Przeglądarkowe oszukiwanie…

Wykonując test na http://html5test.com/ wyniki są różne zależnie od przeglądarki:
(poniżej moje wyniki)

Firefox nightly – 478
opera dev – 497
midori (0.5.11) – 376
vivladi (dev) – 521
chrome (dev) – 521
Chromium (45) – 521
qupzilla – 380
>> Aktualizacja:
webbrowser-app (przeglądarka Unity8 – wykrywa: chromium 35) – 520
Firefox 37 – 449
Firefox 41 – 466

Okazuje się, że twórcy vivaldi nie zaimplementowali w swoje przeglądarce opcji wyłączenia akceleracji sprzętowej, dlatego wynik vivaldi wynosi 521 i taki będzie wynosić (chyba, że pozwolą wyłączyć tę opcję). Myk polega na tym, że kiedy wyłączymy w chromium i chrome akcelerację sprzętową, powtórzę, wyłączymy… to wynik zostanie obniżony o 20 punktów, bo tyle przyznaje strona za WebGL 3D, a wynik wyniesie 501. Jeśli w Operze (dev) włączę akcelerację sprzętową, to wynik tej przeglądarki wzrasta do poziomu… 517, bez włączonej tej opcji wynik ten wynosi 497. I tu mam pewną nowinkę, ponieważ w przypadku Firefox włączenie, czy wyłączenie tej opcji nie zmienia niczego, wynik pozostaje taki sam, ponieważ w firefox (dev) opcja ta nie wpływa na to, czy webgl 3d będzie działać czy nie.

To pokazuje, że na wyłączeniu lub włączeniu jeden opcji w przeglądarce można sobie podbić (sztucznie) wynik 🙂 Co nie zmienia faktu, że opera delikatnie odstaje od chrome/chromium/vivladi (ale jedynie delikatnie), firefox goni resztę z lekką zadyszką, a midori spokojnie spaceruje sobie za rękę z qupzilla, praktycznie nie przejmując się niczym.

Reklamy

firefox 35.0a1

Pojawiło się nowe wydanie Firefox 32.0, które coś tam wnosi i poprawia, ale nie ma to zbytnio znaczenia na tle konkurenta, czyli chrome.
Na co dzień, już od kilku lat, korzystam z chrome i choć przeglądarka ta nie jest idealna, to spełnia swoje najważniejsze zadanie: szybko ładuje strony, a przy 40 otwartych kartach nadal działa bez zarzutu.  I mowa tutaj o stabilnym wydaniu, a nie wersji beta, czy unstable/dev.

Czy firefox ma szansę wygrać bitwę z konkurentem?
Tak, ale pod jednym warunkiem, że ktoś zdecyduje się zainstalować i korzystać z wersji night. Tylko to, rozwojowe, wydanie jest wstanie dorównać chrome, a w niektórych aspektach przewyższyć lub wyprzedzić.

firefox 35.0a1

W wersji 34.0 pojawił się nowy panel ustawień w Firefox, który ostał się na stałe.
firefox 35.0a1

Szybkość ładowania się stron w wersji 34.0a1 była porównywalna z tym co oferuje chrome, jednak pojawił się problem z oknem podglądu kodu strony, do tego w pewnym monecie strony takie jak google były źle wyświetlane.

Co nowego, na pierwszy rzut oka, można znaleźć w wersji 35.0a1?
Menadżer wyglądu przeglądarki:
firefox 35.0a1

firefox 35.0a1

Brakuje mi jednak jednej opcji, a która występuje w wersji na system Windows: możliwość ukrycia belki programu ala chrome.

Inną nowością jest… (nie wiem co to i do czego to):
firefox 35.0a1

Ale to co najważniejsze to fakt, że szybkość ładowania się treści i stron w 35.0a1 jest prawie taka sama, jak nie lepsza niż w chrome (stable). Wejście w link na jakiejś stronie to chwila, a kilka sekund później mamy załadowaną stronę. Jednak firefox nadal ma małe problemy ze stronami przeładowanymi różnego typu elementami, gdzie widać gołym okiem, jak przeglądarka próbuje to jakoś ogarnąć (czyt. szybko załadować) i dopiero po chwili zaskakuje i strona ładuje się momentalnie.

