Nagonka na OpenGL, czy może…?

Zacznę od tego, że ze słowem opengl zetknąłem się kilkanaście lat temu jak byłem małym szczylem, a w świecie komputerów istniało coś takiego jak karty Voodoo 2 do akceleracji grafiki 3D zamontowanej już w komputerze. Takowe komputery to obecnie era kamienia łupanego, no ale tak to właśnie kiedyś wyglądało.

Nie powiem, Need For Speed 2 po uruchomieniu go na komputerze z Voodoo 2 robił wrażenie – Directx się chował.
Ale to tylko w tamtym czasach i to też nie we wszystkich grach.

To był ostatni raz kiedy zetknąłem się ze słowem OpenGL.

Kolejny raz, kiedy natrafiłem na słowo opengl było kilkanaście lat później, kiedy to zainteresowałem się systemem linux.
Zdziwiło mnie jednak to, że opengl na przełomie tylu lat praktycznie się nie rozwinął, w przeciwieństwie do konkurencyjnego Directx.
Ale najdziwniejszą rzeczą było to, że opengl był wykorzystywany w pulpicie KDE.

Obecnie coraz głośniej krytykuje się OpenGL, za zacofanie, brak stosownej dokumentacji itd.

Może coś w tym jest, że opengl nie dorównuje konkurencji. Wystarczy spojrzeć i porównać sobie gry od strony graficznej na Windows nawet kilku lat wcześniej, a jak wyglądają gry graficznie na systemie linux i ile ich jest obecnie.
Silniki jakich używa się do tworzenia gier na linux są… mocno już przestarzałe, ale tylko one są na tyle sprawne, aby można było na nich coś stworzyć.
Przykład: Unvanquished (fork tremuloas) chodzi na Daemon engine:

Aby było wiadome, co i jak to: Quake III: Arena został wydany w 1999 roku, Wolfenstein: Enemy Territory został wydany w 2003 roku – a mamy obecnie rok 2014.

A dzisiaj trafiłem przypadkiem na tekst, że Apple stworzyło API niskopoziomowe na urządzenia mobilne, które graficznie robi naprawdę wrażenie: link.

A co powiecie na to, że już pojawiły się głosy, że Metal (tak nazywa się to API niskopoziomowe) od Apple uderza w opengl – link.

Podsumowując, to opengl nie jest takie złe na jakie wygląda, choć też nie jest idealne. Pokazuje to gra Rage stworzona na silniku id Tech 5, który został oparty na opengl. Ale gdy wysłucha się recenzji tej gry i narzekań na graficzne problemy z grą… już tak różowo nie jest: link.

To też pokazuje, że opengl zaczyna lekko odstawać, bo co powiecie na to, że taka firma jak AMD wypuściła (stworzyła) Mantle, o którym coraz głośniej się mówi.

Najlepszym wyznacznikiem, które rozwiązania są dobre, a które nie, jest ilość tworzonych gier w danej technologi. I bądźmy szczerzy, ale opengl w tej materii nie króluje.

I obym się mylił, ale jeśli firma odpowiedzialna za opengl nie zacznie coś robić w temacie wydajności, dokumentacji, wsparcia i gier, to na przełomie kilku lat opengl stanie się biblioteką marginalną, wykorzystywaną tylko w systemach linux.

Reklamy

Ubuntu – 2013 i 5% udziału systemu linux na świecie?

Canonical ujawniło dane odnośnie sprzedaży laptopów z Ubuntu na pokładzie. Dane te (a opieram się na dobreprogramy.pl) są jak dla mnie bardzo dobre 🙂

W minionym roku sprzedanych zostało na całym świecie między 8 a 10 milionów sztuk komputerów z zainstalowanym Ubuntu na całym świecie. Sprzęt był wart łącznie 7,5 miliarda dolarów.

W przyszłym roku Canonical ma zamiar podwoić tę liczbę i dostarczyć Ubuntu na 18 milionach komputerów, co pozwoli na przeskoczenie symbolicznej poprzeczki — 5% komputerów osobistych sprzedanych na całym świecie będzie miało zainstalowanego Linuksa.

