konsole: systemy zabite za życia

Jeśli o mnie chodzi, dziwię się producentom konsol, naprawdę.
Przez prawie rok, albo pół planują strategię, tworzą gry i tytuły startowe, oddają skrzynki, aby inne firmy mogły tworzyć na dany system gry, robi się kampanię reklamową, wkłada się w coś siły, energię, moc i pieniądze… a później jak ludzie zaczną to kupować, robi się srut i ogłasza się, że konsola kończy żywot.
Rozumiem, że kasa w tym przypadku gra dużą rolę, co nie zmienia faktu, że twórcy danej konsoli mogli by spokojnie zarobić jeszcze na danym systemie – jeśli by tylko chcieli.
Przykładem może tu być PS2, dreamcast, n64, czy nawet xbox(1).
Co zadecydowało o tym, że dane systemy nie utrzymały się na rynku, a konkurencja dobiła ich dokumentnie, lub co gorsza sami twórcy uwalili konsoli „łeb”?
Nośniki i ich pojemność, usługi, sama konsola i pad do niej, oraz oczywiście gry – w tej kolejności. To zawsze decydowało o przyszłości konsoli i danego systemu (choć może nie do końca, ale o tym w podsumowaniu)

Kiedy wychodziło PS2 z dvd – wszyscy zastanawiali się, czy to nie pogrzebie tego systemu/konsoli. Jak się później okazało, to właśnie dvd sprawiło, że ps2 stało się potęgą, której nikt nie mógł podskoczyć.
Usługi, które oferowały w tamtych czasach konsole były marne, choć np. dreamcast posiadał modem, który był montowany od samego początku, gdzie włodarze Sony nawet nie wiedzieli co to takiego i do czego to służy 🙂
Ale tak, nośnik i jego pojemność to nawet jak na tamte czasy była podstawa planowania. I jeśli spojrzeć na konsole, które wymieniłem – niektóre z nich nie wzięły sobie do serca porażki commodere 64, które przegrało, bo: używało kaset, a atari i pierwsze komputery przenośnie już dawno przeszły na dyskietki. I choć nawet wymienione C64 dorobiło się stacji dyskietek, wiele osób i tak już kupiło inny sprzęt do grania, czy nauki programowania 😉 technologia idzie do przodu… i choć nośnik był jednym z powodów porażki c64, to nie zmienia to faktu, że wiele od niego zależało.

Ale o jednym nie wspomniałem, a dany tekst był by nie pełny, gdybym nie napisał, że: tak naprawdę to od twórców gier i znajomości danej architektury danej konsoli zależało, a nie od nośnika. Ponieważ jak pokazało to n64, które nie miało ani cd, ani dvd – a mimo wszystko gry na ten system, może nie mają super grafiki, ale nie są one takie złe.
W tym przypadku można winić tylko koderów, grafików i inne osoby w zespołach deweloperskich – że srali oni na dany system i tworzyli na inny, który pozwalał im na brak ograniczeń i brak ciągłego ulepszanie kodu gry, a co za tym idzie pomniejszanie pojemności gry, nie tracąc przy tym nic z samej rozgrywki.

Wygląd konsol był różny. Jedne to „wielkie” plastikowe monstra, inne skromne plastikowe pudełeczka.
Ale chyba najważniejszym w tym wszystkim był pad. Jego ergonomia, wykonanie i działanie musiała iść w parze z przyjemnością jego użytkowania. I chyba tylko ps2 posiadało pada, który był genialny – reszta konsol miała pady, które nie dość że były i nadal są kosmicznymi… hmm… czymś, to można mieć zastrzeżenia co do ich wygody.

I czasami to się zastanawiam, czy twórcy danej konsoli tworzyli danego pada srając, czy może będąc na ostrym kacu. Bo żaden pad nie był zrobiony tak aby być funkcjonalnym, albo wygodnym.
Nawet pierwszy xbox miał pada, który był krytykowany za jego używanie i choć później xbox360 dostał pada tylko

poprawionego do poprzednika, nie zmienia to faktu – że to co trzymamy w ręce musi być wygodne do grania i obsługi.

I chyba doszliśmy o ostatniego punktu: gry.
Z tymi było różnie, jak pokazują to listy gier na dany system. Wiele w tym przypadku zależało od ilości sprzedanego systemu, jego ograniczań względem konkurencji i tego, czy inne firmy podejmą się tworzenia na dany system gier.
I nie wiem dlaczego, ale jeśli chodzi o konsole Nintendo to mam wrażenie, że ta firma wypuszczała dane konsole, aby sama tworzyć na nie gry i zarabiać na tym. Kolejną rzeczą o której można wspomnieć, było i jest – obowiązek zatwierdzenia gry na dany system przez główną siedzibę firmy. Chyba mało który gracz wie, że aby gra wyszła na dany system – musi zostać zatwierdzona przez zarząd Sony czy M$oftu, i wielkiego „N”. Dziwicie się, że tak było i jest nadal 😉 Dziwicie się, że wii, N64 dostało gry w stylu: pograj 15, 30 min i spadaj do życia. Dziwicie się, że na konsolę Nintendo nie ma „dorosłych gier” – bo ja nie. Firma sama wychowała sobie graczy, którzy obecnie są graczami „niedzielnymi” i oni nie chcą urywać nikomu głowy z rozlewem krwi. Tak wiem, tego chcą inni, ale ci inni wybiorą inną konsolę 🙂
Firma Nintendo od zawsze preferowała bezstresowe gry, gdzie słodycz wylewa się z ekranu, postacie są dobre, miłe i nie przejawiają niczego złego. To taki trochę utopijny świat dobra i wspaniałości, gdzie nawet ci źli nie wyglądają na złych, a tylko jak by ich udawali.
Dlatego taki dreamcast dorobił się horrorów, walki z zombi, czy nawet mrocznych i klimatycznych produkcji, które potrafiły przyciągnąć na wiele godzin. Nie ma się co szczypać… o konsoli decydowały gry innych twórców. A im było ich więcej, tym lepiej.
Dlatego może dziwić decyzja o zakończeniu produkcji dreamcast’a czy pierwszego xbox’a, już nie wspominając o tym, że PS2 już jest martwe – choć oficjalnie nie zostało zamknięte, czy jak kto woli jego żywot dobiegł końca.

