Arch i multimedia po raz drugi

Może to być nudne, takie pisanie ciągle o Archu, ale nie mam innego tematu na obecną chwilę 😉

Może mi ktoś pomoże, a może doradzi, lub wytłumaczy.

W poprzedniej notce napisałem, że udało mi się stworzyć starszą wersję pitivi i zainstalować program. Okazało się, że starsza wersja działa lepiej (stabilniej), ale do czasu, aż nie postanowiłem wstawić grafikę w pocięty materiał. Program się wykrzacza. Zamiana grafiki na na materiał filmowy… Wszystko się renderuje ale, do połowy. Innymi słowy, renderowanie przebiega dla całego materiału, ale stworzony film to połowa całości. Nowsza wersja, ma jeszcze większe problemy ze sobą. Ratowałem się wylogowaniem się i ponownym logowaniem.

Jak nie pitivi, w żadnej wersji, to może kdenlive. Pociąga to trochę zajętego miejsca, bo dochodzą do tego zależności, ale program działa i nie ma jakiś większych problemów.

Jednakże ja mam problem z kdenlive. Błąd, np. innych FPS, niż to ma ustawiony program powoduje pojawienie się komunikatu (okienka) i dźwięku.
Problem polega na tym, że ten dźwięk pogłaśnia mi główną głośność na 100%. Zmniejszam na 50%, dzyń, 100% – i tak w kółko. Co powiadomienie od kdenlive, to głośność na 100% ustawiona. Wyłączyłem odgłosy w komunikatach kdenlive, ale to nie działa. Trochę to zaczyna irytować, bo ile można obniżać głośność po każdym komunikacie o jakimś błędzie.
Nie mam zainstalowanego pełnego KDE, wiec nie mogę uruchomić panelu ustawień KDE, i sobie odznaczyć sygnał dźwiękowy przy komunikacie lub błędzie.

Znalazłem a powyższy problem rozwiązanie:
/home/[nazwa_waszego_konta]/.kde4/share/config
Znajduje się: kdenlive.notifyrc
Skasowałem linijki odnoszące do pliku dźwiękowego. Mam nadzieję, że to rozwiąże jakoś mój problem, ze skaczącą głośnością.
Nie zmienia to pytania: Dlaczego tak się dzieje z tą głośnością?

Kończąc mój wywód…
Arch nie jest złą dystrybucją, ale trzeba się nad nim pochylić, pomęczyć, skupić na nim, czasami coś zmodyfikować. Jedyny problem to multimedia, oraz zabawa z dźwiękiem.
I wyprzedzam komentarze o oss, albo alsa. Nie mogę bazować na alsa, bo skype wymaga pulseaudio. Wiem, że jest pakiet pulseaudio-alsa, ale instalacja tego pakietu powoduje więcej problemów, niż pomaga (a może to tylko u mnie).

Najgorsze jest nagrywanie obs-studio. Bo trzeba ustawić kilka suwaków w pavucontrol, później ustawienie suwaków w programie, wykonanie nagrania próbnego i regulacja odpowiednich elementów odpowiadających za mikrofon.

No i jeszcze dziwne zachowanie obs-studio, które potrafi w pewnej chwili potrzebować tyle mocy, że FPS w grze spadają dosłownie do minimalnych wartości. Pięknie to później wygląda na nagraniu.

Reklamy

Nagonka na OpenGL, czy może…?

Zacznę od tego, że ze słowem opengl zetknąłem się kilkanaście lat temu jak byłem małym szczylem, a w świecie komputerów istniało coś takiego jak karty Voodoo 2 do akceleracji grafiki 3D zamontowanej już w komputerze. Takowe komputery to obecnie era kamienia łupanego, no ale tak to właśnie kiedyś wyglądało.

Nie powiem, Need For Speed 2 po uruchomieniu go na komputerze z Voodoo 2 robił wrażenie – Directx się chował.
Ale to tylko w tamtym czasach i to też nie we wszystkich grach.

To był ostatni raz kiedy zetknąłem się ze słowem OpenGL.

Kolejny raz, kiedy natrafiłem na słowo opengl było kilkanaście lat później, kiedy to zainteresowałem się systemem linux.
Zdziwiło mnie jednak to, że opengl na przełomie tylu lat praktycznie się nie rozwinął, w przeciwieństwie do konkurencyjnego Directx.
Ale najdziwniejszą rzeczą było to, że opengl był wykorzystywany w pulpicie KDE.