Pozostała część wpisu na innym moim blogu: czytaj dalej 🙂
W jednym z komentarzy została poruszona kwestia sprzedaży laptopów z Ubuntu na pokładzie – teraz pojawia się odpowiedź: ile sprzedano i jak wypada ta sprzedaż 🙂
Wydaje mi się, że jak linux – to źle nie jest.

gramy na windows: Mass Effect 3 DEMO – multiplayer #2

Jako że o multi w tej grze już pisałem, to tym razem będę pisał o tej rozgrywce po dojściu do pierwszej 500/około 20.000 w rankingu Polskich graczy w demo ME 3, i chyba 10.500/330.000 w rankingu światowym.

I tak jak wspomniałem w poprzedniej notce, w co-op jest ważny każdy członek naszej grupy. W momencie gdy zaczynacie grać na swoją modłę, reszta osób musi pogodzić się z tym, że albo nic nie ugra, albo będzie się lekko męczyć.

Ale jak to wygląda po ograniu kilku klas i zagraniu ponad 60 meczy jak nie więcej w co-op?
Rozwój klas i ras – jest zbyt ograniczony. Brakuje elementu RPG, gdzie moglibyśmy się zastanawiać: czy wpakować punkciki tu czy tam, ze świadomością że na nowe punkty będziemy musieli ostro pracować (czyt. walczyć często).

Level-uje się na tyle szybko, że po 50 meczykach gra się tak naprawdę dla co-op a nie dla rozwoju, zaczynamy się skupiać na walce i zaczynamy mieć gdzieś że za każdego kogoś mamy punkty. Bo po zakończeniu planszy i tak mamy od 80.000 to 120.000 min. punktów, bo im więcej zabijamy tym mamy ich więcej. A to oznacza, że pakowanie rasy i klasy przebiega z doskoku – meczyk = awans, meczyk = awans. Nie musimy się męczyć, czy rozgrywać kilkunastu meczy, aby coś osiągnąć.

Złe wyważenie ras, to kolejna bolączka Mass Effect 3 w Multi. Grając rasą Wrex-a, robimy miazgę na planszy, przeciwnicy latają, a do tego mamy szał po zabiciu 3 przeciwników w walce wręcz, co dodaje tej rasie + jeśli chodzi o zabijanie. Przy okazji mamy do dyspozycji: ognisty granat, czy wystrzał. Tak i to wszystko ma jedna rasa w jeden klasie.

Kilka dni temu kupiłem sobie paczkę Weteran i tam znajdowała się nowa postać do kolekcji. Problem w tym, że ma ona tak mało tarczy i życia, że nie chcę wskoczyć w bitwę kimś kto będzie ciągle ginął. A przeciwnicy nie będą się pytać, jaki mamy pancerz, aby w nas nie strzelać 😉

A więc wnioski na koniec…
Mass Effect 3 w co-op mamy słabo, a nawet napiszę, że tragicznie poukładane ras i ich dopalacze + klasy. Moim zdaniem, za jakiś czas każdy będzie grać rasą Wrex-a i będzie mieć to gdzieś, czy ktoś walczy na dystans czy tylko wszedł sobie do gry, aby robić rzopierdziel. Bo albo to gra w co-op, albo gra gdzie jedni dostają ochłapy, a inni siedzą przy stole i zjadają to co najlepsze.

I czy w co-op chodzi o to, aby sobie podbierać i wyrywać każdego przeciwnika, bo inaczej nie zdobędziemy żadnych punktów?

Brakuje też jakieś czynnika który utrzymywał by nas przy co-op, który nudzi się po osiągnięciu wysokiego poziomu, bo jak napisałem levele danych postaci wskakują dość szybko. A warto dodać, że odblokowanie nowej rasy w danej kategorii sprawia, że wszystkie punkty jakie mieliśmy w danej klasie są dostępne dla danej rasy. A więc, jeśli mamy Żołnierza na wysokim poziomie, kolejna rasa otrzyma dokładnie wszystkie te punkty już dostępne – tylko je rozmieścić. Zabieg bezsensu o tyle, że powinniśmy nową rasą odblokowywać wszystko od nowa, czyli zaczynać od levelu 1, idąc w górę, a nie że ja mam dostęp do wszystkiego ponieważ twórcy gry podzielili wszystko nie na rasy, ale na klasy.

