet nie zacząłem z nim zabawy, zaczynam sobie przypominać, dlaczego go skasowałem i co do tego doprowadziło.
Postanowiłem więc poszukać sobie jakiejś alternatywy, bo muszą przecież jakieś być, chyba.

Wiem, że jest manjaro, ale chyba nie tylko?
archbang – openbox + arch = działający pulpit, wersja live i może normalna instalacja?, warto sprawdzić 🙂
bridge linux – kde lub gnome lub xfce lub lxde + arch = działający pulpit, wersja live i może jakiś panel instalacyjny, warto przetestować 🙂
Bluestar Linux – kde + arch = normalna instalacja?, szkoda że obraz .iso waży (wersja base) 1,8 GB, w akcie desperacji.
Antergos – gnome (gnome-shell) + arch = normalny instalator, działający pulpit, wersja live.

Ogólnie klonów Arch linux pojawiło się kilka, większość to wersje live z działającym pulpitem po uruchomieniu, co cieszy. Nie wiem, jak wygląda w nich instalacja danego systemu na dysku, ale podejrzewam, że chyba nie opierają się one na wpisywaniu poleceń w terminal, bo to byłoby trochę bez sensu – uruchamiamy live z działającym pulpitem, ale instalację wykonujemy bawić się w polecenia – gdzie tu sens?

Wybrane klony archa opiszę na blogu pod względem:
— programów jakie otrzymujemy na starcie
— instalacja na dysk
— przystępność (czy po instalacji otrzymujemy kodeki/sterowniki)
— optymalizacja i działanie

Co do Archa, to mogę jeszcze dodać, że:
— wgranie go przy pomocy unetbootin na kartę pamięci nadal nie pozwala na jego instalacje lub pełne uruchomienie
— po wgraniu na płytę cd/dvd musiałem wgrać go dwa razy. Za pierwszym pojawia się błąd taki sam jak w przypadku karty pamięci, w drugim wszystko przebiega bez przeszkód.

Wersja Archa: 2013.08.01

ps.
Kilka lat temu Archa mogłem zainstalować praktycznie z pamięci z drobną pomocą ściągawki. Obecnie potrzebował bym pełnej ściągi, aby go zainstalować.
Wcześniej mogłem polecić Archa komuś kto już trochę posiedział na linux. Obecnie, nie wiem czy komukolwiek bym go polecił, jeśli sam miałbym problem z jego zainstalowaniem, już nie wspomnę o kimś innym, kto zaczyna wnikać w bardziej zaawansowane elementy linux.

Canonical, Ubuntu, jądro, Fedora, programy, źródła, Mint – żerowanie, bycie darmozjadem – jesteś tego pewny?

Czym różni się linux od dystrybucji? A no tym, że linux to cały ekosystem, zaś dystrybucja to cząstka tego ekosystemu, która korzysta z tegoż ekosystemu. Czyli, dystrybucja to taki odbiornik fal, a fale to taki linux. A stacje radiowe to programy itd.

W wielu komentarzach na tym blogu pojawiły się słowa mówiące że Canonical tylko bierze i nic nie daje.
Jest to oczywiście nie prawda. Ponieważ źródła są udostępniane, tym samym każdy może sobie je pobrać, skompilować i zbudować na ich podstawie paczkę. Ale i tak wytyka się Ubuntu bycie klonem, bo Ubuntu posiada prawie 60% Debiana. A kto powiedział, że Ubuntu posiada paczki Debiana? Nikt nie wpadł na to, że może Canonical pobrało źródła, tak źródła paczek Debiana – co może zrobić każdy – i na tej podstawie Canonical zbudowało paczki dla Ubuntu, z własnymi opcjami podczas kompilacji. Rozmiar paczki może być taki sam, może mieć wszystko to samo, ale opcje kompilacji/kompilatora mogą być inne.

