Fedora (22) – najgorsza dystrybucja (linux)?

Co ja będę tutaj pisał? Jeśli jesteś fanem Fedory, to sobie odpuść, a jeśli nie, to radzę ci przeczytać. Może nie odrzucę się od Fedory, ale dowiesz się pewnych informacji o tej dystrybucji.

Ostatnio, w związku z instalacją na czysto (a później całkowitym skasowaniu) Windows 10, postanowiłem pobrać i zainstalować Fedorę (dev). Ale, że ta wersja miała jakiś błąd (instalacja na dysku), więc pobrałem i zainstalowałem wydanie 22.
Screeny pochodzą z procesu instalacyjnego Fedora 23, ale cała procedura i absurdy nie różnią się niczym, z czym ma się do czynienia w 22.
Piszę to, aby było wszystko jasne.

Instalacja.

Wpis przeniesiony na inny blog…
http://myworldlinux.blogspot.com/2015/08/fedora-22-najgorsza-dystrybucja-linux.html

Reklamy

arch, Wesołych Świąt Bożego Narodzenia

Na te dni Świąteczne, wiele dobroci, przyjemności, miłości i odprężenia.
Aby Wam się dwoiło w dobrych sprawach, przyjemnie prawiło w tych lepszych rzeczach, aby miłości nie zabrakło i znalazł się czas na chwilę odpoczynku.
Wesołych Świąt 🙂

A ja, jako prezent pod choinkę sprawiłem sobie… Archa obok Ubuntu i Ubuntu.
Poniżej będą moje własne przemyślenia i wnioski na temat dystrybucji Arch linux. Jeśli jesteś jego fanem, mogą ci się one raczej nie spodobać.

Zacznę od tego, że najpierw spisałem sobie w notesie częściową procedurę instalacji. Bo kiedy przyjdzie co do czego, trzeba będzie myśleć. I aby to było jasne, to pamiętam starego Archa, więc proszę nie pisać mi rzeczy oczywistych, o których wiem, mimo że napiszę coś, co będzie wskazywać na moje niedoświadczenie, albo głupotę.

Cała procedura wydaje się kosmiczna, bo pełno w niej poleceń i odniesień, ale to tylko pozory. Kiedy już się zacznie, a ma się ściągę, to instalacja Archa jest w pewnych aspektach prostsza niż to co było kiedyś.

Polecam wypalić obraz płyty (.iso) na DVD. Wiem, że to w pewnym sensie strata nośnika (obraz dystrybucji to ponad 500MB), ale uwolni to was od problemów z programem rozruchowym, albo błędami przy uruchamianiu z pamięci USB.
Pobrany obraz płyty to dwie architektury: 32 i 64 bit.

Po uruchomieniu procedury ładującej i pokazaniu się linii poleceń, wiki Archa zaleca użycie wprowadzenia polskiej klawiatury.
loadkeys pl
(pl – nazwa klawiatury).
Super, ale to nie działa 🙂 U mnie wpisanie ś lub ó, pokazywało jakieś znaczki, co było spowodowane, podejrzewam, błędną czcionką – a tego ustawienia nie było w procedurze. Takie ustawienie jest, ale dopiero w którymś tam punkcie, po instalacji.

Teraz montujemy daną partycję/dysk w /mnt.
mount /dev/sdXY /mnt
(X – dysk, Y – numer partycji np. sda2 lub sdb5, czy sdc7)
Tip: Jeśli macie inne dystrybucje na komputerze/laptopie, to polecam wam przygotować daną partycję wcześniej, na innym działającym systemie np. używając gparted. Likwiduje to obowiązek bawienia się w polecenia i skraca czas, oraz niweluje możliwość pomylenia się, lub skasowania partycji, której się nie chciało skasować.

Uwaga: Dystrybucja nie zainstaluje się, bez połączenia z internetem.
Wg. wiki Archa trzeba się połączyć z internetem. Jest to wręcz wymagane, inaczej instalacja nie przebiegnie.
Pomyślałem sobie, a co jak nie mam połączenia z internetem?
No to pięknie… już zaczyna się robić wesoło.
Który mądry wpadł na ten pomysł? To po co pobieram ten obraz płyty, jeśli i tak wymagany jest internet?

Połączenie z internetem to niezłe jaja, ponieważ procedur jest kilka.
Od edycji odpowiednich plików w /etc/netctl/examples/... po wpisanie jednego polecenia, gdzie wystarczy przebrnąć przez kilka okienek i tyle.
Wybrałem polecenie: wifi-menu -o
Wpisałem nazwę profilu, hasło i tyle – połączyło się.
Jest jeszcze edycja odpowiednich plików w /etc/netctl/examples/..., później przenoszenie tego już przerobionego pliku do /etc/netctl i polecenie netcfg start nazwa_profilu – ale ta procedura u mnie nie wyszła, więc wolałem… „automat”, bo z internetem łączę się przy użyciu wifi.