I mija ponad 10 lat od kiedy pojawiło się pierwsze PS2, podobnie z xbox(1) – wydany rok później.
Obecnie ilość konsol PS2 i pierwszego xboxa mogła by sprawić, że twórcy np. małych produkcji mogli by się sprawdzić i wydawać gry za dużo mniejsze pieniądze, przy okazji obie strony zarabiały by na tym. Ale jest to nie możliwe z powodu… twórców danego systemu, którzy dość pokrętnie blokują takie rzeczy. M$ zabił xbox’a – skupiając się na xbox360. Sony oddało PS2 w ręce użytkowników, nie robiąc nic ponad to. Przy okazji wpadając na pomysł, aby gry z PS2 zebrać w zgrabne paki i wydać z podbitą rozdzielczością na nowy system. Oczywiście jest to wyciąganie kasy, niby za coś nowego – ale moim zdaniem, to po prostu kupowanie tego samego, tylko z napisem HD.

I jak obiecałem na początku, wspomnę tutaj trochę o nośniku i jego roli w życiu konsoli.
Patrząc na xbox 360 mam wrażenie, że ktoś z Sony mocno zawalił sprawę. Ponieważ konsola M$ działa w oparciu o DVD, gdzie gry wyglądają podobnie do konkurencji (słychać głosy że czasami nawet lepiej), wszystko działa tak samo jak u konkurencji, a sam nośnik nie przejawia jakiś dziwnych odchyleń. PS3 posiada dużo pojemniejszy nośnik danych, ale czy to widać? Wiele osób twierdzi, że grafika lepiej wygląda pod x360, a nie na ps3, więc gdzie tu logika?

Ponieważ, nie ma prostej odpowiedzi, dlaczego x360 konkuruje z ps3 – które nie dość że pojawiło się później, nie dość że twórcy danej konsoli mieli trochę więcej czasu na zmiany środka konsoli, a do tego obie konsole są porównywalne jeśli chodzi o generowanie grafiki i mocy samego sprzętu – i chyba to co w tym wszystkim jest dziwne: gry graficznie i wykonaniem przejawiają prawie identyczne poziomy.
Jest to spowodowane tym, że wielkie M$ uprościło i nadal udoskonala formę tworzenia gier na xbox’a – oddając w ręce koderów i grafików lepiej wykorzystujące moc konsoli narzędzia, które sprawiają, że tworzenie gier na xbox’a jest nie dość że prostsze, to bardziej optymalne.

I dlaczego wspominam o obecnej generacji konsolach – bo za rok, może dwa pojawią się nowe wydania obecnych konsol – gdzie będzie trzeba wszystko zaczynać od nowa. Problem w tym, że technika odnośnie telewizorów, nośników czy procesorów CPU i GPU trochę się zatrzymała. Telewizory wykonują skok w bok w stronę 3D, poprzestając na LCD lub LED (tym czystym, nie tylko podświetleniu). CPU to tak naprawdę dodawanie rdzeni i możliwość łączenia ich mocy. GPU to tak naprawdę dopieszczanie systemu graficznego, czy łączenie dwóch grafik w jedno, niż gonitwa za coraz większymi mocami przeliczeniowymi.
A wszystko przez to, że ludzie postawili na tablety i telefony dotykowe, które nie potrzebują ogromnych powierzchni obrazu, czy coraz to większych GHz’ów – ale bardziej zoptymalizowane wykorzystanie tego co już zostało stworzone.

Po co o tym wspominam? Ponieważ znając życie, moc dreamcasta, ps2 i pierwszego xbox’a nie zostały jeszcze wykorzystane lub odkryte. Te konsole mogły by jeszcze pokazać, na co je stać i może graficznie nie było by to porównywalne do ps3 czy x360 – to gameplay’em za pewne mogło by przewyższyć dużo mocarniejsze konsole obecnej generacji.
Teraz już wiecie, dlaczego zostały one ubite, kiedy mogły by jeszcze „pożyć” 😉 ponieważ ps3 i x360 miało by godnych przeciwników, którzy mogli by pogrzebać każda z nich… bo dla twórców danych gier liczyła by się ilość nabywców, a nie moc konsoli 🙂

ps.
A tak naprawę konsolę są ubijane w momencie, kiedy skala piractwa przewyższa normalną sprzedaż gier i koszt tworzenia gier.
Teraz już wiecie, dlaczego ps2 miało taką siłę nabywczą 😉 bo przerobienie jej to żaden problem… tylko o tym nikt nie wspomni, bo to niechlubna część świata konsol – piraci i straty liczone w milionach…

konsole a komputer

tytuł miał inną nazwę, ale pod koniec tekstu został zmieniony.