Co-op jest fajny, ale moim zdaniem złe wyważenie ras, które podlegają pod klasy – jest ukłonem dla osób, które wymaksują sobie daną klasę, a później będą mogły sobie skakać pomiędzy rasami – jaka im pasuje. Zero pomysłu i wkradająca się nuda do takiego mechanizmu, bo nie musimy się męczyć aby grać inną klasą niż człowiek, a posiadać wszystkie moce i dopałki danej rasy.

I jeszcze wspomnę tu o pewnym problemie: rodzaj gry. Na początku wiele osób stosowało taktykę – trzymamy się razem, ale w tej taktyce wygrywali ci, którzy umieli się obeznać ze snajperką. Obecnie wiele osób zmieniło taktykę na grę w zwarciu, co czasami wprowadza chaos i zamieszanie. Bo jedni stają czekając na przeciwnika, a drudzy się nim zajmują. To potęguje efekt odbierania sobie przeciwników i wyrywania ich nawet za cenę asysty.

To chyba tyle jeśli idzie o DEMO Mass Effect 3 – gdzie dodany został co-op. I jeśli twórcy nie zmienią tego co jest obecnie, można się spodziewać jednego: wiele graczy wybierze inne gry sieciowe, a Mass Effect 3 będzie tylko dla singla i przechodzenia fabuły.

To tyle na temat tej gry i rozgrywki co-op, mam nadzieję że w finalnej wersji będzie ona poprawiona, bo inaczej może ona być tylko dodatkiem do dania głównego, zamiast być drugim daniem głównym.

ps.
Po każdym meczyku mamy odznaki, szkoda że one nic nie wnoszą do gry.

Czy 2012 będzie rokiem linux?

Będą to luźne i czasami żartobliwe przemyślenia, ale jednak przemyślenia i takie dość już sztampowe myśli, które były pisane na łamach tego bloga.

Pytanie to: Czy 2012 będzie rokiem linux?

Odpowiedź nie będzie jednoznaczna, a to dlatego że tylko Ubuntu walczy o użytkowników, cała reszta dystrybucji czeka jak na zbawienie, że nowi użytkownicy pojawią się sami.

I nie będzie to fanowski i fayboy-ski wpis odnośnie uwielbienia Ubuntu – po prostu taka jest rzeczywistość, która coraz bardziej zaczyna być widoczna. Ubuntu rośnie w siłę i zaczyna przypominać Androida: czyli, opieramy się na linux, ale mamy go coraz bardziej w dupie i innych częściach ciała, bo życie to biznes, a biznes to pieniądze, a my lubimy pieniądze – tym samym, chcemy być nie zależni i robić to co nam się podoba, bo na to pozwala nam linux i jego struktura, jak i też jego idea.

Tak to można określić w jednym zdaniu, co nie zmienia faktu że Ubuntu jako jedyne wyszło do ludzi.

I jak już jesteśmy przy Ubuntu to napiszę tutaj kilka zdań, które mogą otworzy niektórym oczy na obecne zachowanie Canonical i dlaczego Ubuntu wygląda tak a nie inaczej. Zaawansowanych użytkowników, którzy znają się już co nieco, zagłębili się w system, poznali inne dystrybucje, wypróbowali je itd. jest na tyle mało, że większą popularnością cieszą się serwisy o theme, nowymi wersjach programów i innymi pierdami, niż strony gdzie opisuje się pewne rzeczy związane z linux, czy daną dystrybucją. To zaś powoduje, że migracja ludzi z jednej dystrybucji na drugą nie zmienia niczego i nie jest wyznacznikiem głosu użytkowników, których jest niewiele. Jeśli zaś chodzi o nowy narybek, to on na tyle się nie zna jeszcze na systemie linux, że zanim odkryje meandry świata i ekosystemu linux minie z rok, a nawet 2 do 3 lat – bo tego jest za wiele. I na to liczy Canonical wychowując sobie nowych użytkowników na Unity przyzwyczajając ich to tego pulpitu/nakładki graficznej – czy jak tam kto woli. Masę osób, które zaczynają z linux nie wie nawet jak to coś się nazywa, a co tu dużo mówić o ustawieniach compiz. I w tym wszystkim Ubuntu idzie w górę, ponieważ ktoś wchodząc do sklepu i nie będąc obeznanym widzi: windows7, Ubuntu/unity, mandriva/kde (dla osoby nie obeznanej to tak samo jak widzieć panel w windows), mac os – który przeraża ceną. I tak sobie ktoś popróbuje Windows, Unity i KDE, i wybiera to co wygląda lepiej i prezentuje się lepiej. Takie ja mam zdanie na ten temat, a opieram się na założeniach takich: jak by tak moją mamę wysłać na kupno laptopa to co by wybrała? I własnie na takich użytkowników liczy Canonical, nie zorientowanych, nie mających zbyt wielkiego pojęcia na co patrzą, po prostu ma to działać, być ładne i przypaść im do gustu. Dopiero w domu mają oni zacząć poznawać daną rzecz.