Gdyby twórcy firefox porzucili obecne wydanie i od razu wdrożyli, jako wydanie stabilne, wersję 35.0, to możecie mi wierzyć lub nie, ale wielu albo powróciło by do firefox, albo przekonało do niego. Zaś google miałoby niemały orzech do zgryzienia, aby wyjść przed nowe wydanie firefox. Ale, że cykl wydań przeglądarki od Mozilli jest jaki jest, więc wszystko się toczy swoim, dość powolnym torem. Szkoda, że konkurencja także nie śpi i nad swoimi programami też dłubie.

ps.
Wydanie 35.0a1 to niecałe 51 MB, zaś wersja stabilna: 32.0 to około 40 MB, wersja 34.0a1 osiągała wielkość 48 MB. To pokazuje, że co wydanie to coś dochodzi do przeglądarki, aby była lepsza, przy okazji puchnie ona w oczach (plik instalacyjny, pobierany ze strony mozilli).

Android – myślałem, że będzie lepiej

Trochę o systemie Android
Nie miałem wcześniej styczności z systemem Android. Kilku dniowa zabawa nasunęła mi jednak kilka rzeczy, których mi brakuje w tym systemie.
Pierwszą rzeczą jest brak możliwości organizowania listy ikonek/aplikacji (menu), drugą rzeczą jakiej mi brakuje to opcja/możliwość powiększania i zmniejszania ikonek na pulpitach, oraz takiego samego operowania wielkością w odniesieniu do widgets.
Brakuje mi też w tym systemie opcji listowania ikonek kiedy telefon jest poziomo. To trochę dziwne, że np. przeglądając stronę, czy operując aparatem, – telefon trzymam poziomo) przechodząc do listy aplikacji, ukazują się one pionowo, co wymusza obracanie telefonem – trochę to dziwne.

To jest dla mnie najmniej zrozumiałe w tym systemie: Dlaczego w systemie mam 3 przeglądarki internetowe, gdzie 2 są na stałe zainstalowane i nie można ich usunąć? Dlaczego w systemie są aplikacje, z których nigdy nie skorzystam… i nie można ich usunąć np. poczta, Książki Play, Do zrobienia czy Radio?

Brakuje mi też w tym systemie opcji dla słabo widzących (naprawdę duże czcionki), co wyklucza korzystanie z tego telefonu przez osoby starsze.

Powyższy cytat pochodzi z notki o Alcatelu i dość dobrze obrazuje w pewnym sensie mój zawód tym systemem.

Ktoś może pomyśleć, że inne systemy były gorsze.

Nie do końca.
Taki Symbian w wersji S60 3rd Edition może posiadał opcje, które komuś wydawały by się teraz śmieszne np. możliwość dodawania miniaturek zdjęć do wizytówek z numerami telefonów, czy dźwięki, schematy kolorów i czcionki (Android chyba nie ma opcji zmiany czcionki na inną – tak oryginalnie z poziomu ustawień telefonu), ale posiadał tę opcję, która dawała nam namiastkę wolności i możliwości takiego sklecenia sobie wszystkiego, jak nikt inny nie ma: Możliwość zdefiniowania skrótów klawiszy, klawiszy programowych i opcji układu menu. Opcja układu menu to nie tylko zmiana układu, ale też możliwość przestawiania ikonek jak się chce np. ikonka ustawień na środku (wchodząc do menu zarys wyboru ikonki ustawiał się zawsze na środku), po prawej wiadomości (sms), po lewej ikonka gry itd…
I tego mi w Android brakuje.

Odnośnie iOS to miałem z nim styczność tylko przez chwilę i tylko na iPadzie. Teraz kiedy przypomnę sobie iOS to mam wrażenie, że jest on… jakoś tak lepiej dopieszczony i wymodelowany, ale mimo wszystko i tak za wiele w nim zmienić nie możemy.