Oryginalnie to miało brzmieć: konsole i spowalnianie rozwoju gier komputerowych (grafika).

Ale że na końcu doszedłem do trochę innych wniosków, wiec zmieniłem tytuł.

Czytając PSXextreme (maj 2011) – a że czytam go zawsze na raty, aby mi wystarczył do nowego numeru – doszedłem do wniosku, że z pewnymi tekstami (publicystyka) się nie zgadzam.

Chodzi o to, że pojawiły się w PE dwa teksty, które mówią, że: rozwój graficzny gier na komputerach jest spowalniany przez konsole obecnej generacji. Oczywiście w PE były cytowane jakieś znane osobistości, które w interesie siedzą nie od dziś. No ja konsolami i grami to interesuje się od 2005 roku, wiec też nie mało i patrzę na to wszystko z tej drugiej strony. Strony, która pokazuje trochę, moim zdaniem, inny problem czy wygląda to trochę inaczej. Panowie ci zapewne patrzą przez pryzmat analiz rynku, tworzonych gier, jak i tytułów, które zostały już wydane. Ja patrze na to, jak osoba która grała kiedyś, bo obecnie nie gram na konsoli (dłuższa przerwa) na PS2 i choć nie posiadam nowej generacji konsol, cały czas czytam rzeczowy miesięcznik (prawie od 2006).

I w moim przekonaniu założenie, że gry konsolowe ciągną gry komputerowe w dół – jest nad wyraz nietrafione.

To może zacznijmy od tego pewnego założenia, o którym tak wielu zapomina: obecne konsole to prawie jak komputery. Pierwszy xbox to był dosłownie komputer tylko trochę inaczej sklecony i nazwany. Gry bazowały w oparciu o narzędzia, które wykorzystywane były w grach na windows. Wiele osób, po rozebraniu xbox doznawało szoku, odnośnie tego, że nie ma między nim a komputerem prawie żadnej różnicy. I obecne konsole jeszcze bardziej zatraciły tą granicę, chcąc ślepo dorównać komputerom. Problem w tym, że sprzęt komputerowy rządzi się swoimi prawami (karta grafiki wypuszczana co 3 miesiące, z podbitymi parametrami).

PS2 był pod tym względem bliżej prawdziwości konsol, nie wspominając o jego byłych konkurentach.

Problem w tym, że od zawsze konsolowcy i komputerowcy wytykali sobie gry, działanie i przeznaczenie danego sprzętu. Jedni chwalili się klawiaturą, inni że mają bardzo dobrze obłożonego pada, zwolennicy konsol że mają gry, których nie ma na komputerze, a komputerowcy odgryzali się że mają super strategie i dużo przyjemniej się gra w FPS na komputerze niż na konsoli itd.

Ale obecnie wiele gier stało się multiplatformowa… zatraciła się ta granica, która kiedyś była naprawdę ogromna (prawie jak kanion). Ponieważ wiele gier nie ukazało się na komputer, bo ich mechanika była przeznaczone tylko na pada i konsole.

Czy w dobie PS2 ktoś patrzył na to, że graficznie gry nie dorównują komputerom?? Czy ktoś przejmował się tym, że facet ma koślawe ręce, że detekcja ruchów jest beznadziejna, albo że nasz bohater nie porusza ustami kiedy mówi – ludzie cieszyli się czymś innym, niż takimi rzeczami. Właśnie tym było granie na konsoli, radochą, przyjemnością i ucieczką w świat który jest od nas 2 metry albo i więcej, a nie jak w komputerze, niecały jeden metr.

I przyglądając się tuzom gatunku postaci i tytułów na konsole, śmiem twierdzić: że właśnie tego brakuje obecnej generacji konsol. Ponieważ na dobrą sprawę konsole tak bardzo upodobniły się do komputerów, że obecnie i prawie od momentu ich się pojawienia: królowały na nich FPS, wyznaczając co róż to granicę graficznego przepychu i powodując przy okazji to, o czym wielu zapomniało: uproszczenia, wyłączenie myślenia, miałka fabuła (albo jej brak), słabe postaci (lub postaci o których po ukończeniu gry zapominamy), coraz to nowsze graficznie gry, które nic nie wniosły do gatunku czy nie oddały hołdu swoim pierwszym wersją. I tego można by było mnożyć i powielać, ale warto tu się zastanowić: czym są gry na konsole lub czym były wcześniej? Pamiętam granie na C64, pamiętam granie pięć lat temu, kiedy pierwszy raz złapałem pada w ręce i wiem jak się czułem, co mi dało pierwsze zagranie w grę konsolową. A teraz, co bym czuł? Przepych graficzny, piękne lokacje, zapierające dech animacje? – może i tak, ale może i też czół bym pewien niedosyt, że ktoś lekko mnie wydymał, bo dał mi grę na 5 do 7 godzin i nic więcej. Że teraz zostaje już tylko multi. I muszę się do czegoś przyznać: jak wcześniej grałem na multi tak teraz na komputerze gram niewiele, a jak już to nie w multi. Powód: zbyt wiele osób wymaszerowało grę, a ja gram dla przyjemności, aby trochę sobie odpocząć psychicznie i czy to dostaję: nie. W Urban Terror (linux) co chwilę kląłem jak szewc kiedy to nawet nie pożyłem 7 sek. i to ma być ta przyjemność, radość, satysfakcja? Wybaczcie, ale ja jej nie czułem. Podobnie z inną grą, w której podejrzałem jak inni grają: to było po prostu granie, dla… nie wiem: gram bo muszę? 😐

