…bsd i linux (Ubuntu) – nie wiem, nie rozumiem.

Czasami tak mam, że staram się coś naprawić, albo rozwiązać dany problem i się nie udaje. Tak jest z PC-BSD.

Pierwsza sprawa to wielkość obrazu do pobrania, oryginalnie to kilka GB, a dokładniej 3,8 GB. Jakby na to nie patrzeć, nie mało, ale otrzymujemy wszystkie śmieci i pulpity jakie zna użytkownik systemu linux + jeden dedykowany FreeBSD.

Wybrałem wydanie… rozwojowe. Jest „lżejsze” (2,3 GB) i rozwojowe. Co tu dużo pisać, chciałem być na bieżąco, a przy okazji poczuć tą inność, przecież to system z rodziny BSD.

Instalacja przebiega bez problemu: wybieramy język, wersję Desktop (czy Serwer), Dysk i partycja (jeden przycisk i proste okna do wyboru partycji), czy używamy GRUB, czy program do uruchamiania BSD, i rozpoczynamy instalacje na wybranej partycji.

Problem zaczyna się po zakończeniu się instalacji.

Okazuje się, że podczas wybierania i wskazywania odpowiedniej (pustej) partycji system sam od siebie wydziela 4 GB na partycję wymiany (z miejsca wybranej partycji). Niby nic, ale robi się to z automatu. Kolejna sprawa to fakt, że linux nie trawi systemu plików zfs.

Zachciało ci się wypróbować system z rodziny BSD, to wiedz, że posiadając na tym samym dysku (a nie partycji) system linux, nie użyjesz systemu BSD bez gimnastyki.

Ubuntu niby posiada repozytoria i paczki stworzone przez społeczność, ale są one… przygotowane dla „starego” ubuntu, do tego brak wersji paczek dla obecnej wydania, nie wspominając o tej nadchodzącej.
Kolejny problem pojawia się, jeśli posiadasz Ubuntu rozwojowe (kiedy to piszę – 16.10) jądro 4.8 (kiedy piszę ten tekst jest dostępne -rc3). Ta wersja jądra nie trawi dkms. Co innego wydanie udostępniane przez Canonical – 4.4, ale jak widać po numeracji jest pewna przepaść między jądrami, a przepaść to brak nowszych rozwiązań, czy poprawek.
Ale nic to, instalacja odpowiednich paczek nie pomaga. A wiem co mówię, bo siedzę nad tym już około 2 dni, tracąc (trwoniąc) na to czas.
I chcę aby to było jasne, że zrezygnowałem w pewnym momencie z dalszych prób zamontowania danej partycji, aby ją odczytać.

Wpisy na różnych formach i stronach, aby choćby GRUB wprowadził ten system na listę uruchamiania i PC-BSD można było uruchomić – nie działa.

W między czasie, czytając różne rozwiązania odnośnie zamontowania partycję zfs w Ubuntu, zauważyłem że podobne do zfs jest btrfs. A to raczej zła wiadomość, niż coś dobrego. Jedyna różnica jest taka, że instalując Ubuntu, a posiadając partycję btrfs trzeba doinstalować dodatkowe paczki, aby można zamontować i używać tej partycji. W przypadku zfs – nie ma takiej opcji, a może jedynie u mnie tak to nie działa.

I rozumie, że Ubuntu nie trawi zfs, ale Arch powinien być inny.
Zapomnijcie o tym.
Według Wiki Archa w temacie zfs trzeba zainstalować odpowiednie pakiety AUR. Co więcej, instalacja tych pakietów pociąga za sobą instalację… osobnego jądra.
Pierwsza myśl?
Wspomnienie kompilacji jądra pod gentoo, jak i też kompilacja g++5 pod Arch linux, gdzie po pojawieniu się błędu, około 30 minut (jak czasami nie więcej) zniknęło mi z życia bezpowrotnie i bez owocnie. A tu kompilacja jądra systemu?
Nie, dziękuje.

I problem z zfs i PC-BSD dał mi trochę do myślenia: z jednej strony linux jawi się jako system dla każdego, obecnie już dojrzały, przyjazny, działający itp. itd. Powyższe moje doświadczenia na to nie wskazują. Bo jak można powiedzieć, że linux jest dla każdego, albo jest dojrzały, kiedy nie radzi sobie z zfs, a btrfs działa i partycja jest odczytywana, ale tylko wtedy i jedynie wtedy, kiedy zainstaluje się w systemie odpowiednie pakiety (które nie są instalowane podczas normalnej instalacji systemu, chyba że wybierze się dany format partycji podczas instalacji danego systemu jako główny).

Tak uwaga na koniec. UbuntuBSD podobna ma wdrożoną obsługę zfs, więc nie powinno być z tym problemu. Ale zastanawiam się nad długością życia tego projektu. Utrzymanie paczek na znośniej żywotności będzie raczej nie możliwe. Zainteresowanie bsd w kontekście Ubuntu jest raczej nowinką, a to oznacza, że tak jak jest to nowinka tak nią pozostanie.

