Vivaldi… przeglądarka internetowa.

Wpis na blogu, o dość wnerwiającej przypadłości w Vivaldi i… niecały miesiąc i zostaje wprowadzona opcja, która rozwiązuje problem.

Przypadek?
A może twórcy Vivaldi podglądają co użytkownicy piszą w internecie o ich programie?

Fakt jest taki, iż obecnie Vivaldi, wreszcie, w jakiś sposób przyrównało się do innych przeglądarek wobec użytkowania, dokładając 10 gr. od siebie.

vivaldi

Faktem jest, że Vivaldi na początku miesiąca pojawiło się jako wersja stabilna, dla powszechnego i szerokiego grona użytkowników, a po 2 tygodniach pojawia się opcja dla kart, która normalizuje korzystanie z przeglądarki… Czy wynika z tego, że nie tylko mnie brak tej opcji potrafił odrzucić?

Nie zmienia to jednak faktu, że przeglądarka ma pewne problemy, a żeby nie napisać drobne braki.
Jednym z nich jest brak zapamiętywania przez Vivaldi wszystkiego wpisywanego w formularz lub okna dialogowe, z loginem na czele (albo ja nie widzę takiej opcji).

Inną dziwną rzeczą jest powielanie się opcji:
vivaldi i vivaldi

Czym się te opcje różnią? Bo ja jakoś nie znajduję między nimi jakiejś wielkiej różnicy.
Zabawne w tym jest to, że może i wyszukiwanie oryginalnie nie działa, ale… wpisując w pasek adresu frazę, czy słowo zaczynające się od g …, i tak uruchamia google i wyszukiwanie. Więc gdzie tu sens tych opcji, kiedy można je bez problemu obejść?

Vivaldi nie jest złe, ale do ideału jeszcze długa i żmudna droga.
Bo to co na pewno przydało by się tej przeglądarce to… optymalizacja i usprawnienie procesu ładowania kart, bo kilka kart, a wiatrak potrafi wkręcić się na dość wysokie obroty, mimo iż jakoś nie ma ku temu powodów.

ps.
Twórcy zapowiedzieli, iż z wersją 1.1 zakończą wsparcie dla starszych wersji systemów Windows (XP i Vista) i OS. Warto mieć to na uwadze.

Ubuntu 11.10 and unity 4.8.0 (12.08.2011)

Każdy kto testuje Ubuntu wersję 11.10 i Unity – z dzisiejszym dniem dostanie mocnego kopa w jaja, a w twarz poleci piącha.

A wszystko za sprawą nowej wersji unity, która właśnie zawitała w repo.

Zmiany jakie zostały w niej wprowadzone zmieniają koncepcję Unity… i to dosłownie.

WAŻNE:
menu – okno otwierane na 3/4 ekranu, z dużymi ikonkami.
pisząc menu mam na myśli właśnie powyższe menu, a nie menu programów – proszę mieć to na uwadze 🙂
menu programów – menu, które widnieje na belce ala mac. 

W nowej wersji znika znaczek ubuntu, na górnej belce, a przyciski zamykania i menu – ląduje w tym miejscu. Znaczek Ubuntu ląduje na panelu, który się chowa. Do instalacji nowego Unity jest wymagane banshee i paczki z mono – co nie bardzo mi się podoba. Canonical wprowadziło zmiany odnośnie miejsc, plików i właśnie music… łącząc wszystko pod charakterystycznym menu z dużymi ikonkami. To właśnie tam wsadzono to, co wcześniej mieliśmy na ruchomym panelu z boku.

Inaczej mówiąc, górny panel/belka staje się narzędziem tylko do: menu programów, zamykania i minimalizacji programów, zegar, tray, ikonki od Canonical z opcjami społecznościowymi i nic więcej. Nie ma tam już menu, nie ma tam niczego zbędnego. Teraz naprawdę pracujemy na pełnoekranowym programie. Szkoda tylko, że przyciski zamykania programów nie są po drogiej stronie…

Do bocznego panelu, jak już napisałem ląduje menu z górnego panelu/belki, mamy folder domowy, ikonki programów i śmietnik. W ccsm możemy sobie ustawić przezroczystości i wizualne widzenie belki i panelu, jak i też możemy sobie ustawić – czy chcemy widzieć zamontowane dyski czy nie.

