o Linux Mint 18.1 Serena

Mint…

Większość już pomyśli, znając tego bloga, że będzie grubo. Oj, będzie… ale nie tak do końca.

Zawsze Linux Mint wzbudzał we mnie mieszane uczucia. Bo niby oparty o Ubuntu, które samo opiera się w pewnej części na Debianie. Szkoda, że Debian na żadnej dystrybucji się nie opiera, ale zostawmy to.

Ale… Jeśli spojrzy się na Linux Mint jako osoba mało obeznana z systemem Linux, to okazuje się, że to zacny system. Naprawdę. Nakładki na elementy systemu są naprawdę proste i nie angażują nikogo to zastanawiania się nad tym, co i jak działa. Bo po jaką ch… „Po co”? Mało chyba kto wie, że nawet synaptic został przerobiony. Zdziwiony? Też byłem. Ale to prawda. W wersji Mint brakuje jednego przycisku. Chodzi o przycisk: zaznacz wszystko do aktualizacji. Ciekawiej się robi, kiedy pojawia się nowsza wersja pakietu i chcemy dokonać aktualizacji. Lipa. Opcja aktualizacji jest… nieaktywna. Albo tak było u mnie. Grubo?
No raczej.
Ale, ale… spokojnie. Tak ma być!!
Nie patrz tak na mnie, ty który, lub która to czytasz.
Ponieważ aktualizację dokonuje się przez inny element w systemie, ziom. Synaptic jest dla idi…w.

Cinnamon.
Twór oparty o API Gnome3. Zacny, ale nie wybitny. Jedyna zaleta, że uruchamiasz Linux Mint i wiesz wszystko, co i gdzie. Naprawdę. Proste, są animacje, odpowiednie opcje. Nie ma lipy. Ten kawałek kodu od twórców Minta jest dość dobry. Jest menu, jest panel na dole ala Windows, czy KDE, jest zegarek, ikonki obok, lista programów w menu… No wszystko jest. Czego chcieć więcej.

Unity7 przy Cinnamon wymięka. Zastanawiałem się: Dlaczego?
I odpowiedź jest prosta jak budowa cepa: Bo nikt ci niczego nie narzuca, abyś zmienił swoje przyzwyczajenia. Unity7 to panel z ikonkami z boku, panel z menu u góry. I te ogromne menu z ikonkami. Do tego wszystko działa, jakby miało zadyszkę (zależnie od laptopa, czy komputera). Nie ważne, że Unity7 jest od kilku lat w Ubuntu, i delikatnie się przejadło i obrzydło, to jednak nadal Canonical pakuje to do kolejnych dystrybucji, zamiast wymyślić coś innego. Unity8… w produkcji. Kiedy się pojawi? Kto to wie? Chyba samo Canonical tego nie wie.
Ale to co wyróżnia Cinnamon to to, że jest przenoszalne. A więc może być użyte w każdej innej dystrybucji. Z Unity7… ktoś widział ten pulpit gdzieś indziej niż w Ubuntu?

Jednak największą bolączką Linux Mint jest… trzymajcie się… starość. I to dosłownie. Powód jest oczywisty, bo Linux Mint opiera się na Ubuntu LTS, a więc… brak nowości, a jedynie poprawki bezpieczeństwa. A więc jest grubo do tego stopnia, że ludzie siedzą na starociach, chyba nawet o tym nie wiedząc. Naprawdę. Bo jak wspomniałem, większość użytkowników systemu Mint, ma w d… co i jak działa w ich systemie. Ma działać. I działa, tylko że jest stare, a to już inna bajka.

Jedyne co pozwala się utrzymać Linux Mint na powierzchni to… społeczność. Ubuntu w tym temacie jest słabe. Aby nie napisać, dnem. Launchpad jest o.k, ale to jedynie paczki, nie ma żadnych aspektów integrujących, czy wspierających np. Unity7. W tym temacie Cinnamon naprawdę błyszczy. Możliwość dodawania elementów z sieci, które stworzyli użytkownicy… szacun.