Obecnie coraz głośniej krytykuje się OpenGL, za zacofanie, brak stosownej dokumentacji itd.

Może coś w tym jest, że opengl nie dorównuje konkurencji. Wystarczy spojrzeć i porównać sobie gry od strony graficznej na Windows nawet kilku lat wcześniej, a jak wyglądają gry graficznie na systemie linux i ile ich jest obecnie.
Silniki jakich używa się do tworzenia gier na linux są… mocno już przestarzałe, ale tylko one są na tyle sprawne, aby można było na nich coś stworzyć.
Przykład: Unvanquished (fork tremuloas) chodzi na Daemon engine:

Aby było wiadome, co i jak to: Quake III: Arena został wydany w 1999 roku, Wolfenstein: Enemy Territory został wydany w 2003 roku – a mamy obecnie rok 2014.

A dzisiaj trafiłem przypadkiem na tekst, że Apple stworzyło API niskopoziomowe na urządzenia mobilne, które graficznie robi naprawdę wrażenie: link.

A co powiecie na to, że już pojawiły się głosy, że Metal (tak nazywa się to API niskopoziomowe) od Apple uderza w opengl – link.

Podsumowując, to opengl nie jest takie złe na jakie wygląda, choć też nie jest idealne. Pokazuje to gra Rage stworzona na silniku id Tech 5, który został oparty na opengl. Ale gdy wysłucha się recenzji tej gry i narzekań na graficzne problemy z grą… już tak różowo nie jest: link.

To też pokazuje, że opengl zaczyna lekko odstawać, bo co powiecie na to, że taka firma jak AMD wypuściła (stworzyła) Mantle, o którym coraz głośniej się mówi.

Najlepszym wyznacznikiem, które rozwiązania są dobre, a które nie, jest ilość tworzonych gier w danej technologi. I bądźmy szczerzy, ale opengl w tej materii nie króluje.

I obym się mylił, ale jeśli firma odpowiedzialna za opengl nie zacznie coś robić w temacie wydajności, dokumentacji, wsparcia i gier, to na przełomie kilku lat opengl stanie się biblioteką marginalną, wykorzystywaną tylko w systemach linux.

Gramy na windows: Mass Effect 3 DEMO multiplayer (co-op)

W poprzedniej wpisie/notce o Mass Effect 3 DEMO opisałem tryb fabularny przeznaczony dla jednego gracza.

Teraz przejdziemy do trybu co-op, gdzie opiszę: jak zacząć, co zrobić aby nie umierać co chwilę i jak wygląda sytuacja z planszami i walką. Na końcu zaś opiszę swoje wrażenia z tego trybu 🙂

Demo oferuje nam dwie mapy, pierwsza to ciemna (brązowa kolorystyka), druga to śnieżna baza.

Choć są do siebie dość podobne, to mimo wszystko na obu gra się odmiennie.

Pierwsza plansza to raj dla osób uwielbiających snajperki i celowanie. Respawn przeciwników jest tak daleki, że osoby które mają fan z siedzenia na miejscu i strzelania pojedynczym strzałem – ta mapa jest dla was. Co więcej, mapa ta ma pomieszczenia z oknami, gdzie można ostrzeliwać kolejne fale – pomieszczenia w drugiej mapce nie posiadają okien, a więc trzeba się nabiegać, aby dotrzeć do przeciwnika.

Ponieważ o tym nie wspomniałem, co-op polega na odpieraniu kolejnych fal, a tych fal jest 11. I co ileś fal pojawiają się różne zadania inne niż: wykończ wszystkich przeciwników. A są to: hakuj komputer po przez znajdowanie się w odpowiednim kręgu, albo zabij wyznaczonych przeciwników, walcz z wielkim i ciężkim robotem kroczącym, czy przejmij dane z 4 punktów. Odnośnie wyznaczonych wrogów do ubicia, po za tymi którzy mają nam przeszkadzać, cele są wyznaczane losowo na mapie i nigdy nie wiadomo gdzie będzie kolejny punkt hakowania, czy jaki przeciwnik będzie tym, który najpierw musi być zniszczony. Warto tu dodać, że zadania gdzie coś musi zostać „załatwione” są one na czas – co podnosi adrenalinę, bo nie ma opierdalania się, czy patrzenia na ostrzał, albo jesteście razem i walczycie razem, albo nie przejdziemy tego zadania.