Warto też spojrzeć, jakie kiedyś były gry: god of war, silent hill, devil may cry, PES, Tekken, Ratchet & Clank, MGS, Final Fantasy, black, Burnout, killzone – już nie wspominając o platformówkach, czy innych szoterach, czy nie wymienionych klasykach gatunku, które zapadły w pamięci. To ikony konsol, których próżno szukać na komputerach. Sami przyznajcie, ile możecie wymienić BOHATERÓW gier, w które graliście. Czy jesteście wstanie wymienić 5, którzy zapadli wam w pamięci, nie chodzi tutaj o tytuły, ale postaci którymi graliście. Kratos, Dante, ratchet to osobistości, które jeśli by istniały w realnym świecie, były by zaliczane do grona celebrytów.

Czy obecna generacja konsol ma takich bohaterów, czy ja czytając PE mogę wam przytoczyć serię, która by została zapoczątkowana na nowych konsolach i była prowadzona? Jest kilka gier, np. Alan wake, Girsy czy mass effect – ale to nieliczne, które mogę wymienić. Znając życie redaktorzy i tuzy branży wymienili by więcej tego, ale w kontekście gracza niewiele się zapamiętuje bohaterów, a ja wymieniłem tytuły.

W majowym PE niejednokrotnie pada słowo: nuda, mało nowości i MONOTONIA. To ostatnie słowo pada nad wyraz często w podsumowaniu + i -. Dlaczego tak się dzieje? Bo gry są miałkie i niczego nie wnoszą do gatunku. Problemem też jest to, moim zdaniem, że twórcy gier zamiast skupić się na fabule, bohaterach i całej jej mechanice, skupiają się na grafice. Nowa generacja konsol ukierunkowała się w stronę grafiki, zapominając trochę: na czym polega granie na konsoli i czym ono powinno być – przyjemnością, a nie obowiązkiem.

I tu warto wspomnieć o konsoli, która nie ma super grafiki, która nie ma nawet gier pokroju Ps3 i xbox360, tak mowa o: Wii. Konsoli Nintendo, która przed pojawieniem się była wyśmiewana przez wszystkim w branży, która podobno nie miała szans, z wielkimi z powodu grafiki tylko trochę lepszej od tej z PS2 i co… jest to najlepiej sprzedająca się konsola na świecie. Która pobiła największych w ilości sprzedaży, a która ceną jest do nich zbliżona. Co sprawiło, że tak wiele osób oszalało na punkcie tej konsoli? Fun, radość z grania i gry, które mają nieść przyjemność z obcowania z konsolą, a nie super grafikę – jest to moja ocena. Ps3 i xbox360 generują super grafikę, ale zapomina się przy tym, że gra na konsolę to coś więcej, niż tylko gra. I Wii to pokazało i chyba nadal pokazuje. Problem w tym, że pomysłodawcy Wii zawalili trochę sprawę z dobrymi, odważnymi i dorosłymi grami celując w osoby, które z konsolą obcuje tylko w weekend i to tylko przez chwilę. Co przesądziło o sukcesie Wii… kontroler, jakim kierujemy postacią, który miał (moim zdaniem) dawać większe wczucie się w sytuację, przygodę i doznania płynące z gry. Konsola Wii także nie posiada pełnoprawnego grania przez internet, jest bardziej skierowana na granie razem (koło siebie np. imprezy w domu). I mogę tylko spekulować i domyślać się, dlaczego tak jest a nie inaczej. Po pierwsze gra sieciowa niesie ze sobą pewne wymagania, jakie sami nakładają na siebie twórcy kolejnych części CoD, czy innych strzelanek, rozgrywka sieciowa, tryby, rozbudowane trofea i granie dla zdobycia tychże punktów, czy trofeów. Wiele osób przechodzi grę, nie po to aby poznać przygody, czy zaznajomić się z tajemnicą w grze albo żeby się myśląc nad grą i przejściu dalej, dla zdobycia „calaka”, dla osiągnięcia wszystkich punków potrzebnych do zaliczenia gry. Taka kolej rzeczy sprawia, że gra po kilku wieczorach ląduje na półce, z napisem: zagrałem, nie pamiętam co tam było: sprzedać, zniszczyć, wyrzucić – niepotrzebne skreślić.