Czy inne dystrybucje idą w tym kierunku?
Nie.

Czysta instalacja Fedory, czy openSuse to takie same pulpitu i założenia – jesteśmy dla tych, którzy już w miarę się znają. Instalowanie dodatków do gnome-shell? Zapomnijcie o tym 🙂 Osoba, która nie wie czym jest linux, będzie się bała nacisnąć prawy przycisk myszy na pulpicie, bo nie będzie wiedziała: co się stanie, a co tu dużo mówić o… instalacji dodatków do g-s – zostawcie waszą mamę przed laptopem z g-s i powiedzcie: no to mamo zainstaluj sobie dodatki, a ja idę do kolegi. Ciekawe co ona w tym momencie zrobi? Albo zróbcie to samo z żoną lub dziewczyną – ciekawe co zrobi. Bo z tego co ja się zdążyłem zorientować, wystarczy że panel znika gdzie zawsze był widoczny i to już wprowadza zamęt i z tego tytułu jest masę problemów i krzyków, bo nie widać uruchomionych programów.

Ubuntu ma być rodzinnym systemem, gdzie dziecko przesuwające kursor na kant ekranu będzie potrafiło uruchomić sobie odpowiednią grę, w którą gra, tak samo babcia, mama, czy 8 letni brat.

Obecnie system ma być bardziej dla idiotów i prostych ludzi, niż dla zaawansowanych osób z doświadczeniem.

Jak myślicie: po co zostało wymyślone to Centrum Aplikacji w Ubuntu? Bo na pewno nie dla zaawansowanych użytkowników, ale dla takich którzy nie mają bladego pojęcia o systemie linux. A ile to jest: nacisnąć na instaluj lub naciśnięcie na Skasuj/odinstaluj?

Kolejna sprawa to rozgrywka, która wyznacza trendy nowym systemom. System który nie potrafi przystosować się tego, nie ma co liczyć na popularność. Ludzie nie chcą obecnie skupiać się na wnętrzu systemu, nie chcą oni zastanawiać się nad tym, dlaczego coś nie działa, oni chcą: coś uruchomić, coś obejrzeć, coś posłuchać, coś kupić i zagrać sobie w coś, bez myślenie – a uruchomi się to, a jak to będzie działać, a dlaczego to nie działa, a dlaczego jest głos a obrazu nie ma, a dlaczego u kolegi to działa fajnie a u mnie wygląda to jak kupa łajna i ma czkawkę, a dlaczego gry we flash działają tak wolno?

Bardzo fajny przykład: Wpada do was dziewczyna lub macie romantyczny wieczór z żoną i postanowiliście sobie obejrzeć jakiś romantyczny film w łóżku na laptopie. Mac OS i Windows – uruchamiacie film i już, a na linux: no to jaki program wybieramy, bo w tym fajnie widać napisy, ale tamten ma taką i taką opcję, a w tym trzecim dany film nie działa.

To pokazuje, że linux potrzebuje wiodących rozwiązań, czegoś co będzie głównymi programami, a inne będą tylko dodatkami lub wyborami. Na system windows do oglądania filmów wykorzystuje się albo vlc, albo vlc – tak wiem że są inne programy, ale żadna nazwa nie przychodzi mi do głowy, no może po za gow player 😉

Tak wiem, że wielu z was to nie przekonuje i nie obrazuje tego, jak masę osób podchodzi od czynności na systemie, systemie który ma działać i ktoś nie ma się zastanawiać: dlaczego dźwięk haczy, dlaczego dźwięk nie działa, albo obraz przeskakuje i klatkuje. I teraz tak: na systemie windows: może program jest do bani, a więc inny, kodeki są o.k – bo nie ma innych. Tam nikt nie wpadnie na pomysł, a może sterowniki do karty muzycznej, a może moduł w systemie do dźwięku, a może system? A w linux: alsa, pulseaudio, kodeki, program, może błąd w elemencie do dźwięku, a może błąd w jądrze, a może gdzieś tam jakaś inna cząstka systemu zawodzi itd. Czasami naprawdę chciałbym nie wiedzieć tyle o systemie linux, może żyło by mi się lepiej i weselej 🙂

No i na koniec: gry, rozrywka multimedialna.
Linux na tym polu leży i kwiczy zarzynany przez twórców gier, gry oparte o stare silnik id soft 3, czy nawet samych użytkowników linux.