I napiszę od razu: zapomnijcie w tej grze o brawurze i walce w stylu rambo jeśli nie jesteście napakowani w umiejętności. Ich wykorzystywanie, umiejętne wspieranie się to podstawa przetrwania. Taki przykład z moich meczy: pojawiają się osobniki z tarczami, aby ich ubić trzeba: albo ich obejść, albo… puścić sondę, która zaatakuje ich od tyłu, gdzie my zyskujemy możliwość wykończenia ich. Ale aby to zrobić potrzeba: umiejętnie posłać sondę za plecy, nie dać się zabić i jeszcze wykończyć „tarczownika”.

A więc: jeśli nie grałeś i nie znasz uniwersum Mass Effect będziesz musiał szybko to nadrobić jeśli chcesz zagrać sobie w demo i co-op, albo będziesz jedną, wielką kulą u nogi swoich kompanów.

Bo co-op polega na 4 osobach, w tym ty. A więc 3 pozostałe osoby walczą u twojego boku, lub próbują wykonać dane zadanie, choć sam też możesz je wykonać, będąc osłanianym ogniem innych osób koło ciebie.

Coś takiego jak: ratowanie się (podnoszenie), używanie mocy wspólnie, okrążanie przeciwników, pełnienie warty przy osobie, która hakuje, aby nikt jej nie przeszkadzał – chodzi oczywiście o przeciwników – to norma w tej rozgrywce.

Ale wracając do opisu plansz: pierwsza z nich to raj dla osób lubiących snajperki. Druga to kwintesencja emocji, walki na bliski dystans i rozpierduchy. Tutaj jak nie używasz mocy, giniesz 🙂 W pierwszej: jak nie potrafisz celować snajperką – giniesz. Mało kto tam używa mocy do walki, chyba że kroczące bydle się napatoczy 😉

11 fal, które trzeba przetrwać z coraz to trudniejszymi przeciwnikami.

Pierwsza plansza mi nie podeszła, z jednego powodu. Ludzie sobie nagminnie podpierają przeciwników. A jest to o tyle ważne, że za zabijanie wrogów mamy punkty doświadczenia, a te pakujemy w rozwój postaci, w ulepszanie mocy, czy kupujemy dodatkowe rzeczy, aby dopakować broń, czy kupić sobie pakiet medyczny, który podnosi nas po utracie energii. I nie mówię tutaj o kupowaniu za realne pieniądze, ale za różne rzeczy w co-op dostajemy kasę, którą wykorzystujemy na zakupy.

I kilka rad dla początkujących:
— wybrana raz postać nie może zostać skasowania (jej nazwa i wpakowane w nią punkty zostają)
— zagrajcie sobie kilka fal sami, aby poznać plansze i jej mocne i ciemne strony. Jeśli uda wam się w pojedynkę przetrwać pierwszą falę, to znaczy że jesteście w miarę gotowi do gry w co-op z ludźmi, którzy pobrali to demo – jeśli przetrwacie dwie fale, to znaczy że dajcie sobie jakoś radę i możecie zagrać z innymi żywymi osobami.
— przetestujcie sobie wszystkie bronie, ponieważ strzelanie ze zwykłych pistoletów jest fajne, ale mało efektywne
— przetestujcie sobie wszystkie umiejętności w każdej z klas (trzeba każdą klasą wytrzymać pierwszą falę minimum 3 razy, lub kilka razy zabijając kilka przeciwników i ubierając od ostrzału – nie wychodźcie przed podliczeniem punktów doświadczenia) – to że umieracie nic nie robi, ponieważ nie gracie z kimś

A teraz moje wrażenia 🙂
co-op zdarł mi kapce z nóg, a beret został zryty na kilometr. Gra z żywymi osobami, walka w ramię w ramię, leczenie, walka z czasem, bieganie i wspieranie się – kosmos. Pierwsza plansza nie przypadła mi do gustu, ponieważ ja nie lubię czekania na wroga 🙂 Dlatego śnieżna (druga plansza) zryła i nadal ryje mi beret.