Brak udzielania się Canonical a rzecz jądrze to też argument, jak z dupy trąba. Bo czy inni twórcy (wszyscy, bo połowa składu gentoo to dla nie oznacza, że twórcy gentoo udzielają się w jądrze, ale osoba która dłubie w gentoo – a to jest dla mnie różnica. Tak samo z innymi dystrybucjami – jeśli jeden, dwóch, czy połowa składu danej dystrybucji udziela się na rzecz jądrze, to czy to oznacza że wszyscy devowie to robią i można to określić jako wkład całej dystrybucji czy firmy w rozwój i wprowadzeniu poprawek do jądra?) są zaliczani do rozwoju i przy tworzeniu jądra.
Jest to dość ważna kwestia, bo co innego to finansować coś, a co inna jak cały skład nad czymś siedzi. Szybki przykład ze świata gier, to nie twórcy gry decydują o dodatkach, czy grze ale wydawca gry, który bierze kod i mówi: to, to i to wywalamy i dajemy jako dodatek, inaczej szukajcie innego wydawcy. I tu mamy Red Hat, który może sobie pozwolić na finansowanie jądra i innych projektów, bo na nich zarabia i to zarabia miliony.
Fedora jako dystrybucja, w której umieszczane są rzeczy testowe i nie zawsze stabilne jest poligonem doświadczalnym. Gdzie w momencie kiedy w Fedora dany element będzie działał zostanie on dodany do wersji flagowej dystrybucji Red Hat przeznaczonej dla firm i przedsiębiorstw.  Ale aby to zrobić ktoś musi to przetestować i robią to użytkownicy Fedory.

I trochę dziwne, że nikt na to nie zwraca uwagi, a przecież tak dzieje się już od kilkunastu lat. Wybaczcie, ale jakoś nie uśmiecha mi się zostawać królikiem doświadczalnym, który zostaje wystawiony na błędy, aby jakiś tam sobie przedsiębiorca mógł wdrożyć linux w swojej firmie. Fajnie, prawda? Szkoda tylko, że ja nic z tego nie mam, a za szargane nerwy i problemy z fedorą kto mi zapłaci? A przecież dana firma płaci Red Hat za wsparcie, więc dlaczego ja nie mam nic z tego? Wszystko przez to, że robię to dobrowolnie i bo to przecież linux więc po te nerwy?
I taka uwaga: jak myślicie, dlaczego twórca jadra linux siedzi na Fedorze? Bo moim zdaniem nie dlatego że ta dystrybucja jest taka super, bo wszystko co ma fedora mają inne dystrybucje – a więc dlaczego on siedzi na dystrybucji Fedora?
A może jakaś sugestia Red Hat (o której nigdy się nie dowiemy), że taka postać jak twórca jądra, wow. To może by on siedział na Fedorze, tym samym reklamując ją, a Red Hat trochę zasponsoruje jądro linux.
To są wszystko domysły, ale ciekawi mnie to, że sam szukałem odpowiedniej dla mnie dystrybucji, a twórca jądra siedzi cały czas na Fedorze – tak mu na niej dobrze (ciekawe czy też ma problemy z aktualizacją z wersji na wersję? – dlaczego nie narzeka na tą kwestie w Fedorze, jak robi to masę jej użytkowników?), czy może tutaj chodzi o coś innego. Bo tak się hipotetycznie zastanówmy: co by się stało jakby świat linux i komputerowy obiegła wiadomość, że twórca jądra linux przechodzi na Archa, albo gentoo, albo slackware, albo Debiana – czy część ludzie nie chciała by sprawdzić danej dystrybucji, nie poszła by za tym jednym osobnikiem, bo to on dla wielu jest wyznacznikiem dobrej jakości? Co wtedy stałoby się z Fedorą?
Ostatnio Linus Torvalds skrytykował openSuse – myślicie że jej przybyło zwolenników? Bo śmiem podejrzewać że wielu użytkowników, FIRM, przedsiębiorstw i organizacji, które postawiły na openSuse zaczęły się zastanawiać, czy może taki gość jak Linus ma rację, a może ona naprawdę nie jest taka dobra.
To pokazuje: jaki posłuch ma Torvalds w świecie linux i jego ekosystemie. Dla firm nie jest ważne to: ile użytkowników oni posiadają jako stałych userów, ale ile firm nawiąże z nimi współpracę, a ile się wycofa. Bo z tego twórcy dystrybucji mają kasę, z umów i zawieranych kontaktów biznesowych. Z tego utrzymują serwery i programistów. Tylko Ubuntu posiada sklepik, w którym liczą się użytkownicy i ich ilość.