I nie chce być źle zrozumiany, Linux Mint to nie jest zła dystrybucja. Instalujesz, i korzystasz. To że opiera się na dość przestarzałym jak na świat linux systemie, to inna para kaloszy. Posiada dość wygodne i proste programy, które nie angażują nikogo do poznania swojego systemu, co niektórym odpowiada.
Dystrybucja naprawdę dobra, jeśli zależy ci jedynie na darmowym systemie, z prostym pulpitem, stabilnymi programami.

ps.
Można bez żadnych problemów dokonać aktualizacji do najnowszej wersji Ubuntu, ale jedynie elementy Ubuntu. Ale jednak da się to zrobić. Co to daje? W sumie… nic.

O dystrybucjach (linux) słów kilka.

Ostatnie wpisy są, albo mają być smętne. Prawda jest taka, że są raczej moim spojrzeniem na system linux, który… jest trochę ospały i jakiś taki, ponury w swoim rozwijaniu się.

Ale jak napisałem, to jedynie moje zdanie na dane tematy 🙂

Dzisiaj będzie o dystrybucjach, których już prawie nie testuje, bo nie widzę w tym większego sensu.
No bo, gdyby spojrzeć na dystrybucje okiem starego dziada jak ja, to żadna dystrybucja nie jest idealna, co więcej, każda ma coś, czego brakuje innej, a tej innej brakuje tego, co ma ta pierwsza.

Fedora – niby poligon doświadczalny/testowy Red Hat. Co dystrybucję wprowadzają jakieś zmiany itd. Ale na ile to powoduje, że Fedora jest… innowacyjna, świeża, „nowa”?

openSuse – nie zagłębiam się, bo próbowałem raz, czy dwa, i za nic mi ta dystrybucja nie podchodzi.

Arch linux – mam na laptopie, działa, dystrybucja awaryjna. Ale nie korzystam za wiele, bo brak optymalizacji. Błąd z pacman (obowiązek posiadania zainstalowanej starszej wersji), problem z dźwiękiem (powiadomienia z programów qt np. kdenlive) cały czas przypominają mi o tym, że nie każda dystrybucja jest idealna.

Mint – cinnamon to nic co by mnie przyciągało do Ubuntu, które przecież mam już zainstalowane. A rozwiązania od twórców mint? Fajne, ale czy takie obowiązkowe?

mageia – kiedyś interesowałem się, teraz już nawet nie wiem, które to wydanie się ukaże. Dystrybucji z KDE jest wiele: kubuntu, opensuse…

Debian – niby to ubuntu jest klonem Debiana, ale nie zmienia to faktu, że do Debiana mnie nie ciągnie.

Są jeszcze inne, ale czy one wnoszą coś do świata dystrybucji linux?
Moim zdaniem nie.

Powtarzaną prawdą przez mnie jest to, że dystrybucja musi, po prostu musi posiadać zaplecze w postaci: społeczności, oraz narzędzi umożliwiających działania tejże społeczności. Jeśli twórcy będą się opierać na: stronie do zgłaszania błędów i forum, to tak naprawdę zabijają w swojej społeczności ducha kreatywności i możliwość rozwijania się we własnym kierunku. Czy Arch linux zdobyłby taką popularność, gdyby nie AUR? Nie. Prawdopodobnie, wielu z was nie wiedziałaby, że taka dystrybucja istnieje. Ale to właśnie AUR pozwoliło społeczności tworzyć coś własnego i rozwijać się, oraz działać w ramach tego, czego używają. I to jest piękne 🙂
Czy inne dystrybucje poszły tym tropem?
Ubuntu posiada launchpad, ale nie słyszałem, aby Fedora, czy mageia posiadały takowe narzędzia. Tak, można tworzyć własne paczki, ale czy bez „zareklamowania się” na forum, mamy szansę na ich rozprowadzenie?

Kończąc ten mój, smętny, wywód napiszę, że dystrybucje rozwijają się równolegle do pulpitów. Widać to np. w przypadku wayland, gdzie wprowadzenie tego elementu do systemu będzie oficjalne, kiedy dane pulpity nie będą miały z wayalnd problemów. Bo inaczej… po co wprowadzać wayland, jeśli dystrybucja będzie jedynie polem do wpisywania poleceń?