Problem w tym, że wszystko zależy od tego: jakich mamy kompanów. Bo jeśli oni grają sami, to możecie pomarzyć o intensywnej grze, już nie mówię tutaj o przejściu 11 fal do końca (czyli brązowego wyzwania, a mamy jeszcze srebro i złoto  – różnią się przeciwnikami na starcie (co prawdopodobnie daje taki efekt, że na złotej w 11 fali mamy z 4 roboty kroczące i babki biegające z mieczami jak dziecko z ADHD). Ale brązowe wyznawanie też nie jest łatwe, jak już napisałem, a to za sprawą właśnie rosnących w siłę przeciwników. Warto też przyglądać się jaki stopień mają osoby z którymi będziemy grać, bo początkujący nie mają żadnych mocy, a co za tym idzie: są o dupę rozbić i będą albo wielokrotnie umierać, albo będą kulą u nogi, która nie pomaga bo nie ma czym (brak mocy).

I jak napisałem, co-op zrył mi beret i to kompletnie. Jeśli by coś takiego było na linux możecie być pewni jednego: każda dystrybucja zyskuje dziennie po 5.000 osób na świecie. Właśnie takich gier mi brakuje na ten system, z emocjami, z polotem i z jajami. Co jest w tym zabawne, ja gram w DEMO co-op, a nie pełną wersję gry. I jeśli ten tryb potrafi tak mnie zachwycić i dostarczyć tyle emocji, to sami rozumiecie – moc z tyłka, która burzy domy 😉 Ale jak napisałem: samotna gra z fabuła, czyli singiel – nie przekonał mnie do siebie, zaś co-op zrobił ze mnie papkę, w którą chce się grać choć to jedna plansza 🙂 Odmienność ras, odmienność umiejętności, odmienność ich wykorzystania – daje nieskończenie wiele wariantów gry i doznań 🙂

I jeśli macie windows-a, i wasz komputer lub laptop (bo ja gram na laptopie tym co zawsze i którego używam do linux) z dwoma rdzeniami + 2GB ramu + grafika która obsługuje Dx9 i 10. To sami się przekonacie ile ma mocy co-op z 3 innymi osobami koło was, których nie dość że nie znacie, to jeszcze musicie na nich polegać, tak samo jak i one muszą polegać na was.

ps.
Nie sprawdzę jak Mass Effect 3 demo działa pod wine, bo nie mam tylu rdzeni aby nie dość że uciągnąć grę + wine + system, a do tego ram i wykorzystanie karty grafiki i dla systemu i dla gry.
Jedno co mogę napisać: aplikacja Origin, przez którą można pobrać to demo na system windows została napisana w qt 🙂

I chyba tyle, to ja wracam do co-op, bo to naprawdę emocjonująca rozgrywka, gdzie ręce się pocą, a 30 min. (bo tyle trwa około 11 fal) mija jak 10 min. gdzie emocje czasami sięgają zenitu 🙂

ps2.
Demo ma ranking i obecnie około 120.000 osób grało w co-op, zaś w Polsce było ich około 9000, jak ja ostatnio tam zaglądałem. I jak by kogoś to interesowało to gram pod nazwą konta: myswiat – zaś postać nazywa się różnie, ponieważ różne klasy i postaci muszą mieć różne nazwy (imiona)/ksywki. Czego później nie możecie już zmienić, warto to mieć na uwadze 🙂

Syndrom XP = jestem biedny i nie mam na 7

Właśnie dzisiaj postanowiłem sobie, że obejrzę live z gry, czyli ktoś gra i pokazuje to na żywo. Staje się to powoli normalną koleją rzeczy u niektórych.

I dokładnie chyba rok temu wyszła sprawa z XP, który górował nad 7 już nie mówiąc o Vista.

Ale nie przeszkadza to wielu osobom głosić żale na forach, czatach i blogach, jak to na XP najnowsze gry nie są do uruchomienia. I dla takich osób nie jest problemem ukraść grę, co więcej siedzieć na pirackiej wersji systemu XP – bo nie można go obecnie legalnie kupić, chyba że ktoś chce się złapać na XP za 100 na Allegro, jako frajer myśląc że kupuje oryginalny system. Obecnie na oficjalnej stronie Microsoftu można kupić tylko i wyłącznie 7. Co oznacza, że XP i Vista są systemami nie dość że starymi, to do tego nie do kupienia oficjalnie przez stronę M$.