I tu przechodzimy do kolejnego punktu.
Nie jest prawdą, że ilość użytkowników nie ma znaczenia. W obecnej chwili to ilość takich jak ja i wy ma znaczenie jeśli chce się wygrać wojnę na polu utrzymania dystrybucji. Wiele dystrybucji pojawia się i… znika. Bo co to jest 8 tysięcy użytkowników danej dystrybucji w kontekście całego świata. W wioskach czasami żyje więcej osób, już nie wspomnę o małym miasteczku czy mieście.

I wracamy do znienawidzonego przez wielu Ubuntu. Podobno Canonical nie udziela się do jądra, jakie to Canonical jest złe…
Szkoda tylko, że nikomu kto tak twierdzi nie zechce się sprawdzić pliku zmian w danej paczce. A co w niej znajdziemy? Zmiany w jądrze. Ale, ale… To nie są zmiany związane ze źródłami, ale z błędami w Ubuntu. Ale Canonical udostępnia źródła swojego jądra, więc czy to jest tak trudno pobrać je i wyłuskać te zmiany do głównego jądra? Okazuje się że tak, ponieważ wg. masy osób to Canonical powinno wysyłać zmiany do gałęzi rozwojowej jądra i borykać się z odrzuceniem zmian, nie wprowadzeniem ich lub polityką błędów, ponieważ ktoś tam, coś tam wyłączył i jest kupa blada.

Na miejscu Canonical sam bym olał jądro, pobierając źródła i dłubiąc w nim skupiłbym się na własnej dystrybucji – aby to jądro linux działała lepiej w mojej dystrybucji. Źródła udostępniam i czego od mnie by ktoś chciał. Abym finansował zmiany w jądrze, które mi nie są potrzebne lub co gorsza, zbędne? A co ja, na głowę upadłem jak się rodziłem? To ja nie mam na co kasy wydawać, zamiast zatrudnić developera dla mojej firmy to mam tą kasę wydać na jądro, które nie zawiera moich poprawek i zmian, bo developerzy jądra mają je gdzieś.

Bardzo szybko zrozumiecie o co mi chodzi, kiedy postawicie się na miejscu szefa firmy, która ma zamiar stworzyć dystrybucję, na której ma zamiar zarabiać i ma zamiar przejąć trochę rynku na którym tkwi Red Hat – czyli ogromny potentat w tym zakresie. Potentat, który na działaniach serwerowych zarabia miliardy i miliony. To trochę tak jak otwieracie sklep z komputerami, a na rynku są TYLKO dwie sieci, tak sieci sklepów/salonów komputerowych. Dacie radę, jesteście wstanie wygrać z konkurencją? Potrzebujecie klientów i umów z większymi, aby pokazać się że jesteście i macie co zaoferować komuś.
W tym temacie nie ma sentymentów, tutaj chodzi o miliony dolców, miliony lub nawet miliardy.

Ale tak się uczepiłem tego Ubuntu i Ubuntu, a może weźmy na tapetę inną dystrybucję, co?
Arch…
Dystrybucja bazująca na źródłach.
Szkoda, tylko że nawet jej twórcy decydują za nas – z jakimi parametrami otrzymamy daną paczkę.
Wiedzieliście o tym?
Przeanalizujcie sobie plik instalacyjny paczki z repo, a paczki z AUR. Szybko przekonacie się, że paczka z AUR ma inne opcje, które występują przy kompilacji. Niby te same źródła, ale opcje inne – czy to jest dobre, że ja otrzymuję paczkę, która może nie mieć lub nie ma włączonych danych opcji, czy to jest działanie wobec mnie odpowiednie?
A co powiecie na to, że paczki w repo, w archu nie posiadają pewnych rzeczy. Łatwo to sprawdzić na zasadzie: pobieram jakiś element gnome i chce go skompilować. Co mi powie kompilacja: brak pliku w systemie. Że co? Co muszę zrobić? Skompilować inną paczkę z AUR (ta sama wersja co w repo), którą mam w systemie, która nie zawiera jakiś plików choć określenie danej wersji jest takie same. Wiec skąd te braki jak to ta sama wersja?
Podobnie jest w Archu z jądrem.
W repo mamy jądro, a w AUR mamy te same źródła tylko że z innymi opcjami, patchami, ustawieniami. Dlaczego twórcy Archa nie dadzą do repo tych jąder, aby każdy mógł sobie wybrać? Bo jest AUR, bo wyszłoby że twórcy Archa stawiają na coś innego, niż lepsze działanie, lepsze dopracowanie.
Czasami się zastanawiam, dlaczego twórcy Archa nie podpatrzą PKGBUILD paczki z AUR i nie wprowadzą jakiegoś patcha, który polepszałby działanie danego programu, jądra, sterowników, kodeków.
Bo nawet kodeki z repo w Archu mają inną opcję, niż mają je paczki z AUR – te same źródła, ale opcje podczas kompilacji inne i już jakiś program może lub będzie działał inaczej.
W Archu otrzymuje już skompilowane z danymi opcjami paczki i musimy się pogodzić z tym, że albo coś nas omija, albo coś nie zostaje włączone lub uwzględnione do opcjach danej kompilacji. Tak, mamy wybór. Bo możemy sobie zainstalować paczkę z AUR, ale czy to nie jest pójście trochę na około?
Bo tak myśląc, to twórcy Archa powinni sami przyjmować ustawienia i opcje podczas kompilacji dobre dla użytkowników, a nie bo tak oni robią paczkę od lat i jest fajnie.