Teraz instalacja: pacstrap /mnt base base-devel

Teraz się czeka, aż pewna część pakietów zostanie pobrana i zainstalowana.
Po zakończeniu procedury, powinno się zainstalować GRUB(2), ale ja tego nie robię, bo opieram się na GRUB-ie od Ubuntu.

W tym momencie, wiki Archa, zaleca utworzenie fstab.
genfstab -p /mnt >> /mnt/etc/fstab
Szkoda, że w moim przypadku, gó#o to utworzyło, a raczej, wprowadziło partycję systemową i tyle, mimo że na dysku głównym kilka partycji – może to tak ma działać, nie wiem.

Chroot.
arch-chroot /mnt

Teraz powinniśmy nadać nazwę naszemu komputerowi/laptopowi: /etc/hostname, ale dany plik nie istnieje. Mam go utworzyć, a może skądś przenieść?
Później się to ustawi, od tego system się nie wysypie 😛

Ustawienie czasu.
Jeśli używacie czasu UTC, to:
ln -s /usr/share/zoneinfo/UTC /etc/localtime
Jeśli używacie czasu ustawionego na Warszawę:
ln -s /usr/share/zoneinfo/Europe/Warsaw /etc/localtime

W /etc/locate.gen – kasujecie # przy pl_PL.UTF-8 i UTF-8
pl_PL ISO-8859-2
, oczywiście zapisujecie zmianę.
Na koniec tej procedury polecenie: locale-gen

Wiki Archa w tym miejscu przewiduje modyfikację pliku: /etc/mkinitcpio.conf – mimo, że ja nie wiem co mam w nim zmieniać. Dlatego wydałem polecenie: mkinitcpio -p linux

Jeszcze hasło dla root: passwd (wpisujemy znane nam tylko hasło, powtarzamy je) i to niby koniec całej instalacji.

Uwaga: Jeśli instalujecie Archa od podstaw, to zainstalujcie sobie pakiet: dialog i wpa_supplicant, jeśli łączycie się z internetem przy pomocy wi-fi. W innym przypadku, po restarcie i uruchomieniu nowo zainstalowanego systemu Arch linux, nie zadziała wam polecenie: wifi-menu.

Jeszcze tylko polecenie: exit, a po nim: umount /mnt i restart.

Podsumowanie.
Instalacja wydaje się trudna i karkołomna, ale jest dość prosta, bo większość rzeczy robią specjalnie przygotowane skrypty. Gdyby nie one, to instalacja trwała by znacznie dłużej i naprawdę byłaby trudnawa. Jednakże mam kilka zastrzeżeń co do Archa i jego procesu instalacji:
1. Co za geniusz wymyślił, aby nie można było zainstalować dystrybucji bez obowiązkowego połączenia z internetem?
2. Inne pakiety podczas procesu instalacji: netcfg, inne po zainstalowaniu: netctl.
3. Polecenie genfstab … nie generuje listy partycji, ale jedynie wprowadza partycję systemową do pliku. Chyba, że ja coś źle wpisałem, może.
4. /etc/hostname – tworzy się ten plik, czy zmienił on miejsce. A jeśli tworzy, to jak on powinien wyglądać w środku?
5. Podczas procesu instalacji wifi-menu działa, a po restarcie i uruchomieniu dystrybucji brak pakietów: dialog itd. O co tu chodzi?

Cała procedura instalacji jest dość prosta, jeśli się ma ściągę. Ale czasami miałem wrażenie, że sztucznie i nie potrzebie miesza się jakimiś poleceniami, czy rzeczami do zrobienia, mimo że nie są one potrzebne do działania już zainstalowanego systemu.

Ubuntu: instalacja programu bez zbędnych śmieci

Wydając polecenie w Ubuntu: sudo apt-get install unity pociąga za sobą instalację masę śmiecia, gówna i rzeczy zbędnych.

Podobnie jest też z innymi rzeczami jak na przykład gnome-shell.

Jak więcej zablokować śmieci, ale aby dany element zainstalował się i przy okazji zainstalował to, co naprawdę jest mu potrzebne do działania?

Przykład z Unity.
Na pewno nie instalujemy Unity poprzez Centrum aplikacji, czy synaptic. Używamy do tego terminala.
A w nim wydajemy naturalną sekwencję odnośnie instalacji, czyli sudo apt-get install unity. Zaraz, zaraz miało być bez śmieci, prawda 😉

Aby nie instalować zbędnych rzeczy w systemie dodajemy na koniec polecenia instalacyjnego –-no-install-recommends .
Polecenie w całości będzie wyglądać tak: sudo apt-get install unity --no-install-recommends

Dodany znacznik na końcu polecenia instalacyjnego zablokuje procedurze instalacyjnej instalację elementów, które są… rekomendowane dla danej paczki. A są to elementy zazwyczaj dodatkowe jak dodatkowe wtyczki (z których nie korzystacie), dodatkowe programy (których nie użyjecie), elementy które was denerwują (bo uważacie, że jesteście śledzeni) itd.