Android to taki gnome-shell czy Unity na telefon, fajnie może i wygląda, ale zbyt wiele nie możemy w nim zmienić jeśli chodzi o własną inwencję twórczą. Ponieważ tak jak w Unity, czy gnome-shell – panel, lista ikonek, sortowanie ikonek, układ doków jest stała i nie możemy sobie tego zmienić, tak samo jest z Androidem – system na telefon jest fajny (pozwala dzwonić, wysyłać sms, instalować aplikacje, które rozszerzają jego funkcjonalność), ale jeśli chodzi o wolność… to raczej jej nie mamy.

Ponieważ, śmiem twierdzić, że nawet aplikacji na Androida jest jak na lekarstwo. Większość to jakieś szmiry, czy głupawe „coś”, które do niczego się nie przydają.
Przykład pierwszy z brzegu: wpisuje wordpress, otrzymuję na pierwszym miejscu aplikacje do blogowania (o to chodziło), ale już kolejne to: skype, firefox, opera i inne kompletnie nie związane z blogami rzeczy. Tak samo jest z frazami: blog, czy blogspot.
A najbardziej dziwią mnie aplikacje, które się po prostu powielają np. aplikacje odnośnie oszczędzania baterii. Każda z tych że aplikacji wyłącza wifi i inne elementy w systemie, aby nie pobierały one mocy. Różnica między tymi aplikacjami jest taka, że każda ma inny panel ustawień i pewnych możliwości, ale tak naprawdę wszystkie robią dokładnie to samo – próbują oszczędzać baterię.

Inną sprawą w Androidzie są uprawnienia dawane aplikacjom, które chcemy zainstalować.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy większość aplikacji chce dostępu do pamięci chronionej. Podejrzewam, że to normalne, ale czy normalne jest, że aplikacja odnośnie ćwiczeń chce mieć dostęp do naszej listy połączeń, oraz sms i mmsów? Inną dziwną rzeczą dla mnie jest pozwolenie aplikacji na lokalizowanie mnie albo po przez GPS, wifi albo sieć komórkową – po co dana aplikacja chce to robić?

ROOT, rootowanie Androida
Jestem człowiekiem, który szuka innych rozwiązań, lub próbuje różnych pomysłów, kiedy coś mnie denerwuje lub dany system lub program nie spełnia moich wymagań.
Tak było z windows i jest nadal – przeszedłem na linux, tak samo jest z gnome-shell, Unity, KDE – przeszedłem na lxde/xfce, tak było z wyglądem gtk2 – napisałem sobie poradnik, tak samo było ze starym kazam – mała modyfikacja w pliku programu pozwalała na obniżenie użycia CPU i dużo płynniejsze nagrywanie, czy swego czasu z Ubuntu – przesiadłem się na Archa, którego później porzuciłem z własnych względów.

Podobnie zaczyna być z Androidem.
System ten nie przejawia żadnych wizji, czy inwencji twórczych firmy Google pod względem możliwości systemu linux.
Brak mi w systemie Android możliwości takowych modyfikacji wyglądu, układu ikonek, menu i ustawień, które dawały by możliwość takiego ustawienia wszystkiego, aby każdy mógł mieć tak wyglądający i tak ustawiony system jak się chce np. chce mieć jeden pulpit, nie chcę mieć panelu na dole, a przyciski funkcyjne na telefonie mają mieć przypisane inne funkcje, niż to jest oryginalnie np. przycisk funkcyjny „historia” działby jako aparat, albo ustawienia, czy np. otwarcie przeglądarki czy wybranej aplikacji. I nie wiem, czy nawet za 10 lat doczekam się tego w oryginalnym Androidzie.

Najbardziej co mnie dziwi to fakt, że nie można (bez wykonania rootowania) zmienić taktowania procesora np. na niższy poziom. Są aplikacje, które na to pozwalają, więc Android sam od siebie posiada takową opcję/funkcję, ale bez roota tego nie zrobimy, bo oryginalnie ten system na to nie pozwala.

I chyba rzecz najważniejsza: prostota w wykonaniu roota w Androidzie jest na tyle prosta (z większością systemów i modeli telefonów jest to możliwe), że dziwi mnie, że producenci telefonów sami nie dają użytkownikom już odblokowanych systemów.

Android to częściowo linux – nie całkiem i nie wszystko, ale mimo wszystko – więc dlaczego nie ma on nawet połowy tej dozy wolności i swobody jak oryginalny linux?