Po co wspomniałem o Archu i opcjach podczas kompilacji jądra?
Po co wspominałem o Canonical i ich ulepszaniu jądra w odniesieniu do Ubuntu, a nie całego jądra linux?

Ponieważ są to działania ukierunkowane w stronę lepszego działania DYSTRYBUCJI, a nie wspieranie jądra systemu i całego linuxa.

Canonical ulepsza, poprawia, naprawia i zmienia źródła jądra pod Ubuntu, pod programy, kodeki, sterowniki na jakich bazuje Ubuntu, a nie Fedora, PClinuxOS, czy slackware. To Ubuntu ma działać dobrze w kontekście tego co w nim się znajduje lub będzie znajdować. Jeśli by ktoś prześledził zmiany dokonane w jądrze jakie będzie posiadać Ubuntu 12.04, okaże się że poprawki dotyczą błędów zgłoszonych przez użytkowników Ubuntu, bo to im coś nie działa, to oni mają błąd, a nie użytkownicy Fedory.
Śmiem podejrzewać, że użytkownicy Fedory też zgłaszają takowe błędy i dev Fedory poprawiają je – gdzie dane poprawki nie lądują do głównej gałęzi jądra. Dlaczego? Bo to Fedora może mieć dany błąd, który jest powodowany innym programem, który posiada inne opcje użyte przy kompilacji, niż to mają inne dystrybucje. Czyli, że jakaś opcja która została użyta przy kompilacji i tworzeniu paczki dla Fedory, może nie występować w Ubuntu, Archu czy openSuse i dlatego dany błąd występujący w Fedorze, może nie występować w Ubuntu, Archu czy openSuse. A tym samym, choć źródła są te same to paczki mogą i będą odmienne, z innymi opcjami i poprawkami. Dlatego każda dystrybucja udostępnia własne źródła jądra, programów, sterowników czy kodeków, gdzie w każdej może działać, być wyłączone lub włączone coś innego (opcje kompilatora).

Jeśli by na to patrzeć, to okazuje się że wszyscy twórcy dystrybucji troszczą się i martwią się o własną dystrybucję. Każda z grup poprawia, dba i dłubie we źródłach jądra (oprócz twórców Archa i może innych dystrybucji – co zabawne, twórcy chakra mogą dłubać w jądrze i kompilować je z innymi ustawieniami i opcjami, co sprawi że chakra będzie działać na danym poledku lepiej niż Arch) poprawiając to co w ich dystrybucji jest zepsute, zepsuło się lub nie działa tak jak ma działać.

Czy to nie oznacza, że wszyscy twórcy są tak samo źli jak Canonical, tak samo niegodziwi bo nie wnoszą nic do jądra?

Tylko, czy wy jako odbiorcy, chcielibyście posiadać oryginalne jądro, czy może dopracowaną wersję pod waszą dystrybucje, wasze sterowniki, wasze kodeki, wasze sterowniki kart graficzne, wasze sterowniki kart wifi, wasze kamerki, waszego laptopa – gdzie dani twórcy poprawiają i skupiają się na poprawkach w jądrze na tle tego co wy posiadacie lub będziecie posiadać w nowym wydaniu dystrybucji. Gdzie dane jądro będzie dopracowane pod to co zostanie wam zainstalowane, oferując wam lepsze działanie z tym co będziecie mieć lub macie + poprawki błędów?