W dobie, kiedy na ps2 usługa internetowa była tylko dodatkiem, a nie podstawą – granie w gronie znajomych było wyczynem, pokazaniem się czy nawet wypromowaniem się – teraz już o tym wielu może zapomnieć. (Pamięta ktoś może jakieś turnieje Tekken’a albo innej bijatyki??) Internet sprawił, że ludzie mają gdzieś ciebie i to co potrafisz, ponieważ oni już grają online i walczą z osobami z całego świata.

I moim zdaniem, właśnie to sprawiło że gry dążą ślepo ku lepszej grafice, coraz bardziej zatracając to co czyniło konsolę i granie na niej czymś wyjątkowym i fajnym, przyjemnym i satysfakcjonującym.

I dlatego to przekłada się na gry, że nie ma tak naprawdę wiele gier, które mogły by zapadać w pamięć. Dzieje się to co działo się na komputerach i robiło wielu. Grało się w tytuły, o których po chwili się nie pamiętało. A gry, który odznaczały się czymś więcej niż miałką monotonną i sztampową rozgrywką były katowane do zajechania nośnika, albo samego sprzętu. I obecnie dzieje się podobnie z konsolami: gra się w gry, które nas cieszą, a reszta to odrzuty, o których zapominamy w momencie ich ukończenia. I dlatego Wii otrzymało kontroler ruchu, aby każda gra była przeżyciem, abyśmy o niej pamiętali: bo braliśmy w niej czynny udział, a nie byliśmy takim trochę obserwatorem.

I można by się zastanowić nad tym, dlaczego jeszcze nie wspomniałem o temacie, który sobie narzuciłem. Właśnie dlatego, że trzeba było wykazać, czym tak naprawdę kiedyś było granie na konsoli a jest teraz. Dlaczego tak bardzo konsole Ps3 i xbox360 targetują w usługi online, dlaczego gra bez multi, nie ważne jakiego i że to będzie takie „gówniane” nie może obecnie stać się kultową, czy zapamiętaną. I dlaczego Wii sprzedało się w takiej ilości, że pobiło największych.

Konsole to konsole, ale obecnie przypominają zbyt aż za bardzo komputery. Ich układy są zbliżone do generacji komputerów, które w momencie pojawienia się na rynku danej konsoli mogą już tylko konkurować z średniakami, bo do tych najlepszych brakuje im około pół roku, albo i rok. To też pokazuje, że twórcy gier, które jak już też napisałem są multiplatformowe, kierują swoje gry na komputer i konsole. A że konsole są na bakier z technologią, którą zapożyczyły od komputerów – to nie można się dziwić, że można psioczyć na to, że konsole ciągną w dół graficznie gry komputerowe.

I właśnie po to był ten wstęp, aby pokazać – gdzie twórcy konsoli się zagubili i zgubili.

W moim mniemaniu, twórcy architektur konsol powinni iść w kierunku rozwijaniu własnych rozwiązań, własnych efektów, czy podążaniu ścieżką którą podążały konsole przez wiele lat. Ponieważ bliskie zbliżenie się do komputerów zagwarantowało konsolom i może lepszą grafikę, ale gry które nie wnoszą nic do wybranych gatunków, a nawet stało się to co na komputerach stało się wcześniej: pewne gatunki gier przestały mieć prawa bytu. Gdzie na komputerze są te przygodówki, te FPS które zapierały dech w piersiach, a które na konsolach się nie ukazały? Gry się wymieszały, a rynki gier zaczęły się przenikać i zatracać. I właśnie w tym powinno się upatrywać obecne wołania, że gry odnośnie grafiki na komputerach się nie rozwijają, bo gry muszą równać do konsol. Ale prawda jest jednak taka: że jak by twórcy gier komputerowych pozostawili konsole samym sobie. Twórcy gier konsolowych sami by zaczęli równać do siebie,a tym samym i gry były by inne, może bardziej zróżnicowane, ale też twórcy bardziej skupili by się na sprzęcie, na który tworzą. Robijanie się na komputer i jego grafikę, procesor i ram, a konsolowe parametry sprawia, że komputery zawsze będą poszkodowane – bp to wynika samo od siebie.

I teraz można by powiedzieć: koło się zamyka. Ponieważ te same osoby, które wypowiadają się na temat komputerów i konsol, same doprowadziły do tego, że gry na komputer muszą równać (w przybliżeniu) do konsol. Więc czy z tego by wynikało, że te same osoby które tak narzekają same przyczyniły się do tego co jest obecnie i same sprawiły że to co się stało będzie dziać się nadal – moim zdaniem, tak. Ponieważ ja jako gracz nie mam prawa podnosić głosu: na którą konsolę dana gra ma się pojawić. Ale jeśli by god of war było tworzone na komputer i xbox to znając życie – wyszedł by z tego kupowaty kotlet, bez fabuły, bez dobrego gameplay’u i po prostu monotonny i miałki tytuł. A że tytuł był tworzony pod jedną konsolę i skupiono się tylko na jednej konsoli, no to mamy efekty: wszystko w większości dopracowane, grafia bijąca w oczy że zbieramy szczękę z podłogi (bieg po łańcuchu w GoW2 i te widoki – masakra!), a do tego sama przyjemność z grania. Każdy kto w tą grę zagra pamięta ją i prawie większość przeciwników (tych większych), nawet jeśli grała w to 3 lata temu i to czyni gry konsolowe wyjątkowe, że się pamięta i powraca czasami do nich. Już nie wspominając, że każde większe pojawienie się nowej wersji na ps2 było wydarzeniem, które podnosiło sprzedaż danej konsoli – to było coś.