Zmiany są dla kogoś kto się przyzwyczaił do obecnego Unity dość radykalne i ogromne. Nowe Unity (choć to początek zmian) w wersji 11.10 będzie całkiem inne, nowe i oferujące jeszcze większe spektrum przywiązania do marki Ubuntu. Indykatory oferują coraz to większe spektrum programów, jakie one obsługują. Obecnie też nie działa już przywoływanie bocznego panelu po przez najechanie na kant, ale na lewy brzeg.

Po co zmiany?
Dla kasy… bo jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o kasę. Banshee posiada wtyczkę do kupowania w „sklepie” Canonical muzyki i odtwarzanie jej. W tym oknie/menu (duże ikonki) pojawia się opcja (kwadracik na dole) z właśnie muzyką. I jeśli iść tym tropem, Canonical może w ten sposób stworzyć wtyczki lens (bo na ich zasadzie to działa i SĄ ONE WYMAGANE DO INSTALACJI NOWEGO UNITY), do filmów, gier, programów które będzie można kupić i mieć w jednym miejscu. Na razie jest wtyczka odnośnie muzyki, aplikacji – które jak już wspomniałem – są wymagane do nowego unity.

To też pokazuje, że Ubuntu i Unity to działanie w kierunku zarobku ze sprzedawania usług i rzeczy w chmurze.

I jeśli mam być szczery, zmiany są dość dobre, nawet jeśli są ukierunkowane zarobkiem. Ponieważ twórcy Ubuntu mają jakiś zamysł, ku czemu chcą tworzyć Ubuntu. Problem jednak leży tam, gdzie nikt nie zauważa. A mianowicie Ubuntu zaczyna mi trochę przypominać takiego chromebooka, niż pełnoprawny system komputerowy. Wciskanie komuś usług w chmurze, niwelując inne programy ze swojego systemu… młodym i obytym z portalami, twitterami, dropboxem i innymi usługami w sieci ten zamysł się spodoba. Starzy wyjadacze jednak spojrzą na to z ukosa, pokazując młodym środkowy palec. Ponieważ oni wiedzą, że przyjdzie czas, kiedy to te wszystkie osoby jeszcze zapragną normalnego systemu, kiedy to ktoś odetnie wtyczkę od prądu, albo kiedy to hakerzy zaczną likwidować największe serwerownie na świecie…

Usługi w chmurze i płacenie za to, to drogą do niczego, do pustki, do bycia bateryjką, do wojny korporacji, i wielkich. Ponieważ w tym momencie stajemy się numerkiem w statystykach i nic więcej. Bo nie chcemy płacić za to, z czego korzystamy… a to źle.

Ubuntu staje się właśnie takim medium, które ma nam dostarczyć usługi, za które będziemy musieli płacić, chcąc z nich korzystać jeśli będzie chcieć więcej niż będziemy mieli. A tym samym, stajemy się portfelem, a nie żywym człowiekiem. Ale że obecnie coraz więcej młodych chce być takimi numerkami – Ubuntu ma szansę poszerzyć swoje szeregi o kolejnych użytkowników, którzy nic nie będą wiedzieć o systemie, tylko będą chcieli z niego korzystać – nie przejmując się niczym.
Ale jak już nie jedna osoba się przekonała… Ubuntu to linux, a nie windows i tutaj jak coś nie zadziała, to nie da się wpakować sterowników z płyty. Ale trzeba się zagłębić w system i zgłosić błąd twórcą Ubuntu – a czy któryś z leszczy (czyt. początkujących) wie, co to znaczy?? Dzięki takiemu stanowi rzeczy – dotrze do nich, że linux to jednak trochę bardziej złożona struktura niż się komuś wydaje, tym samym zaczną oni szukać czegoś – co nie będzie posiadać problemów, a przy okazji każde sterowniki z płyty się zainstalują.