Aby to było jasne, nie piszę tego wpisu, aby ośmieszyć Ubuntu, czy PC-BSD. Chcę  pokazać, że linux nadal ma niedociągnięcia i nie jest idealny. To nadal ten sam system co kilka lat temu, jedynie obsługa urządzeń się poszerzyła, ale wiele problemów nie zostało rozwiązanych. I może dlatego nie dziwi fakt, że są osoby które nadal mają problem z działaniem Ubuntu, nawet tego obecnie wydanego.
A co do …BSD, to raczej przestałem widzieć sens w inwestowania czasu w ten temat. Próby zrozumienia problemu, czy rozwiązania go można spożytkować na inne rzeczy, i to bardziej przyjemniejsze 🙂

ps.
Podczas drugiej instalacji PC-BSD i wskazaniu odpowiedniej partycji, instalator automatycznie wydziela odpowiednie miejsce na partycję swap, mimo iż podczas poprzedniej instalacji ją wydzielił. Gdzie tu sens?
Gdybym 4 razy instalował PC-BSD na tej samej partycji, to posiadał bym 4 odrębne partycje swap zfs? Ten system chyba ma problem sam ze sobą… mam wrażenie.

o btrfs

Historia wydarzyła się naprawdę… (kolejna)

Kilkanaście dni temu postanowiłem, pchany pewną myślą, przetestować format dysku w systemie btrfs.

Ile wiedziałem o btrfs?
Nie wiele, a prawie nic. No może tyle, że lepsze pod względem kopiowania, czy innych rzeczy z plikami do ext4 nie jest. I chyba tyle.

Zaczęło się od tego, iż przerobiłem jedną z partycji (na btrfs), przekopiowałem na nią katalog systemowi i dokonałem dowiązania symbolicznego. System nie wykazuje z tym żadnych problemów.

Więc w ramach dalszych testów padło na Archa. Ale dopiero później zorientowałem się, że popełniłem błąd dokonując conver-u dysku do btrfs użyłem sudo. Niby nic, ale normalnie polecenie „przeinaczania” partycji/dysku dokonuje się bez tego „dodatku”.
Okazało się, że dystrybucji… nie daje się uruchomić. „Przerabiania” dysku dokonywałem pod Ubuntu, ale to chyba żadna różnica. Później okazało się, iż aby Arch działał muszę zrobić chroot, dokonać konfiguracji jądra, aby „zaskoczyło”, dokonać zmiany w GRUB i plikach każdej z dystrybucji, aby każdy z systemów wiedział jaki rodzaj partycji uruchamia.
Po tym zabiegu Arch się uruchomił. Ale jedynie tyle. Jednie, bo format wszystkich plików stał się automatycznie jedynie do odczytu. Nic nie można było uruchomić (jedynie system i pulpit), żadnego programu, bo każdy chce zapisywać jakieś dane, a nie może tego zrobić.

Postanowiłem dokonać formatowania większości partycji do btrfs. Okazało się to zgubne. Przerobienie partycji na której było zainstalowane Ubuntu… Działało, ale nie działało. Każda z partycji, nawet sformatowanych, nie pozwalała na zapisanie, tworzenie, czy kasowanie plików. Uratowało mnie drugie Ubuntu, które pozostało na partycji ext4.

Kończąc moją opowieść, to później było kopiowanie zawartości partycji, formatowanie ich do ext4 (z btrfs) i ponowne kopiowanie. Nie udało mi się dokonać konfiguracji Archa wg. różnych instrukcji, aby działał właściwie na btrfs.
Skończyło się na tym, iż zainstalowałem Ubuntu na czysto na btrfs, które samo skonfigurowało sobie partycję i katalogi. I to rozwiązanie działa.

Co się dowiedziałem na temat btrfs?
Wpisując btrfs kojarzy mi się z better file system (lepszy system plików).
Iż subvolume – fajne, ale mnie nie chwytają.
Czy ja wiem, czy btrfs jest lepsze od ext4?

ps.
Nie podaję żadnych poleceń, ani rozwiązań. Tekst ma dać raczej do myślenia, czy rozmyślania…

Uruchamianie systemu: ubuntu – arch linux – windows 10

Steve Jobs: „Gdyby można było w ten sposób uratować komuś życie, dałbyś radę skrócić czas startu systemu o dziesięć sekund?”*

Kiedy patrzy się na system, uważa się, że pewne niedociągnięcia można pominąć. Ale tak naprawdę, choćby jedno niedociągnięcie może sprawić, że tobie to nie będzie przeszkadzać, ale 10 innym osobom już tak.

Wykonałem kilka niezbyt dokładnych (starałem się, aby były dokładne) pomiarów odnośnie uruchamiania się systemu. Dane mogą… zdziwić 😉

(poniższe wartości to sekundy)
Ubuntu 15.10 (długo na dysku, aktualizacja systemu z jednej wersji do drugiej) – 43
Ubuntu-next (15.10) (unity8) – 45
Lubuntu 15.10 Alpha 2 (czysta instalacja) – 29
Lubuntu 15.10 Alpha 2 (po zainstalowaniu kilkunastu programów i czego tam się chce) – 35
Arch linux – 30
Debian unstable – 37
Windows10 – 32

Menadżer logowania:
Arch, ubuntu, lubuntu, debian – lxdm.
Windows 10 – własny.
Ubuntu-next – lightdm.