Każdy powinien wybrać to co mu odpowiada. Lubisz być na bieżąco, ale mieć tą świadomość, że to nie ty dbasz o swoją dystrybucję, ale ktoś inny – to dobrym wyborem będzie Fedora, jeśli lubisz czuć oddech społeczności i wsparcie – Arch, lub jedna z wersji Ubuntu wita, jeśli wolisz stabilność, dopracowanie – opensuse powinno ci się spodobać.
Pamiętaj jednak, że każda dystrybucja ma pewne wady i zalety, bo nic na tym świecie nie jest bez wad 🙂

2013 moim zdaniem – dystrybucje linux

W obecnym czasie dystrybucje coraz bardziej zatracają w pewnym kwestiach granice je dzielące. Dopiero za rok, lub nawet dwa będzie można powiedzieć, że jedna dystrybucja jest inna od drugiej, bo jedna pracuje używając Mir, a druga Wayland. I wydaje mi się, że ta dystrybucja która pozwoli na używani oby tych elementów będzie tą, która będzie królować na laptopach i komputerach.

Sytuacja dystrybucji podobno się zmienia, oczywiście chodzi o to, że Mint przejmuje schedę po Ubuntu. Moim zdaniem i szczerze… to gówno prawda.
Uważam nawet, że użytkowników Mint jest niewiele, a to co pokazuje distrowatch to działanie botów, albo nagonka użytkowników mint na tą stronę (czyt. klikajcie gdzie popadnie, niech się licznik nabija). Pokazuje to samo google – google trends. Wykres jednoznacznie wykazuje, jakie zainteresowanie miało Ubuntu, a jakie pozostałe dystrybucje. Zabawne jest jednak to, że Mint powoli przegania Fedorę (wykres Ubuntu był zbyt wysoki, aby zobaczyć wykres Fedory i Mint), przejście na gnome-shell raczej nie dodało użytkowników Fedorze, a raczej ich odebrało – tendencja spadkowa. Żadna dystrybucja nie ma co się mierzyć z Ubuntu, które pojawia się w tv, serialach, mówi się o przejściu na Ubuntu w różnych państwach czy instytucjach. Co więcej, partnerstwo Dell w Chinach, także pozwala Ubuntu działać nawet tam, gdzie inni nawet nie próbują. Odważne plany pakowania energii i pieniędzy w projekty, które mają pozwolić Ubuntu zagościć na komórkach, czy tabletach to też w pewnym sensie pokazanie, że to nie jest jakaś tam sobie dystrybucja.

Kolejna sprawa, w przypadku Ubuntu, to lauchpad, który pozwala posiadać własną sieć rozpowszechniania swojego programu całkiem za darmo. Jedynie Arch ma coś podobnego, choć opiera się to nie na udostępnianiu miejsca na kod, ale na upublicznianiu pliku, który tworzy nam (buduje) dany program ze źródeł lub instaluje w systemie z innego miejsca niż oficjalne repozytorium. Nie spotkałem się z czymś takim w innych dystrybucjach.
Ale to właśnie lauchpad pozwala mi na testowanie mese 10.1 (git), wersji rozwojowych różnych programów, czy aktualizację starszych wersji na nowsze lub odwrotnie, które zostały skompilowane przez społeczność – społeczność sama sobie pomaga.

I może ktoś pomyśleć, że faworyzuje Ubuntu. Problem w tym, że tak nie jest.