Więc do czego zmierzam, a do tego że stwierdzenie że konsole spowalniają rozwój graficzny gier na komputerach – to nieprawda. A no nie prawda, ponieważ komputer to komputer. Prawda jest taka, że to nie o sprzęt chodzi ale o twórców gier!! To oni sprawili sobie to co obecnie próbuje się zwalić na konsole, ja się pytam dlaczego? Dlaczego jako winnego podaje się konsole, ale tych co na tą konsole tworzą i piszą gry?? Przecież to oni decydują o tym, co się tam ukaże i w co tak naprawdę będą grać wszyscy. Stwierdzając, że to wina konsoli można by rzec, że dana osoba tak naprawdę zapomniała, że to albo ona albo inni jej podobni decydują o wszystkim, a nie kawałek plastiku i tego co on zakrywa. Jak by tak twórcy nie patrzyli się na sobie i na dorównanie komputerom, to już dano by na komputerach były gry, który i może miały by grafikę fotorealistyczną, ale trwały by na tyle krótko, że tylko multi mógł by ratować taką grę. A że twórcy gier konsolowych zamiast patrzeć się na to aby dać własnemu graczowi coś innego, odmiennego, wyjątkowe – zapomina o tym, i robi się gry które jak już napisałem: są miałki, monotonne i powielają to co już było. Można by tu przytoczyć LittleBigPlanet, które nie dość że jest kierowane na jedną konsolę to nadal ludzie w tą grę grają, choć została ona wydana około 3 lata temu… i wielu nie ma zamiaru przestać grać.

I temat jest tak naprawę prosty i treściwy: w momencie kiedy sami twórcy wreszcie zaczną zauważać tylko konsole i tworzyć na jej konkretny system, dopiero wtedy stanie się to co stało się kiedyś: powstaną gry wyjątkowe i zapadające w pamięci, a wymiana sprzętu odpłynie w czasie na kolejne lata. Ale że obecnie sami twórcy doprowadzili do tego, że sprzęt się zestarzał, choć i tak nie powiedziano ostatniego słowa – więc zwala się wszystko na sprzęt, ponieważ on nie odpowie, nie zaprotestuje. Stanie się tylko tym, czy niektóre jego następczynie: śmieciem na wysypisku. A teraz pomyśleć, że są osoby, które nadaj grają na pierwszym Xbox i ps2 – nie przejmując się tym, że inni grają w nowe tytuły: bo im to co mają daje więcej przyjemności z grania, niż obecne gry na obecnym sprzęcie…

ps.

tytuł miał inną nazwę, ale pod koniec tekstu został zmieniony.

Oryginalnie to miało brzmieć: konsole i spowalnianie rozwoju gier komputerowych (grafika).

Ale że na końcu doszedłem do trochę innych wniosków, wiec zmieniłem tytuł.

co-op and versus games- na konsoli playstation 2

Pisząc tekst odnośnie grania razem na ps2, cały czas nachodziła mnie myśl czy da się grać np. w 4 osoby na jednej konsoli? Czy są gry z co-op (graniem razem) i po krótkim przejrzeniu internetu okazuje się, że jest kilka gier gdzie dwie osoby mogą grać jednocześnie 🙂
Przedstawię tutaj gry, które mogą połączyć domowników w walce o ten sam cel…
Żadnej gry nie sprawdziłem, więc będę się opierał na tym, co znalazłem odnośnie danej gry w internecie.

Time Splitters 2
(FPS)

Jak widać, na filmie pokazana została gra na jednej planszy dla 4 graczy przeciwko sobie.
Ale jak widać można grać też we dwóch w normalnej rozgrywce 🙂

Fantastic Four
(bijatyka)

the warrior
(brutalna bijatyka)

Ratchet Deadlocked
(gra akcji i platformówka)

Harry Potter and the Goblet of Fire
(gra akcji)

Dynasty Warriors 6
(bijatyka)

Destroy All Humans 2
(gra akcji)



X-Men Legends 2: Rise of Apocalypse

(bijatyka)


The Red Star

(bijatyka)

Obscure
(horror co-op – jak widać można się lekko pogubić przy takiej kamerze)

Crash of the Titans

—–
Są to tylko nie liczne gry, które pozwalają grać na jednej konsoli przy jednym tv i to na jednej grze, al razem.
Kooperacja, wspomaganie siebie, wspieranie siebie, obserwowanie poczynań drugiej osoby, to sprawa że gra, którą przechodziliśmy w singleplayer przy co-op może nabrać całkiem innego znaczenia i wrażeń. Jak słychać na niektórych filmach, komentarze i wymiana wrażeń następuje na bieżąco, a to podnosi walory rozgrywki o jeszcze lepsze wrażenia.