Najdziwniejsze było dla mnie to, że mój stary system, który miałem na dysku jakiś czas uruchamiał się ponad 40 sekund. Podobny wynik uzyskuje Ubuntu-next (Unity8). Zaskoczyło mnie Lubuntu 15.10 aplha 2, które po czystej instalacji na dysk uruchamiało się 26. Ale może to być spowodowane tym, że podczas ładowania systemu, nie były montowane żadne dyski oprócz systemowego i home. Ale obecny wynik, 35 sekund do ukazania się lxdm to moim zdaniem… sukces. Wyznacznikiem szybkiego załadowania systemu do pokazania się np. lxdm jest dla Arch. Ten system ładuje się bardzo szybko, co może być spowodowane szybkim montowaniem dysków, jak i też brakiem dodatkowych rzeczy, które spowalniają cały ten proces. Może też kogoś zachwycić czas Windowsa, choć dla mnie jak na taki system, z takim budżetem to raczej… średni wynik.

Podsumowując, liderem dla mnie zostaje Arch linux, później jest lubuntu 15.10 alpha 2 (oby nie zostało to zepsute), później Windows 10, Debian unstable i to co pozostało…

Nie chcę tu nikogo obrazić, bo nie ma fedory, mageia, czy opensuse, ale nie mam tych dystrybucji zainstalowanych, więc logiczne jest, że… nie mogę podać czasu ich uruchamiania się 🙂

* – cytat pochodzi z książki: Walter Isaacson – Seve Jobs wydanej w 2011 przez Insignis Media.
(mam nadzieję, że nikt mnie nie powisi za to jedno zdanie ;))

Arch linux. Używać, czy zostawić?

Nie skasowałem Archa z laptopa. Istnieje koło Ubuntu, Ubuntu i Windows. Jedno Ubuntu to system, który używam bo używam i test KDE Plasma 5; drugie Ubuntu to test Unity8; Widnows, bo był już wgrany i jest oryginalny; a Archa, bo potrzebowałem odskoczni.

Co mogę powiedzieć o Archu po powrocie, oraz kilkudziesięciu tygodniach z nim?
Że nie jest dla każdego. Zdecydowanie nie jest dla każdego.

Najbardziej dobijają mnie multimedia, a dokładniej problemy z dźwiękiem, lub raczej jego regulacją.
Nie wiem od czego to zależy, bo tylko na Arch linux zetknąłem się z czymś takim. Powiadomienie kdenlive, które nie zawiera dźwięku (bo zostało to usunięte w pliku i ustawieniu) – ustawia automatycznie dźwięk na 100%. Uruchomienie kodi (xbmc), brak dźwięku – regulacja dźwięku dla tej aplikacji ustawia się zawsze na poziomie… poniżej 34%, co oznacza wg. wskaźnika głośności: cisza. Nie wspomnę o dziwnych ustawieniach mikrofonu, albo regulacji głośności – pasystray – gdzie głośność możemy wywindować nawet do 400%, albo i więcej!

Dzisiaj zainstalowałem xfce4, chcąc sprawdzić, czy na tym pulpicie regulacja głośności działa podobnie jak w przypadku lxde i pasystray. Okazuje się, że regulacja xfce4-mixer nie wykazuje dziury z brakiem dźwięku po 34%, 0 to brak dźwięku, 5 – to minimalny dźwięk itd. Oczywiście regulacja alsa nie działa, ale po przestawieniu na pulse, wszystko wydaje się być sprawne. Ale dziwne zachowania danych programów, występują. Jedyne co dobre, to to, że ta dziura z brakiem głośności zniknęła.

I nadal nie znam rozwiązania na ten problem z głośnością, może kompilacja paczek pulseaudio bez integracji z systemd? Nie wiem.

Co do Archa, to system specyficzny, nad którym trzeba się pochylić, skupić. Bez tego bardzo szybko się można jedynie zrazić. Na wieloma problemami, trzeba posiedzieć, zrozumieć je i przeanalizować. Wypróbować różne warianty, przeprowadzić różne testy, sprawdzić różne konfiguracje plików konfiguracyjnych.
Ale kiedy się już to zrobi, to Arch jak każdy inny linux, pozwala przeglądać internet, edytować zdjęcia, tworzyć filmiki, grać w gry itd.

A tak po za tym, to jaki inny system wybrać na miejsce archa, który oferował by to samo, ale było pod całkowicie innym szyldem. Nie chodzi mi tutaj o klony, ani o podobną mechanikę, ale o całkiem inną mechaniką, oferującą to samo co Archa. Slackware? Gentoo? Czy inna niezbyt popularna dystrybucja?