A jeśli zgłosicie błąd z czymś w waszym laptopie i zostanie to naprawione w kolejnej aktualizacji to czy będziecie się przejmować tym, że nie zostało to wdrożone do głównego jądra linux, jeśli każda dystrybucja może mieć co innego włączone w jądrze lub wyłączone i bazować na innych wersjach danych programów, sterownikach i kodekach? Czy instalując daną dystrybucję myślicie o jądrze linux, o innych użytkownikach innej dystrybucji, jacy oni biedni bo nie będą mieć poprawek jakieś błędu czy problemu?

A może twórcy dystrybucji dbają i troszczą się o swoich użytkowników, bo każda z dystrybucji stosuje odmienne podejście do jądra i całego wnętrza dystrybucji, na czym ją opiera i buduje, a nawet ważne jest to: jakie opcje posiada kompilator, jakie opcji nie posiada, jakie ustawienia posiada jądro linux w danej dystrybucji, a jakie ustawienia zostały wyłączone. Jakie kodeki odwołując się do jądra, działają sprawnie a jakie nie. Co sprawia, że dane programy na danej dystrybucji mogą i/lub będą działać lepiej, a inne gorzej.
Czy bierzecie to pod uwagę podczas instalacji dystrybucji?
Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego wszyscy twórcy dystrybucji nie zjednoczą się w jednym miejscu i nie będą razem dłubać nad jądrem, aby w każdej dystrybucji było to samo?
Odpowiedź: bo w jednej dystrybucji będzie musiało być włączone coś, a w innej będzie to nie potrzebne. Co za tym idzie, opcja która działa na poziomie jądra, która jest nie potrzebna, więc po co działa, jak dana dystrybucja z danej opcji nie korzysta, bo nie musi? Jedni twórcy będą chwili iść w stronę lepszego dopracowania dla laptopa, a inni dla stacjonarnego komputera, a znajdą się i tacy co będą chcieli mieć wszystko włączone, a jeszcze inni – 80% opcji wyłączonych.

Odpowiedzcie sobie na te pytania… A może zrozumiecie, dlaczego każda dystrybucja może lub działa inaczej, dlaczego w jednej dystrybucji mamy włączone pewne rzeczy, a w innej nie. Bo mimo wszystko twórcy troszczą się o własne „dziecko”, a nie cudze. I to ich „dziecko” ma chodzić ładnie ubrane, dożywione i pełne wigoru, a nie cudze. Czy i wy chcielibyście dbać o „dziecko” sąsiada mając własne, choć ma ono rodziców, którzy się nim troszczą?

Tak samo jest z jadrem i każdym jednym programem, sterownikiem czy kodekiem – ma on być dopracowany i dopieszczony na danej dystrybucji, a nie na innej. Ponieważ każdy udostępnia źródła, pobiera oryginalne źródła i na ich podstawie buduje ODPOWIEDNIĄ dla swojego systemu paczkę, z opcjami jakie mają być włączone i są wg. twórców potrzebne, a nie bo inna dystrybucja tego oczekuje.

I taka myśl na koniec: jeśli chcecie zrozumieć te słowa, postawcie się na miejscu twórcy dystrybucji, która ma wejść na rynek serwerów i do przedsiębiorstw. To co jakbyście mieli Media Markt i Saturn, i nie ma żadnego innego sklepu ze sprzętem. I teraz wy otwieracie sobie sklepik, który wiadomo: im większe zainteresowanie, tym musi się rozrastać, otwierać nowe oddziały itd. – czy dwie główne sieci ze sprzętem pozwoliły by wam na to, w prosty, przystępny sposób – mówiąc: o, konkurencja. Jakaś ty biedna, oddam ci połowę swoich wpływów z których czerpie miliony, a co. Taki mały jesteś. A drugi konkurent powie: o jaki malutki konkurent, wypier###j z tego rynku, bo się rozrośniesz i możesz mi zagrozić. A tym samym ja stracę, to ja będę miał mniej. Jak możesz śmieciu ze mną zaczynać, mały wszawy sklepiku. Ja wiem co będzie później. Teraz jeden sklepik, ale później będzie drugi… a za rok, albo dwa bo cię zignorowałem całą sieć mi zrobisz i wyruchasz mnie z miast, będę musiał wycofać się z pewnych miejsc, bo nie będę tam zarabiał. Dlatego zniszczę cię w zarodku, bo to ja tu jestem tym dobrym, a ty tym złym.