Wiele osób (w komentarzach) proponuje lub proponowało mi przesiadkę na inną dystrybucję. Problem w tym, że ja nie chcę zmieniać systemu. Kolejnym problem jej fakt, że Ubuntu daje mi pewną dozę swobody w decydowaniu: jaką wersję i czego chcę mieć w systemie podobnie z pulpitem, przecież Canonical nie uwiązało nikogo, aby używał Unity. A do tego dochodzi jeszcze wsparcie ze strony użytkowników Ubuntu – lauchpad. Jedynie gdzie coś takiego jest, o czym wspomniałem powyżej, to Arch, który przeznaczony jest raczej dla bardziej wtajemniczonych użytkowników. Ponieważ, tak naprawdę, użytkownicy Debiana, Fedory, czy mageia muszą czekać, aż łaskawie twórcy stworzą pakiet, aby otrzymać nową wersję danego elementu w systemie, czy programu.
Ktoś może stwierdzić, to zainstaluj Mint, jest dużo lepszy.
Szczerze? Musiał bym być totalnym idiotą, aby zmieniać Ubuntu na Ubuntu z kilkoma dodatkami. Jak będę chciał Cinnamon, to sobie podepnę odpowiednie repo i otrzymam to co ma użytkownik Mint. Jak będę chciał mieć śmieciowe rzeczy od twórców Mint, to też je sobie zainstaluje – deb to deb.
A prawda jest taka, że jak mi się znudzi mój obecny pulpit to sobie zainstaluje inny, bez zmieniania systemu na ten sam, tylko z pierdami jako coś nowego 🙂

I możecie być pewni, że i w przyszłym roku afery z Ubuntu i Canonical nie będą cichnąć. Osobiście to już przestaje zwracać na to uwagę, ponieważ to co najważniejsze działa i sprawdza się u mnie idealnie.

cinnamon 2.0 – to naprawdę jest fajne.

(przedstawił bym tutaj materiał wideo, ale okazuje się, że każdy program do nagrywania pulpitu ma problemy z nagraniem cinnamon 😦 )

To, czym jest cinnamon chyba nie muszę tutaj piać, bo osoby siedzące w systemie linux musiały lub nawet testowały cinnamon.

Obecnie pojawiła się wersja 2.0 tego… forka gnome-shell?, pulpitu?, elementu opartego o API gnome3?.

Cinnamon miał i nadal ma być elementem w Mint, który zastępuje Unity (przecież mint oparty jest o ubuntu) i gnome-shell (oryginalny twór od twórców gnome).

I tak jak poprzednie wydania cinnamon sobie odpuszczałem widząc je na grafikach w internecie, tak wersję 2.0 postanowiłem sobie… przetestować.

I tu zaskoczę nie jedną osobę, ale jest… naprawdę dobrze 🙂
Mógłbym nawet napisać, że jestem mocno zaskoczony cinnamon 2.0.

Mając doświadczenia z Unity i gnome-shell 3.10, w cinnamon zaskoczyła mnie ilość ustawień, możliwości edycji panelu, edycji elementów na panelu, oraz to jak to wszystko działa i się prezentuje.
Twórcy wykorzystali nawet mój pomysł wobec chyba xfce lub mate albo KDE, że brakuje mi w ustawieniach przycisku, który pozwalał by wyłączać i włączać ustawienia zaawansowane – osoba nie mająca pojęcia co i jak ustawia tylko pewne ustawienia, zaś osoba wtajemniczona ustawia sobie więcej.

Panel z ustawieniami ZAAWANSOWANYMI.

 

Nemo:


…zmiana bocznego panelu: katalogi, drzewo lub schowanie go

A w ustawieniach nemo:

Możliwość usunięcia bookmarks z menu – fajna opcja 🙂

A poniżej, opcje których brakuje mi czasami w menadżerach plików:

Zaś w samym panelu ustawień  środowiska znajdziemy (poniżej):

1.

2.

1. Ustawienia zaawansowane
2. Ustawienia normalne

Ustawienie efektów (element zaawansowany).