Problemem może tu być inne osoba, która nie będzie chciała z wami zagrać. Wiele osób uważa konsolę za zło i coś nie potrzebnego. Prawda jest jednak taka, że konsola może integrować rodzinę, łączyć ją – a nawet integrować. Przecież bywa tak, że ciotki i babcie mamy w rożnych miejscach Polski czy świata i oni przyjeżdżają tylko na święta. A dlaczego by nie sprezentować na początku dzieciom, aby czymś się zajęły jakiejś gry co-op a później wciągnąć to dorosłych. Takie podejście może nawet sprawić, że pojawią sie bitwy między rodzinami lub łączenie ze sobą sił, aby pokonać przeciwnika.

Więc wychodzi na to, że można dobrze się bawić nawet jeśli nic nie leci w tv, a pogoda nie nastraja pozytywnie. Ponieważ tylko dzieci, jak i dorośli bez wyobraźni nudzą się w deszcz 🙂 a przecież można spożytkować czas w inny sposób niż tylko głupie patrzenie się w tv, czy bezużyteczne bieganie z pokoju do pokoju. Może warto się zainteresować swoim dzieckiem i zapoznać się z tym, czym ono się interesuje 🙂 a konsola jest w tym przypadku bardzo pomocna.

ps.
Oczywiście kategorie wiekowe odpowiednie dla naszej pociechy, czy osób w rodzinie, które chcą grać w wybraną grę.

konsola i zabawa razem

Moja przygoda z konsolą rozpoczęła się w momencie kupna od kolegi Commodore 64 – pamięta ktoś kręcenie śrubokrętem w magnetofonie i modlenie się, aby gra się „zainstalowała” właściwie. I czy ktoś pamięta te wyłamane pady 😉
Ja pamiętam, choć od tego minęło już dobrych lat. W wojsku dorwałem psx extreme, które odnowiło we mnie zainteresowanie konsolami i tą rozrywką. Przełom nastąpił, kiedy na warcie jedna osoba z kadry przyniosła PS2, aby się nie nudzić w nocy czy w dzień. Nic dziwnego, jeśli antena odbierała śnieżący Polsat i to przy dobrym wietrze, oraz jedynkę i tylko czasami tvp2, a tak – można było zapomnieć o rozrywkach. Tylko co mieli robić ci co w nocy nie mogli spać, bo zmieniali się co 2h na posterunkach? Myślicie że dana osoba pozwoliła nam dotknąć konsoli, zagrać – to się mylicie 🙂 w większość mogliśmy popatrzeć, co nie było złe – czas leciał szybciej. Po jakimś czasie pozwolono nam zagrać (jakiś tam dzień, ale jeden warunek – dzielić się).

I w tym miejscu dochodzimy do sedna sprawy… ponieważ to, że mamy jeden pad, nie oznacza to, że mamy grać sami lub druga osoba bierze tylko bierny udział w grze. Na przykładzie wojska i gry burnaut mogę powiedzieć jedno: wiele satysfakcji daje zmienianie się i pokonywanie danego zadanie przez każda osobę, a inni obserwują jej zmagania o zdobycie złota, ponieważ nam się to nie udało. Czas w tym momencie upływał cholernie szybko… 🙂

Więc pytanie, dlaczego by tego nie wprowadzić w domach? Oczywiście tam gdzie znajduje się konsola.
Granie razem i społeczne podejście do grania, dają niesamowitego kopa, nawet jeśli się tylko obserwuje poczynania danej osoby. I nie musi to być gra platformowa, czy muzyczna, ale zwykłą wyścigówka, czy FPS może stać się miło spędzonym czasem w bliskim gronie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby tak jak było w moim przypadku na warcie, wymieniać się padem w momencie nie zaliczenia zadania, lub nie osiągnięcia zamierzonego celu – złotego medalu. Podpatrywanie innych osób wymusza w nas znajdywanie rozwiązań i niwelowanie błędów, które popełniliśmy my sami.
Podobna sytuacja była z Area 51, gdzie dzierżyło się pada do momentu zgonu, w tym momencie gra cofała nas do ostatniego momentu gdzie byliśmy i zaczynała kolejna osoba. W tej kategorii gier obserwacja jak radzi sobie inna osoba była większa wczuwa w daną grę, ponieważ cały czas musieliśmy być na bieżąco z akcją i fabuła, ponieważ w razie nie powodzenia danej osoby, to my przejmowaliśmy pada, a wtedy to od nas zależy powodzenia misji. Taki patent naprawdę daje, jak napisałem, kopa i pozwala się skupić na grze bez grania, a to coś więcej niż tylko rozpierucha i wybuchy, to zauważenie fabuły i tego, o co w tej grze chodzi – sens. Takie przechodzenie np. area 51 powoduje, że w pewnym momencie wsiąkamy w tą grę, aby dojść do końca i odkryć wszystkie tajemnice 🙂 ponieważ raz gamy my, gdzie jesteśmy skupieni na akcji, a innym razem wszystko tylko obserwujemy skupiając się na czymś całkiem innym – fajna rzecz, a do tego spędzamy czas z innymi – żywymi – osobami, prowadzimy rozmowy na temat misji, błędów, fabuły.
Gry z widokiem z za pleców, gdzie gra daje nam możliwość grania w dwie postacie jednocześnie też jest innym bogatym w emocje spektrum. Ponieważ w tym momencie ważna jest asekuracja innej osoby, wspieranie się w działaniach czy pomoc sobie nawzajem. Tego typu gry nie dość że oddają w nasze ręce wspólne spędzanie czasu, to jeszcze mobilizują do zależności, które mogą a w niektórych przypadkach są wymuszane między grającymi w jedną grę.
A co z grami sportowymi, jak się to tutaj kreuje? Tutaj już nie ma jednego dążenia do celu, ale rywalizacja przeciwko sobie. Podobnie z bijatykami, które nastawione są na konfrontacje. Oczywiście można grać w ten sposób, każdy walczy czy rozgrywa mecz – a następna rozgrywka należy już do drugiej osoby. Jedynym problemem w tym miejscu jest poziom danych osób. Ponieważ jeśli ktoś jest słaby w danej grze, będzie ponosić porażki w danej rozgrywce, a to obniży statystyki czy dokonania osoby, która radzi sobie dość dobrze. W niektórych momentach może dość do rozłamu jeśli chodzi o grę w grupie/razem – a to nic miłego i fajnego, kiedy ktoś inny oddaje pola, tylko dlatego że inna osoba nie jest dobra w danej grze. Przecież nie każdy zna sekwencje ciosów w Tekken, czy potrafi ogrywać komputerowego rywala w PES.
Bardzo dobrym rozwiązaniem dla rodzinnych spotkań i grania u boku żywej osoby wydają się platformówki i rożnego rodzaju tego typu gry. Z punktu widzenia grania razem jest to dobre rozwiązanie, ale tu też mogą się pojawić problemy. Ponieważ w takich grach ważne jest umiejętne kojarzenie, logika działanie, metodyka działania i szybkie reagowanie na własne błędy. Spoglądanie jak inne osoba, cały czas próbuje przejść dane zadanie może wywołać u nas mała frustrację, gdzie w pewnym momencie po prostu wybuchniemy pokazując komuś rozwiązanie czy przyczynę błędu – a to też nie jest dobre.