Dodanie powyższego znacznika pomaga też wyłuskać czysty program czy pulpit bez tego wszystkiego czym jest obładowany. Oszczędza to i miejsce na dysku i nerwy. Bo kogo nie denerwował fakt, że chcąc wypróbować coś trzeba się liczyć z instalacją rzeczy, które będą tylko i wyłącznie zalegać w systemie?

Arch linux: przywracanie poprzedniej wersji danego programu/sterownika/elementu systemu

Arch linux to taka dystrybucja, która nie posiada oddzielonych elementów odnośnie kompilacji, od elementów składowych swoich odpowiedników w systemie.

Fajnie ukazuje to Ubuntu/Debian, Fedora, czy nawet openSuse i ich klony np. Mint. Mają one osobne paczki odnośnie działania w systemie, a pokrewne paczki zakończone np. -dev, -devel albo jeszcze inaczej.

Oznacza to, że kiedy chcemy coś w danej dystrybucji skompilować, zbudować ze źródeł nie zrobimy tego – ponieważ system nie potrzebnych plików. I kolejny raz odwołam się do Ubuntu, gdzie aby coś kompilować trzeba pobrać dość znaczną ilość danych (wielkość), ponieważ system nie ma wymaganych rzeczy, aby dany proces wykonać.

Arch linux nie poszedł tą drogą, a to oznacza że w systemie (a wymaga to AUR), wystarczy doinstalować niewielką ilość rzeczy i już możemy kompilować, budować paczki i instalować je w systemie.

I tu nawiąże do sytuacji, która spotkała mnie na kilka dni temu, aż do dzisiaj.
Przed świętami wykonałem aktualizację, którą robię w Archu nawet 2 do 3 razy dziennie, ponieważ pojawianie się aktualizacji nie jest ustalone. Przy aktualizacji został zaktualizowany  pakiet automake, który wymagany jest do kompilacji. A że ja kompiluje e17 ze svn, a więc fajnie że pojawiła się jego nowa wersja. Otwórz okazało się, że właśnie ten pakiet powoduje błąd kompilacji. Sprawia on, że nie można skompilować danych i zainstalować ich nowszą wersję.
Rozwiązanie?
Czekać na naprawę błędu, ale są święta i nie wiadomo kiedy ktoś to naprawi.

Innym rozwiązaniem jest powrót do poprzedniej wersji automake – tylko jak, jak w katalogu gdzie pobierane są wszystkie paczki są dwie nowe wersje?

I tu wielu z was postanowiłoby czekać na naprawę błędu, albo próbowałoby jakoś obejść problem.

Ja zrobiłem coś innego… po prostu wróciłem do poprzedniej wersji automake 🙂

Zapytacie: jak to zrobiłem, jeśli na serwerach jest już nowa wersja, a stara została skasowana?

Aby nie zanudzić was napiszę tylko: wszedłem na stronę Archa, na automake. Po prawej mamy napis: Source Files / View Changes – wchodzimy do View Changes. Tam odnajdujemy linijkę odnośnie: skąd pobierana jest paczka do najnowszej wersji >> ftp://ftp.gnu.org/gnu/ – po przejściu na dane miejsce – odnajdujemy, w moim przypadku: automake. I tam w katalogu mamy prawie wszystkie wersje danego elementu systemu. To nie koniec… teraz pobieramy wcześniejszą wersję i rozpakowujemy daną paczkę w jakimś miejsce/katalogu. I teraz normalnie ją kompilujemy – tak jak mówi nam to plik instalacyjny. Po kompilacji starszej wersji automake (czyli 10.3) kompilacja elementów e17 przebiega bez problemu 🙂

Powyższy opis sposobu na powrót, lub przywrócenie poprzedniej wersji danego elementu systemu jest banalnie prosty – jeśli wykonamy go choć raz.

Wspominam o tym, ponieważ w Archu mamy trzy sposoby przywracania poprzednich wersji lub instalowania wcześniejszych wersji –pierwszą jest jeśli dość długo nie robimy czyszczenia katalogu z paczkami do instalacji w Archu – to w /var/cache/pacman/pkg mamy pokaźną kolekcję nowych i tych starych wersji wszystkiego co mamy w systemie.  Druga metoda to pobranie wersji z git, lub ręczna kompilacja nowej wersji (nie jest to może przywracanie), która może okazać się lepsza, choć instalując wersję z repo mamy niby to samo. Ale jeśli ktoś ma lxde i zainstaluje pakiet lxpanel z AUR (czyli git), przekona się że wersja skompilowana działa lepiej i posiada przezroczystość, która nie działa w pakiecie z repo. A trzecią metodą jest ta opisana powyżej… docieramy do wcześniejszej wersji danego elementu i pobieramy źródła, a później je kompilujemy i instalujemy 🙂

Dlatego Arch jest tak elastyczny… jak czegoś nie ma w repo, nie też tego w AUR, pobierz źródła i zainstaluj ręcznie – ponieważ system ci na to pozwala i nie ogranicza cię w tym temacie 😉 Jak robią to inne dystrybucje dla początkujących.