Panel – każdy obszar można przemieścić w inne miejsce na panelu:

Menu:

Edycja menu? Jak najbardziej… 🙂

Dodawanie elementu na Pulpit, czy na panel:

Elementy na panelu – te w standardzie, albo stworzone przez społeczność:

Czy zatem, cinnamon 2.0 to idealny twór?
Nie 😐

Ponieważ są pewne rzeczy w cinnamon, które nie wyglądają dobrze:
— brak pełnego spolszczenia
Są miejsca w ustawieniach, gdzie nie ma przetłumaczonych pewnych rzeczy.
— „zwarty układ” (opcja w nemo odnoszące się do każdego katalogu) nie działa w każdym katalogu
— brak opcji „Zwarty układ” dla katalogów i plików na pulpicie
— zasobożerność – około 95 – 180 MB zajętej pamięci RAM zaraz po uruchomieniu
(w momencie pisania tego tekstu cinnamon wykazuje 6% użycia procesora (cały czas) i 324 MB zajętej pamięci RAM – bez uwzględniania systemu, czyli to sam cinnamon)
— wybierając tapetę na pulpit, po ponownych wejściu w listę katalogów i plików, menadżer nie zapamiętuje w jakim katalogu ostatnio byliśmy – trzeba od nowa przebijać się przez katalogi, czy miejsca, aby dotrzeć w wybrane miejsce.
— po dodaniu do panelu ikonek i próbie ich przemieszczeniu, zaczęły się one klonować lub blokować – restart naprawia ten błąd
— mdm (menadżer logowania od cinnamon) nie posiada listy użytkowników (chyba że to wina jakiejś opcji)

Podsumowując:
Może zachwycam się tym, co już cinnamon miało, może… a może właśnie ta wersja pokazała mi, że ten twór ma potencjał jako konkurencja dla Unity, czy gnome-shell.
Mogę pochwalić cinnamon za to jak się prezentuje, że można sobie większość rzeczy ustawić, jak wygląda panel, jakie ma ustawienia, jak prezentuje się menu, oraz za to, że w pewnych miejscach cinnamon bije na głowę g-s, unity, czy nawet lxde, albo xfce.
Wybaczcie, ale opcje ustawienia namo… praktycznie mogę sobie tak ustawić ten menadżer plików, że będzie całkiem czymś inny niż standardowe namo, oczywiście z wyglądu, ale mimo wszystko… ktoś mi na to pozwala.
Wszystko działa sprawnie i szybko, bez zacinania się, czy czekania. Naciskam i w moment pojawia się okno programu.

Dlaczego cinnamon nie stanie się moim „pulpitem” podstawowym?
Pierwsza kwestia: przepełnienie plików i katalogów na pulpicie, tak to wygląda w cinnamon:

W przypadku xfce – większość plików i katalogów nie była by pokazana, zaś w lxde… wszystkie te pliki mieszczą się na jednym obszarze pulpitu.

Sprawa druga: ilość zajmowanej pamięci RAM. Wybaczcie, ale choć mam tego RAMu trochę, to mam włączonych kilka rzeczy w systemie, do tego gram, przeglądam internet w przeglądarce i dla mnie po pewnym czasie każdy MB jest ważny. Po uruchomieniu Ubuntu, na którym testuję cinnamon 2.0 menadżer urządzeń wykazuje mi w przypadku lxde około 160 MB (system + pulpit), zaś w przypadku cinnamon ilość zajętego RAMu wynosi… około 480 MB (system + „pulpit”).
ram
Ubuntu: ile zajmuje uruchomiony system + lxde + po wywalniu rzeczy nie potrzebnych?
(W powyższej grafice ujęty został też program do robienia rzutów ekranowych)

Sprawa trzecia (ostatnia): zależności gnome. W przypadku lxde, czy xfce elementy gnome mnie nie interesują. W przypadku cinnamon pewne elementy gnome muszą być zainstalowane, czy tego chcę czy nie. Najlepsze jest to, że kiedy zaznaczałem cinnamon do instalacji, pojawiała się lista na której było: unity i parę innych rzeczy, które miały zostać zainstalowane. W takich przypadkach przydaje się opcja –no-install-recommends – która blokuje instalację elementów rekomendowanych. Dzięki właśnie tej opcji, jakieś unity, czy inne śmieci mi się nie zainstalowały przy instalacji cinnamon.

… o.k to ja wracam na lxde, bo nie dość że tam nie ma problemów z elementami na pulpicie, to mniej RAMu zajęte 🙂