Jak widać, granie przez internet nie jest obowiązkowe. W wielu przypadkach jeśli posiadacie konsolę i gracie w gry na niej, możecie do uczestnictwa zaprosić inne osoby z rodziny, czy zaprosić znajomych. Taki sposób spędzania czasu sprawia, że nie jesteśmy sami z tym co nas otacza. Internetowi przeciwnicy to internetowi przeciwnicy, a żywe osoby, które na bieżąco komentują sytuacje, podpowiadają, wskazują rozwiązania – to całkiem odmienne podejście i granie w gry. Nawet jeśli przeszliśmy daną grę już z 3 razy, patrzenie się na to jak inna osoba radzi sobie z danym problemem, a my możemy wsiąknąć w fabułę to całkiem odmienne odczuwanie przyjemności z grania.

Jak pokazało mi wojsko, można dzielić się rozgrywką i grami z żywą osoba, która siedzi koło nas. Nie jedno krotnie po przez takie spędzanie czasu ze sobą, jesteśmy w stanie lepiej poznać daną osobę, naprawdę.

Obecnie powracam do grania na konsoli, jak i próbuje odejść od tego na czym skupiałem się przez wiele dni. I choć w obecnej chwili nie mam z kim pograć razem, to wiem że kiedyś to się zmieni. I choć dla wielu konsola i granie w nią to dziecinne zabawy, to czas może zauważyć, że na obecną chwilę więcej wydaje się gier dla dorosłych niż dla dzieci. Wiec tą prawdę można sobie wsadzić między książki. Konsola może być też odskocznią dla młodzieży, która spędza czas przed komputerem. Ponieważ tv w każdym domu znajduje się w takim miejscu, gdzie spotykają się ludzie, to i kontrola tego w co gra nasze dziecko jest w miarę większa. A po za tym, kto nam zabroni zagrania w daną grę, czy uczestniczenia z naszym dzieckiem w rozgrywce. Tak… konsola może sprawić, że poznamy nasze dziecko dużo lepiej niż inni rodzice znają swoje dzieci. Przecież wspólny temat, wspólne lub podobne doznania, w grach na podzielonym ekranie i przechodzenie misji kolejny raz – to poczucie, które u dziecka może sprawić, że będzie wiedziało, że może liczyć na swoich rodziców i może im zaufać.
Przecież większość rodziców nawet nie wie, czym się ich pociecha interesuje, a co dopiero aby oni rozmawiali z nią o wszystkim. Konsola w tym momencie może być dobrym łącznikiem relacji w rodzinie i scalania jej… a przy tym, jest miłym spędzaniem czasu razem, w gronie tych których lubimy lub tych na których nam zależy. Więc jeśli mamy konsolę, dlaczego nie spożytkujemy potencjały drzemiącego w rozgrywce rodzinnej czy w śród znajomych?
A przecież nie wspomniałem o grach karaoke czy ala teleturniej – które są nastawione na typowe spędzanie czasu ze sobą z żywą osoba obok. Ale jedno zagadnie trzeba spełnić: trzeba chcieć i potrafić się bawić w gronie żywych osób kolo nas – bo bez tego szybko pojawi się u nas frustracja i z milej zabawy nici. Ale czy nie warto sprawdzić, jak się prezentuje gra, kiedy mamy możliwość zobaczenia, jak ktoś inny przechodzi tą samą plansze czy próbuje rozwikłać dany problem… wrażenia niesamowite 🙂