Warto sobie zaznaczyć wyższy rozdzielczość 🙂

ps
Obecnie też Unity-2d też otrzymało aktualizację do wersji 4.0.0

ps2
Oby się nie okazało, że zagrania i decyzje Canonical wobec Ubuntu nie wywindują go zbyt wysoko, bo upadek może być bardzo bolesny. Tylko czy Ubuntu spadnie, jeśli jest niesione na milionach rąk?? Ponieważ Canonical to jedyna firma która stara się wypromować i wprowadzić Ubuntu tam, gdzie jeszcze nie było linux’a, albo był tylko nikt go nie zauważał.
Więc ciekawi mnie stagnacja w Red Hat, Novell – gdzie nic się nie robi, aby wypromować własną dystrybucję na desktopy. A premiera chromebooka to dobry czas, aby cichaczem i dla siebie łyknąć trochę tego tortu i wryć się w świadomość ludzi.

ps3.
Obecnie Canonical nie jest też już zależne od nikogo. Ma własny pulpit,  własną dystrybucję i własny zamysł i pomysł na Ubuntu, który jest realizowany. Zmiany paczek i wielu bibliotek konsekwentnie blokują innych twórców do korzystania z wersji od Canonical, zależności, zmiany idące głęboko w strukturę paczki – to niektóre z powodów, dla których Canonical idzie swoją drogą. Ubuntu nie jest zależne od wydań KDE, czy gnome3, nie musi na to czekać – bo samo dyktuje sobie warunki. Co za tym idzie, między wydaniami może się okazać (tak jak teraz), że wykonując aktualizacje Ubuntu, dostaniemy całkiem inne Ubuntu, niż było ono poprzednio: unity. Canonical też nie musi się trzymać wyznaczonych założeń jakie ma gnome-shell (gnome3), czy twórcy KDE, ponieważ Ubuntu ma unity-2d, budowane na qt, unity-2d, lubuntu, xubuntu, czy kubuntu. A tym samym, cała energia jaka kiedyś szła na wsparcie innych pulpitów idzie w ich własny projekt. A to może, i będzie przyciągać nowych do Ubuntu, bo jest ono mimo wszystko samowystarczalne i od nikogo nie zależne. Ubuntu wykorzystuje idee i założenie opensource i linux’a – że wszystko co posiada linux może zostać użyte i wykorzystane do budowania dystrybucji i z tego Canonical korzysta. Tylko kto powiedział, że między tymi ideałami pojawią się programy i projekty, które będą dedykowane tylko jednej dystrybucji?? Nikt… i z tego też korzysta Canonical. Przecież Canonical nie zabrania instalacji Unity na innej dystrybucji, ale że potrzebne są paczki od Canonical – a to już nie problem twórców Ubuntu, ale twórców innych dystrybucji.
I jeśli by nad tym się zastanowić, to ma to głębszy sens… przecież nikt nie zmusi Canonical do wprowadzenia systemd, bo to Ubuntu jest najpopularniejszą dystrybucją. A im więcej młodych będzie posiadać Ubuntu na swoim laptopie i komputerze, tym bardziej nowe projekty jakie wymyśla Red Hat będą brać w łeb – ponieważ wiele firm skieruje swoje kroki do Canonical, a nie do Red Hat-a. Ponieważ w tym świecie, liczą się ilość użytkowników, a nie założenia firmy czy ich oferta. Po za tym, RH celuje w serwery, a nie desktopy – w przeciwieństwie do Canonical.

A jeśli nadal się chcecie upierać że to nie prawda, to dam wam przykład, powtarzam przykład 🙂 : Ubuntu ma bazę użytkowników, dogaduje się z kilkoma wytwórniami do umieszczenia nowego albumu Lady Gaga, Korn, Rammstein, Dj Tiesto w swoim sklepiku. Na efekt nie trzeba długo czekać, fora, blogi rozdmuchały informacje. Ludzie, którzy mają Ubuntu potwierdzają to: na fb, g+ i twitter lądują zdjęcia, czy filmiki które pokazują że to prawda. Inni młodzi chcąc też posiadać taką możliwość, więc pobierają Ubuntu, instalują z pomocą poradnika i… korzystają, wstawiając do sieci info – też słucham muzyki za 30 dolców w Ubuntu, znajomi patrzą i myślą: on ma, to dlaczego i ja nie mogę mieć i… tak koło się zamyka.
I prawdopodobnie właśnie do tego przygotowuje się Ubuntu i zmienia wszystko… aby ze startem nowej wersji dystrybucji, wystartować z ofertą w chmurze i muzyką w chmurze, co przyciągnie nowych w masowej liczbie. Ponieważ najlepszą reklamą jest poczta pantoflowa… ta reklama działa lepiej, niż bilbord, reklama w tv czy inny środek przekazu 🙂 A obecnie coraz więcej pojawia się blogów, które prawią o Ubuntu czy innej dystrybucji. Ale to nadal linux, a więc… tutaj wszystko może się zdarzyć. A przy portalach społecznościowych, wystarczy 100 osób, aby informacja była powielana w tysiącach – inaczej czyt. darmowa reklama, jaką sami użytkownicy Ubuntu robią twórcą 🙂 A Canonical nie musi za to ani płacić, tylko korzysta…