I szczerze bawi mnie to, jak ludzie narzekają na twórców gier, bo dana gra działa na 7, no może vista, ale już na XP nie ruszy. Ludzie, ten system ma z 10 lat 😀 Czy auto które ma 10 lat uruchomi najnowszy akumulator, najnowszą sprężarkę, albo wlewa się do niego najnowsze oleje? Nie, bo może się okazać że te najnowsze technologie wyczyszczą i odlepią rzeczy zalepione i cały silnik jest wstanie się rozpaść.

Co więcej, SP 2, czy nawet 3 do XP nie naprawiał błędów, które w tym systemie się pojawiały. A sam doznałem jego starości na sobie. Dlaczego więc tak wiele osób uparcie siedzi na tym już przestarzałym do szpiku kości systemie?

Wielu tłumaczy się: nie stać mnie na 7. Inni tłumaczą to: wygodą i przyzwyczajeniem. Jeszcze inni: że ten system na ich komputerze działa sprawnie i szybko.

Czekajcie, bo czegoś tu nie rozumiem (wpis ma być polemiką i moją postawą wobec problemu zakłamania osób, które uporczywie trzymają się XP), chwila. Ktoś stwierdza fakt, że najnowsze gry nie chcą pójść na XP, ale nie mają one na nowszy system? Nie rozumiem… Przecież aby grać w daną grę trzeba ją kupić, jeśli tak to trzeba mieć na to pieniądze. A jeśli dobrze kalkuluje 2 najnowsze produkcje w markecie lub sklepie kosztują tyle co windows 7 na jedno stanowisko.
Chyba że ktoś już ukradł grę i dana gra nie ruszyła na ich także spiraconym XP i tu jest problem.

Taka mała uwaga, ponieważ może mało która osoba to rozumie, ale 7 jest chyba jednym z lepszych Windowsów. A do różnic można się szybko przyzwyczaić, więc tłumaczenie się wygodą jest tutaj chyba okłamywaniem samego siebie.

I na koniec perełka: system na danym sprzęcie działa szybko (w miarę) i sprawnie. A więc, jak dana osoba chce uruchomić najnowsze produkcje, które wymagają mimo wszystko większej mocy przeliczeniowej? XP jak napisałem to przestarzała technologia, która obecnie nie jest wstanie uruchomić większości najnowszych gier, czy programów. A do tego działa on na starszym sprzęcie, a więc pytanko: czy naprawdę wierzysz że wypasione gry uruchomią ci się na komputerze, który w miarę potrafi uruchomić XP?

Kończąc ten mój punkt widzenia i patrzenia na osoby, które kurczowo trzymają się tych XPeków, twierdząc że to są najlepsze systemy na świecie. Jeśli by tak było nie marudzili byście tak głośno, że najnowsze gry (te popularne) na tym systemie się nie chcą uruchomić.

Po za tym, czy jeśli wasz XP jest kradziony, to co was powstrzymuje przed kradzieżą 7?

I jak napisałem, jest to moje zdanie na temat osób, które narzekają na to że mają XP i obecnie coraz więcej gier im nie działa lub nie chce się uruchomić. A może czas odłożyć sobie trochę na 7, bo na 8 raczej nie ma co liczyć. Może czas przestać balować, wydawać na piwo co weekend lub przestać kupować sobie różne rzeczy co miesiąc. Już nie wspominając o tym, że może warto odpuścić sobie na razie najnowsze gry i odłożyć na nowy system.

Ciekawi mnie wasze zdanie na ten temat i jak wy postrzegacie ten trend z XP.

Bo moim zdaniem trochę głupie obecnie jest tłumaczenie siedzenia na XP, w dobie linuxa i np. lubuntu czy innej lekkiej dystrybucji. Oczywiście jeśli przesiadujecie tylko na internecie, oglądacie filmy, słuchacie muzyki i czasami coś tam chcecie przesłać drugiej osobie – to linux nie jest taki straszny jak go opisują czy smarują 🙂 Wystarczy tylko chcieć…

Inne osoby powinny się zastanowić, czy warto jest naciągać rodziców na bzdety, zamiast po prosić raz ale konkretnie na nowy system, aby być legalnym i później nie miauczeć im nad głowami o nową grę czy inne zbędne coś.

A wy co o tym sądzicie?

🙂