Obecnie wszystkie gry oparte o silnik Quake 3 Arena (mody) zostały zablokowane przez wyłączenie serwera, z którego pobierana była lista serwerów aktywnych do danej gry opartej o ten silnik. A więc, obecnie instalując Smokin Guns nie zagracie sobie w milti, chyba że tylko i wyłącznie z botami. Tak samo i z innymi grami FPS, gdzie silnikiem jest Q3A.

Ale i tak nie wiele osób grało w te gry, już nie wspomnę o tendencji: na linux się nie gra. A wiec co robi, patrzy się tylko na niego? To od czego jest ten system?

Czasami mam ochotę uruchomić sobie grę i bez zobowiązań pograć z godzinę, aby wyładować stres, czy po prostu przestać o czymś myśleć. Czy to jest możliwe na systemie linux? Nie, nie jest możliwe bo już samo to, że ta sama gra działa różnie na różnych dystrybucjach dostarcza dodatkowych nerwów i daje popalić. Przecież to jest linux, a jednak różnice w płynności gry, w jej działaniu są zauważalne gołym okiem (sic!).

Wiele gier, które są pisane w oparciu o otwarte standardy nie wybija się na grzbiecie komercyjnych gier – bo na linux mało kto gra. Przy okazji można tu wspomnieć o niskiej popularności różnego rodzaju produkcji nawet na system windows. Ponieważ prawie wszystkie gry FPS mają wersję linux i Windows, a ludzie i tak wybierają komercyjne rozwiązania. Dlaczego? Bo tam jest więcej ludzi…

To ilość ludzi, ilość użytkowników, ilość graczy aktywnych sprawia, że dana gra staje się popularna, a nie to na jaki system jest wydana. Jeśli by na system linux wprowadzono gry, gdzie system walki, rozbudowanie systemu broni i rozwoju postaci, levele, rozwijanie umiejętności było sensowne, a gra wyglądała by naprawdę ładnie to śmiem podejrzewać, że wystarczyło by nie wiele osób, aby rozbrzmiał szum wokół tej produkcji, co odbiło by się tylko na plus, bo każdy by chciał sprawdzić: o czym ci ludzie tak nawiedzeni mówią i piszą.

A przecież granie samemu to co innego, niż granie z kimś i to do tego żywym, gdzie można się wspierać, pomagać sobie i integrować jako społeczność danej gry. Ponieważ nie skupiamy się na tym, kto ma jaki system, ale kto jak w daną grę gra.

I tu linux przegrywa, ponieważ nie dość że masę osób dzieli społeczność na zwolenników i przeciwników danej dystrybucji, to jeszcze musiano by zacząć do tego dzielić danych użytkowników na społeczność danej gry – co jeszcze bardziej rozczłonkowało by daną społeczność.

Jak to mówią: w jedności siła, a im więcej czasu mija, tym jedność w linux staje się utopią. A na tym zyskują tylko inne systemy. I chyba dlatego Ubuntu staje się popularny, bo jako jedyny chce stać się jedyną słuszną dystrybucją, która idzie do przodu i na przeciw. To właśnie w niej można spotkać gry do kupienia tylko na Ubuntu za pośrednictwem Centrum Aplikacji w Ubuntu.

Więc, czy poprzestawanie na czekaniu na nowych użytkowników ma obecnie sens, czy może czas wreszcie zrozumieć, że ludzie nie będę z radością i uśmiechem na twarzy instalować linux-a tylko po to, aby przekonać się, że nie wiele w nim oni mogą zrobić, bo się w nim nie orientują. Bez pokazania, jak dany system wygląda i CO ON MOŻE ZAOFEROWAĆ – możemy zapomnieć o tym, że 2012 będzie rokiem linux.