Linux to już, moim zdaniem, od kilkunastu lat biznes. Biznes jeśli chodzi o serwery, jeśli chodzi o użytkowników. Jako że Canonical nie ma pola do walki z Red Hat i Novell, to rozpoczął działanie na polu sprzedaży produktów ze sklepu.

Bo tam gdzie są miliony i miliardy nie ma czegoś takiego jak: bo to linux, bo to opensource, GNU. Jeśli idzie o pieniądze, to nawet w świecie linux oznacza to tylko jedno: konkurencję, z którą się walczy. Bo jeśli się nią zignoruje, może się okazać że to będzie początek końca na rynku i dominację na nim, i przy okazji straty idące w milionach.

I może dlatego dla programistów Red Hat właśnie Fedora jest bardziej kulą u nogi, niż pomocą. Bo muszą w nią pakować kasę, nic nie otrzymując w zamian. A w przypadku systemu dla przedsiębiorstw – kasa leci, a z Fedory… ani grosz, ani cent.

Może czas spojrzeć na linux z tej perspektywy… że tutaj każdy rzepkę sobie skrobie, i każdy udostępnia źródła ze zmianami, bo taka jest idea GNU linux. A to, że komuś nie chce się przeanalizować zmian w danym programie czy źródłach jądra od danej dystrybucji, czy to jest moja lub wasza wina?

Dlatego, cały czas nie rozumiem stawiania Ubuntu/Canonical na pozycji złych i niedobrych, zamiast spojrzeć na wszystko z góry i zobaczyć: jaka jest prawda i jak to wszystko wygląda nie z boku, gdzie widać jedną stronę, ale z góry – gdzie widać wszystko jak na dłoni.

I czy nadal uważacie, że to wasza dystrybucja jest tą dobrą? Szkoda, że poprawki jakie wy macie w jądrze także nie trafiają do gałęzi jądra, a tylko do źródeł jądra w waszej dystrybucji, oj jacy wy dobrzy jesteście, prawda…

ps.
Takie porównanie dwóch PKGBUILD – jeden pochodzi od Archa, ten drugi od chakra.
http://gitorious.org/chakra-packages/apps/blobs/master/kdenlive/PKGBUILD

http://projects.archlinux.org/svntogit/community.git/tree/trunk/PKGBUILD?h=packages/kdenlive&id=398ca890d87dc533a51de85d55e3f0900fb7b268

Widzicie różnice?
A może zauważyliście, że ten sam program na archu posiada patch, zaś na chakra go nie ma?
Niby ten sam program, a już wychodzi że na archu podczas instalacji paczka zawiera zawarte podczas kompilacji patch, a na chakra tego nie ma.

To ma pokazać, że nawet kiedy dystrybucje są oparte o te same mechanizmy, mogą posiadać odmiennie zbudowane programy – choć w repozytoriach mamy te same wersje jeśli chodzi o wydanie.

Ale porównajmy wersję jakieś programu na Ubuntu i na Debiana:
http://changelogs.ubuntu.com/changelogs/pool/main/p/pitivi/pitivi_0.15.0-0ubuntu1/changelog

http://packages.debian.org/changelogs/pool/main/p/pitivi/pitivi_0.15.0-1/changelog

Ta sama wersja, a mimo wszystko lista zmian inna.