przeglądarki, stronki, bzdety

Ostatnio pisałem wam, że miejsce firefox-a u mnie zajęła Opera. I napisałem że nie jest to zła przeglądarka, ale ma pewne dziwne założenia z kartami, do czego się przyzwyczaiłem – choć potrafi to doprowadzić do lekkiej frustracji, ale też ma emulowany flash player – co już mi się ogólnie nie podoba. Ponieważ emulacja żre i to dosłownie o 10% więcej procka niż analogicznie w aktualizowanym firefox 8.0a czy chrome.

Ale dość nie dawno zainteresowałem się midori, która zaczęła sie dynamicznie rozwijać i pojawił się problem. Ponieważ przeglądarka ta chodzi na siniku webkit, podobnie jak chrome czy chromium, nawet ma menu takie samo jak chrome/chromium (na dole wklej i przejdź), czy menu pod jednym przyciskiem z możliwością przejścia do normalnego menu 🙂 Problem jednak z midori jest taki, że u mnie nie potrafi ona wyświetlić czcionek podobnie jak inne przeglądarki – choć są te same ustawienia. A więc wszystkie strony wyglądają całkiem inaczej nawet z układem – ponieważ czcionka albo się rozpycha, albo zajmuje mniej miejsca, a tym samym obiekty lądują całkiem gdzieś indziej – niż na tej samej stronie w operze czy chrome. A to nie jest nic fajnego…
Midori zainteresowałem się, bo podobno jest szybka i lekka.
Ale tak naprawdę to brzydka i gorsza wersja chromium. Brakuje kilku ustawień, jak i też sprawdzanie pisowni nie działa – no u mnie nie działa. Każde słowo z polskim znaczkiem oznaczone jest jako błąd, zaś każde inne już nie – a w ustawieniach mam pl. Midori nie potrafi też ustawić środkowo-europejskiego kodowania znaków (sic!). Obecnie pojawiła się wersja 0.4.0 – ale ona nie wnosi nic do samego działania przeglądarki. Twórcy nawet nie pokusili się o przepisanie kodu na gtk3.

Najgorsze jednak jest to, że szybkość tej przeglądarki szybko spada przy komplikowanych stronach, na 5 kartach. Załadowaniem ich trwać może wieki…

midori nie jest złą przeglądarką, ale nic po lekkości, kiedy strony nie wyglądają jak mają wyglądać, a kilka kart potrafi zatrzymać wszystkie inne karty ładujące się w tle. Jeśli ktoś ma firefox-a jako główną przeglądarkę, później chrome i operę – to na midori nie powinien spojrzeć. Jeśli jednak u kogoś firefox nie jest już używany na rzecz innej przeglądarki – to midori jako 3 – zastępczy program sprawdza się nad wyraz dobrze.

Najlepiej też jest pobrać sobie midori z git i kompilować co 3 dni, ponieważ twórcy cały czas grzebią w jej bebechach i zmieniają pewne rzeczy – a więc może się okazać, że to co nie działa teraz może zacząć działać po kolejnej aktualizacji 🙂

opera(-next) 12.00 (1020) – testy

Twórcy Opery nie próżnują. Dość nie dawno oddali w ręce użytkowników nową wersję swojej przeglądarki, to już rozpoczęli oni testy dla nowego wydania.

A że ja lubię sobie testować, więc oczywiście pobrałem nową pre-alphe, jak i będę starał się uczestniczyć w kolejnych wydaniach testowych.

Obecnie najnowsze wydanie opera-next 12.00 (1020) przynosi masę zmian w temacie: stabilności, użycia pamięci przez nowe wydanie, jak i poprawki w odniesieniu do wyświetlania stron.

Czytaj dalej „opera(-next) 12.00 (1020) – testy”