Co więcej, Ubuntu pozwala na… Sprawdzenie zgłaszanych błędów do wersji na Ubuntu:
https://launchpad.net/ubuntu/+source/pitivi/+bugs

ps2.
Każda dystrybucja bazuje na czymś innym lub może bazować na czymś innym, na innych opcjach, na innych rzeczach uruchamianych, wprowadzanych lub wyłączanych podczas kompilacji danych paczek ze źródeł. A to oznacza, że dany program może lepiej działać na jeden dystrybucji, a na innej będzie sprawiał problemy, bo twórcy olali sprawę z czymś tam i teraz coś się psuje. Mając to na uwadze, można by przypuszczać że: albo wszyscy twórcy danych dystrybucji są źli i niegodziwi, albo wszyscy robią to za co im się płaci – czyli dbanie o swoją dystrybucję i poprawienie jej, aby działała lepiej.

ps3.
Jedynymi darmozjadami są klony, czyli w tym przypadku taki Mint, gdzie jego twórcy nie kompilują źródeł od Ubuntu, ale bazują na serwerach Ubuntu, żerując na pracy innych ludzi. Bo wątpię w to, aby twórcy Mint wspierali utrzymanie serwerów dla Ubuntu. I może dlatego ciągle wspominam o tym, że Mint stanie się inną dystrybucją dopiero kiedy postawi własne serwery, na których będzie cały ich system. Wtedy zaczną być panami samo sobie. Jak zbudują, jak skompilują paczki tak będą je mieli użytkownicy Mint. A w obecnej chwili, mint w 90% opiera się na Ubuntu… Więc jeśli tak, to kto na tym zyskuje, ba ubuntu zapewne nie :]

arch linux / kazam 1.0 – libappindicator3 (finish record don’t work)

Nowy kazam pokazał, że można połączyć dwa źródła dźwięku bez zabawy z jack (nie wiem czy cześć kodu jack nie zostało umieszczone w kazam 1.0), lub bez zabawy z przykładaniem mikrofonu do głośników i mówienie w znacznej odległości.

Kazam 1.0 nagrywa dźwięk ze słuchawek + mikron przy słuchawkach jakie mamy podpięte do laptopa czy komputera.

Problem w tym, że nowy kazam został przystosowany do gnome3, Unity co skutkuje na Archu tym, że nie można zakończyć nagrywania i przenieść nagrania do programu edycji lub zapisać na dysku.

A więc na dobrą sprawę kazam 1.0 jest bezużyteczny, jeśli nie można zapisać na dysku tego co nagrywamy.

Ale że ja wredny jestem i chamski, oraz że czasami lubię się podenerwować. To postanowiłem dojść do sedna problemu i rozwiązać go jakimś sposobem.

I udało się… 🙂

Problem tkwi w libappindicator3, którego w Archu nie ma, zaś kazam choć posiada (sprawdziłem w plikach programu) przełączenie się na inną obsługę ikonki (określenie zachowania przy wyborze danej opcji) to jednak na KDE4, LXDE, e17 – nie potrafi się on przestawić, choć menu programu pod ikonką działa.

Co robimy?

Instalujemy kazam-bzr – ikonka w tray może nie będzie posiadać graficznego oznakowania nagrywania itd. to będzie widoczna, a program działa.

Podpowiedź: jeśli ktoś używa mate (jak ja) to zamiast masy paczek od gnome2 >> edytuje PKGBUILD i zmienia gnome-python-desktop na mate-python.

W innym przypadku musicie zainstalować pakiety odnoszące się do gnom2.

Teraz instalujemy z AUR: libindicator i libdbusmenu (także z AUR).

Ale to jeszcze nie koniec 🙂

Teraz przechodzimy na stronę Ubuntu package >> libappindicator3

Pobieramy odpowiednią dla siebie (wersja systemu) wersję paczki na pulpit (desktop).

Naciskamy na paczkę, gdzie otworzy nam się okno, teraz naciskamy ponownie na plik >> data… (naciskamy też na .)

Teraz powinnyśmy zobaczyć katalog „usr” i przechodzimy głębiej katalogu do momentu, aż nie ujrzymy dwóch plików.

„Wyciągamy” je z okna programu do pakowania >> na pulpit (desktop).

Teraz kopiujemy te dwa pliki do /usr/lib/ i uruchamiamy dopiero kazam-a.

Jeśli wszystko poszło dobrze, to kazam powinien w momencie naciśnięcia na „Finish record” (PPM na ikonce w tray) – pojawi się okienko gdzie będziemy mogli: albo przetransportować plik do któregoś z programów do edycji lub zapisać po prostu na dysku.

Czyli… problem z nie działającym nagrywaniem w kazam 1.0 na Archu w moim przypadku właśnie się zakończył 🙂